Delirium Cafe – róg obfitości

5
821

W samym środku Brukseli, 3 kroki od Jeanneke Pis (siostry Mannekena), znajduje się Delirium Cafe. Nazwą nawiązuje do kultowego Delirium Tremens, różowe słonie, te sprawy. Wg Google Maps lokal znajduje się tutaj, ale ja błądziłem po wielu uliczkach żeby tam trafić, dlatego dam wam niezawodne wskazówki jak tam dotrzeć.

Zaczynamy od Galerii Św. Huberta (Galeries Royales Saint-Hubert), która wg mojej żony jest protoplastą wszystkich galerii handlowych.

Galeria św. Huberta - wejście

Wybudowana w latach 1846-47 była pierwszą taką galerią, która pod dachem w jednym miejscu skupiała kilkadziesiąt sklepów/butików.

Galeria św. Huberta wewnątrz

Dzisiaj w tym pasażu znajdują się głównie restauracje, sklepy z czekoladkami i bodaj jubilerskie. Ale nie to nas interesuje, otóż wchodzimy do tego pasażu od strony Grote Markt, mniej więcej w połowie skręcamy w lewo. Gdybyśmy nie skręcili, tylko poszli do końca prosto, to wyjdziemy wprost na A la Mort Subite.

Jeszcze raz galeria św. Huberta, bo warto zobaczyć tę architekturę

Ale tam już byliśmy, więc skręcamy w lewo i trafiamy na urokliwą wąską uliczkę, gdzie przed restauracjami stoją wystawione stoliki, a właściciele/szefowie zachęcają do wybrania właśnie ich lokalu.

Knajpki na Rue de Bouchers

Z tej uliczki skręcamy w pierwszą w prawo i po lewej stronie ukażą się nam neony z różowym słonikiem.

Delirium Cafe

Lokal składa się z dwóch poziomów i de facto dwóch lokali, o nieco odmiennej filozofii. W podziemiu znajduje się Cave a Biere, na podwyższonym parterze zaś znajduje się Tap House. Na dole króluje butelka, na górze beczka. Na pierwszy rzut oka lepiej powinno być na górze, jak jest w rzeczywistości zaraz postaram się opisać. Zaczęliśmy od piwnicy.

Delirium Cafe - Cave a Biere

Po wejściu od razu widać, że jesteśmy w świątyni piwa. Sufit wyłożony tacami piwnymi. Zamiast stolików beczki, światło w postaci lamp, kinkietów i reklam z logo najróżniejszych marek piwa z całego świata. Wystrój stanowił więc przeciwieństwo zarówno ascetycznego Moeder Lambic, jak i secesyjnego A la Mort Subite. Mankamentem było to, że można było palić i dość ostro dawała muza z głośników, do tego panował półmrok. To nie są optymalne warunki do degustacji, ale na wypad z kumplami na piwo jak najbardziej. Tylko, że w lokalu, w którym pijąc kilka piw dziennie trzeba by spędzić ponad rok, żeby wszystkich spróbować, nie sposób nie degustować.

Sufit wyłożony tacami piwnymi, a ściany szyldami

Delirium Cafe zostało wpisane do Księgi Rekordów Guinnessa z wynikiem 2004 różnych piw (stan na styczeń 2004). Pewnie teraz tyle nie mają, ale czy cokolwiek zmienia jeśli tych piw jest 1500-1800. Warto wspomnieć też o obsłudze, którą stanowią raczej młodzi, niektórzy dość alternatywnie wyglądający, barmani. Takiego show przy otwieraniu piwa butelkowego do tej pory nie widziałem. Kapsle fruwają po całym barze, łatwo takim kapslem dostać w głowę. Barmani żonglują szklankami, może nie aż tak jak przy miksowaniu drinków, ale i tak efektownie.

