Festiwal Dobrego Piwa podsumowanie

72
819

czyli skończcie z tym jęczeniem.

Powiem szczerze, że jestem zaskoczony poziomem narzekania na ostatnią edycję Festiwalu Dobrego Piwa we Wrocławiu. Już na samej imprezie wiele osób z rozrzewnieniem wspominało Leśnicę, ale ilość narzekań w relacjach i komentarzach przechodzi już naprawdę ludzkie pojęcie. Co zatem sądzę o FDP?

Na początek wywiad z Agnieszką Wołczaską-Prasolik, w środowisku piwnym znaną jako Marusia. O Festiwalu, Warsztatach i… na koniec kontrolowany przeciek.

No i moje podsumowanie.

72 KOMENTARZE

  1. Ja rozumiem, że festiwal stracił trochę na swojej elitarności i trafił pod strzechy i to niektórym przeszkadza; że zamiast kisić się we własnym piwnym sosie pojawiło się sporo przypadkowych osób, które na piwie się nie znają, a górna fermentacja brzmi dla nich jak nazwa egzotycznej choroby. Jasne, każdy by chciał kupić piwo bez żadnej kolejki i zamienić kilka słów z osobami z każdego stoiska (ja też), ale takie tłumy świadczą właśnie o sukcesie festiwalu! Że jego formuła i piwna treść okazała się atrakcyjna nie tylko dla osób, nazwijmy to na wyrost, “piwnie uświadomionych”, ale i dla takich, dla których być może było to pierwsze spotkanie z innym piwem, niż “Nasze Najlepsze”.

    • Co to ma znaczyć, że nie mogę narzekać i nie jest ważne to, co mi przeszkadza? Mnie, podobnie jak 99% uczestników (czyli wyłączając organizatorów i znajomych organizatorów) zależy przede wszystkim na dobrze własnym, a nie dobrze festiwalu. Sorry, ale dla uczestnika ważne jest, czy przyjemnie się bawił. Problem, czy festiwal osiągnął cele wyznaczone przez organizatorów, jest tylko i wyłącznie problemem organizatorów.

      Podobał mi się rozmach festiwalu i liczba premier, uważam, że stadion był absolutnie świetnym miejscem. Cieszy mnie bardzo, że tylu mieszkańców Wrocławia wpadło spróbować dobrego piwa, że było widać przekrój ludzi w każdym wieku i że dla wielu z nich to było pierwsze spotkanie z piwowarstwem rzemieślniczym. To fantastyczna rzecz i na pewno sukces festiwalu.

      Tylko że jeśli tak ma to wyglądać, to ja wolę cieszyć się z sukcesów Festiwalu z kanapy w domu albo mojej ulubionej knajpie zamiast bawić się w stacza kolejkowego po przejechaniu prawie 300 kilometrów. Na pewno nie będę na FDP za rok, choćby przyjechało 100 browarów ze Stanów i 50 z Włoch i były tam premiery Mikkellera. Nie mam zamiaru ryzykować powtórki z tego roku i w razie wątpliwości zostanę w domu i wybiorę inne festiwale. To, czy rozważę przyjazd za 2 lata, zależy od tego, w jaką stronę pójdzie festiwal. Stanie po 30 minut w kolejkach po piwo, brak możliwości kontaktu z wystawcami to rzeczy, które przekreślają sens uczestnictwa w festiwalu. Warunki kontaktu z piwem na Birofiliach (byłem rok temu) i tutaj to jak niebo i ziemia.

      Póki co będę wybijał z głowy każdemu, kogo spotkam, podróż na FDP. Jak widać, ludzi jest już tam tyle, że chętnych nie zabraknie, a siebie trzeba szanować.

        • Spłycasz dyskusję. Nie chodzi o to, żeby paplać, co komu ślina na język przyniesie. Nie uznaję prawa do krytykowania bez podawania argumentów ani narzekania bez rozsądnych podstaw.

          Taki np. kolega Cichus pewnie nie załapał sensu mojej wypowiedzi, ale poczułem się zmuszony dania odporu prezentowanym tu twierdzeniom w stylu “tłumy świadczą o sukcesie festiwalu, więc morda w kubeł i nie narzekać”.

