Happy Crack czyli horror w płynie

70
209

owoc kooperacji Pinty i Pracowni Piwa.

Powiem szczerze, że Black Sahti jako styl nie budziło jakoś żywszego bicia mojego serca, okazuje się jednak, że…

W filmie nie powiedziałem, że Happy Crack miał być piwem uwarzonym na otwarcie lokali Viva la Pinta i Tap House w Krakowie.

 

70 KOMENTARZE

  1. Dzisiaj dostałem paczkę z piwem i pech chciał, że akurat tę butelkę zbił kurier 🙁
    Mam nadzieję, że na Beer Geek Madness dostanę butelkę.

  2. Tomku, jak mniemam lubisz humor a’la Monty Python? 😉 Myślę, że ta recenzja jest przełomowa, “hapeau bas” !!!

    Kupiłem to piwko dziś, przyniosłem do domu i nie wytrzymałem… napisałem do obu browarów skąd pomysł na etykietę, jaka jest jej “historia”, na razie nie odpisali ;-( Może ty wiesz skąd tak abstrakcyjny pomysł? Bardzo udany pomysł, ale na półce sklepowej ginie.

    Może to nikogo nie obchodzi ale napiszę moje odczucia smakowo-zapachowe a’ propos tego piwa. Jeśli w kategorii eksperymentu miałbym oceniać to BRAWO ZA ODWAGĘ !
    Natomiast subiektywnie to nie moja bajka, jakbym się ginu z piwem napił… nie jest pijalne moim zdaniem, podkreślam moim zdaniem. A pachnie intrygująco, lepiej niż smakuje, moim zdaniem. Jest to piwo, które można wypić i potem o nim podyskutować.

  3. Zróbmy coś dziwnego piwne freaki to kupią! (czyt: zróbmy coś ch***wego, frajerzy i tak to kupią i to za kosmiczną cenę). To coś smakuje jak średnio udane (delikatnie mówiąc) produkcje początkujących piwowarów domowych…

    • Kurcze nie pamiętam ile płaciłem, ale nie było bardzo drogie. Natomiast nie zgodzę się, że jest ch….e. Jest dziwne i takie niespójne, składniki w nim użyte nie współgrają, moim zdaniem. Jest duża szansa, że wśród freeków znajdzie się sporo osób którym nie będzie smakowało.

      Twoja teoria jest ciekawa, bo sam o niej myślałem jakiś czas temu… i jestem w stanie zaryzykować stwierdzenie, że gdy pojawiły się spore pieniądze w kieszeni piwowarów kontraktowych i rzemieślniczych to mogą próbować wypuszczać cokolwiek w małej ilości bo i tak się sprzeda.

    • Tak to jest z eksperymentami. Spróbowałeś i teraz już wiesz żeby nie kupować każdej nowości w ciemno 😉 Ja po spróbowaniu Końca Świata wiedziałem, że to zupełnie nie moja bajka i nawet przez myśl mi nie przeszło żeby kupować to piwo.

    • Kolego Jacek, maść na ból dupy przestaje działać? Należy zmienić albo zwielokrotnić dawkę 😛
      Nie smakuje, ma prawo. Piwo jest takie jakie miało być. Po co “ciupać” od razu od frajerów kolegom, którym to smakuje?

    • To piwo jest rewelacyjne, najlepsza Pinta zaraz po Imperatorze Bałtyckim. Jedynie co bym w nim zmienił to drożdże. Jednak każdy ma prawo do swojego zadnia

    • Może i masz trochę racji, że taki mechanizm zadziała i limitowany produkt nawet słabej jakości się sprzeda ale w moim przekonaniu Pinta i Pracownia Piwa tak do tego nie podchodzą (wierzę sobie w to i to moja sprawa). Poza tym nie piwo jest wyróżniające się na tle tego co jest proponowane przez inne browary i to dobrze mieć wybór. Zapłaciłem za to piwo około 9 zł i nie żałuję. Nie wiem czy mój egzemplarz był jakiś inny albo inaczej przechowywany ale miałem dużo przyjemności z picia a i później ten posmak został ze mną na długo (może akurat to moje smaki).

