[VLOG] Jak jest w Belgii?

36
2414

Czyli wrażenia po European Beer Bloggers and Writers Conference w Brukseli, które odbyło się w dniach 29-30.08.2015.


36 KOMENTARZE

  1. co to był za RIS któy był dobry a nazwy nie podaleś ?

    próbowałeś coś z browaru struise ? lub de dochter van de korenaar ( CI warzą wędzonego stouta 7% z wanilią) ?

    ja byłem kilka razy w Belgii i łażenie po knajpach to raczej nuda, bo albo lambik albo nic porywczego nie ma… chcąc spróbować czegoś super super trzeba pojeździć po browarach niestety….

  2. To może powinieneś zorganizować (współorganizować) coś podobnego w Polsce dla zagranicznych gości (blogerów). Myślisz, że taka promocja polskiego kraftu miała by już sens czy jeszcze za wcześnie?

    PS. Jan Szała musi szybko dochować się potomka to będą pierwszym polskim kraftem z dobrym (3-pokoleniowym) piwem 😛

  3. Nieułożenie quadruppli to coś co i moją uwagę przykuło a wręcz zaskoczyło, ze te ikony belgijskiego piwowarstwa gdzieś giną przytłoczone przez alkohol. Nie mnie z tą nudą to jednak spora przesada, są i niezłe saisony i dubel to bardzo fajne piwo choć nie tak pociśnięte jak IPA. Nie mniej ja uważam, że na amerykańskim chmielu świat się nie kończy.

  4. Wspomniałeś Tomku, że kontraktowe browary traktują…. przynajmniej słownie jak jajko zniesione przez samego szatana… a dużo maja tych kontraktów? Jak je traktuje rynek? Bo nie uwierzę w to, że tak każdy taki piwny tradycjonalista…..

    Mimo, że belgijskie piwa nie są moimi ulubionymi to paradoksalnie bardzo podoba mi się to ich przywiązanie do tradycji, szacunek. Robi to wrażanie….. a przecież nie muszę pić jak mi nie smakuje 😉

    • No tak, to jednak się chyba trzeba przemóc i coś napisać, mam nadzieję, że już nikt więcej linka nie podeśle (to akurat nie do Ciebie kubao81). Ogólnie w Europie przez browar kontraktowy rozumie się browar aktówka + laptop, czy tak naprawdę takie Łebskie = tuba marketingowa. Jak słusznie zauważono jest to zbiór, którego punktem skupienia jest Mikkeller i niewiele nawet zmieni wybudowanie browaru w Rosji.
      To czego Tomek nie rozumie i nie przyjmuje do świadomości jest to, że jednak na świecie jest ważniejsza tradycja niż moda. Belgowie mogą mieć piwną rewolucję głęboko w rzyci, jak również amerykańskie chmiele, Ja bym chciał zrozumieć jak to jest, że w Chicago typowy Beer Geek jedzie po 30 mil do belgijskich pubów (w których praktycznie nigdy nie ma miejsca) i kupuje Chimay Blue za 11 dolarów, w innych pubach 8 dolarów za nudne niemieckie pszenice, czy kupuje angielskie bittery a nawet o zgrozo Newcastle Brown Ale. W najlepszych pubach zawsze jest jedna strona z piwami belgijskimi, klasztornymi i niemieckimi, a jakoś polskiej nie ma. Oczywiście to niesprawiedliwość, bo jesteśmy najlepsi i najbardziej znani na świecie. Gratuluję Ci umiejętności wyciągania absolutnych wniosków na temat piwowarstwa w Belgii (czy gdziekolwiek) na podstawie wypicia około 50 piw w kraju w którym jest kilkanaście tysięcy różnych piw i około 3000 różnych browarów i na podstawie pobytu przez cztery dni. Dziennikarstwo na poziomie Axel Springer.
      Od Belgów nikt nie wymaga, że będą robić same piwa na amerykańskich chmielach, bo to jest absurd. Warzą jedne z najlepszych piw na świecie, miejscami setki lat i są doceniani wszędzie za to co robią. I wybacz, ale jakoś tak wychodzi, że gdyby nie porter bałtycki nikt by nie wiedział o polskim piwowarstwie. I przypadkiem tak się nie składa, że porter bałtycki to również tradycja?
      I życzyłbym sobie, żeby w Polsce kiedyś był browar pokroju The Kernela, mimo że tam taka nuda w tej UK.

