Kiss the Beast vol 2. – Birbant feat. AleBrowar

16
47

Na premierze Kiss the Beast byłem prawie dwa lata temu, ale dziś to jest zupełnie inne piwo. Zniknął przymiotnik Belgian, co dostaliśmy w zamian?


16 KOMENTARZE

  1. To piwo zostało mocna zjechane w ocenach internetowych i w zasadzie słusznie. Nuty karmelowe i ziołowe są w nim dosyć mocne, wręcz za bardzo, ale co najgorsze ta goryczka jest ekstremalnie złej jakości. Zamiast uderzać od razu mocno i znikać, wręcz po przełknięciu rośnie i to taką okropną ziołowością. Bardzo mało pijalne i średnio przyjemne. Pisząc to podkreślam, że jestem hopheadem i całkiem smakowały mi np. Pirania, pierwsza warka Hard Bride czy Roo Ride.

  2. W twojej ukochanej Ameryce aromat naftowy, diesla jest uwarzany za wadę w piwie i brak umiejętności piwowara. Ale oczywiście polscy „birgicy” dostają orgazmu bo to z Ameryki, moja babcia mawiała „zagraniczne to i g… śliczne”. Ciekawe tylko jak daleko to wszystko zajdzie i czego wasze wytrawne podniebienia będą szukać za dwa, trzy lata bo dla normalnego człowieka myśl o spożywaniu węglowodorów budzi odruch wymiotny.

  3. Jak dla mnie to piwo było ewidentnie zbyt ciężkie i karmelowe. Zresztą dlatego pewnie nie przepadam za polskimi Imperial IPA, większość z nich ma dokładnie tą samą przypadłość. Zdecydowanie wolę mocno chmielone West Coast / New England IPA.

    • Nie no, ja nie przepadam za karmelem, ale tutaj go nie było. Bez jaj. Owszem jest w składzie melanoidynowy, ale w samym piwie go absolutnie nie czuć.

Dodaj komentarz