Wojak bez enzymów – [Kopyr masakruje reklamy] odc. 2.

36
408

Drugi odcinek masakrowania reklam piwnych. Po Kasztelanie Niepasteryzowanym, czas na Wojaka Bezenzymowego.



Jakby komuś się spodobała koszulka, to można ją nabyć na koszulkowo.com.

36 KOMENTARZE

  1. no cóż jak nie maja co powiedzieć to chwalą sie czymś czego większość budowlańców,dresów i innych ekonomistów którzy to pija i tak nie zrozumie ale sama taka informacja daje im poczucie ze to nie jest takie najgorsze. Mogli by sie chwalić ceną bo ona bije większość na głowę wojak nawet w sklepie na wsi kosztuje mniej niz 2 zł zazwyczaj cos kolo 1,7 zł a żubr juz np 2,1 zł tylko wtedy pojawiłyby się domniemania ze za 1,7 to to muszą być “siki i sama chemia” za 2 ,1 dostane coś lepszego

  2. Witaj

    Tomek normalnie wymiatasz :). Z wielką przyjemnością ogląda się i słucha Twoje nagrania.
    Cieszę się, że wczoraj trafiłem tu na Twojego bloga. Od razu zostałem Twoim fanem. Zarwałem całą noc na oglądaniu Twoich filmów i przy okazji poszerzaniu wiedzy o piwach.
    Wielkie dzięki i czekam na kolejne nagrania 🙂

  3. Też poczułem świeżość tego nagrania, a wstawki aktorskie sprawiły, że się autentycznie uśmiałem, jak już nie pamiętam kiedy na Twoim blogu 😉

  4. Najfajniejszym i najprostszym doświadczeniem na działanie enzymu amylazy w naszej ślinie jest dokładne przeżucie bez żadnego płynu kawałka zwykłej (niesłodkiej) bułki w ustach przez parę minut. Amylaza rozbije nam skrobię w bułce na cukry “prostsze” i poczujemy wyraźny słodki smak w ustach.

  5. Pamiętam, były trzy Wojaki – jednostka taktyczna (6%), jednostka wsparcia (7%) i jednostka elitarna (9%). Jakoś szło to wypić, niestety obecny Wojak jest niepijalny…

  6. Witaj Kopyr mam do ciebie 2 pytania

    1. Co sądzisz o birofilu Tomku Migdałku, znasz go, co sądzisz o jego doświadczeniu piwnym.
    2. Czy mógłbyś dać materiał o stylu Dortmunder.

  7. Widziałem reklamę i beka była niemała – CSI normalnie. Ja zastanawiam się po co ktoś takie reklamy robi, skoro dla grupy docelowej tego piwa to nie ma znaczenia jak ono jest robione – ważne, by za małe pieniądze waliło w łeb. Swego czasu spróbowałem jakiegoś Wojaka, kiedy chciałem sprawdzić jak smakuje i działa piwo o zawartości alkoholu 9%. Powiem tak – dobre jest, działa jak natura chciała. Coś odpowiadającego 100 ml wódki w 500 ml “chmielowego” drinka robi swoje, 2 takie piwa mogą zaszumieć porządnie w głowie. Oczywiście to samo można osiągnąć “czarnym karpackim” ale taki jest właśnie cel tworzenia tanich “mózgotrzepów”. Myślę, że przy takiej idei produkcji, smaczki technologiczne nie mają znaczenia i reklamowanie pod tym kontem to strata pieniędzy. To tak jakby słynne “wino” Arizona reklamować w anturażu win gronowych fermentowanych naturalnie.
    W kontekście Twoich końcowych zdań zastanawia mnie czy możliwe jest uwarzenie przyzwoitego piwa z surowców przetworzonych, czyli tych syropów, ekstraktów itp. Z chemicznego punktu widzenia pewnie wszystko się zgadza, ale jak to wyszło by w praniu??? Wiem, wiem – Matka Natura i biochemia robią swoje w sensie przemiany jednego w drugie, obecności całej palety różnych mikrocząstek w produktach naturalnie przerabianych. Tylko mnie to ciekawi, czy kiepskość piw niekraftowych to wina tylko składników czy też założeń ideowych (pomysłu na piwo) i procesu warzenia.

      • Tu się zgodzę, po Twojej szkole warzenia mogę domniemać (ponieważ sam nie warzę), iż takie rzeczy (chmielenie na zimno) dodają ostatni szlif piwu. Baza – bazą ale to ostateczne smaczki decydują o efekcie końcowym. Sam w domu robię czasami chleb na zakwasie i wiem iż można pewne rzeczy zrobić na skróty a efekt końcowy jest bardzo przyzwoity. Dopóki nie stosuje się jakiejś dziwnej chemii spożywczej z zakładów petro to efekty potrafią być dobre a praca łatwiejsza. Dziś siedzę w domu przy Amber “Po Godzinach IPL” podobno z IBU 55 i powiem tak – szału nie ma ale i tak jest to najlepsze co mogłem kupić w lokalnych sklepach. Myślę więc, że smak codziennego piwa w Polsce to tylko wynik założeń ideologicznych koncernów i żadne czary mary z “nasze niefiltrowane, nasze nie pasteryzowane, nasze bez enzymów” nie zmieni faktu, że jest ono bez smaku – bo takie ma być. Gdybyśmy globalnie chcieli piwa gorzkiego z wyraźnym chmielem – to takie by produkowano.Trochę to tak jak z tłumaczeniem, dlaczego czekolady, kawa czy proszki produkowane przez międzynarodowe koncerny i sprzedawane w Polsce są gorsze od ich odpowiedników na zachodzie Europy. “Bo chcieliśmy dostosować nasz produkt do tego, do czego przyzwyczajeni są Polacy” – tak stało jednym z artykułów dostępnych w sieci. Holender ja nie czuję się gorszym klientem czy smakoszem niż Niemiec… może czas zmienić swoją strategię a nie własne braki owijać w głupie reklamowe historyjki….

  8. To nie u Hitchcocka tak jest 🙂 że “trzęsienie ziemi, a potem napięcie rośnie” to dewiza dobrego filmu wg bodajże spielberga, A.H. to inna bajka 🙂

  9. Tomku, bardzo jestem ciekaw co powiesz na temat nowych reklam Książęcego (pszeniczne, ciemne łagodne)? 🙂 Osobiście muszę szczerze przyznać (zarówno jako beergeek jak i jako grafik), że pod względem estetyki, animacji, kompozycji etc… mają u mnie bardzo duży plus. Myślę, że niejeden kraftowy browar nie powstydziłby się takiej raklamówki.
    Forma oczywiście nijak nie przystaje do treści – do czego zresztą autorzy reklamy sami przyznają się w ostatnich słowach: “żadne słowa nie oddadzą tego smaku” (czyt. “choćbyśmy nie wiem co, i nie wiem jak pięknie powiedzieli o tym piwie, to i tak w praktyce przekonacie się, że ściemniamy”) 😉 Niemniej szacun za koncept i realizację.

Dodaj komentarz