  4. Dla mnie to piwo dawało wodą ze słoika po ogórkach i to dość intensywnie. Nie dało się go pić i niestety poszło do kanału. Może miałem zepsutą wersję, bo widzę nie pierwszą recenzję, w której zachwala się to piwo. Mój egzemplarz był wysoce niepijalny.

    • Mój egzemplarz był wyborny i wysoce pijalny. W aromacie wyczuwałem owoce jałowca i sosnę. Natomiast w smaku było wyraźnie jałowcowe. Po wypiciu dłuuugo czułem posmak jakby kiełbasy jałowcowej. Według mnie to udany eksperyment i czekam na więcej. Już czekam na BGM pod koniec sierpnia.

  5. Piłem już jakiś tydzień temu. Dla mnie ciężka liga, ale dopiłem do końca (może trzeba to uznać za sukces?). Wyczuwałem nuty kanalizacyjne, które mocno działały na podświadomość. Na początku jałowiec i pędy były wyczuwalne potem już tylko i wyłącznie kanaliza…

  6. Mój przyjaciel z Podlasia, leśnik robi świetną nalewkę na młodych pędach sosny, polecam wypróbować. Zgodziłbym się że jest to całkiem ciekawy stout czekoladowy o intrygującym i nietypowym smaczku. Piwo ciemne dla leśników. 😉

  7. Jak dla mnie jest to piwo udane. Wypiłem już dwie buteleczki i kolejne dwie czekają na swoją kolej (jedna poczeka do końca terminu przydatności, zobaczymy jak się starzeje). W moim odczuciu pędy sosny i jałowiec, były mocno wyczuwalne w aromacie i mniej, ale jednak, w smaku. Do mnie połączenie tych składników bardzo przemawia.

    P.s. Świetny klimat recenzji Tomku 🙂

  8. Tomek! Próbowałem to piwo parę dni temu i faktycznie ta nuta pędów sosny, owoców jałowca jest dosyć wyczuwalna. Bardzo ciekawe odkrywcze piwo. Jak już ktoś pisał piwo eksperyment, można o nim pomówić, ale kupić drugi raz chyba już nie 🙂
    Nie wiem czy dobrze wyczułem, ale miałem odczucie w ustach jak by piwo miało w sobie mąkę, takie lekkie obklejanie podniebienia. To jest cecha drożdży piekarskich, czy może jednak tej eko-filtracji przez gałęzie i owoce jałowca?

      • Nie zgodzę się – od słodów żytnich piwo jest aksamitne – to bardzo miłe i pozytywne odczucie. Tu (przynajmniej ja) czuję – a właśnie spożywam to piwo 3 raz – jakby mi jamę ustną, lub przełyk obklejała smoła, mazut…no nie wiem. Mimo to pozytyw i też w porównaniu do Końca Świata chyba progress

  9. Ja byłem wyjątkowo pozytywnie zaskoczony tym piwem i dla mnie było jak najbardziej pijalne, chociaż drugiej butelki już bym nie “zmęczył”. Okazało się lepsze niż Koniec Świata. Całkiem fajnie przebijał się słód wędzony, chmiel amerykański i dodatek jałowca, całość współgrała ze sobą bardzo dobrze. Ogólnie ciekawe piwo i zdecydowanie warte spróbowania.

  10. Może odpowiedź jest filmie, ale nie oglądałem, nie chce się sugerować Twoimi słowami przed degustacją.
    Czy piwo, przy 19.1% ekstraktu i 8% alkoholu, ma jakoś potencjał do leżakowania?

  11. Próbowałem dwa razy z beczki w Viva La Pinta i dwa razy z butelki w domu. Może to kwestia okoliczności, ale wersja beczkowa była bezwzględnie lepsza. W butelkach napotkałem też problem z bardzo dużą ilością osadu, całkiem sporo trzeba było piwa na dnie zostawić. Podzielam jednak zdanie, że ciemne sahti zdecydowanie lepsze od jasnego.

