Jak PINTA z Kozłem się rozprawiła…

10
70

Wszem i wobec powtarzam, że nie lubię koźlaków, a podwójnych koźlaków nie lubię podwójnie. I oto trafiły do mnie 3 nowe piwa z PINTY, w tym 2 koźlaki. Na szczęście nie takie zwykłe koźlaki, bo jeden pszeniczny, czyli Weizenbock i drugi dymiony/wędzony czyli Rauchbock, a to już zmienia postać rzeczy. Co prawda pszeniczne koźlaki nie należą do moich ulubionych piw, ale już koźlak dymiony, to jest zupełnie inna bajka. Po kilku spróbowanych Schlenkerlach pokochałem wszelkiej maści piwa dymione, a po spróbowaniu Urbocka ze Schlenkerli pokochałem też Rauchbocka. W zasadzie każde z tych piw jest takim wydarzeniem, że mógłbym poświęcić mu osobny wpis, jest jednak kilka „ale” i nie mam tu na myśli piw górnej fermentacji. Po pierwsze dostałem te piwa w jednej paczce, po drugie ekipa PINTY wraz z grafikiem postanowiła zabawić się konwencją i etykiety poszczególnych piw układają się w historyjkę obrazkową.

Jest to rzeczywiście nowatorskie podejście. Jak łatwo zauważyć Kozioł (z mordem w oczach ;)) pojawił się na pierwszym planie etykiety Psze Koźlaka, a nasza główna bohaterka tym razem na drugim planie. Na etykiecie Jak w Dym, wszystko wraca już do normy, Kozioł obraca się na ruszcie i nabiera aromatu dymu z ogniska. Na etykiecie Podymka mamy już zagaszone ognisko i kłęby dymu. Chronologia i logika podpowiada właśnie takie uszeregowanie. Reguły degustacji, a więc zaczynanie od piwa słabszego, do mocniejszego, sugerują kolejność odwrotną. Tak też postąpiłem, ale opis będzie tak jak PINTA sobie zamyśliła. W zasadzie Psze Koźlak i Jak w Dym mają ten sam ekstrakt, wypadałoby dać pierwszeństwo pszenicy, ale że bardziej sobie ostrzę zęby na wędzonego koziołka, więc ten poszedł jako drugie piwo.

Zacznijmy więc, od degustowanego na końcu, Psze Koźlaka. Ja już pisałem, że nie trafia do mnie poetyka etykiet PINTY, ale z tych 3 nowych piw, jedynie Podymka jestem w stanie jakoś przełknąć, choć kojarzy mi się z cebulą dymką. Psze Koźlak, rozumiem że to skrót od Pszenicznego Koźlaka, ale dlaczego tak? Czy to ma być takie stwierdzenie jak psze Pani, czyli poproszę koźlaka. Nie mam pojęcia. O ile Czarna Dziura mimo kontrowersji, jakoś zapada w głowie, to Psze Koźlak, to jest dla mnie pomyłka. Na etykiecie tytułowy Kozioł, z mordem (a może obłędem) w oczach, opiera nogi na beczkach z logo Piwoteki i Omerty, to dwa jasne punkty na piwnej mapie Polski. W wyniku rozmów z ekipą PINTY ustalono, że to piwo w beczkach trafi tylko do tych dwóch lokali. W zasadzie powiedziałbym, że to słuszna koncepcja. Gdyby nie to, że Piwoteka jest w Łodzi, a Omerta w Krakowie. A Wrocław, to co? Pies? Nie idźcie tą drogą koledzy. Wrocław domaga się lanej PINTY.

Odnośnie etykiety nie sposób nie wspomnieć o tym, że część tekstu jest napisana do góry nogami. Patent znany z kilku bawarskich weizenów, ma skłonić do tego, aby bez zastawienia obrócić butelkę i zamieszać osad. W związku z tym zaufałbym odruchowi czytelników i nie pisał Odwróć butelkę do góry dnem!!!. Trzeba zostawić takie niedomówienie, więcej tak intelygentnie. Oczywiście podany skład, ekstrakt – pod tym względem super, ale do tego ekipa PINTY zdążyła nas już przyzwyczaić.