Widok na bar i barmanów

Jak widać można zamówić też piwo lane, ale nic ciekawego nie było z kranu, a tymczasem z butelki… no poczułem się jak ten osiołek, co mu w żłoby dano. Postanowiłem spróbować to co najtrudniej dostać w Polsce i w takim stylu, którego jeszcze nie próbowałem. Na początek poprosiłem o Imperial India Pale Ale, najlepiej zza Oceanu. Zza wielkiej wody nie było, ale zza miedzy, czyli z browaru de Proefbrouwerij z… Belgii i owszem.

Viven Imperial IPA

Wyprodukowane dla browaru kontraktowego Viven, coś jak nasz Gontyniec. 😉 Naszym oczom ukazuje się stylowa etykieta, po przelaniu pojawia się średnia, drobnopęcherzykowa piana. Wysycenie niskie, klasyczne. Zapach roztacza się wprost cudowny, ekstremalnie chmielowy, cytrusowy, żywiczny. W smaku goryczka wyraźna, ale bynajmniej nie obezwładniająca. Mocny, dobitny, żywiczny smak chmielu. W odmętach sieci znalazłem informację, że piwo ma 124 IBU. Genialne piwo. Jakby pod marką Gniewosz można było dostać takie cudo, to bym złego słowa nie powiedział na browar widmo Gontyniec.

Great Divide Yeti Imperial Stout

Zaczynając z tak wysokiego C, nie można było się poddawać, więc spróbowałem kolejnego stylu, którego nie znałem, a więc Russian Imperial Stout. Jak widać na zdjęciu opakowanie bardzo stylowe, nawet udało mi się w barze przejąć kapsel, celem przywiezienia go do kraju. Niestety, niestety, niestety… odwróciłem wzrok na ułamek sekundy, a to wystarczyło, żeby jeden z barmanów sprzątający ze stołów popielniczki, butelki, śmieci, ograbił mnie z tej pamiątki. A był nawet nie pogięty. 🙁

Jakby tego było mało, piwo okazało się przeterminowane. Oczywiście temu stylowi, to w ogóle nie szkodzi także nie składałem reklamacji, bo jeszcze zabraliby mi piwo i oddali pieniądze i co by mi z tego przyszło. Przejdźmy jednak do zawartości butelki. Piana była średnioobfita, beżowa, ciężko ją było uzyskać, kolor to oczywiście nieprzenikniona czerń. Wysycenie prawie nieistniejące. Zapach był bardzo charakterystyczny, wydawało mi się, że to lukrecja (innymi słowy – czarne Haribo). W smaku czuć moc, alkohol co prawda nie był bardzo nachalny, ale czuć, że czai się żeby zdzielić w łeb. W smaku mamy gorzką czekoladę w postaci likieru alkoholowego. Wyraźna goryczka, można wyczuć też słodycz, a w tle pojawiają się nuty kawowe.

Na dole wypiłem jeszcze Road Dog Porter z browaru Flying Dog. Porter w stylu angielskim, po Człowieku Śniegu nie miał żadnych szans wywrzeć jakiegokolwiek wrażenia. Jedyne co mnie w tym piwie urzekło, to reklamowe hasło na etykiecie, a brzmiało GOOD BEER, NO SHIT. Po prostu mistrzowie ciętej riposty. 😉

Delirium Cafe - Tap House

W zasadzie już mieliśmy kierować się do hostelu, gdy zauważyłem, że na górze jest jednak inaczej i że coś ciekawego może być na kranach. Takiej okazji nie można było przepuścić, więc postanowiliśmy wstąpić na jeszcze jedno piwo. Tutaj też wystrój piwny, ale znacznie jaśniej, nieco ciszej, mniej punk-rockowo niż na dole. Oprócz tac na sufitach wiszą… parasole.

Sufit, a na nim tace i parasole

W głównej sali elementy warzelni, krany, beczki

Delirium Cafe Tap House

Tym co było najciekawsze był tradycyjny sposób serwowania piwa, ze ścinaniem piany specjalną szpatułką/nożem (tzw. beer skimmer). Zwyczaj ten chyba bardziej popularny w Holandii niż Belgii, ze względu na pewną widowiskowość przejęty został w belgijskich lokalach.