      • A czemu Polacy łażą na suszi i kebaby czy inne ścierwo zamiast zjeść schabowego i grochówkę? 😉 Zawsze jest tak, że jak coś się ma „od dziecka” to się szuka odmiany….

      • Gratuluję Ci umiejętności wyciągania absolutnych wniosków na temat piwowarstwa w Belgii (czy gdziekolwiek) na podstawie wypicia około 50 piw w kraju w którym jest kilkanaście tysięcy różnych piw i około 3000 różnych browarów i na podstawie pobytu przez cztery dni. Dziennikarstwo na poziomie Axel Springer.

        W Brukseli byłem po raz drugi. Pierwszy raz w 2010. Większość belgijskiej klasyki (Trapiści, Duvel, Delirium, itd.) piłem przed 2010. Nie wiem skąd wywnioskowałeś, że z belgijskim piwowarstwem zetknąłem się w zeszły czwartek.

        • Tomek weź sobie oglądnij swoje nagrania jeszcze raz, niestety przeszedłeś na zawodowstwo w stylu „Pudelka”. Nie od dzisiaj czytam to co piszesz i słucham to co mówisz… zafiksowałeś się w pewnym momencie na amerykańskie chmiele i ok, ja pijam jedynie piwa ciemne… takie hobby… ale nigdy bym tylko z tego powodu nie krytykował wysokiej jakości piw jasnych… kiedyś też miałeś więcej obiektywizmu I tylko szkoda, że facet z takim potencjałem i co by nie powiedzieć zasługami dla polskiego piwowarstwa idzie w kierunku budowania jedynie słusznej sekty… a tak swoją drogą ciekawe co napiszesz na temat „Niedobitego”…

        • Wiesz co za dużo to i świnia nie zeżre, jak go tam cały czas kwachami karmili to się nie ma co dziwić. A niedobitego degustował i stwierdził że bardzo dobre. Coś niedbale oglądasz.

      • Piotrze, ale po co ten sarkazm? Belgijskie piwa są znane od przynajmniej 30-40 lat, głównie za sprawą Michaela Jacksona, któremu jak powiedział Armand Debelder powinno się w Belgii postawić pomnik. Niestety MJ nie przyjechał do Polski napisać o porterach, ale wmanewrowano go w folder reklamowy Tyskiego. Polska pewnie nigdy nie będzie miała takiej opinii jak Belgia, ale… sądzę, że beer geek za 10 lat wybierze Polskę, a nie Belgię.

        Co do porównania Mikkellera z Łebskim, to właśnie tego typu była retoryka gościa z Moeder Lambic. Tylko, że to jest bullshit. Skoro to jest takie proste, po co De Proefowi jakiś śmieszny Mikkel. Nie jestem wielkim fanem Mikkela, ale sorry porównywanie go z Łebskim, to jest świństwo.

        • Absolutnie nie porównałem Mikkellera z Łebskim.
          „Ogólnie w Europie przez browar kontraktowy rozumie się browar aktówka + laptop, czy tak naprawdę takie Łebskie = tuba marketingowa.” Widzisz gdzieś Mikkellera ?
          W celu lepszego zrozumienia polecam

          https://pl.wikipedia.org/wiki/Punkt_skupienia

          był to celowy zabieg.

