Naked Mummy z AleBrowaru

39
752

czyli dlaczego nie kręci mnie poetyka LGBT.

AleBrowar spóźnił się kilkanaście dni na tytuł pierwszego pumpkin ale w Polsce. Nie wiem czy w związku z tym, ale zdecydowano się na kolejną kontrowersyjną etykietę. Oczami wyobraźni widzę już ekipę AleBrowaru jak z wypiekami na policzkach oczekuje na głosy świętego oburzenia, odrazy i zdegustowania. Taka etykieta powinna wzbudzić dyskusje na kilka stron na browar.biz i dziesiątki komentarzy na Facebooku. O Naked Mummy było głośno, ale niekoniecznie z powodu etykiety. Więcej dowiecie się z kolejnego odcinku poświęconego dyniowemu ale oraz pomysłowi AleBrowaru na piwną rewolucję. Nie wiecie co to jest LGBT? Tym bardziej obejrzyjcie ten odcinek.



Na filmie niestety nic nie było widać, więc cyknąłem fotkę.

W filmie często odwołuję się do Dyniamitu. Wrażenia z degustacji tego piwa możecie obejrzeć tutaj.

39 KOMENTARZE

  1. można prosić o ponowne wklejenie filmiku, lub linka do niego. nie mogę uruchomić. Jest tylko zdjęcie, a jak klikam na poniższy link to otwiera mi się ponownie ta sama strona. Dzięki pozdrawiam

  2. dla mnie Dyniamit jest lepszy, niestety chyba chłopaki z AleBrowaru przesadzili z gałką muszkatołową z którą zawsze trzeba uważać bo zbyt duża ilość dominuje smak, dosłownie odbijało mi się gałką muszkatołową po tym piwie. Choć ciągle jest niezłe.
    Co do stylistyki można zrozumieć że dla piwnych ortodoksów to całe zamieszanie z otoczką i etykietami może być niezrozumiałe. Ale chyba takie są prawa marketingu, trzeba trafić do różnego klienta. Mnie osobiście te etykiety się podobają, na pewno fajniejsze niż poprzednie komiksowe etykiety Pinty. Coś odmiennego od standardowych nudnych etykiet gdzie zawsze pokazywane są szyszki chmielu, jakaś klasyczna czcionka i zdjęcie browaru. Butelki AleBrowaru na pewno wyróżniają się na półce.

  3. Mówisz cytuję:
    “…nie o to chodzi żeby szokować wyglądem, żeby szokować etykietą, chodzi o to żeby szokować smakiem…”

    Zapominasz o jednym. Nalewając swoje piwo do butelek i naklejając na nie etykiety robisz to aby je sprzedać. Jest to taki sam produkt jak proszek do prania czy czekolada. Przeciętny Kowalski będąc w Tesco lub specjalistycznym sklepie piwnym i widząc obok dobrze znanego i wypróbowanego Tyskiego, piwo ze sztampową owalną etykietą w burych kolorach, na której znajdzie się kilka kłosków zbożowych i szyszeczka chmielowa, piwo o jakże chwytającej nazwie (np. “Dyniowe”), w cenie 5,6 PLN za butelkę 0,5l, jak Ci się wydaję, które wybierze?
    W dzisiejszych czasach jest tak duży wybór i konkurencja, że mając nawet złoto w butelkach bez “twarzy” tego nie sprzedasz.
    Co do Naked Mummy to wcale nie uważam, że etykieta jest szokująca. Znacznie bardziej hardcorowe przykłady znajdziesz za wielką wodą.

      • Jest to kwestia interpretacji ! W tym konkretnym przypadku wszystko trzyma się kupy no bo mamy: Halloween, dynie, mumie, pomarańczowy kolor, a że Naked no cóż taki mieli pomysł. Swego czasu Pintowa panienka też mocno epatowała wydatnym dekoltem.

        • Jaki Halloween? Halloween to w Anglii i Stanach Zjednoczonych, ale nie w Polsce! Promowanie na siłę i wciskanie anglo-amerykańskich zwyczajów niszczy naszą polską, słowiańską kulturę i obyczaje. My też mieliśmy własne wesołe święto ze strachami- Dziady, ale kto o tym obecnie pamięta? Nikt!
          Nie jestem przeciwny Halloweenowi jako takiemu, bo istnieje demokracja i każdy ma prawo robić w swoim domu to co mu się podoba. Nie jestem też nawiedzonym katolikiem, który boi się opętania przez demony, jestem ateistą, racjonalistą i nie wierzę w jakiekolwiek siły nadprzyrodzone. Jestem jednak wrogiem promowania i wciskania nam na siłę obcych zwyczajów oraz rugowania kultury naszej i naszych przodków.
          Piwo dyniowe jak najbardziej tak, jesienią też może być (bo to taki styl, podobnie jak porter bałtycki czy koźlak rozgrzewa i pasuje do zimniejszej pory roku), ale bez skojarzeń z obcą tradycją!