      • To fakt. Nie wiem ile stało w sklepie – chyba nie za długo, a osad był naprawdę duży i taki zbity, jak się przelewało do szklanki to aż grudki zbitego osadu się wlewały.

        A co do sporu czy dobre czy nie dobre to jest nierozstrzygalny, wiadomo gusta są różne.

  12. Rewelacja.
    Po prostu rewelacja.
    Czekam aż ktoś zrobi w końcu jakąś polską westcoast-ipa z pędami sosny.
    To by dopiero zrywało skarpety.

  13. Mi to piwo nie smakowało. W aromacie bardzo mocno dało się wyczuć sosne i jałowiec, czuć było też że to ciemne piwo. W smaku wędzonka, sosna, jałowiec…. Nie dla mnie totalnie. Jasne sahti było kapitalne 😀 Ciemne już nie

  14. Widzę, że zdania są mocno podzielone. Ja jestem po stronie zwolenników HC. Bardzo ciekawe piwo. Podoba mi się, jak gazuje na języku. Po wypiciu myślałem, że do niego nie wrócę, ale kolejna butelka już wypita, a kolejna sobie czeka.

  15. Jak dla mnie jedna z najbardziej rozbrajających degustacji ostatniego czasu:D Za to zdecydowanie ogromny +.

    Piwo choć mam w lodówce to jeszcze nie piłem dlatego cieszę się z tej degustacji bo wiem co mogę się po nim spodziewać.

    Czułeś może zapach pieprzu i zapach drzewa iglastego? To jest aromat owoców jałowca. Gdy piłem herbatę z nich to nie potrafiłem dopić jej taki intensywny aromat był.

    PS. Jedyne co mi w tym filmiku brakowało to by twoja żona na koniec Cię wystraszyła u byś piszczał jak mała dziewczynka;P

  16. Kupiłem dzisiaj bo przypadkiem pojawiło się w sklepie. Dobre, dziwne – ma posmak sałatki ziemniaczanej/warzywnej ale nie w odrzucający sposób. Czy ktoś wyczuwa coś podobnego?

  17. Z piwami eksperymentalnymi jest tak, że z reguły będą budziły skrajne emocje. Jednemu będą smakowały innemu nie, ale jedno jest pewne. Piwowarstwo, jak zresztą widać na powyższym przykładzie, daje niesamowite możliwości eksperymentowania i to jest w nim właśnie piękne.

  18. W zalewie polskiego rynku AIPami i ostatnio pszenicami to piwo jest dla mnie jednym z pretendentów do piwa roku, zaraz obok Deep Love. No ale jeszcze mamy 4 miesiące, na pewno coś wyjdzie godnego.

  19. Piłem to piwo.
    Nie wiem czy taki miał być efekt smakowy, ale to porównanie do apteki jest bardzo trafione.

    Jedno z najdziwniejszych piw jakie piłem i niestety obrzydliwe.

  20. Bardzo dobra, black metalowa degustacja, tylko jakość dźwięku trochę za dobra, można było zdecydować się na jakiś tani mikrofon.

  21. A teraz kij w mrowisko. Wszyscy tacy organoleptycznie uzdolnieni. Jałowiec to rozumiem – można pić gin, jeść kiełbasę jałowcową – aromat nie do pomylenia. Ale kto z Was zna zapach (aromat) pędów sosny. Niech się przyzna kto wąchał świeże pędy sosny i gdyby nie informacja na kontretykiecie to by je wyczuł w aromacie happy crack’a. Czasami nie wierzę w to co widzę czytając wpisy “znawców”

    • a i jeszcze można sobie o odpowiedniej porze roku pójść do lasu (iglastego z sosnami – wolę wyjaśnić) i zwyczajnie wsadzić nos w gałąź z młodym pędem…

