Zaufanie czyli waluta przyszłości – Michał Szafrański [trochu kultury]

8
2442

Jadąc na Pinta Party nagrałem film o najnowszej książce Michała Szafrańskiego, tego od Finansowego Ninja. Książki jeszcze nie przeczytałem, ale powiem Wam kilka słów na jej temat, bo właśnie rzucili ją do Biedronki.


8 KOMENTARZE

  1. A ja mam jeden problem z tą książką (przed przeczytaniem): autor manipuluje tytułem. Żeby nie było: sam blog autora, oraz pierwszą ksiażkę znam i cenię. Ale w jaki sposób jego blog jest od zera, jeśli pan Michał miał na początku sporo kasy, aby móc choćby promować bloga oraz zabezpieczenie finansowe (czyli komfort psychiczny: mieszkanie + duże oszczędności). Jest to moim zdaniem tani chwyt, który nie przystoi…

    • No ale przecież nie zainwestował kasy w agencję PR czy w reklamy na Facebooku. Kasa była jedynie po to, żeby móc sobie pozwolić na nieosiąganie dochodu przez jakiś czas.
      To, że miał mieszkanie moim zdaniem niczego nie zmienia.

  2. Tak, tylko że wiesz Twój przykład też działa na wyobraźnię, no oczywiście pracowałeś u ojca, jakby co to miałbyś miękkie lądowanie. Ale te historie mówią o czymś innym, a mówią o tym, że jeśli wystarczająco wierzysz w to co robisz i jest to na tyle interesująca dla innych, że w to wchodzą i za to zapłacą to jesteś wygrany i później nie ważne co będziesz robił, ludzie za Tobą pójdą.
    Ja na ten przykład przestałem kupować kraft i tu jestem kontrrewolucjonistą bo sam sobie warzę piwo :D.a więc poniekąd przestałem Cię współfinansować i sam byłeś tego powodem, ale kupiłem książkę ze szkłem, koszulkę i kupię więcej, ale nie dlatego, że sam chciałbym być taki jak ty, ale dlatego że jesteś inny i akurat to mi wystarczy, to mi odpowiada.
    I myślę sobie, że ten przekaz trafi do ludzi do których powinien trafić bo inaczej będzie rozpacz. Wszyscy chcą dziś zostać blogerami, a robić to nie ma komu 😛

    • Ja tam nie chcę być blogerem. Później gdzie się nie ruszysz to tylko latają za tobą i zdjęcia robią. Normalnie człowiek nie może się w spokoju napić na mieście 😉

  3. OFT: Mam pytanie odnośnie aromatu miodu w piwie. Z tego co zrozumiałem z Twojego nauczania bierze się on z utlenienia piwa. Otóż zrobiłem lekkie (8,6 BLG) piwo z 20% zasypem słodu zakwaszającego. Fermentowane w temperaturze od 20 do 16 stopni (styropianowa lodówka z zamrożonymi wkładami PET). Piwo podczas przelewania na cichą (po 12 dniach burzliwej) było przyjemnie słodkie z lekką kwaśnością. Po 14 dniach cichej butelkowałem. I wtedy pojawił się dość intensywny aromat miodowy. Piwo było zamknięte w fermentorze przez czas fermentacji, nie było napowietrzane, nie było nawet przestawiane.
    Skąd mógł wziąć się ten „miód”? Może to skutek czegoś innego niż utlenienie a może to przez ewentualne pozostałości OXI w fermentorze przy czyszczeniu przed przelaniem na cichą?

    PS. Użyte drożdże to S-33. Odfermentowały do ok. 2 BLG.

Dodaj komentarz