          Takie głosy to przekręcanie kota ogonem i świadczy o tym, że mówi to osoba, która ma dziwny punkt widzenia, na pewno daleki od punktu widzenia zwykłego uczestnika. Dla uczestnika nie jest ważne, czy festiwal odwiedziło więcej osób, czy mniej niż by chcieli organizatorzy; czy relacja z niego trafiła na pierwszą czy na dziesiątą stronę gazety lokalnej i ogólnie czy czyjeś mocarstwowe zamiary zostały mile podłechtane.

          Oprócz pozytywnych rzeczy były na festiwalu okoliczności, które musiały wkurzać każdego, kto przebywał na miejscu po godzinie 16, na przykład syndrom “za czym stoi ta kolejka?” (ciężko było się przepchać, żeby w ogóle zobaczyć, czy zostało coś, za czym warto stać być może ponad 30 minut).

          Mam nadzieję, że organizatorzy festiwalu będą bardziej rozsądni i skłonni do refleksji. Jeśli nie – cóż, może zrobi się z FDP taki Oktoberfest dla Wrocławian, przynajmniej każdy będzie wiedział bez złudzeń, na co idzie i nie będzie żadnych zawiedzionych oczekiwań.

        • Ale dlaczego deprecjonujesz FDP porównaniami do Oktoberfestu. Na Oktoberfest masz do wyboru ok. 10 piw, tutaj miałeś ze 100 lanych i pewnie drugie tyle butelkowych. Ty myślisz, że ja Was kituję opiniami Simona? Fakt, na festiwalach CAMRA nie ma tłumów, ale trudno uznać to za zaletę. Same piwa też niczego nie urywają. I wyobraź sobie, że standardem jest, że w drugim dniu imprezy nie ma połowy piw z oferty. Nikogo to nie dziwi.
          Za rok FDP będzie jeszcze większy. Na większym terenie, z większą ilością stoisk i… z jeszcze większą liczbą uczestników.
          Może trzeba wprowadzić pierwszy dzień biletowany, dla piwnych freaków. Płacisz 100 zł, dostajesz szkło festiwalowe, mapkę i pewność, że wszystkie piwa jeszcze są. Byliby chętni?

        • Derbeth, ale wytłumacz mi, tak po ludzku. Narzekasz, jeśli dobrze rozumiem, że były kolejki i zamiast przystępnych stoisk trafiłeś na rodzinny piknik.

          Czy Ty przypadkiem nie pojawiłeś się tam w sobotę po 16, czy czyli w absolutnym szczycie? Proszę Cię, przecież taki najazd był do przewidzenia i zdarzał się już wcześniej.

          Dlaczego nie wybrałeś się w piątek wieczorem albo w sobotę rano, jeśli tak bardzo zależało Ci na atmosferze? Na własne życzenie trafiłeś w kogiel-mogiel i Twoja absencja w kolejnych latach niczego nie zmieni – FDP to święto miłośników dobrego piwa, których szczęśliwie jest w kraju, a szczególnie na Dolnym Śląsku, coraz więcej.

          Jeśli interesują Cię spokojniejsze degustacje to lepszym wyborem są na pewno albo dedykowane premiery w pubach, albo zupełnie koneserskie spotkania – FDP to festiwal.

        • Derbeth, nikt Ci nie będzie latał koło dupy i naskakiwał czy czegoś Ci brakuje. Większość problemów wynikało z “klęski urodzaju”. Jak piwo się skończyło, to kto mógł to sprowadzał kolejne. Kto mógł przewidzieć, że impreza odniesie taki sukces? Pewnie tylko najwięksi optymiści. Pewnie, organizatorzy mogli się domyśleć. Ale akurat stłukła im się kryształowa kula…

      • “Co to ma znaczyć, że nie mogę narzekać i nie jest ważne to, co mi przeszkadza?”

        ” „tłumy świadczą o sukcesie festiwalu, więc morda w kubeł i nie narzekać”.”

