Pacific Pale Ale z Artezana

42
263

czyli amerykański chmiel jednak jest fajny.

Ekipa Artezana długo wzbraniała się przed modą na piwa chmielone amerykańskim chmielem. Można by wręcz rzec, że ich piwa były niejako w kontrze do tego co prezentowała Pinta, AleBrowar i my, czyli Kolaboranci. Okazuje się jednak, że albo chłopaki z Artezana w końcu polubili cytrusowe, żywiczne i tropikalne aromaty amerykańskiego chmielu, albo zmusił ich do tego rynek. Bo wbrew nazwie, sugerującej chmiele z Nowego Świata, czyli nowozelandzkie i australijskie, Pacific jest chmielony głównie amerykańskimi odmianami. Nie czynię z tego absolutnie zarzutu. Bardziej zdziwiło mnie, że wycofano się z warzenia angielskiej wersji IPA i zdecydowano się zastąpić ją amerykańską. To już wygląda na efekt sukcesu Pacifica. Swoją drogą piłem wczoraj w Zakładzie Usług Piwnych ostatnią warkę starego IPA z Artezana i była bardzo dobra.

A jakie są Wasze wrażenia z degustacji Pacifica?

42 KOMENTARZE

  1. Mi tam etykieta się podoba, dopracowana, nie jest kiczowata – oddaje klimat tropikalnych wakacji 🙂 Samo piwo mogłoby być bardziej ekstremalne, ale ogólnie bardzo smaczne. Do tego ma rozsądną cenę (we W-wiu, 6,50 za butelkę 0,5l) – czyli podobnie jak AleBrowar, a znacznie taniej, niż Wasze kolaboracyjne 🙂

      • Ogólnie piwa z AleBrowaru, Pinty czy właśnie Artezana są w Lublinie drogie w porównaniu do reszty kraju. Transport kosztuje. Co nie zmienia faktu, że cieszę się, iż w ogóle mogę tutaj kupić piwa z Artezana, bo do niedawna nie było to takie proste. Ostatnio nawet Widawa się pojawiła. Oj, droga… Ale i tak kupiłem.

        A co do samego piwa, to właśnie się nim raczę. Dla mnie bardzo dobre. I myślę, że jego sukces może się wiązać z tym, że nie jest właśnie tak mocno chmielone, a przez to goryczkowe . Dla masy ludzi, w tym mnie, piwa, które niesie ze sobą rewolucja, są nowością. Przeskok z nijakich koncerniaków na naładowane chmielem różne style może być za duży. Zbyt radykalna zmiana smaku. Pacific ma wyraźną goryczkę, ale nie ekstremalną. To mi pasuje. Z czasem, kiedy będę pił więcej takich piw, lub sam robił, to być może będzie mi brakowało chmielu.

  2. Ja również muszę się nie zgodzić z opinią dotyczącą etykiety. Dla mnie to jeden z lepszych projektów i w ogóle nie kojarzy mi się z kiczem. Wolę taki, bardziej klasyczny, design niż niektóre nazbyt odjechane pomysły AleBrowaru. Dlatego jeśli twórcy etykiety lub twórcy Artezana zerkną na filmik to mój głos jest za. Trzymają poziom etykiet Pinty, czy Kolaborantów. Co do samego piwa to może faktycznie jest zaprzeczeniem tego na co wcześniej stawiał Artezan, ale miałem przyjemność pić całkiem niedawno w toruńskiej Krajinie Piwa i było to zdecydowanie jedno z lepszych polskich piw jakie piłem. Więc może niewidzialna ręka rynku jednak ma trochę racji? 😉

  3. Ja wole taką etykietę od tych które prezentuje obecnie PINTA, a już na pewno jest lepsza od każdej poprzedniej ety Artezana 😉 Alebrowar ma bardzo ciekawą stylistykę, ale według mnie starają się aż za bardzo . Bardzo podobają mi się etykiety ‚Koopyracji’ (znalazłem Ci lepsze słówko), chociaż rzadko je kupuje.

  4. Hmmm ja bym powiedział, że nie chodzi tu tylko o amerykańskie chmiele, ale również o dostępność. Pacyfic jest pierwszym piwem Artezana, który pojawił się w szerszej sprzedaży. To jedyne ich piwo w butelce, które udało mi się kupić (leżakuje jeszcze Chateau, ale to wynik wycieczki do Krakowa). W sklepach słyszałem, że próbowano sprowadzić, ale browar nie był za bardzo chętny do wysyłki butelek na Śląsk… Może w innych rejonach kraju jest lepiej i się mylę, ale odnoszę wrażenie, że P. to ich pierwsze piwo, które dotarło do większego grona odbiorców i dlatego taki sukces.

