Older Viscosity z Port Brewing

21
3452

Na FaceBooku 10 000 (dziesięć tysięcy) fanów wczoraj zostało przekroczone. To trochę wywróciło plany wydawnicze do góry nogami. Zatem udałem się do piwniczki po jakiegoś smakowitego RISa i wybór padł na Older Viscosity z browaru Port Brewing. I nieistotne, że na etykiecie nie ma słowa o Imperial Stoucie, a za to mamy określenie Malt Beverage, a na ratebeer.com określono je jako American Strong Ale. Można by je pewnie też określić mianem czarnego Barley Wine.  Tak czy owak z 12% alkoholu, czarną barwą i gęstą niczym zużyty olej silnikowy konsystencją mocno przypomina RISy czy kultowe Ola Dubh z Harviestoun i świetnie nadaje się do uczczenia tej okrągłej liczby.


A dzisiejszego popołudnia spodziewajcie się filmu z serii [1000 IBU], a może powinienem się zastanowić nad rozpoczęciem nowego formatu [kopyr masakruje] ;).

21 KOMENTARZE

  1. Tomku,
    Z tymi beczkami nie jest do końca tak.Po pierwsze sam bourbon nic nie daje beczce bo to jest zwykły kukurydziany spiryt destylowany w kolumnie. O whisky malt można dyskutować bo to jednak destylacja w alembiku i jakiś aromat ma, ale też bym tego nie przeceniał. Aromat do beczki oddają głownie wina (z wzmacnianymi na czele). Beczki po bourbonie dla piwa są dlatego lepsze że były tylko raz napełnione i dużo w nich zostało. Lobby tartaczne w USA wywalczyło sobie korzystną ustawę pozwalające napiełnić beczkę tylko raz żeby uzyskać bourbon. Spiryt wymywa większość niekorzystnie działających tanin a zostawia jeszcze sporo dobra uzyskanego podczas Przygotowania beczki (wszystkie te waniliny, fenole postające przy wypalaniu i tostowaniu). Beczki po whisky natomiast mają tego dobra mniej, bo przed whisky był w niej bourbon/sherry etc.Z reguły też nikt nie odda browarnikom dobrej beki po jednym napełnieniu whisky. Dobre beczki są żyłowane w Szkocji jak niewolnik na plantacji bawełny. Z reguły jak beczka jest po 3-4 napełnieniach to destylarnia staje przed dylematem: albo przeznaczyć beczkę na blendy albo sprzedać jakimś leszczom. Browarnicy na ogół nie dostają dobrych beczek, no chyba że mają jakieś dobre chody w destylarni. Co do piwa z beczki po whisky 30YO które masz, to nie spodziewałbym się po nim za wiele aromatów które cenisz. Jest tak dlatego że whisky które mają poleżeć dłużej nalewa się do bardziej zużutej beczki aby nie złapały aż tak dużo drewna przez te kilkadziesiąt lat. Ta beczka to był najprawdopodobniej refill, czyli zanim trafiło do niej piwo leżakowały w niej już bourbon i dwie whisky. Są oczywiście jeszcze beczki po Sherry/Porto itd. Problem w tym że te beczki są drogie (bo są dobre) i gorzelnicy biją się o najlepsze rozdrapując prawie wszystko. Dla browarników znów zostaje niewiele.
    Dlatego właśnie beczka po bourbonie jest najlepsza, bo jest tania, dostępna i daje stosunkowo dobry efekt.

    • Najpierw piszesz, że “sam burbon beczce nic nie daje”, po czym konkludujesz, że najlepsze są beczki po burbonie i dają dobry efekt. Można z tego wywnioskować, że równie dobrze można przelać do beczki świeżej piwo i będzie podobny efekt…
      Są piwa leżakowane w beczkach po whisky, rumie etc. i mają genialne efekty aromatyczne zaczerpnięte z tych beczek, więc trochę chyba przesadzasz. Widać, że znasz się na produkcji destylatów leżakowanych w beczkach, ale usilnie starasz się zanegować znaczenie beczki w piwie.

