[VLOG] i Spontanbasil z Lindemansa w kooperacji z Mikkellerem

18
236

Miała być degustacja Spontanbasil, czyli Oude Gueuze z bazylią, które powstało w browarze Lindemansa, we współpracy z Mikkellerem (specjalnie nie piszę browarem Mikkeller), a wyszedł VLOG o znaczeniu kontraktowców dla piwowarskiego świata. No i trochę o EBBC, które odbyło się w ubiegły weekend po raz ostatni. Ma mieć następcę w postaci Beer Now, ale jak to w życiu bywa, nie wiadomo co z tego wyniknie.


18 KOMENTARZE

  1. Pewien polski znany artysta plastyk został zaproszony na konferencję czy coś podobnego do Czech. Na zaproszeniu stała data 20. kveten. No więc pojechał tam tego dwudziestego kwietnia, bo nie wiedział że kveten to po czesku maj.

  2. W sumie ten gość z Belgii ma sporo racji bo poza wysłaniem e-maila z recepturą i etykietami to ten Mikkeller nie ma wiele wspólnego z całym procesem browarniczym. Pewnie nawet za wysyłkę towaru w świat też odpowiada browar.

    To mniej więcej to samo co wysłanie projektu w AutoCADzie do fabryki na Tajwanie i odebranie za kilka miesięcy kontenera z gotowym wyrobem. Trudno tu nawet mówić o piwnym rzemiośle bo to bardziej taki piwny outsourcing. Czyli projektujesz odsyłasz do fabryki zajmującej się produkcją i sprzedajesz towar pod własną marką.

    Gdzie tu ten duch craftu jak w przypadku Artezana czy Pracowni Piwa, którzy własnym rękami stworzyli browar i warzą w niem swoje piwo?

        • No dobrze, ale czy jesteś w stanie postawić tezę, że czy to Mikkeller czy Pinta nie wpłynęli na rynek? Na konsumentów, na konkurentów? Przecież Pinta, AleBrowar, mniejsi kontraktowcy uratowali od niechybnej śmierci kilka browarów: Na Jurze, Gościszewo, Zodiak, Bartek. Kilka przywrócili do życia: Wąsosz, Bytów. Kilka powstało tylko pod kontrakty: Zarzecze, Szczyrzyc. To co mówił ten koleś, to miałoby sens, gdyby miał na myśli Łebski Browar, a nie Mikkellera.
          Wolę Mikkellera niż smętny belgijski browar żyjący wspomnieniami i tym, że istnieje od 200 lat, a warzący jakieś gówno z aromatami.

    • Syn Paździocha ma trochę racji w tym co pisze, w piwowarstwie rzemieślniczym jak w każdym rzemiośle istotne jest żeby dzieło wychodziło bezpośrednio z rąk mistrza, inaczej jest to już fabryka i produkt masowy.

      • Ale z tego co nam Tomek w swoich wywodach już mówił, to proces technologiczny takich kontraktowców nie opiera się tylko na generatorze przepisów na laptopie i sru e-maila do browaru. Część z nich wcześniej testuje pomysły przepisów na domowym sprzęcie i to chyba większe rzemiosło?

    • Raczej wątpię – to piwo jest naprawdę ekstremalnie kwaśne, dużo bardziej niż kwasy Pinty.
      Nikomu kogo częstowałem nie smakowało…

  3. Browar kontraktowy to zbyt szerokie pojęcie. Trzeba by znaleźć nowe nazwy na: 1.
    siedzenie przy laptopie telefonie i zdalne wysyłanie receptur, grafik na ety i namiary na logistykę. i Tyle robi taki “rzemieślnik”. Resztę na miejscu robią pracownicy danego rzeczywistego browaru
    2. Wymyślenie receptury, pojechanie do browaru rzeczywistego i pokazanie im (połączone z nauczeniem) co i jak (know how?) kiedy i co zapodać oraz w jakich ilościach, żeby wyszło dane piwo. Później tylko zdalna interwencja z tzw. “swojego domu” jakby temperatura uciekła lub drożdże zaszalały inaczej niż było przy pierwszej warce.
    3. Wymyślenie sobie nazwy piwa oraz nowej etykiety. Zlecenie produkcji takiego piwa jakiemuś browarowi rzeczywistemu, co by polegało tylko na tym, że zamiast etykiet browaru rzeczywistego nakleić ety oraz nałożyć kapsle “swojego” produktu. Czyli sprzedawać tzw. farbowane lisy. Nie swoje piwo (no dobra, swoje bo odkupione od browaru rzeczywistego), w swoich opakowaniach.
    4. Wymyślenie receptury, pojechanie do browaru rzeczywistego, własnoręczne wrzucanie worków ze słodem, chmielu itp. Mieszanie, pilnowanie procesu oraz czasami nawet i naklejanie etykiet oraz kapslowanie i to wszystko “własnymi ręcami”. Pracownicy browaru co najwyżej mogą pomagać nosić worki i wyczyścić sprzęt po robocie :]
    4a. to co wyżej z tym, że sami osobiście nie stoimy nad kadziami tylko na miejscu pilnuje tego “nasz człowiek”.

    No i to wszystko póki co (moim zdaniem bardzo mylnie i nieszczęśliwie) nazywamy BROWARAMI KONTRAKTOWYMI

  4. Kopyr,

    mam zdaniem takie samo jak Ty. Jeśli browar warzy masówkę, ale czasem wypuszcza coś co jest erste klasse, to na zdrowie. Niestety polskie bałtyki z dużych browarów nawet jak są zajebiste, to niedoleżakowane. No cóż, rynek masowy ma swoją cenę.
    Szanuję nawet Lidla, że za niecałe 3 zł wprowadził porter bałtycki (zapewne “osiemnastkę”, bo ekstrakt nie jest podany), który po leżakowaniu może stać się niezłym “sesyjnym” porterem, na poziomie Granda/Lwówka, lepszym niż jakaś Witnica. Zawsze to jakiś wkład w edukację konsumentów.

Dodaj komentarz