    Etykieta bardzo ładna, forma pocztówki z wakacji pasuje do smaku tego piwa:)

  5. Etykieta kojarzy mi się z napojem gazowanym typu marakuja, kupowanym za dzieciaka w wiejskim sklepie podczas weekendowych wypadów do moich dziadków. Jest to skojarzenie 100% pozytywne!!! Ta etykieta pasuje do tego piwa.

  6. Z kija to piwko, jest IMO fajniesze od Rowing Jacka i Ataku Chmielu – bardzo pijalne i zbalansowane. Aromaty naprawdę komponują się z wakacyjnym, surfingowym klimatem. W Po drugiej stronie lustra, podczas kilku ostatnich posiedzeń to piwko najbardziej zdobyło moje serce. „Wintydżowa” etykieta w Warszawce działa, moim niepiwnym znajomym bardzo się podobała, a mam wrażenie, że piwo robi się jednak dla ludzi, a nie tylko dla piwnych freaków…

  7. etykieta nie dość, że jest super to na dodatek oryginalna.. z kilometra się wyróżnia i od razu wiadomo co to za piwo.. to samo tyczy się AleBrowaru.. patrząc na sklepową półkę takie projekty graficzne trafiają do klienta 100x bardziej niż jakieś dziwne herby i inne kulfony.. i ktoś kto już miał styczność z takim produktem w pierwszej kolejności nie zastanawia się czy etykieta jest ładna czy nie, tylko od razu utożsamia produkt z konkretną firmą.. a o to w tym wszystkim chodzi..

  8. Mi również bardzo podoba się ta etykieta… jest mocno klimatyczna, pasuje do zawartości butelki! Może to dzięki temu, że jestem młodszy i nie mam takich przykrych skojarzeń 😀

  9. Ja osobiście dałbym temu piwu 8,5/10. W moim subiektywnym rankingu stoi na równi z Kuguarem (miażdżąc go jednocześnie etykietą), nie daje najmniejszych szans artezańskiemu IPA, kładzie na obie łopatki Sępa i na jedną Sharka (czy rekin ma łopatki?), ustępuje natomiast wyraźnie miejsca ostatniej warce Imperium Atakuje (abstrahując od tego, że to jest Imperial IPA) czy genialnej pierwszej warce nomadycznego Karela.

    Jeżeli chodzi o etykietę, to tu też ocena byłaby identyczna (i bardzo pochlebna): 8,5/10 (na równi chociażby z Reniferem), gdzie 7/10 to PINTA, 9/10 to AleBrowar (z Naked Mummy i Lady Blanche na czele), a 10/10 to absolutnie niedoścignione etykiety Flying Doga autorstwa Ralpha Steadmana.

    Takie oceny moje. Howgh!

  10. Piłem Artezana w sobotę i miałem identyczne wrażenie. Było pijalne, ale mało wyraziste – nie przyciągało do siebie. Gdybym pił je pierwszy raz to bym się zawiódł, ALE jakiś czas temu miałem okazję spróbować je w knajpie z kija i było 100 razy lepsze – multum aromatów, cytrusy. Mimo tego, że było zimne 😉

  11. Heh, chyba pierwsze piwo [góra drugie ;)], które wypiłem przed Twoją degustacją.
    Co do smaku, to ten balans o którym wspominasz działa imo na plus. Nie dominuje żaden z elementów, a dzięki temu kompozycja całości staje się wartością samą w sobie. Dla mnie było pyszne i choć rzadko można je zdobyć, to i tak jest dostępne x razy częściej niż Kolaboranckie. Co jest dość dziwne, jako, że zaopatruję się w Piwnicy we Wrocławiu, a z tego co mówiłeś bliżej Ci do Wrocławia niż w inne rejony kraju. I nie spróbowałem w końcu ani Sharka, ani Orki, ani niczego…
    Co do etykiety, to zgodzę się z Tobą. Szału nie ma. Wesołe ludki na plaży. Nie pasuje to za bardzo do piwa. Na mnie w tej chwili najlepsze wrażenie robią etykiety Pinty (dużo lepsze od panienki, którą mieli na początku). Choć w pewnym stopniu te wesołe ludki oddają lekkość i niezobowiązujący nastrój w jaki można wpaść po degustacji Pacifica.
    A co do smaku, to chyba jest lepiej niż mówiłeś, skoro w 10 minut zniknęła cała zawartość 🙂

    pzdr

  12. Mnie również Pacific nie zachwycił. Właśnie takie… nijakie jest.
    Może przez to że ogólnie jest niski ekstrakt. Może po prostu za mocno sie na nie nakręciłem i stąd rozczarowanie że jest… poprawne(?) do bólu bez wyróżniających się akcentów…