        Wskaż mi, gdzie coś takiego napisałem. Ja rozumiem, że czytanie ze zrozumieniem to trudna sztuka, ale bez przesady…

        • “Czy Ty przypadkiem nie pojawiłeś się tam w sobotę po 16, czy czyli w absolutnym szczycie? Proszę Cię, przecież taki najazd był do przewidzenia i zdarzał się już wcześniej.” – byłem w tym szczycie i oczywiście nie było już piw, dla których tam przyjechałem. Kolega uczestniczył w FDP od godziny 14 – również nie było RISów (pomijając Samca Alfa) i premier dla których FDP wydawał się być gratką. Pomyślałem więc… szkoda, że nie przyjechałem w piątek, pewnie spróbowałbym więcej. Wczoraj rozmawiałem z kolegą, który był na FDP od piątku od godziny 18. Kiedy chciał spróbować jakiegoś RISa powiedziano mu “sorry, lejemy od jutra”. Gdzie tu jakiś sens i logika? O której i kiedy przychodzić, żeby, nie będąc blogerem, spróbować nowości i styli, które d… mają urwać (w domyśle RIS i BW)?
          Brak mapek stojących w pobliżu namiotów (zlokalizowałem tylko jedną przy wejściu), brak oflagowania namiotów (PINTA, AleBrowar, Artezan, SzałPiw – zgadzam się, że były widoczne z daleka, ale reszta?)… kompletne zagubienie. Kumpel przebywający tam od 6-ciu godzin nie wiedział nawet, że można wejść na stadion, bo przecież żadnej informacji na samym FDP nie było (nie śledził każdej notki wstawionej na stronie).

    • Ja dokładnie tak samo, rozumiem że nie wszyscy mogli dotrzeć w piątek ale wtedy było idealnie, praktycznie żadnych kolejek i większość piw już była podpięta. 🙂

  2. W drugi dzień kupiłem teku o godzinie 14 na jakimś stoisku. Z tego co pamiętam to chyba na stoisku primatora. Byłem od 13 i na początku nie było żadnego tłoku. Dopiero po 16 zaczął się tłok. Super pogoda przede wszystkim

  3. Teku można było dostać jeszcze około 14 w sobotę na stoisku z bodajże piwem Meantime. Wystarczyło trochę poszukać, a nie marudzić 🙂

  4. Najgorszy festiwal dotychczas.
    Piwa najwięcej i najlepsze dotychczas, ale sam przebieg, miejsce i inne czynniki do bani.
    1. Mam wszystkie szkła ze wszystkich edeycji. Przez dwa ostatnie festiwale jeździłem w niedziele. Teraz byłem sobotnim wczesnym popołudniem i szkła nie było. Chociaż niektórzy szli z całymi kartonami.
    2. Kiosk festiwalowy: szkła nie ma (żadnego), folderu-ściągawki nie było. Była mapka i smutni ludzie siedziący za stołem.
    3. Ścisk. W Leśnicy była przestrzeń. Na stadionie był ścisk. Szło się “klata w klatę”. Ciężko było się przecisnąć. Żeby usiąść trzeba było łazić góra-dół, bo znalezienie miajsca przy stoliku graniczyło z cudem. A teraz sobie wyobraźcie: kolejka po piwo, zejście na dół, umoszczenie się na trawie, pójscie do toalety, droga do góry, kolejka po piwo. A piwa nie ma przed dojściem na trawę…
    4. Mało toitoiów. Ja stałem w kolejsce i do toitoia (z której w końcu zrezygnowałem) i do pisuaru stadionowego. Bez kolejki było tylko wyjście poza teren do pobliskich krzaków. Kibelki stadionowe ok, ale toiów przydałoby się więcej.
    5. Beton, asfalt czy co tam. Są plusy i minusy. Ja wolałem pląsać po trawce, pospacerować, obejrzeć rzeczkę, mostek, siąść na ławeczce niż dreptać po betonie, ocierając się o przypadkowych przechodniów. Stadion od środka? Też mi atrakcja. Jak ktoś chce obejrzeć, to niech sobie kupi bilet i idzie oglądać.
    6. Programu jakotakiego się nie czepiam, bo towarzyszące imprezy oficjalne niezbyt mnie interesowały.
    7. Ochrona i bramki. Na pewno zawistne koncerny chciały wysadzić złych rzemieślników… Wg mnie raczej niepotrzebni. Na plus to, że nie czepiali się jak wnosiłem trzy bezalkoholwe sztuki dla żony w ciąży.
    8. Ceny. Piwo miało umiarkowane, a nawet przystępne. Ale jadło? Ludzie, 40pln za szaszłyka? I weź kup takie trzy, bo nie jesteś sam. Owszem, były duże i syte, ale 40pln za szt? I do tego keczup czy musztarda za 1,50pln każde. Hhahahahaha. A przecież Tomasz zalecał podjadać, popijać wodę i nie pić wszystkiego od razu. To co, miałem żreć bułę z plecaka, której nota bene nie miałem? Inna sprawa, że kolejka do szaszłyków nie malała przez czas w którym zamawiałem, jadłem i popijałem.
    9. Niezbyt precyzyjna mapka. Trzeba się było nieźle naszukać, żeby niekiedy znaleźć to, co się chciało.
    10. Mało maszyn do płukania kufli. Widziałem jedną. Przydałyby się chociaż dwie na cały festiwal.
    11. Koszulki z zeszłego roku. W ogóle w zeszłym roku okupiłem się gadżetami jak turysta: koszulki, wisiorki, kufle, sniffery (a właśnie! sniffer czy snifter? ;)), informatory, torba, sterta ulotek. A teraz? Dwie ulotki, niedokładna mapka i kufel, bo teku się skończyło…
    12. Nigdzie nie było idealnie. Najidealniej byłoby w miejscu łączącym w sobie cechy obu miejsc. Ale spośród tych dwu, wolę Leśnicę. Nawet pomimo tego, że w zeszłym roku po wizycie musiałem wyrzućić buty.
    13. Największy plus to piwo. Pierwszy raz na festiwalu piłem tylko piwa, których nigdy wcześniej nie próbowałem. I to (niemal) same polskie! Premiera Dr Brew, Nowy Baran, Sobótka, Red Cloud i inne. No rewelacja. Niestety dla mnie cała reszta była słaba. Frekwencja przerosła organizatorów, kilka innych kwestii najwyraźniej również.
    Smutek.
    Pozdrawiam