      • Ajj, wręcz przeciwnie. Chyba za bardzo skróciłem mój wywód. Nie neguję znaczenia beczki w piwie. Beczka daje taką warstwowość smaku jakiej nie da żadna kombinacja słodów i wymyślnych dodatków.
        Piszę, że “relatywnie” najlepsze beczki do piwa są po bourbonie bo efekt jest ciekawy, zauważalny a przy tym są dostępne i tanie. Oczywiście, że pewnie najlepsze to by były beczki po dobrej sherry albo po whisky 1st fill sherry cask.
        Piszę że sam “bourbon” jako świeży spirytus (tzw. White dog) nic nie daje, bo ma smak i zapach kukurydzianej wódki. od zalania piwem będzie lepszy ze względu na właściwości fizyko-chemiczne, ma więcej alkoholu, inną gęstość, inną temperaturę zamarzania i parowania. MOcny alhohol lepiej pracuje z porami w drewnie niż piwo. Pod tym względem bourbon może coś dać beczce, ale pod względem dodatkowego smaku i aromatu już nie.
        Jeżeli chodzi o świetne piwa po rumie i whisky to też masz rację. zdarzają się, ale ciężej o nie. właśnie dzięki temu, co napisałem powyżej, beczki są bardziej używane i bardzej przebrane (seleksjonowane). Jeżeli już beczka trafiła się dobra (islay cask, dobry first fill po jakimś ciekawym alkoholu) to będzie super. Beczki po bourbonie są dobre bo dają konstans, a po whisky może być cud albo kwas.
        Teraz się rozumiemy?

        • No teraz już bardziej 😉 Ciekawe jest to, co mówisz w kontekście dobrych beczek po whisky, porto czy rumie, bo faktycznie często bywa tak, że piwa leżakowane takich beczkach potrafią być dwukrotnie, albo trzykrotnie droższe aniżeli najczęściej leżakowane piwa w beczkach po bourbonie (takich przypadków jest faktycznie najwięcej). Ma to sens. Nigdy nie zagłębiałem się w ten proces tak dogłębnie.

  2. Upolowałem, właśnie degustuję.

    Wydaje mi się, że mam stosunkowo młody egzemplarz, bo szczypie w przełyk nieźle. Na pierwsze wrażenie wydawało mi się, że wysycenie jest za duże, ale nie, to 12% mnie szczypie. Dla porównania, Łódź i Młyn miało zdecydowanie bardziej ułożony alkohol, a było po pierwsze znacznie mocniejsze, po drugie – dużo młodsze.

    Mam pytanie, co do daty butelkowania. Albo jestem ślepy, albo nie wiem. Nie widzę na moim Older Viscosity takiej daty. Pomożecie mi ją znaleźć? Z góry dziękuję.

  3. Nie, nie wspomniałeś o tym stylu we wspomnianym odcinku 1 ze 100 pytań. Nic, ani trochę w ogóle. Mam na myśli styl American Strong Ale. Older Viscosity za cholerę dla mnie, żadnego eksperta (podkreślam, nie jestem ekspertem) nie jest i nie może być RISem, bo nie ma w ogóle chmielu w aromacie, paloności jest tylko trochę (słabo ją czułem), goryczka dla mnie nie była mocno zaznaczona i w ogóle główną rolę w tym piwie (a właściwie to jest idealny przedstawiciel napoju słodowego w pełnym tych słów znaczeniu) grają beczka i słodowość.

  4. Wg mnie do tego piwa lepiej pasuje klasyfikacja jako American Strong Ale/Strong Ale. Do zaliczenia go jako RISa brakuje mi przede wszystkim chmielowości, paloności i goryczki. Czarne Barley Wine już bardziej do mnie przemawia, bo czuć tu bardzo mocno słodowość.

Dodaj komentarz