viva la wita, czyli niech żyje Wit

6
192

Kiedy pierwszy raz spróbowałem Viva la Wita na Festiwalu Dobrego Piwa we Wrocławiu nie wywarło na mnie oszałamiającego wrażenia. Ponieważ jednak po kilku łykach, w niezbyt sprzyjających degustacji warunkach, nie należy wydawać sądów więc ocenę postanowiłem wydać po spróbowaniu wersji butelkowej. Viva la wita, to piwo w nie do końca sformalizowanym stylu. Załoga Pinty określiła go jako Imperial Witbiera i oznaczyła flagami Belgii i USA. Ma to sugerować, że to taka amerykańska moda na imperialne wersje wszystkiego, co tylko się da. Oprócz tego można by go nazwać Grand Cru lub belgijskim koźlakiem pszenicznym. Najsłynniejszym przedstawicielem jest Hoegaarden Grand Cru właśnie. Na rzecz interpretacji Pinty świadczy chmielenie dla aromatu amerykańskim Cascadem. Spróbujmy zatem jak smakuje viva la wita.

Zacznijmy od opakowania – moim zdaniem zmiana etykiet wyszła piwom Pinty na zdrowie. Co więcej viva la wita wygląda chyba najlepiej ze wszystkich nowych etykiet. Pomarańczowe logo, ornamenty i tło pod tekstem, pięknie się razem komponują z bielą etykiety głównej, obiecując piwo słoneczne, radosne a jednocześnie lekkie i rześkie. Czy tak będzie w rzeczywistości? Przecież 16,5° Plato, to nie jest tak mało, wiele z polskich koźlaków nie osiąga tego pułapu. Dodatkowo piwo nie jest zbyt głęboko odfermentowane, z tego ekstraktu wyciągnięto zaledwie 5,7% alkoholu, co sugeruje dość płytkie odfermentowanie. Przecież polscy mistrzowie piwowarstwa 6% wyciągają z 12-tek. Czy zatem piwo nie będzie zbyt słodkie, ciężkie, mdłe?

Po przelaniu do kielicha dostajemy mocno zmętnione piwo barwy bananowo-miodowej, zwieńczone srednioobfitą, drobną i gęstą pianą, która jednak nie jest ani przesadnie trwała, ani nie oblepia zbyt mocno szkła. W zapachu dominuje nieco mdła pomarańcza, spod której nieśmiało przebijają się bardzo przyjemne rześkie, cytrusy (obok Curacao jest to chyba zasługa Cascade). Nie wyczuwam specjalnie kolendry. W smaku, który jest aksamitny, słodki, ale nie za słodki, obok cytrusów, w tym głównie pomarańczy, pojawia się też perfumowana w charakterze kolendra. Na szczęście słodycz jest bardzo dobrze skontrowana średnią, czy jak na wita dość wysoką goryczką, która jest długa i złożona, przyjemnie przechodzi w grejpfrutowe, nieco ściągające nuty.

Viva la Wita, uniknęła raf w postaci niskiej pijalności, przyciężkiej, mdłej słodowości. Obok Imperium Atakuje i Dobrego Wieczoru najlepsze z piw Pinty z aktualnej oferty. Kolejny raz ekipa Pinty wytycza nowe szlaki w polskim piwowarstwie rzemieślniczym.

6 KOMENTARZE

  1. Nie mogę się doczekać kiedy spróbuję tego piwa. Od początków Pinty czekałem na pszenicę! Nowe etykiety bez porównania ze starymi. 🙂

  2. Mam je właśnie otwarte. Ważność do końca maja. Sprawia wrażenie gęstego ale… pachnie jajkiem i jest gorzkie? Co poszło nie tak? 🙁

    • Gorzkie, bo to chmielowa goryczka – wszystko w porządku. Co do jajka, to nuty siarkowe z fermentacji. Nie powinno ich być, ale w drożdżach witbierowych często się zdarzają.

  3. Warka do [24.12.2015] okropna! Dlatego się tutaj znalazłem. Właśnie piję i nie wierzę, piwo w aromacie i smaku jest bardzo nieprzyjemnie alkoholowe. Nuty kiepskiej jakości szampana i cydru, aldehyd octowy. Takie są moje smutne wrażenia.

  4. Viva La Wita to piwo w moim odczuciu świetne. Po nalaniu jedyne czego mi zabrakło to piana;)Piwo wygląda ciekawie – dość mocno zmętnione, w kolorze mleczno bananowe. W aromacie wyczułem nuty cytrusowe: pomarańcz, grejfrut połączone z mango i specyficznym pszenicznym aromatem. Całość pachnie tak jakby owoce tropikalne i cytrusy położyć w jednej misie z bananami i powąchać kiedy owoce będą już niemalże przejrzałe. Jak dla mnie głęboki i przyjemny aromat. W smaku piwo jest równie dobre. Świetnie zbalansowana owocowa słodkość z rześkością i lekką kwaśnością, goryczką i chmielowym aromatem. Jak dla mnie poezja smaku. Bardzo ciekawe i po prostu pyszne piwo. Jest słodkie i rześko owocowe, a zarazem nie traci na tym ani goryczka, ani sam charakter piwa pszenicznego. Polecam spróbować.

Dodaj komentarz