    • No ja rozumiem, że w Wa-wie trzeba mieć nalewki żeby poczuć aromat rośliny/zwierzęcia. Nie o to chodzi – ja jestem niemal dendrofilem, znam zapachy natury, mimo że mieszkam w dużej aglomeracji. Rozumiem jednak, że w piwie można czuć aromaty (lub smaki) pochodzące od różnego rodzaju słodów, chmieli, drożdży, technologii ważenia lub wyszynku etc. Ale nagle rzesza degustatorów (do których też uważam, że należę) rozpoznaje i zachwyca się aromatem pędów sosny, co dla mnie jest niepojęte. A piwo akurat nie w moim typie, ale w tej chwili spożywam po raz 4-ty. Pozdrawiam

      • Dramat.Jakie to smutne, facet nigdy nie miał świąt z żywą “choinką”, a Wy się naśmiewacie.Naturalnie “choinki”to raczej świerczki, albo jodełki, ale aromatów młodych pędów sosnowych szukaj jeśli nie w lesie, to na początek przy wigilijnym stole.Dużej różnicy nie ma, a skojarzysz je z tym piwem natychmiast.

        • No to teraz żeś się popisał. Świeże pędy sosny jak Ty masz przy wigilijnym stole to gratuluję – chyba mieszkasz na innej półkuli. W Polsce świeże pędy sosny pojawiają się wczesną wiosną – to takie łyse, bardzo jasno zielone narastające z dnia na dzień końcówki gałązek. Bez igieł. Potem późną wiosną i latem wyrastają igły i ciemnieją. Nie mają nic wspólnego z zapachem choinki na Święta (lub odświeżaczem o zapachu leśnym) – akurat mam ekstrakt z takich zerwanych świeżych pędów (dobre na drogi oddechowe, a i można sporządzić smaczną nalewkę). Tak więc dalej twierdzę, że niektórzy “degustatorzy” bardziej niż swoją wiedzą/doświadczeniem/talentem kierują się sugestią płynącą z etykiety. Pozdrawiam

  22. Czy Happy Crack może sobie trochę poleżakować? Mam na myśli ewentualnie kilka miesięcy. Mam w zanadrzu jeszcze dwie butelki i chciałbym je zachować na jakąś okazję, lecz nie wiem czy wtedy piwo nie straci na smaku, a ten wg. mnie jest unikatowy!

  23. Na ratebeer.com przeczytałem opinię, że goryczkę wnoszą drożdże. Czy faktycznie poza wykonywaniem swojej pracy i zmętnianiem drożdże mogą wnosić jakieś aromaty, smaki (inne niż po prostu drożdże) lub odczucie?

  24. To piwo jest niepijalne i ogółem fatalne. Płaskie (ale rozumiem, że to cecha stylu) i smakowało niczym kiełbasa toruńska zalana mocną kawa i woda z ogórków. Serio nie wiem nad czym ten zachwyt. Nie mniej jednak lektura blogów (z pewnymi wyjątkami) pokazuje, że czegokolwiek nie wypuści Pinta jest skazane na internetowy sukces. I tutaj zgodzę się z powyższym komentarzem Jacka, który stwierdził, że Happy Crack przypomina eksperymenty początkujących piwowarów domowych. Anyways, może etykietka pobudza wyobraźnie bardziej niż to błotko w butelce? Lubie piwa z Pinty, ale to było pierwsze które poszło w kanał.
    Myślę, że powinni zostać przy Końcu Świata, który był piwem znacznie bardziej przyjemnym w odbiorze, równie gęstym o wyraźniejszym akcencie jałowca i smakowo przywodzącym na myśl mocne piwa belgijskie.

    • Piwo jest bardzo dobre.
      Takich eksperymentów oczekujemy.
      Jałowiec, pędy sosny, modrzewiu, itp.
      Coś co wraz z us chmielami wzniesie piwo na wyższy poziom.
      Level five.
      Tylko to musi być świeże.
      Bo te dodatkowe komponenty aromatyczne w tego typu wysoko alkoholowym piwie szybko “gasną”.
      Aha dla mnie to i tak za mało i skąpo tego jałowca dali.
      Czekam na IMPERIAL HAPPY CRACK.
      Ale żeby dodali sosny tyle żeby igliwie pływało między zębami.
      😉

Dodaj komentarz