        • Ja też nie jestem zwolennikiem tego święta.
          Niestety tego nie zatrzymasz.
          Dziady wesołym świętem raczej nie były.

        • Boże Narodzenie to też nie jest rdzennie polskie święto, ludzie też wolą walentynki niż Noc Kupały. Za dwa pokolenia haloweenowe party to będzie normalka i nikt się nie będzie protestował. Dynia też nie siedzi w naszej tradycji kulinarnej, a dziwnym trafem pod koniec października pojawia się prawie w każdym sklepie.
          Ciekawe kiedy będziemy mieli paradę na Św. Patryka 🙂

        • Mam nadzieję, że tak się nie stanie, choć jak tak dalej będzie postępować amerykanizacja to za 30 lat będziemy obchodzić święto dziękczynienia, a dzień niepodległości przeniesiemy na 4 lipca 🙁
          Czy nic nie da się zrobić? Czemu tak sądzisz? Moim zdaniem wystarczałoby nie robić szumu medialnego wokół tego zwyczaju (który niestety uczyniły oba polskie kontraktowe browary). Zamiast walentynek wypromować z powrotem nasz stary dobry dzień kobiet. Co do sobótki, zwanej również nocą kupały to była ona świętem bardzo atrakcyjnym 😉 Obawiam się nawet, że przy obecnym upadku obyczajowości taka zabawa mogłaby się nawet wymknąć spod jakiejkolwiek kontroli. Dziady też nie były raczej smutnym świętem, na cmentarzach odbywały się podówczas nawet rodzinne spotkania połączone z posiłkiem dość obficie zakrapianym alkoholem, co do dziś można spotkać na Białorusi i Ukrainie. Proponuję Ci poczytać o polskiej i ogólnie słowiańskiej kulturze a dowiesz się, że była dużo bardziej wesoła od celtyckiej. Z resztą co się tyczy Halloweenu to święto to ma właśnie celtyckie pochodzenie i pierwotnie nazywało się samhain.

        • Czemu tak sądze? Bo przez 50 lat byliśmy szarym, ciemiężonym społeczeństwem bez dostępu do zachodniej kultury (ba jakiejkolwiek oprócz jedynej słusznej). Najważniejszym świętem był pochód na 1 maja, a dzień kobiet nierozerwalnie związany był z goździkiem (a czasem pończochami) od towarzysza dyrektora w zakładzie pracy. Dzisiaj praktycznie nie ma granic i zdecydowanie łatwiej ludziom (zwłaszcza młodym ludziom) sięgać po wzorce i zachowania z innych kultur i przenosić je na nasze, przez lata wyjałowione podwórko. Czy to dobrze czy źle? Nie wiem. Jak zwykle historia oceni.

        • Ja czytałem już sporo o kulturze słowiańskiej i naprawdę wolałbym nasze rdzenne święta. Dlaczego się nie przyjmą, bo jak nie wiadomo o co chodzi… Za zachodnimi świętami stoi przeogromna machina marketingowa, oni to wszystko będą chcieli nam wepchnąć żeby zarobić jeszcze więcej kasy (tak jak dla kasy wciskają nam te tyskie czy inne żywce). Smutne i banalne ale prawdziwe.

      • Np. taki że tyle o niej mówisz, w filmiku dobrych parę minut, teraz w komentarzach. Cel osiągnięty jest dyskujsa, pada nazwa firmy, wszyscy wiedzą że to Alebrowar. Jak to w tym powiedzeniu – nie wazne jak mówią ważne że nie przekręcają nazwiska.

        • Tak, Hallowen bardzo super święto, w szczególności, że to jedno z głównych świąt satanizmu laveyańskiego …
          To jest dla mnie ciekawa sprawa, jak sataniści muszą się śmiać z katolików, którzy obchodzą ich święto (podobnie jakby katolicy się śmiali z satanistów, którzy obchodziliby Boże Narodzenie).