        • Zapomniałem, że byłeś w Belgii w 2010, przyznaję. W filme wyrażałeś się w sposób absolutny, że nieciekawe, że śmakie i w ogóle. Ja też byłem w Belgii w tym roku w Leuven przez tydzień i piwa zrobiły na mnie świetne wrażenie, również nowa fala, która jednak istnieje. Przeciętny polski beer geek dałby się pociąć za te piwa, doskonale o tym wiesz.
          Akurat krytykując Belgię z perspektywy piwnej rewolucji ukręciłeś na siebie niezłego bata, bo z tego co pamiętam nowe hasło brzmi „Sour is the new hoppy”, więc jakoś wyprzedzili wszystkich o 300 lat. Sorry Tomek, ale naprawdę ocenianie w sposób absolutny czegoś z perspektywy spróbowałem pięć promili wszystkich piw w Belgii jest co najmniej niepoważne.
          PS. Kolega mi mówił, że powiedziałeś komuś z Dusseldorfu, że nie lubisz altów i w ogóle nuda przyznając się, że piłeś ich chyba z cztery. Jak to jest prawda, to podziwiam odwagę wypowiedzi absolutnych jeszcze bardziej.

        • Piotrek, oglądałeś ten film w ogóle, czy wnioski wysnuwasz na podstawie fotki? Gdzie Ty widzisz ocenianie w sposób absolutny? Ja nawet nie oceniam Belgii w sposób jednorodny. Tego się nie da ocenić jednym zdaniem. Co innego są producenci lambików, co inneg Flandersi, a jeszcze czym innym są BFB. Jestem świadom istnienia nowej fali, ale nie dane mi było się w niej unurzać w Brukseli. Nad czym boleję. Ale nie jakoś strasznie, bo kwasów niektórych wyśmienitych, opiłem się fest. Co do „sour is new hoppy”, to ja jestem zwolennikiem hasła „barrel is new hoppy”. I jestem przekonany, że to ma szansę trafić szeroko, bo niestety oude gueze to jest zabawa dla bardzo wąskiego grona beer geeków.

        • Co do Dusseldorfu, zamierzam zweryfikować swoją niechęć na miejscu za 2 tygodnie. Póki co Uerige, które miało mnie rzucić na kolana, niestety tego nie uczyniło.

        • Wydaje mi się, że oglądnąłem, lokalnie ze zdumieniem wygłaszanych tez.
          Czyli rozumiem, że tak powiedziałeś. I żyjesz. To nie była osoba z Dusseldorfu w takim razie 😛 Niestety za dwa tygodnie nie będzie jeszcze wersji sticke, ale za to będzie helles alt 😛

  5. Odnośnie Lindemansa „z jednej strony robią rzeczy koncernowe, słabe”- kurtka wodna nie wszystkie piwa muszą być robione stricte dla beergeeków. Kriek z Lindemansa, chociaż czuć w nim że jest dosładzany etc etc jest piwem które zazwyczaj serwuje ludziom którzy craftu nigdy nie pili, i prawie zawsze są zachwyceni. Idealne piwo na początek. Zresztą osobiście też go uwielbiam w połączeniu z ciastem czekoladowym, i to właśnie dosłodzonego lindemansa a nie cantillon czy nawet old kriek w tym połączeniu wolę.

    • lambik to kwas. Nie ma kwasu- nie ma lambika… te piwa albo się kocha, albo nienawidzi… żadnych „półśrodków”….

      belgia to nie tylko lambiki, westvleteren rochefort itp…. maja wiele wyśmienitych bardzo mocnych piw, ale o nich nikt nie mówi, bo dostępność ich w Polsce jest niemal zerowa…. i potem są zdania ze belgia jest nudna bo blondy bo dubble triple i nieulozone quady….

      i tak jak ktoś wyżej pisał… patrzenie na piwa przez pryzmat „amerykanskosci” to parodia troche… nie wyobrazam sobie westvleterena, risów, lambików skatowanych przez chmiel z ameryki… jak dla mnie to jest na rynku juz duzo piw z tym chmielem (naszych jak i importowanych), wiec jak komus belgia nie pasuje, nich ją zostawi dla innych