Nikt tu się nie bawi w nalewanie po ściance. Piwo jest nalewane… nonszalancko, leje się po kielichu, ścieka na bar, kapie.

Nalewanie

Następnym etapem jest ścięcie piany. Ma to zapobiec jej zapadaniu się pod własnym ciężarem, wyrównać ją i sprawić, że będzie bardziej trwała.

Ścinanie piany

A oto efekt, perfekcyjnie nalane piwo Chouffe Houblon Dobbelen IPA Tripel. Ma to być mariaż angielskiego IPA, amerykańskich chmieli i klasztornego tripla.

Chouffe Houblon Dobbelen IPA Tripel z perfekcyjną piana

Piana rzeczywiście była rewelacyjna, gęsta, zwarta, wydawałoby się, że można by ją kroić nożem. Pięknie oblepiała szkło. Poniżej piany mamy piwo koloru starego złota, z konkretnym zmętnieniem. W zapachu wyczułem cytrusowe nuty chmieli amerykańskich. W smaku goryczka niestety co najwyżej średnia, ale nie ma się co dziwić, skoro w odmętach internetu wyczytałem, że piwo ma 59 IBU, to jest połowa tego, co pite piętro niżej Viven IIPA. Na szczęście był też mocny, żywiczny smak chmielu. Piwo było mocno słodowe, przez co dość ciężkie. Wyraźnie wyczuwalny alkohol. Ekstrakt początkowy, to jakieś 23 blg. Jednak ogólnie piwo znacznie słabsze niż Viven IIPA.

Delirium Cafe, dla piwosza jest na pewno pozycją must see. Dodam tylko, że kiedy byliśmy tam w sobotę, to o wolnych miejscach można było jedynie pomarzyć. Ludzie, głównie młodzi, z kielichami, gobletami i pokalami w rękach szczelnie wypełniali uliczkę, siedząc na schodach, krawężnikach itp. My byliśmy wczesnym wieczorem w niedzielę. Wtedy przy odrobinie szczęścia można było wyhaczyć jakieś miejsce, choć na dole już było tłoczno. Tym, co było piękne w tym Cafe, był fakt, że z każdego kąta wyglądała miłość i uwielbienie dla piwa. Piwo było na pierwszym miejscu, a nie dyskoteka, grill, czy wyszukane restauracyjne dania.

5 KOMENTARZE

    • Na pewno są w ofercie piwa polskie. W takim drukowanym menu, tożsamym chyba z tym powieszonym na stronie występowały. A na stronie, takie rarytasy:
      De Bowe Mocne 50 cl
      Karmi Poema Di Caffe 40 cl
      Karpackie Pils 50 cl
      Kozlak 33 cl
      Lech Premium 50 cl
      Redds Malinowe 50 cl
      Tyskie Gronie 50 cl
      Zywiec 50 cl
      To De Bowe to jeszcze nie piłem :D, a Koźlak z but. 0,33L to chyba jeszcze Jurand, więc to menu to sobie można w buty wsadzić. Inna sprawa, że pluję sobie w brodę, że nie zapytałem z kronikarskiego obowiązku co mają z Polski.

  1. W ramach sprostowania w Delirium Cafe są 3 poziomy z czego nie zawsze wszystkie otwarte. Trzeci poziom jest zdecydowanie najspokojniejszy.
    Tylko na dolnym poziomie można wybierać z pośród wszystkich dostępnych piw. Aktualnie nie można już palić więc klimat do testowania się poprawił. Z polskich piw aktualnie dostępne są tyskie gronie i Żywiec. A jak się komuś zechce czegoś mocniejszego to obok znajduje się Delirium Monasterium gdzie do wyboru jest 400 różnych wódek.

Dodaj komentarz