qwerty z Palatum, czyli dlaczego w Warszawie jest tak mało browarów?

6
784

qwerty z Browaru Palatum, czyli jedynego browaru kraftowego w stolicy. Dlaczego w Warszawie jest 10 razy mniej browarów niż w czeskiej Pradze, ale też mniej niż w Mińsku czy Kijowie?

Premiera o 18:00.


6 KOMENTARZE

  1. Co się dziwisz jak przez lata w Warszawie działała i działa do tej pory mafia reprywatyzacyjna i bandycka deweloperka, która za przyzwoleniem władz miasta podbijała sztucznie ceny gruntu przez co nie tylko nie ma browarów, ale i knajpek dla zwykłych ludzi.
    Gdyby Pan Trzaskowski zamiast dotować środowiska LGBT zaczął troszczyć się o mienie miasta, które można na preferencyjnych warunkach wynająć pod gastronomię i usługi, albo po prostu sprzedać w ludzkich cenach to jak najbardziej browary i brewpuby zaczęłyby powstawać jak grzyby po deszczu, no ale tak zarządza obecny włodarz stolicy. I Ty jeszcze chcesz na niego głosować w najbliższych wyborach prezydenckich, no cóż, jak ktoś chce mieć kraj posklejany na taśmę to droga wolna.

  2. Dlaczego nie ma browarów? Bo w Warszawie liczy się nadmiernie i obsesyjnie kalorie i piwska nie pije się tyle ile w innych miastach w Polsce 😀 Trzeba być fit, na ciele… i duszy. Tam to lekie drineczki, wineczko itd. Kto będzie pił piwsko. Młodzi Niemcy też nie chcę pić tyle piwa ile starsze pokolenie, a Warszawie pod wieloma względami bliżej do Niemiec (zwłaszcza tych nowych i postępowych) niż innym miastom w Polsce. Ciężko mi uwierzyć, że akurat tam analizy rynku nie robiono. Może multitapy wystarczą.

  3. U mnie na dzielnicy to ani nie ma gdzie dobrego piwa w butelce kupić, ani gdzie do pubu pójść. Wcześniej mieszkałem koło Chmielarni, a teraz to pustynia taka, że…
    Za Wisłę muszę jechać mostem podwodnym, potem przesiąść się w tramwaj, żeby z domu do dobrego sklepu dojechać.
    Wiele jeszcze przed nami.

    Palatum jest w Marysinie Wawerskim. Nie zdziwiłbym się, gdyby się okazało, że są w Warszawie ludzie, którzy nie wiedzą, że to jest już część Warszawy.
    Nie jest to teren zabudowy typowo miejskiej. Bardziej takie przyjemne przedmieście.
    W centralnej części miasta nie mamy nic poza restauratorami z Bierhalle na czele.

    Czemu nie ma tu browaru w centrum? Jedno wytłumaczenie jest takie: po co. Multitapy są, piwo jest, podaż jest zaspokojona, popyt jej nie przewyższa, browar nie jest potrzebny – nawet pod Sochaczewem browar jest, a w Warszawie nie, bo szanujący się browar i tak w Warszawie chce się sprzedawać.
    Drugie wytłumaczenie: historia Maryensztatu – browaru warszawskiego ze Zwolenia koło Radomia.
    Trzecie wytłumaczenie: w Warszawie mało jest Warszawiaków – ludzi stąd. Rdzenni Warszawiacy piją Królewskie jak jadą na *ulice Łazienkoskie* na mecz i z powrotem. Kraftopijcom na warszawskości nie zależy. To inna grupa społeczna, bogatsi, „korposzczury” lub klasa średnia/wolne zawody. To ludzie, którzy wybrali Trzaskowskiego na prezydenta w pierwszej turze.
    A ja nie jestem ani z Warszawy, ani nie z Warszawy (taki pomiędzy), nie piję Królewskiego, ale na warszawskości mi zależy. Dla mnie nie ma nic, poza mało znanym Palatum. Kiedyś jeszcze było Ninkasi, ale się skończyło zanim zaczęło. No i jest Raduga, dość szeroko obecna w sklepach, ale nigdy nie wiadomo jak stare są jej piwa, ciągle te same piwa.
    Wiele jeszcze przed nami.

    Jestem do tyłu z Twoimi filmami, to nie wiem – serio, chcesz głosować na Trzaskowskiego? Poza tym, co napisał MK, na fircyka, który nie ma nic mądrego do powiedzenia, ale za to w pięciu językach? Na człowieka, który wydaje pieniądz na „tramwaj różnorodności”, na zbitą z palet małą architekturę w strefie relaksu na rozgrzanym asfalcie oraz nielegalną plażę na Białołęce, na terenie zalewowym, w listopadzie (czy innym grudniu), zlikwidowaną koło lutego, za to obcinającego z oszczędności etaty nauczycielskie w szkołach? Na człowieka, który w przypadku awarii chowa się we własne buty i czeka na rząd, a w przypadku epidemii najpierw znika na L4, a potem milczy, żeby w spokojniejszym momencie tylko groźnie obszczekiwać, bez brania odpowiedzialności za cokolwiek? Serio? To zmień dilera… mediów.

    • Jeszcze jedno.
      Mazowsze poza Warszawą to prowincja. To nie prawie-Warszawa, to prawie-Podlasie. W moich rodzinnych stronach praca jest w magazynach, koło Błonia, w Teresinie lub w Socho, albo dojazd do Warszawy, a nie jakaś dobra i stabilna na miejscu. Tu jeszcze nie dotarła piwna rewolucja. Tu się miejscami jest w latach ’90 XX wieku. W tym kontekście browary podwarszawskie to filie (albo ambasady) Warszawy – sprzedają w Warszawie lub całej Polsce, nie wokół komina.

    • A to szkoda nawet strzępić ryja, czego można spodziewać się po decydencie, który mówi, że nie potrzebujemy swojego portu komunikacyjnego skoro jest lotnisko w Berlinie. Nosz ku…a!

Dodaj komentarz