Piwa z Pivovaru Matuška

11
417

Pivovar Matuška wystartował 13 kwietnia 2009 r. w Wielkanocny Poniedziałek, gdy uwarzono pierwszą warkę specjalnego ciemnego piwa. Browar założył Martin Matuška, który piwem zajmuje się od 30 lat. Pracował w tym czasie w Staropramenie, U Fleku i klasztornym browarze Strahov, a także w browarach w Japonii, Korei, Tunezji, Danii i Wielkiej Brytanii. Browar założył dzięki finansowej pomocy całej rodziny. Zresztą, jest to, w pełnym tego słowa znaczeniu, rodzinny interes. W ślady ojca, idzie syn Adam, który krótko po ukończeniu studiów z technologii żywności został piwowarem w tym rodzinnym browarze. Aby jeszcze dopełnić tego wrażenia za oprawę piw (logo, etykiety, szklanki) odpowiada Jakub Matuška. Co wyróżnia ten browar – chęć eksperymentów stawiająca go w jednym rzędzie z Varnsdorfskim Kocourem. Zdecydowana większość czeskich browarów rzemieślniczych ogranicza się do 2-3 piw, wszystkich dolnej fermentacji. Z Matušką jest inaczej. W ofercie już mają 9 piw, z czego dwie wersje India Pale Ale, Weizenbocka a nawet IBA, czyli India Black Ale. Od jakiegoś czasu polowałem na piwa z tego browaru. Wreszcie we wrocławskiej Drink Hali udało się zakupić Tmave (Schwarzbier) i Zlatą Raketę (amerykańskie India Pale Ale). Piwa do tanich nie należą, kosztowały 22 i 23 zł za but. 0,75L. Czy było warto?

Pierwsza na warsztat trafiła Zlata Raketa. Ekstrakt  17%, alkohol 7% (cieniasy ;), polscy piwowarzy wyciągają 7% z 15-tki vide nowy Żubr). Oba piwa są w butelkach szampańskich – ma to dwie zalety. Po pierwsze już na pierwszy rzut oka są z innej bajki niż wszystkie czeskie piwa w but. NRW, a po drugie grube szkło chroni przez ewentualnymi granatami, bo piwa są, jak sądzę, refermentowane w butelkach. Ma to jednak, jedną wielką wadę – zielone szkło nie chroni przez promieniami UV. Na szczęście w żadnym z degustowanych piw nie wyczułem aromatu skunksa. Etykiety różnią się jedynie kolorem tła, kolorami logo i nazwą piwa. Na obu w centralnym miejscu jest logo browaru. Wielka litera M, w której powycinano ściany, jak na rysunkach poglądowych w książkach popularno-naukowych dla dzieci. Sama litera M bardzo przypomina mi logo MTV. Przez te powycinane ściany widać poszczególne etapy produkcji piwa, śrutowanie, warzelnię, leżakownię i magazyn kegów. Nie do końca mnie to przekonuje. Ale nie sądźmy książki po okładce, znaczy piwa po etykiecie… Przy nalewaniu piana jest bardzo obfita, nie można nalać szklanki na jeden raz (na szczęście w degustacji nie przeszkadza zbyt wysokie wysycenie). Piana jest gęsta, drobna i pięknie oblepia szkło. Barwa jest złocista, wpadająca w bursztyn, ponieważ piwo jest niefiltrowane, to ładnie opalizuje, co szczególnie dobrze widać na zdjęciu zrobionym pod słońce. Cudowny widok.

Zapach nie jest szczególnie intensywny, ale bardzo przyjemny, złożony, chmielowy, żywiczno-cytrusowy z nutą mango i brzoskwini. Po ogrzaniu wychodzi bardziej nuta tytoniowa, trawiasta. W smaku mamy intensywną, ale szlachetną goryczkę, do tego bardzo przyjemne ciasteczkowo-herbatnikowe tło. Całość jest raczej wytrawna i wytrzymuje porównanie z najlepszymi IPA zza Oceanu, jakie miałem okazję pić. 7% alkoholu nie czuć w ogóle. To piwo można pić litrowymi kuflami i w ogóle nie męczy, choć pewnie w głowie można by je poczuć. Zazdroszczę Czechom i browarowi z zaledwie 2-letnim stażem, takiego piwa.

Z Tmavym do końca nie wiadomo, jaki był zamysł piwowara. W jednym miejscu na stronie piszą, że to bavorské tmavé, a więc monachijskie ciemne, a w innym, że jednak Schwarzbier. Wydaje mi się, że bliższe jest temu drugiemu stylowi. Podobnie jak przy Zlatej Rakecie piana jest obfita, choć tym razem beżowa, ale też drobna i gęsta. Kolor jest ciemnobrunatny, pod światło rubinowy. Wysycenie po kilku dolaniach jest średnie do niskiego. Zapach przyjemny, choć również niezbyt intensywny, kawy zbożowej. W smaku dość wytrawne, choć z zaznaczoną nutą słodyczy. Wyraźne nuty kawowe, palone, wręcz nawet jakbym czuł posmak popiołu. Całość bardzo przyjemna, taki dolnofermentacyjny stout, to też taka bardziej amerykańska interpretacja stylu, który w swojej ojczyźnie (Niemcy) nie zachwyca. W Czechach najbliższe mu jest chyba Černé z Bernarda, u nas spokojnie porównanie z Tmavym z Matuški wytrzymuje Czarna Dziura z PINTY. Atak Chmielu przy Zlatej Rakecie jest jednak tylko ubogim krewnym.