    • Smutek, żal i upokorzenie, a ja muszę przez 3/4 kraju jechać pociągiem żeby dotrzeć na taki festiwal, człowieku ogarnij się.

      • A dzieci w Afryce głodują. I? Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Jeśli jazda przez “3/4 kraju” sprawia, że wszystko łykasz jak młody pelikan i nie warto sobie zaprzątać głowy pierdołami, to proszę bardzo.
        Ja akurat jestem z Wrocławia, byłem już piąty raz na festiwalu i sporo rzeczy mi się nie podobało. Ogarnąłem się, a Twoje cierpienie i poświęcenie nie robi na mnie wrażenia.
        óś

        • A zgłosiłeś listę swoich zastrzeżeń organizatorom? Bo jeśli nie to po co tutaj ten płacz, jeśli tak bardzo Ci się nie podobało to może nie przyjeżdżaj za rok, ale pewnie będziesz żeby znowu cierpieć.

        • Płaczę bo mogę. Po co wściubiasz nos w cudze lamenty?
          Za rok będę, bo dobre piwo cenię sobie bardziej niż niedomagania organizacyjne i jęki zawistnych turystów.

    • Ad. 1. Znaczy trzeba wprowadzić reglamentację, albo śledzić allegro. 😉
      Ad. 2. Nigdy nie korzystam z informacji turystycznej. To jest analogiczna sprawa.
      Ad. 3. Większość czasu stałem lub chodziłem, wyjątkiem było kiedy jadłem, nie wiem może nie mam aż takiego imperatywu na siedzenie. Jednak można też było usiąść na stadionie. Wówczas kibel masz w połowie drogi ze stadionu do wodopoju.
      Tutaj pozwolę sobie zaburzyć kolejność
      Ad. 10. idąc po piwo i po opróżnieniu pęcherza, po umyciu rąk, myjesz szkło.
      Ad. 4. Toi Toie kosztują i śmierdzą. Tak czy owak sanitarnie Stadion niszczy Leśnicę.
      Ad. 5. No widzisz, a tu można było obejrzeć za darmo i nawet wypić piwo na trybunach ze szkła. Wg mnei atrakcja, ale rozumiem że dla wiernego kibica Śląska mogło to nie być aż tak interesujące.
      Ad 7. Nie masz pojęcia o organizowaniu imprezy dla kilkunastu tysięcy ludzi. Ochraniarze byli zbyt mało elastyczni, ale nie wyobrażam sobie takiej imprezy bez ochrony.
      Ad. 8. Tu mnie rozbawiłeś. A co oprócz szaszłyków nic nie było? Ja jadłem oscypki (po 3,5 zł/szt), matjasa w bułce (<10zł) i jakąś tortillę z warzywami i surówką (~20zł). No ale jak przyjechałeś na Festiwal Szaszłyka, to rozumiem, że mogłeś być rozczarowany ceną głównego punktu programu. 😉
      Ad. 11. Tu powiem szczerze, że nie wiem do kogo masz pretensje. Koszulki i szkło widziałem na stoisku Krainy Piwa, samo szkło na SmakPiwa.pl, koszulki były u Widawy. Jakich koszulek Ci brakowało?
      Ad. 12. Czyli jednak udało Ci się kupić szkło festiwalowe (kufel).
      Ad. 13. Wolałbyś, żeby było na odwrót? Zero nowości, kiepski wybór i wysokie ceny piwa, ale spełnienie reszty Twoich postulatów?
      Sorry, ale przytłaczająca większość Twoich argumentów jest na zasadzie - nie było tak, jak sobie wymyśliłeś. Szaszłyk za drogi, kasza niedogotowana i chamstwo się zjeżdża z całego świata. 😉