Po przelaniu obserwujemy obfitą pianę, jak w weizenie przystało, nawet częściowo opuściła szklankę. Jest drobna, beżowa i pięknie oblepia szkło. Najlepsza piana na piwie z tego browaru. Kolor jest brunatny, mocno mętny, podczas nalewania widać że piwo jest gęste. Z zapachu banany, herbatniki, przypieczona skórka od chleba, opiekane grzanki, goździka nie wyczuwam. W smaku już jest goździk, guma balonowa, są banany, są nuty toffi, przyjemna kwaskowość. Są też nuty winne, goryczka ciut większa niż w weizenie. Wysycenie po tak agresywnym nalewaniu niskie. Piwo jest prawidłowo odfermentowane, pełnia jest niższa niż bym się spodziewał, ale to poprawia pijalność, piwo nie zakleja, nie zapycha. Jak nie przepadam za weizenbockami, to ten mi smakuje. Choć nie jest to piwo, które bym wypił więcej niż jedno na raz.

Czas na piwo, po którym sobie obiecuję najwięcej, czyli Rauchbock. Kolejna nazwa, której nie kupuję, czyli Jak w Dym. Ale co jak w dym? Uderzaj do mnie jak w dym, czy bierz PINTĘ jak w dym? Nie kumam. Szalony Kozioł już się obraca na ruszcie, bohaterka dmie w róg (nie wiem czy na zakończenie łowów, czy zwołuje wojów na ucztę?), co ciekawe strój ma w ochronnym kamuflażu. Ważna informacja w składzie, to że w zasypie jest słód własnoręcznie wędzony nad dymem z drewna orzecha. No ale nie przeciągajmy już. Przelewam do kufla, piwo barwy ciemnobrunatnej, niemal nieprzejrzyste, z ładną beżową pianą. Niezbyt obfitą, ale drobną i dość trwałą. W aromacie nuty dymu, w pierwszym wrażeniu trochę nietypowe (czyżby ten orzech), ale po chwili jest już klasyczna bamberska wędzonka, może tylko nie tak intensywna jak w Schlenkerli. Biorę łyk… i nie zawiodłem się. Atak Chmielu właśnie ma u mnie godnego przeciwnika do tytułu Piwo Roku. Chyba tylko, żeby nie rozpraszać głosów zagłosuję na Atak – trzeba bowiem sobie powiedzieć szczerz, że jak na nasze polskie warunki jest to piwo rewolucyjne, ale na skalę światową jest co najwyżej poprawne. Tymczasem Jak w Dym (nie mogę znieść tej nazwy) to jest, moim zdaniem, klasa światowa. Co prawda konkurencja jest tu mniejsza, ale jednak jest to piwo wybitne. Goryczka solidna, ale nieprzesadzona. Wyraźna słodycz i nuty karmelowe, na szczęście dla mnie zdominowane przez nuty dymne. Trzeba jednak przyznać, że wędzoność nie jest ekstremalna. Najważniejsza jest jednak ekstremalnie wysoka pijalność (drinkability). To piwo, także za sprawą niskiego wysycenia, można żłopać kuflami. Nie wiem co prawda, co by było po 4 takich kuflach, ale że dałbym radę je wypić, to jestem przekonany. Odpowiednie odfermentowanie sprawia, że piwo nie zakleja, nie zapycha, a wchodzi jak woda czy lekki pils, a nie jak 16,5° koźlak.

