EXP 366 (Equinox) IPA is dead z BrewDoga

22
185

czy Equinox daje radę?

Trzecie piwo na IPAday. Single Hop Equinox, podobnie jak Kinky Ale z Doctora Brew. Czy ten chmiel uratuje serię IPA is dead.
Uwaga: słaba jakość dźwięku. Znaczy się wieje i na słuchawkach może być tak sobie, choć generalnie nie jest źle. 😉

 

22 KOMENTARZE

  1. EXP 366, jak dla mnie wypadł najlepiej z całej serii, ale też bez rewelacji. Generalnie szkoda pieniędzy na ten atak słodyczy i alkoholu. IPA z Brewdoga is dead :D.

    • Dla mnie mija się z celem robienie czterech piw o teoretycznie identycznych parametrach, a przynajmniej przy stosunkowo wysokich parametrach. Lekkie west coasty z 50 IBU i solidnym chmieleniem na zimno zrobiłyby robotę. W sumie to można zrobić ankietę pt. na których chmielach Brewdog spartoli kolejną serię IPA is DEAD.

  2. Kwestia mocy to sprawa drugorzędna – Mikkeler uwarzył genialną serię imperialnych single hopów po przeszło 100 IBU każda, ale tamte piwa były pieknie wytrawne (jak na IIPA), bardzo intensywnie chmielone i golnie świetne:) IPA is dead nie ma jakoś blysku, piwa są po prostu nudne i faktycznie wyjatkowo alkoholowe.

  3. Wahałem się, czy nie zakupić tego czteropaka i teraz widzę, że chyba dobrze zrobiłem.

    Jestem natomiast niezmiennie pod wrażenie serii single hopów Mikkellera. Każdy z nich jest zupełnie inny, każdy oddaje potencjał chmielu i śmiało można go potraktować w celach poznawczo-szkoleniowych (czym się różnią poszczególne odmiany chmielu). Mam jeszcze jakieś imperialne single hopy z tego browaru (m.in. Nelson Sauvin, który obok Amarillo i Mandarina Bavaria stał się zdecydowanie moim ulubionym, właściwie to chyba najlepszym hopem) – spodziewam się po nich wszystkiego, co najlepsze.

    Problem z tymi piwami jest tylko taki, że wszystkie są w butelkach o pojemności 330 ml, czyli 2-3 łyki i po zabawie. Dlatego mam nadzieję, że nasi rodzimi rzemieślnicy też wezmą się za single, ale tak na porządnie – nie na zasadzie jakiejś pojedynczej, eksperymentalnej hecy, tylko całej serii – jednolitej, spójnej, trzymającej parametry, liczącej kilkanaście czy kilkadziesiąt piw w półlitrowych butelkach. Bardzo bym sobie takiej serii życzył, bo warzenie kolejnego APA/IPA z 5 tymi samymi chmielami, nawrzucanymi do oporu w taki sposób, że zamiast wyróżniać się i uzupełniać, zlewają się w jakąś kakofonię niezbalansowanych smaków i aromatów (cytrusy, tropiki, las, łąka, kwiaty), staje się już powoli nudne.

    • Mikkeler to klasa sama w sobie – gdyby piwa faktycznie potrafiły urywać jaja, to śpiewałbym pięknym sopranem. Brewdog to niestety coraz bardziej tylko i wyłącznie genialny marketing, a szkoda, bo pokazali, że jak chcą, to potrafią zrobić dobre piciu.

      • Masz rację, coś w tym jest. Myślę, że kiedyś Brewdog miał u nas większe branie, bo byliśmy dopiero w wieku embrionalnym, jeśli chodzi o pełzającą rewolucję piwną. Ludzie otwierali Punk IPA i odlatywali w kosmos. Teraz nawet na lokalnym polskim rynku można znaleźć piwa, które spokojnie mogą zagrozić Brewdogowi (od PINTY począwszy, przez Pracownię Piwa i Artezana, aż po Doctora Brew), nawet jeśli nie będą wysyłane w paczce Putinowi, a ich twórcy nie będą wysadzać w powietrze kartonów z Warką czy Żywcem. Takie hipsterskie hece są może dobre na początku, w pewnym wieku, jako jakaś taka kilkakrotna zgrywa i beka. Dobre piwo powinno obronić się samo.

        Ja od pewnego czasu przeżywam kryzys (przesyt) piwnej rewolucji. Rzadko mnie coś zaskakuje, powala, inspiruje. Jeszcze do niedawna łykałem wszystkie polskie premiery piwne jak pelikan. Teraz myślę poważnie o tym, żeby skupić się na JEDNYM browarze i pić z niego możliwie najbardziej zróżnicowane piwa. Takim browarem wydaje mi się Mikkeller, który jako jeden z naprawdę niewielu jeszcze nigdy mnie nie zawiódł (wypiłem na razie koło dwudziestu ich piw). Ewentualnie DeMolen.

    • Ludzie jakoś mało się wstydzą tych koszulek.
      Plus jest taki, że znacząca większość mieszkańców Polski i tak nie wie, że to koszulki “z piwa”. Przecież nie chodzimy w żywcach, lechach i tyskich 😛
      Poza tym, są też w obiegu piwne koszulki nie związane z żadną konkretną marką – mam taką zabawną z kuflem i krzykliwym nadrukiem “Save the Ales”, co nawiązuje do dawniej popularnych w kilku miejscach na świecie koszulek z napisem “Save the Whales”. Do tego ubieram szelki z wbudowanym otwieraczem, worek z chmielem do inhalacji a’la butapren i tak właśnie chodzę po mieście 😛

  4. Ale ten czteropak trzeba rozpatrywać całościowo. On ma pokazać jak różny wpływ na piwo dają chmiele. Na etykietach informują, że każde z tych czterech piw powstało na bazie tych samych słodów (i jakby to napisać: identycznie rozcieńczonych) ale różnią się tylko gatunkiem użytego chmielu. Do tego w każdym z tych piw dodali go tylko/aż tyle, żeby wyszło im 75 IBU (pewnie bez chmielenia na zimno). Takie odgórne założenia na pewno nie miały na celu wydobywanie z chmielu (i piwa) jakiejkolwiek doskonałości. Wręcz przeciwnie – to spore ograniczenia i ta ‘średniość’ ocen tych piw może z tego wynikać. Z drugiej strony takie założenia często stosuje się w celu wykonania testów i porównań i chyba to przyświecało autorom projektu. To takie ogólnie dostępne ‘sample’ chmielu z różnych stron świata i o różnej charakterystyce po fermentacji 😉 Dla mnie to fajny pomysł a wypicie czteropaka to nawet takie doświadczenie z gatunku tych ‘edukacyjnych’ ale na tle innych (równie drogich) rarytasów od BD i do tego oceniane pojedynczo wypadają blado.

Dodaj komentarz