      • 1. Pewnie za niedługo warto będzie tam w tej sprawie zajrzeć.
        2. Informacja informacją, ale folder z zeszłego roku był na wysokim poziomie i zawierał przydatne informacje zarówno dla początkującego jak i zaawansowanego gościa festiwalu.
        3. Po czterech godzinach stania przydałoby się gdzieś na chwilę odpocząć.
        4. Tak, co nie zmienia faktu, że moim zdaniem mogłoby ich być na zewnątrz więcej.
        5. Nie jestem kibicem, na stadionie byłem dwa razy w życiu i to nie na meczu. Oczywiście, że można preferować betonowego molocha bardziej niż łono natury. Jedni lubią piękne kobiety, a inni jak im stopy śmierdzą. Kwestia gustu 😉
        7. Ochroniarze tak, bramki niekoniecznie. Jak idziesz na piknik, to nie po to, żeby Ci ktoś do koszyka zaglądał.
        8. Oprócz tego biednego szaszłyka jadłem jeszcze oscypki i pajdę ze smalcem. Lubię dobre jedzenie do dobrego piwa. Festiwal Szaszłyka to zwykła złośliwość.
        11. Brakowało mi koszulek z tej edycji Festiwalu. Organizatorzy albo chcieli wyczyścić magazyn z zeszłorocznych egzemplarzy, albo postawili na uniwersalny, wieczny wzór. Nie jestem birofilem kolekcjonerem, ale różności z festiwalu akurat lubię.
        12. Kupiłem kufel. A nawet dwa, bo zawsze jeszcze biorę dla Żony. Nie zdobyłem Teku i tutaj bije najważniejsze źródło mojego bólu…
        13. Nie. Wolałbym, żeby z piwem zostało tak jak było, a reszta moich postulatów została spełniona 😉

        Tak. Nie było tak jak sobie wymyśliłem, wymarzyłem i wyobraziłem jadąc w tym roku na Festiwal. Dlatego też wyrażam swoje zdanie o tym co mi się podobało, a co nie. Gorycz wypełnia ma serce, a żółć ściska wątrobę. Nie chciałem pisać do organizatowrów żadnych listów czy petycji, dlatego wyrażam swoją opinię tutaj, licząc, że organizatorzy tu zajrzą. Zresztą nie mam zbyt wiele czasu na udzielanie się na forach czy innych portalach. Do Ciebie zaglądam często choć nieregularnie i cenię sobie możliwość dodania komentarza pod Twoim filmem.

        Pozdrawiam

        • W sprawie trawy, drzew i całej tej zieleniny to mam taką teorię.

          Ludzie, którzy mieszkają w dużym mieście, w bloku, na betonowej pustyni z zadeptanymi trawnikami itp. woleliby aby FDP był w Leśnicy. Była by to dla nich odskocznia i możliwość przebywania wśród zielonego.

          Inni, którzy mieszkają w bardziej zakrzaczonych i zadrzewionych miejscach, brak trawy itp. nie przeszkadzał, bo mają to na co dzień, wokół siebie.