      • „lambik to kwas”- to możesz sobie nazywać krieka z lindemansa nawet i radlerem, nie zmienia to faktu że jest to piwo dosyć smaczne i idealne dla osób które nie miały zbyt wiele doświadczenia z piwem craftowym, i zachęca takie osoby do sięgnięcia po inne tego typu piwa.
        „belgia to nie tylko lambiki, westvleteren rochefort itp…. maja wiele wyśmienitych bardzo mocnych piw, ale o nich nikt nie mówi, bo dostępność ich w Polsce jest niemal zerowa….”
        -jak to zerowa? Poza westvleteren piwa trapistów są w praktycznie stałej ofercie co najmniej kilku sklepów w Krakowie, Rodenbach też się często pojawia, reszta Belgii też. W sumie poza Brewdogiem i Mikkellerem które chyba są na stałe w polskich piwnych sklepach to właśnie top Belgii najłatwiej można dostać.
        „nie wyobrazam sobie westvleterena, risów, lambików skatowanych przez chmiel z ameryki…”- a ja sobie wyobrażam, skoro Prairie zrobiło niezłe piwo na brettach dowalone chmielem, zresztą takich piw jest już trochę na rynku. Kwestia też użyć a nie dowalić, o ile słodkie owoce tropikalne w triplu by mi idealnie pasowały, o tyle żywica czy przegięta gorycz już kompletnie nie.

        • nie mówie o rocheforcie, ale paleta piw ze struise- w Polsce bieda, westvletereny- nie bede z Poznania do krakowa po piwo jechać, rodenbacha pomijam bo to jest dostepne…

          z tych niedostepnych świetnych piw, La Binchoise XO, de dochter van de korenaar tez robi mocne piwa których w PL sie nie uświadczy… Alvinne to samo- cuvee de mortagne (quad z beczki- 14%…), coś mocnego ze smisje/smiske (ris)? coś mocnego z Ellezelloise (RIS) ?
          nie chce mi sie dalej wymieniać bo po co ? ja uwielbiam mocno niszowe piwa któych do Polski nikt praktycznie niesprowadza ….

          albo z lambików, cos z cantillon poza geuze kriek framboise ? coś z beersela poza geuze kriek ? z BOONa poza geuze kriek, oude kriek ?

          trapiści poza westvleterenem…. 😀 a mi chodzi o westvlerena… jak jest to krótko, wpadły do pewnego sklepu 2 skrzyni, nie mineło 30min a na facebooku 48butelek rozeszło sie na zapisy…

          co do rodenbacha…. zwykly i grand cru są, ale bardziej „zaawansowane” wersje niekoniecznie… a jak są to przyjezdza kartonik (zalezy od wielkosci butelek) i mało kto o tym wie….

          alvinne tez ma jakiegos dzikusa ze 100IBU (na angielsko/czeskich chmielach….) i tez jest dobre….

          piłem tez jakies dzikie piwo na ameryce, i niestety ale ameryka przyslonila dużo…

  6. po co dyskutować o gustach, każdy niech pije to co mu smakuje, jeden woli IPA inny APA a ktoś woli belgijskie, najważniejsze to pić dobre piwo niezależnie od stylu… nawet lagera ale smacznego a nie koncernowego sikacza…

  7. Ja byłem w Brukseli prawie równy rok temu i wrażenia miałem raczej lepsze, ale to może był optymizm związany z pierwszą wizytą. W jednym z większych i główniejszych pubów delirium odkryłem na górnym pietrze drugi bar gdzie mięli co prawda jedynie butelki ale za to super zaopatrzenie jeśli chodzi o craft, zarówno ten belgijski jak i światowy. Bardzo miło wspominam Viven Imperial IPA od kontraktowców Brouwerij van Viven, i chyba nie jestem jedynym fanem tego piwa bo ma wysokie noty na ratebeerze. Także dobrego craftu też można spróbować. Chociaż moje prywatne zdanie jest podobne do Twojego Tomku, tradycja w Belgii może nieraz stanowić balast eksperymentowania z rewolucją.

    • No właśnie. Mnie Viven Imperial IPA zachwyciła w Belgii w… 2010 roku. I też w Delirium. Wówczas w Polsce nie było niczego. I teraz popatrzmy jak się zmieniła sytuacja w Polsce przez te 5 lat, a w Belgii czas jakby stanął w miejscu. O tym właśnie mówię.

      • tylko też zauważ że ten amerykański chmiel jest w Belgii od dluzej niz 2010, wiec tam dotarł wcześniej i rzadko bo rzadko ale go wykorzystuja…

Dodaj komentarz