Polecam wszystko co Wam wpadnie w ręce z tego browaru. Ja będę polował na na kolejne piwa, ze szczególnym uwzględnieniem Raptora (IPA) i Cernej Rakety (IBA). Cena może trochę odstrasza, ale tylko do momentu kiedy uświadomimy sobie, że jest to równowartość wina Carlo Rossi, albo 2 piw w browarze restauracyjnym, a mamy możliwość spróbować naprawdę solidnego przedstawiciela craft beer, czy jak piszą bracia Czesi piwa warzonego řemeslným způsobem. W Polsce chyba nie ma nawet browaru, który określałby się mianem rzemieślniczego. Cóż, ma to swoje dobre strony – te które powstaną nie powinny obawiać się o swój byt. Pytanie jak zostanie przyjęte polskie piwo w cenie 20 zł za but., nawet jeśli 0,75L.

11 KOMENTARZE

  1. Strasznie drogo. W krakowskiej “Marii” czarnego i jasnego lagera widziałem po około 13zł, za 13,50zł kupiłem Raptor IPA (browar określa go mianem “intercontinental IPA”), który właśnie mi się chłodzi. Dotychczas piłem jedynie Saisona z Matuški, który jest jak na razie najlepszym saisonem jakiego piłem – ma świetny, mocny aromat marakuji.

    • Może i tak, aczkolwiek biorąc pod uwagę, że w innym układzie musiałbym jechać do Pragi lub kombinować przesyłkę z Krakowa cena mnie nie przeraziła. Prawdę mówiąc to zobaczyłem ją dopiero w domu na butelce. Choć wydaje mi się, że te 13 zł to rewelacyjna cena, bo pamiętam, że w Pradze miałem w ręce piwa z Matuški i wziąłem jednak jakieś amerykańskie i wyspiarskie, bo były tańsze. 😮

      • No wiem, jak przeczytałem ile te piwa potrafią kosztować to pożałowałem że nie zakupiłem wszystkich trzech. Ale jak widzę, to pszeniczniaka z Matuszki leją w Prague Beer Museum po koło 2,50 euro za pół litra, czyli w cenie IPA Samuraia. W sklepach powinny więc też kosztować podobnie, a Kocoury półlitrowe kupowałem w Polsce po 5-6zł, więc ceny w Drink Hali wyglądają na zdzierstwo.

        • Kocoura w Drink Hali kupowałem po 7zł. Ze zdzierstwem byłbym ostrożny. Różnie ludzie/sklepy podchodzą do ustalania cen. Częstokroć Ci, którzy dają niskie ceny, pewnych rzeczy nie biorą pod uwagę. Miałem kiedyś na ten temat długą i burzliwą rozmowę z chłopakami ze Strefy Piwa. 😉

  2. Ja dotychczas piłem jedynie Svetlnego lezaka 13% w Prague Beer Museum i muszę przyznać, że w kategorii czeskiego pilsa to było piwo wybitne – zarówno treściwie, słodowe, lekko kwaskoweale ale też mocno goryczkowe z takim posmakiem ziołowym którego nie spotkałem w żadnym innym pilsie. Po prostu bajka:) Innych specjałów niestety nie trafiłem ale z ich asortymentu szczególnie ciekawi mnie Black IPA no i to AIPA, które opisałeś na blogu.

  3. Jakiś czas temu w DH był komplecik, ceny owszem wysokie ale niezbyt różniące się od wypadu na tak zwane “miasto”. Na to samo wychodzi biorąc np. niezbyt smacznego litrowego pilsa w Bierballe, nie wspominając już o smaku i cenach piw ze Spiża.

  4. Kopyr, jakbyś miał ochotę, chętnie poczytałbym rozwinięcie tematu cen i ich różnicowania. Szczerze nie wiem dlaczego Kocour, czy Matuska we Wrocławiu ma kosztować prawie 2x więcej, niż w Krakowie.

  5. Czyżby cena 13-15 zł na 0.75l wybitnego piwa była akceptowalna w Polsce? To by było 8-9 zł za butelkę 0.5L. Z jednej strony to znakomita wiadomość dla browarów rzemieślniczych, z drugiej … cena piw PINT-y jest niższa, a i tak i chyba nie do końca akceptowana przez rynek.

  6. To drożej niż za butelkę 0.75 Trappista (La Trappe) w najdroższej chyba sieci w Polsce – Bomi 🙂
    Wiadomo, nie ma co porównywać rzemieślniczych produktów do piw bądź co bądź bardziej masowych.
    Jak będę miał okazję to z pewnością spróbuję Matuškę. 🙂

  7. Piłem piwa Matuska jak jeszcze był piwowarem na Strahovie. Piwa się wyróżniały na tle z pośród innych z praskich minibrowarów. Zdobyli wtedy nawet nagrodę minibrowaru roku. Weizen i tmave były genialne.

    Co do ceny i dystrybucji, to uważam że cena piwa jak za butelkę średniego wina jest do przyjęcia. Sztuka tylko jest trafić z odpowiednią ilością tego piwa do gotowych na to klientów. A w naszej kulturze jeszcze nie ma ich nadmiaru :/.

Dodaj komentarz