      • Ciekawe… bloger, który prawie do każdego namiotu piwnego wejdzie od tyłu i spróbuje, na co tylko ma ochotę, postuluje do narodu, żeby nie marudzić.
        Przypomina mi to polityków, którzy twierdzą, że nie ma co narzekać na pensje, więc po co jakieś zmiany…

        • Rozumiem, że wszyscy komentujący pod tym wpisem, którzy uważają że impreza była świetna, to sami blogerzy, którzy wchodzą do namiotu od tyłu?

        • Zgrabny wybieg, Tomku. Zauważ jednak, że nie odnoszę się do ich komentarzy, tylko do Twojego apelu.

    • Nie rozumiem zupełnie sentymentu do toi-toiów. Dla mnie stadion jest świetną lokalizacją – możliwość wejścia na trybuny to rewelacja, a toalety na stadionie są dużo bardziej komfortowe (i czystsze) niż takie postawione tymczasowo w polu. Beton to dla mnie też zaleta, bo nie ma błota. Dobrze, gdyby większy był teren przeznaczony na festiwal i odległości między stoiskami, bo teraz naprawdę ciężko było się przemieszczać, gdy zrobiły się kolejki.

  5. A producent Tyskiego chyba ma takie podejście…jakie piwo było generalnym sponsorem Euro w Polsce? Nie Tyskie ale pewnie sporo ludzi właśnie reklamy Tyskiego zapamiętały. Maja takie parcie, że gdzie mówią o piwie to inni powinni zapamiętać, że było Tyskie.

  6. Gdyby dostępne były piwa z browarów Koreb i Edi, trzeba by usunąć “Dobrego” z nazwy festiwalu. Ja przynajmniej mam jak najgorsze wspomnienia związane z Korebem. To ma być promocja kultury picia piwa, a nie antyreklama.

    • W 2010 kupilem na lokalnym festiwalu regionalnej kuchni piwo EDI. Jeszcze wtedy nie widzialem, co to za gagatki i jaralem sie kazdymi piwami regionalnymi. Nie obchodzilo mnie, ze tu metne, a tam kwasne – w mym mniemaniu tak mialo byc.

      Bylo straznie drozdzowe i blotniste, smakowalo jakbym pil plynny zaczyn ciasta drodzowego. Z jakis czas mialem silne wymioty, a cialem miotaly skurcze. Wczesniej nic takiego nie jadlem co mialo spowodowac ten stan i wszystko sie zaczelo po piwie EDI.

      Na drugi dzien, bylem w okolicy i zajrzalem na teren festiwalu, by powiedziec tym ludziom ze stoiska EDI, ze ich tzw. “piwo” jest niedobre, paskudne i spowodowalo u mnie ciezkie dolegliwosci.
      Babka obok powidziala mi, ze EDI “juz sie zwinal”. Przypadek? Nie sadze. Pewnie ludzie przyszli z tym samym i im powiedzieli co trzeba.

      Nie rozumiem jak ta firma, moze podlaczac sie pod wszelkie imprezy i psuc swymi okropnymi “piwami” reputacje piw z malych browarow. Juz nie raz slyszalem opinie, ze “jak tak smauja te slynne piwa z malych browarow – to ja dziekuje, wole dalej pic Tyskie”

  7. Chciałbym zgłosić postulat by w przyszłości jako szkło festiwalowe wykorzystać coś od Spiegelau np. IPA glass lub np. od Sahm (te nowe degustacyjne).
    Skoro dało się załatwić Teku to myślę że organizatorzy dadzą radę kolejny raz zaskoczyć wszystkich MEGA-POZYTYWNIE kolejnym “degustacyjnym przebojem”.
    Jestem do dziś pod ogromnym wrażeniem FDP.
    Kto by pomyślał jeszcze 5 lat temu że piwo w Polsce doczeka się takiej imprezy.

  8. Piękne 3 dni festiwalu. Rozpisaliśmy się na blogu już jak było. Pierwsze 2 godziny to było odnajdywanie siebie w nowej scenerii, ale później bajka. Trybuny strzał w 10, toalet pełno, nie spędziłem w nich przez 3 dni więcej niż 5min w całości. Dojazd bajka, ilość piw super, wypiliśmy 32 różne z beczki. Ochrona stadionu i osoby sprzątające na bieżąco teren imprezy super. Jeden minus, że nie można było nawet wody wnieść, no c’mon. Brawo Wrocław!!!

