Jak było w Bułgarii? – podsumowanie oraz…

28
209

degustacja Anni-Versary, czyli bułgarskiego Grand Championa, film z antyrządowej demonstracji oraz degustacja bułgarskiego weizena.

Anni-VersaryMoja podróż do Bułgarii jest pokłosiem spotkania z Temelko Pampovem w kwietniu tego roku. Polecam wywiad z Temelko, który przeprowadziłem w Chrząstawie Małej. Oprócz Temelko, drugą ważną personą w piwowarskim półświatku Bułgarii jest Ludmil Fotev, którego z kolei poznałem w ubiegłym roku podczas Europejskiej Konferencji Blogerów Piwnych. W tym odcinku aż 3 filmy. Po pierwsze, moje podsumowanie i degustacja Anni-Versary, czyli najlepszego piwa w I Bułgarskim Konkursie Piw Domowych. Po drugie, nagranie z antyrządowej demonstracji, na której byłem z Ludmilem. Po trzecie, degustacja piwa Boljarka Weisse w towarzystwie Ludmila Foteva.

Film główny, degustacja najlepszego piwa I Bułgarskiego Konkursu Piw Domowych, czyli odpowiednika naszego Grand Championa i moje wrażenia z pobytu w Bułgarii.

Film z demonstracji antyrządowej. Zwróćcie uwagę na policjantów antykonfliktowych.

Film z degustacji piwa Boljarka Weisse. Uwaga, film był rozjaśniany, więc mogą być jakieś efekty uboczne. 😉

Pojawi się jeszcze relacja z mojej wizyty w minibrowarze w Płowdiw.

28 KOMENTARZE

  1. Wszystko fajnie, tylko jednego nie mogę zrozumieć. Polak rozmawiający z Bułgarem (bratnim Słowianinem) łamaną angielszczyzną? Naprawdę bariera językowa jest nie do przeskoczenia? WTF?!

    Bardziej kuriozalny może być już tylko widok Polaków (obowiązkowo sandały + skarpety) zamawiających piwo w Pradze: “Two beers, please”. Jest na to chyba taki skrót w grypserze netowej: ROTFL 😀

    • Język ma to do siebie, że służy do komunikacji, a nie do popisywania się i wcale się nie dziwie, że mówili nie próbowali się dogadać w polsko-angielsko-bługarsko-ropsyjsko-machając rękami języku.
      Co do czeskiej Pragi, czasem lepiej mówić po angielsku, niż mówić po Polskiemu, a w szczególności czegoś “szukać” … Nie widzę w tym niczego kuriozalnego, bo używasz w danym miejscu takiego języka, w którym jesteś w stanie się dogadać, albo języka uniwersalnego jaki jest angielski, więc zdeka przesadzasz.

    • Pracuję w korporacji, która ma oddziały również w chyba każdym kraju Europy Środkowo-Wschodniej i gwarantuję Ci, że zdecydowanie prościej dogadać się z nimi “łamanym angielskim” niż po rosyjsku, czesku, rumuńsku, czy bułgarsku. Nie mówię już o węgierskim bo to wiadomo… 😉

      • Ja z kolei jestem z tej szkoły, w której uczą, że jadąc do danego kraju, próbuję – choćby w bardzo ograniczonym stopniu – komunikować się w języku gospodarzy. Uważam to po prostu za przejaw pewnej kindersztuby. Podejście “korporacyjne” i “globalistyczne” jest mi obce.

        Na studiach miałem zarówno bułgarski, jak i czeski. Dodatkowo, przez kilka lat mieszkałem (lub bywałem regularnie) w Czechach, więc wiem z autopsji, że w zwykłej mowie potocznej w miarę rozgarnięty Polak zrozumie Bułgara co najmniej w 60%, a Czecha co najmniej w 80%.

        Ale nie wykluczam, że może to również wynikać z faktu, iż od 27 lat posługuję się językiem angielskim (od 17 zawodowo) i jestem wyczulony na “taki” angielski (który rozmówców sprawia pewną trudność, a mnie autentyczny ból).

        Do samej “warstwy merytorycznej” filmów oczywiście nic nie mam.

