30-letni Żywiec Porter na milion odsłon na YouTube

43
339

Chcąc być precyzyjnym, to około 30-letni, to piwo ma co najmniej 24, a myślę że nie więcej niż 32 lata. Jest to prezent od widza i czytelnika, Michała Kochaniewicza z Cieszyna, za co jeszcze raz mu dziękuję. Co prawda strona tytułowa kanału nadal pokazuje 965 663 wyświetlenia, ale w moim panelu w zakładce analityka po wybraniu okresu od założenia konta na YT widnieje 1 019 979, a i to nie bierze pod uwagę wyświetleń z ostatnich 2 dni. Co ja robię tą degustacją? Pokazuję, że można leżakować portery bałtyckie kilkadziesiąt lat i to nawet bez zachowania jakichś szczególnych warunków przechowywania. No w tej piwnicy na pewno było sucho.

A zatem – BACZNOŚĆ! De degustacji!

Spocznij!

Jeszcze raz dzięki, że jesteście.

43 KOMENTARZE

      • Porteru to nie pamiętam z tamtych czasów, pewnie był tylko dla „wybranych” natomiast jak rzucili Żywca Full to w domu było święto, rodzice pozwalali mi czasem zamoczyć dzioba. 🙂
        A tak normalnie to ludzie pili wypusty z najbliższego browaru, raz lepsze raz gorsze, generalnie mówiło się na to siuski.

      • Hah, ostatnio kupilem w dyskoncie żywieckiego portera. Stała na półce taka jedna samotna butelka, której chyba nikt za bardzo nie chciał więc przygarnąłemc. Gdybym wiedział że tyle może wytrzymać to bym schował do piwnicy na 30 lat 😀 Ale przyznam szczerze dosyć dobre było.

  1. „strącone barwniki”?!
    proszę się wycofać z tego niefortunnego stwierdzenia 😛
    W piwie mogą być zmętnienia jedynie pochodzenia mikrobiologicznego (drożdże, ew. zakażenia), koloidalne (białka+polifenole), ewentualnie skrobiowe. Związki barwnikowe są tam małymi cząsteczkami chemicznymi, że jedynie z powyższymi łączy (na zasadzie najczęściej elektrostatycznej) – dlatego po warzeniu stoutu komórki drożdży są wyraźnie ciemne…
    Z pewnością są to zmętnienia koloidalne, co po tylu latach to normalne. Zresztą w tamtych czasach nie stosowano tak zaawansowanych technik usuwania zmętnień jak dzisiaj (stacje PVPP), a raczej metody z bentonitem czy żelatyną.

  2. Wielkie gratulacje, no i dzięki, że Ci się chce.

    P.S. Czyli tak: kupujemy teraz po buteleczce Żywca Portera i za 30 lat z wnuczętami na kolanach porównamy doznania? 🙂 Pozdrawiam!

    • Ciekawy pomysł:
      -może zrobimy taką „ogólnokanałowo-kopyrową” akcję że wszyscy kupują teraz jakieś portery, zakopują gdzieś np. w piwnicy a po tych np. 30 latach wszyscy widzowie kanału „spotkają się wirtualnie” na degustacji tych porterów.
      Ale byłby czad.
      Co prawda nie wiem czy dożyję.
      Ale postaram się jakoś zakonserwować do tego czasu poprzez zwiększanie dziennej dawki napoju chmielowego.
      😉

  3. Świetna degustacja. Odczuwałem dużą ekscytację oglądając wreszcie 30 letni porter. Wielkie dzięki zarówno dla Ciebie Kopyr, jak i dla Michała.
    Super, że mogliśmy wszyscy obejrzeć tę degustację na blogu.

  4. To bylo degustowanie piwnego artefaktu! Wielkie dzieki dla darczyncy i naszego niestrudzonego degustatora!
    Ps.
    Moglbys w edytorze youtube dorobic napisy po angielsku, poszloby w swiat juz na calego :))

  5. Z opowiadań mamy wiem, jak mało popularny wtedy był ten porter. W sklepach prawie nie do kupienia a wujek mamy (kierowca ciężarówki) jeździł po niego specjalnie do Żywca, bo piwo w sklepie było dla „obszymurków”

  6. Młodsi internauci nie zdają sobie sprawy jeszcze z jednego faktu. Otóż piwo to, było swojego rodzaju rarytasem już wtedy, kiedy zostało wyprodukowane. Już wyjaśniam dlaczego. Otóż w tamtych czasach w Polsce mówiono, że dostępne są dwa gatunki piwa, z czego ten drugi znacznie popularniejszy. Pierwszy nazywał się „jest” a drugi „nie ma”. To oczywiście była kpina ze stanu zaopatrzenia w sklepach, ale skoro brakowało wszystkiego, to czemu piwo miałoby być wyjątkiem? Teraz kilka słów o jakości: Zdecydowana większość dostępnego w sklepach piwa, to było piwo sprzedawane pod nazwą „Jasne Pełne”, i nie ważne z jakiego browaru pochodziło. Alkoholu zawierało 4,5%. Ekstraktu nie pamiętam, ale chyba nie podawano. Jego dystrybucja wyglądała tak, że w każdym GS-ie była tzw „Wytwórnia Wód Gazowanych i Rozlewnia Piwa”, gdzie piwo przywożono z browaru w beczkach a następnie, w warunkach wołających o pomstę do nieba, butelkowano. Piwo to oczywiście było niepasteryzowane. Efekt był taki, że nadawało się do picia zaledwie przez kilka dni od rozlania, a po tygodniu to w butelce pływały już gluty, zwłaszcza latem. Na tym tle pozytywnie wyróżniały się dwa polskie browary: Właśnie Żywiec, oraz Okocim. Ich piwa były naprawdę dobre, jednak poza rejonem ich produkcji, bardzo trudno dostępne. Pamiętać należy, że ilość produkowanego wtedy piwa w porównaniu do dzisiejszej produkcji korporacyjnych molochów, to była kropla. Dodatkowym argumentem przemawiającym za wyjątkowością prezentowanego piwa jest fakt, że głównym asortymentem produkcji wszystkich browarów, a więc i tych przeze mnie wyróżnionych, było piwo jasne. Portera produkowano zdecydowanie mniej.
    Mam nadzieję, że nie zanudziłem Was na śmierć, ale jak każdy stary pierdoła, uwielbiam truć. 🙂

  7. Witam
    Lubie portery a Twój film zainspirował mnie do pewnego pomysłu. Rok temu urodziła mi sie córeczka. Zakupiłem 18 piw Żywiec Porter i schowałem w ciemnym i chłodnym miejscu w domu z zamiarem picia co roku jednej butelki na urodziny córki. Jestem właśnie po wypiciu pierwszej butelki i muszę przyznać iż jego smak jest zdecydowanie lepszy w porównaniu do tego samego piwa z bieżącej produkcji.
    Dzięki za inspiracje 😉

Dodaj komentarz