    • Ja wniosłem wodę. Ale miałem pod ręką ciężarną Żonę, więc to może dlatego. Choć woda służyłą głównie mi do obmywania kufla i nawadniania się jednocześnie pomiędzy kolejnymi piwami.

  9. A ja mam pytanko (już gdzieś próbowałem uzyskać odpowiedź, ale bezskutecznie):
    czy na Pomorzu/w Polsce północnej są tego typu imprezy?

    • Jeszcze nie. Powiem więcej tej skali imprezy nie ma też w Warszawie. Za 2 tygodnie będą analogiczne imprezy w Krakowie i Poznaniu. W 3M są Koźlaki Bielkowskie, impreza Ambera, ale bliżej jej do klimatu TyskieFest, niż FDP. Myślę jednak, że Wrocław znajdzie naśladowców.

  10. Kopyr, czy wybierasz się może w przyszły weekend do Poznania na BrowarFest? ;)Zdaję sobie sprawę, że po FDP pewnie masz przesyt dobrego piwa, ale może jednak 🙂 osobiście nie mogłem dotrzeć do Wrocławia i mam zamiar chociaż w taki sposób odbić sobie tą nieobecność 😉

  11. Kopyr pamiętaj o tym, że podlizywanie sie jest niehigieniczne 😉 A tak na poważnie, nie cierpię imprez masowych i wiem czemu. Brak mi imprez mniejszych gdzie piwo pije się nie na stojaka pośrodku wielkiej hali.

    • No to powinieneś się wybrać do Annopola.

      W ogóle wszyscy którym nie podoba się Wrocław to powinni się przestawić na Festiwal Piw Rzemieślniczych w Annopolu, koło Środy Wielkopolskiej.

      • Tak jest. Kameralnie, trawka, pole namiotowe. I piszę to serio. W tym roku niestety nie będę, bo będę w Dublinie na Europejskiej Konferencji Blogerów Piwnych, ale w zeszłym roku byłem, a w tym na pewno będzie lepiej.

  12. Tomku, generalnie zgadzam się w większości z Twoją opinią jednak nic nie wspominasz o problemach z elektrycznością – może nie doszły do Ciebie informacje o tych problemach. W piątek pod wieczór nie było prądu co chwile na wielu stoiskach, widziałem duże kłopoty na stoisku AleBrowaru. W sobotę po przyjściu koło 17 czekałem przy stoisku Artezana w astronomicznej kolejce.. W końcu podeszła znajoma ze stoiska i powiedziała, że nie ma co czekać bo nie mają prądu i z nalewaków leci sama piana.. Poszedłem więc do innej kolejki do browaru Roznov – czekałem znowu w kolejce ale zauważyłem, że oni w ogóle nie leją piwa i okazało się, że też nie działał ich agregat z powodu braku prądu. Działały jedynie te duże na roll barach. Uważam, że to spora wpadka z tym prądem. Ktoś powinien wcześniej obliczyć ile mocy potrzeba bo po prostu co chwilę wywalało korki:/ Generalnie festiwal na plus ale mam nadzieję, że w kolejnej edycji uda się organizatorom zmniejszyć kolejki.

  13. Kopyr jesli bedziesz w Poznaniu to moze i do Krakowa bys zawital co prawda nasz festiwal narazie zapowiada sie na trzydniowy festyn ale jak to mowia pierwsze koty za ploty:) A napewno byloby milo cie na festiwalu zobaczyc:)

  14. Byłem 20 lat temu na jednych z pierwszych w Polsce targów piwa w profesjonalnych Targach i to było to. Ten klimat, te egzotyczne piwa czeskie i inne, które lali za darmo. A teraz to tylko lans i komercja.

  15. W sobotę nie było żadnego problemu z wniesieniem piwa na warsztaty dla piwowarów domowych, wystarczyło posłużyć się odpowiednim hasłem 🙂

  16. Ja byłem na festiwalu w sobotę i niedzielę, przyjechałem na niego z Warszawy – bardzo mi się podobało. Byłem rok temu i w tym roku. Moim zdaniem teraz było zdecydowanie lepiej – otwarte trybuny o których Tomku wspominasz były strzałem w dziesiątkę – nie chodzi o jaranie się stadionem, tylko o to, że BYŁO GDZIE USIĄŚĆ. Rok temu był z tym olbrzymi problem. To samo tyczy się toalet.