        • Oczywiście bardzo dobrze byłoby komunikować się w języku gospodarza, ale czy nie uważasz, że jak nauczysz się 10 słów w odpowiednim języku, użyjesz jednego z nich, a potem nie zrozumiesz odpowiedzi i dalszej części, to jest to trochę żałosne i nijak trzyma się kindersztuby ?
          Globalistyczne podejście ma to do tego, że nie robisz z siebie błazna udając znajomość języka gospodarza, a zwykle jednak jest tak, że właśnie po takich akcjach gospodarz zaczyna cię traktować.
          Porozumiewam się językiem angielskim może nie 27 lat i może nie 17 lat zawodowo, ale zawsze irytuje mnie krytykowanie przez nie nativa języka i wymowy nie nativa (żeby było, niech będzie nowocześnie). Pracuję z Włochami, Niemcami, Anglikami i wieloma innymi, posiadają oni te sztuczne certyfikaty CAE i nawet wyższy, mają fatalną wymowę i robią niesłychane błędy i mówią wcale nie lepiej, niż Panowie w wywiadach powyżej, więc czy znowu nie przesadzasz ? Jesteś też wyczulony na szkocki akcent, czy walijski i też ich będziesz poprawiał jak powinno się mówić “takim” angielskim jak Ty ? Szkoda słów.

        • A po holendersku umiesz mówić i to z akcentami w zależności od prowincji a nawet sąsiednich wiosek? Wątpie.

          A co tam Holandia, po poznańsku umisz? Jak można w ogóle jechać do Wielkopolski i nie porozumiewać się gwarą poznańską. Toż to bezczelność.

        • Nie uważasz, że popadasz ze skrajności w skrajność i celowo sprowadzasz wszystko do absurdu, żeby tylko ośmieszyć interlokutora?

          Ja nie mówię o bezczelności, tylko o zwykłym umysłowym lenistwie i pójściu na intelektualną łatwiznę. Nie zadam sobie trudu, nie kupię choćby głupich rozmówek, nie nauczę się podstawowych zwrotów, nie spróbuję dowiedzieć się czegoś o danym języku (może jest ładny, śpiewny, może całkiem podobny do naszego?), wreszcie nie dołożę choćby najmniejszych starań, żeby zrozumieć, co w danym języku ma mi do przekazania osoba z takiego czy innego kraju (spróbuj wyrazić w pełni emocje w języku obcym, znając go na poziomie, powiedzmy, “intermediate”), tylko z potem perlistym na czole będę dukać w stylu: “Yes… eeee… ofkors…. ewrybady gud… eee… telmi… najs bir…eee… dej is… eeee… dej ar… eee… ju łelkam… eee… gudbaj”.

        • Celem jest dogadanie się a nie gadanie. 😉 Mnie w szkole uczyli, że należy mówić tak jak się umie a nie stresować się, że czegoś się nie wie.

        • Naprawdę odrobiłem lekcje.;-) Poczytałem rozmówki, podszkoliłem bukwy. Powymienialiśmy się słówkami, ale jednak prościej było po angielsku.

        • Rozumiem. Jeśli wyszedłem na hejtera czy mąciwodę, to przepraszam – nie było moim zamiarem upajanie się hejtingiem dla samej zasady.

          Może zresztą nie do końca się zrozumieliśmy. Ja nie postulowałem, żeby Tomek czy ktokolwiek inny prowadził konwersację o bułgarskim piwowarstwie rzemieślniczym po bułgarsku. Dla zobrazowania podam przykład. Jako wiodący język na studiach mieliśmy chorwacki. Po kilku miesiącach na I roku pojechaliśmy już do Zagrzebia, na wymianę studencką. Siedzieliśmy z naszymi rówieśnikami Chorwatami na zajęciach, a potem na piwie i owocach morza – i chociaż ledwo dukaliśmy po tym chorwacku, nikt chyba nie starał się prowadzić rozmowy po angielsku. My mówiliśmy po polsku (starając się wrzucać pojedyncze słowa czy zwroty po chorwacku), Chorwaci odpowiadali po chorwacku, my staraliśmy się to zrozumieć. “A jak u was jest piwo? Pivo? No proszę, jak podobnie! A kur*a? Też “kurva”? Super!”. I od razu zupełnie inna atmosfera, natychmiast lody pękają, w porównaniu z sytuacją, w której mielibyśmy posługiwać się obcym dla nas wszystkich angielskim (zwolennikom lansowania tezy o “uniwersalności” angielskiego przypominam, ile osób na świecie posługuje się chociażby chińskim czy hiszpańskim).

          A może po prostu wynika to z mojego zamiłowania do języków i ogromnej frajdy, jaką daje mi ich odkrywanie i poznawanie. To zupełnie tak jak ze stylami piwa.

        • Nie no luz. Ja rozumiem, że Ciebie jako poliglotę to drażni, ale ja, póki co, poliglotą nie jestem. Ale jak pojadę na 3. lub 5. Bułgarski Konkurs Piw Domowych, to myślę, że będę już nieźle mógł pogadać po bułgarsku. 😀

  2. Dziękujem Tomek! This review is like tourist guide to Bulgaria.:)

    Regarding our communication in English : for could be easier to побалтовать по русски,если кно нибудь понимает:).Contemporary young people wants to speak English instead рускии.:).But it doesn’t matter!The beer is the True! Nazdawe!

Dodaj komentarz