  13. Pierwsze wypiłem jak było jeszcze zimno i zanim odkryłem ten blog. Wczoraj kolejne i nadal uważam Pacyfic za bardzo smaczne piwo( i chyba jedno z najlepszych polskich jakie piłem). Z przyjemnością sięgnę po kolejną butelkę. I co ciekawe, przez swój piękny zapach i niezbyt ekstremalny smak doskonale nadaje się jako „otwieracz oczu” dla fanów popularnych marek.
    Etykieta IMO pasuje do piwa, przyjemne piwo na ciepły letni dzień 🙂

  14. dla mnie to piwo jest trochę jak jego etykieta – fajne, lekkie, przyjemne, ale szybko „ginie”, trochę puste. Źle zrobiłem, przed wypiłem atak chmielu, i teraz Pacific nie radzi sobie, nie przebija się. Ale pije się szybko i przyjemnie 🙂

  15. Pacific to jedno z lepszych piw jakie miałem okazję spróbować, byłem zachwycony przede wszystkim złożonością smaku i aromatu, udało mi się go dorwać w krakowskiej Strefie Piwa z pipy. Tam też piłem Sharka, również z kranu – Pacific był dużo bardziej zbilansowany… 🙂 ale rzecz jasna to moja subiektywna ocena 😀

        • No i tak ma być. Wyobraź sobie, że jest wielu takich, którzy narzekają, że ten obecny Shark to już nie to co kiedyś i że ma za niską goryczkę. 😛

        • Ostatnia warka jest odpowiednio gorzka:) Będzie kolejna? Bo ta została wręcz rozszarpana przez FDP. Udało mi się ją dostać później, ale było to mocno limitowane 🙂

        • Na pewno, ale nie w najbliższym czasie. Teraz będzie premiera Czornego Misia, następnie powrót Orki i Rhino, to z myślą o Birofiliach.

        • Shark i niska goryczka – toż to nonsens, a jeżeli mowa o łamaczach kości to latam po mieście aby w końcu dorwać Hardcore IPA z BrewDoga – jakoś znaleźć nie mogę. No i Ale Browar wypuści lub już wypuścił, tego nie wiem na pewno Hop Heads – chłopaki prowadzą ciekawą akcję promocyjną:
          Mam na imię Mike
          Mam 100 IBU, 20 BLG, 9% i #jestemhopheadem 😛

          Nawiasem mówiąc co to będzie Imperial IPA?

  16. Ja z kolei mam pytanie nieco innej natury i nie ukrywam, że głównie z jego powodu znalazłem się na tej stronie. Mianowicie poznałem tą odmianę Artezana już dobre 8 miesięcy temu i od tamtego czasu usilnie szukam go w różnych miejscach. Jak do tej pory udało mi się go ponownie dostać tylko raz w jednym barze w Gliwicach. Natomiast jestem bardziej ciekaw, gdzie można go zakupić w wersji butelkowanej w zwykłym sklepie? Jeżeli ktoś tutaj dysponuje taką wiedzą byłbym bardzo wdzięczny za udzielenie mi jej. Miasta i regiony, które mnie głównie interesują to Wrocław, Warszawa, Kraków, Śląsk i Pomorze.

  17. Ekspertem nie jestem. Tak samo jakimś wielkim zwolennikiem amerykańskich chmieli. Właśnie ze względu na goryczkę, do której trzeba się chyba przyzwyczaić. Jeszcze do niedawna wszystko powyżej 40 IBU było dla mnie nie do przyjęcia, ale teraz nie wyobrażem już sobie bez niej powoli piwa.
    Choć koło 80 do dla mnie dalej przesada.
    Ale jedno o tym piwie mogę powiedzieć, dla mnie jest po prostu genialne i idealne, a chyba o to w tym wszystkim chodzi.
    Amerykańskie chmiele – tak średnio mnie to przekonuje mimo reakcji wszystkich beergeeków (żadnym znawcą nie jestem i zdaję sobie z tego sprawę), ale to piwo już jak najbardziej. Dla mnie ideał jeśli chodzi o ten styl.

Dodaj komentarz