    W niedzielę masakrą okazało się wejście od 12 (cudem się o tym nie dowiedziałem – może tablica wielka by się przydała na wejściu?), było mało piw, masakrą okazała się niemożność wniesienia alkoholu – kupiliśmy w sobotę, a w niedzielę, z całym swoim bagażem, musieliśmy “przemycać” zakupione na festiwalu dzień wcześniej piwo, żeby móc je zabrać do Warszawy. Tak samo z wnoszeniem wody – ja rozumiem, zabronione jedzenie czy wódka, no ale woda? Litości, bez sensu.

    Także było dużo plusów, ale jest też wiele rzeczy do dociągnięcia.

    I na koniec ciekawe spostrzeżenia – masz tak charakterystyczny głos, że gdzie nie nagrywałeś filmiku, to od razu się Ciebie zauważało, pozdrawiam. 🙂

  17. Byłem w każdy dzień i chyba najlepiej było w 1dzień bo i wszystko do kupienia i kolejki do zniesienia :), sobota to odpada, za te kolejki to obwinianie kogoś odpada oczywiście ale narzekanie jest czymś normalnym, nie na tym polegać ma festiwal że wypijasz całe piwo stojąc w kolejce. Oczywiście będąc w konkretnej grupie, zawsze ktoś może wystawać w nich na zmianę, ale w skromniejszym gronie w sobotę była lipa, ale cóż… siła wyższa. Niedziela po deszczu tez była przejemna tylko za sprawą dużego ruchu wybór piw już skromny. Jeśli chodzi o beton to jeżeli mówimy o ludziach w temacie to tu jest cała lista praktycznych zalet, ale jeśli mówimy o przeciętnym Kowalskim co przyszedł na festiwal na pewno wolałby rozłożyć się z piwkiem w przyjmniejszym klimacie niż w tak bezpłciowym miejscu. Mi osobiście taka lokalizacja kojarzy się z jakimiś targami piwa niż ze świętem piwa. Rzecz jasna Leśnica nie jest kontrą do Stadionu bo to dwa zupełnie inne obiekty z innymi wadami i zaletami. Jednak coś pomiędzy tymi obiektami było by strzałem w 10tkę

  18. Owszem można było kupić szkło degustacyjne, tylko skoro ktoś ma już takowe w domu, a degustować zbytnio się nie dało (godzina stania w kolejce po piwo które może skończyć się w miedzy czasie lub mocno przetrzebiony wybór w niedziele gdy dało się już normalnie zakupić)to po co? Teku z festiwalu dla wielu było (by?) po prostu fajną pamiątką i dla tego dla mnie dalej jest to porażka organizatorów. Liczyłem że może chociaż zrobią dodruk i będą sprzedawać w sklepie internetowym.

  19. A odnośnie ludzi z przypadku. Owszem fajnie jeśli ktoś nie będący znawcą piwa przyjdzie z ciekawości żeby spróbować czegoś nowego (tak jak na przykład znajomi przemiłej Pani u której nocowaliśmy). I fajnie że aż tylu takich ludzi jest. Ale jeżeli widzę pijane przepraszam za określenie “bydło” z jakiejś innej dziejącej się w tym samym czasie we Wrocławiu imprezy (zapewne juwenaliów) szturmujące dowolną kolejkę (ponieważ na końcu jest piwo albo jedzenie – nie ważne jakie) to chyba nie o to chodzi w takiej imprezie.

  20. Zajechałem w sobotę ok 12.30, na parkingu dużo miejsca, wejście bez kolejki, mało ludzi, z braku szkła Teku kupiłem SAHMa, można było spokojnie wszystkie stoiska odwiedzić, porozmawiać, napić się piwa, zakupić do plecaka, porobić zdjęcia…. No ale cóż, nasi krajanie słyną z tego, ze samemu niewiele robią ale krytykę uwielbiają. Bardzo mi się podobało i tych co mają wątpliwości i nieco dalej niż ja z Obornik Śl. zapewniam że warto!!!
    I dla maruderów wyjaśniam, że oczywiście miałem kierowcę.

Dodaj komentarz