No i na koniec Podymek, czyli trochę produkt uboczny przy produkcji Jak w Dym. Zacznijmy od tego, że potrzeba nam takich lekkich 3% piw, które można wypić na imprezie z 6 i rano nie mieć wątpliwości czy można siadać za kółkiem. Czytam etykietę, no i mamy informację, że Podymek powstał z trzecich wód wysłodkowych po filtracji Jak w Dym i  że ma 9° Blg, co oznacza, że te wody wysłodkowe nie miały więcej jak 7°, bo podczas gotowania brzeczka się zatężyła. Dlaczego takie piwo powstało? Ano dlatego, że w innym wypadku te wody wysłodkowe rozcieńczyłyby koźlaka i nie byłby koźlakiem, a co najwyżej marcowym. Z drugiej strony wylać brzeczkę o ekstrakcie 6-7° Blg to grzech. Postanowiono więc, zrobić lekkie piwo, które dołączy do A’la Grodziskiego i 70/- Szylingów. Tym co mnie zaskoczyło był podany na etykiecie szczep drożdży. Co już było podejrzane w jednym miejscu jest napisane Saflager WB-06, a 6 linijek niżej Safbrew WB-06. No ale myślę sobie, po kiego grzyba fermentować to piwo drożdżami do weizenów? No chyba, że to już był wariant ekstremalnie oszczędnościowy i wykorzystano gęstwę z Psze Koźlaka. Ale postanowiłem zasięgnąć informacji u źródła i okazuje się, że chochlik drukarski ogonem poprzestawiał literki, bo piwo było fermentowane na US-05 (sic!).  Po przelaniu do kufla, pojawia się skąpa, beżowa pianka, która jest niestety dość nietrwała i opada szybko do smętnych resztek. Kolor jest ładny, miedziany, głęboki, idealnie klarowny. Wysycenie jest średnie, do niskiego. W zapachu głównie melanoidyny – przypieczona skórka od chleba, przypalone ciasto, nuty wędzone jeśli są, to w dalekim tle. Ja ich właściwie nie czuję. Na pewno są znacznie mniej intensywne niż w A’la Grodziskim czy 70/-. Smak przyjemny, nieco wodnisty, co nie dziwi. Goryczka średnia, ale baardzo długa i garbnikowa i to nie jest dobrze. Prawdopodobnie podczas długiego wysładzania, wyługowały się z łuski taniny i mamy taką pestkową, długą, nieprzyjemną goryczkę. Jeśli traktować to jako regularny produkt, to jest to najgorszy wyrób firmowany logo PINTA. Jeśli jednak pomyśleć, że alternatywą był kanał, to chyba lepiej że jest Podymek, niż jakby miało go nie być. Świat nie byłby lepszy gdyby go nie było. Tak że jako produkt uboczny, odpad produkcyjny, to jest to piwo całkiem niezłe i pijalne. Nie mam pojęcia jaka będzie jego cena, ale moim zdaniem powinna być mocno promocyjna. W innym wypadku lepiej było go nie wypuszczać.

Podsumowując 3 premiery wypadły statystycznie bardzo dobrze. Mamy jedno piwo genialne, jedno bardzo dobre i jedno… takie sobie. Jak bym mógł zakupić karton Jak w Dymu (a może Jak w Dyma – co za kretyńska nazwa) w okazyjnej cenie to bym to zrobił. Po Podymek sięgnę (o ile cena będzie adekwatna) jeśli będę miał ochotę na piwo, ale będzie mi zależało na trzeźwości umysłu. Psze Koźlaka PoproSZE chyba tylko z beczki. Choć doceniam kunszt piwowara, to jednak nie mój smak. Tak czy owak ekipa PINTY udowadnia (po raz kolejny), że spór czy piwo nieutrwalone jest lepsze od mikrofiltorwanego jest jałowy. Liczy się smak, a nie takie czy owakie napisy na etykietach. Dobre piwo, pomimo że pasteryzowane, niszczy bezpłciowe, bezsmakowe, nijakie niepasteryzowane.

10 KOMENTARZE

  1. Jak ktoś zapłaci 5.50 za tego Podymka, to się nieźle wkurzy. Takie popłuczki to nawet niszowe po 2 złote powinny być.

    No ale produkt wysokomarżowy rządzi się własną logiką. Jak torebki od Louisa Vuitton.

    • Też sądzę, że może się wkurzyć. Zwłaszcza jeśli zna się na piwie i wie jak zinterpretować tę garbnikową, pozostającą goryczkę. Dlatego IMO maksymalną ceną jest 2,99-3,49zł. Sęk w tym, że główne koszty w takim piwie, to opakowanie, logistyka i opłata dla browaru – a te są identyczne dla Podymka i Jak w Dymu. Tak więc aby osiągnąć te 3,49zł w sklepie, to może się okazać, że trzeba dołożyć do interesu. Dlatego uważam, że jeśli da się osiągnąć cenę 2,99-3,49 i jeszcze coś zarobić to ok, ale jeśli nie, to lepiej było, z biznesowego punktu widzenia, puścić to w kanał.

  2. Brawo Kopyr za skojarzenie etykiet – nigdy się z tym nie spotkałem.
    Dodatkowo na „JAK W DYM” pani dmucha w róg (pewnie z tytułowego kozła)
    a „PODYMEK” jest bardzo bliski czasownikowi „podymać”

Dodaj komentarz