    • Pokaż mi w którym Tesco kupisz piwa z AleBrowaru …
      Wydaje mi się, że targetem małych browarów nie są miłośnicy piwa Tyskie, czy Żubr, bo oni i tak nigdy nie przerzucą się na coś takiego, co jest albo gorzkie, albo za słodkie, albo dziwne, albo jeszcze nie wiadomo jakie. Targetem są osoby, co przynajmniej w najmniejszym stopniu mają pojęcie o piwie, tj. odróżniają polskiego lagera od pilsa, albo równoważnie, że nie każde piwo w Polsce to pils. Jak mam trochę czasu, to w dużych supermarketach, gdzie pojawiają się piwa mniej znane, obserwuje wybór konsumenta, który polega na zadaniu sobie pytania (często na głos i na pół sklepu) “co by se tu strzelić dzisiaj dziwnego?”. Etykieta jest średnio ważna, bo moje obserwacje doprowadziły mnie do następującego wniosku : losowo podchodzę do półki i patrzę (tak z 3 minuty), potem znajduje sobie coś dziwnego (Miłosław Marcowe, Piwo wiśniowe) i deklamuje – co to za cudo -, obracam etykietę i widzę 5,2% alkoholu – ło, dobre, to biere – ; koniec licznych historii …
      Większą świadomość w wyborze lepiej widać w sklepie specjalistycznym (może nie zawsze, ale często). Dla mnie jest sprawa jasna, na etykiecie może być byle co, tylko żebym miał podany skład. Ile jest znakomitych piw zagranicznych, których etykieta wygląda jak zrobiona w paintcie i sprzedają się na potęgę ?
      Jeszcze wracając do upodobań piwnych polaków, to zrobiłem test na swoim weselu niedawnym, na którym powiedziałem, że ja kupuje piwo. Zakupiłem następujące piwa i ilościach po 24 sztuki: Pszeniczne Książęce, Pilsweiser Lach oraz Brok Export – ogólnie poza Lachem pozostałe to lekkie dziadostwo, ale nie można za bardzo zaszokować. Do tego dokupiono Tyskie i Żywca. Po weselu robiąc drobną ankietę okazało się, że nikt z gość wcześniej nie widział piwa pszenicznego na oczy (4 osoby zadeklarowały chęć zakupu w sklepie tego piwa kiedyś tam), osoby pijące Broka stwierdziły, że to najlepsze piwo jakie piły, a Lach okazał się “cud-miód malina”. Poszczególne gatunki poszły w ilościach 10 sztuk, reszta zadowoliła się Tyskiem i Żywcem, bo tamte to jakieś dzikie wynalazki …

  4. Co do etykiet, nie zgodzę się. Spójrz na etykiety zza oceanu, są kolorowe, dwuznaczne, często szokują, są “jakieś”. U nas masz 300 etykiet i większość z nich jest nudna (zresztą jak piwo w środku) pole, browar w tle, szyszka chmielu… stare etykiety Pinty były super, etykiety AleBrowaru są “jakieś”, są charakterystyczne, stojąc na półce w sklepie nie ma dnia żeby ktoś nie zwrócił na nie uwagi. Z daleka rzucają się w oczy, zielony, różowy, czerwony teraz pomarańcz plus zabawna postać. No i jeszcze jedno nazwy piw. To też jest fajne za granicą, że piwa mają często nazwy dwuznaczne, lekko niepoprawne. U nas zawsze to samo “nazwa browaru i styl piwny” nie nadaje się nazw piwom.
    Nie zgodzę się też, że są to piwa po które sięgają tylko doświadczeni smakosze. Z obserwacji wiem, że właśnie przez etykiety i nazwy dużo powiedzmy “laików” kupuje AleBrowar, stykając się po raz pierwszy z danym stylem piwnym i co się okazuje niejednokrotnie smakuje im, wracają i próbują dalej. I o to m.in wydaje mi się że chodzi też chłopakom z AleBrowaru.
    A co do marketów to w leclercu można kupić Pinte.
    Pozdrawiam

    • Zgadzam się z kolegą. Etykiety AleBrowaru są oczywiście szokujące, ale polski rynek piwny potrzebuje takiego szoku. Potrzebuje silnego wybudzenia z ‘eurolagerowego’ snu i potrzebuje AleBrowaru i ich kobiet z wąsami, mumii, bursztynowych chłopaków, etc. Czy jest to przerost formy nad treścią? Nie zgodzę się z Kopyrem. Oczywiście, wpadka z premierą mumii, może coś takiego sugerować, jakkolwiek moim zdaniem treść i forma w przypadku AleBrowaru, jest bardzo dobrze zbalansowana. Jedyne, do czego mogę się przyczepić, jeśli chodzi o etykiety alebrowarowe, to ich jakość. Nie zawsze jest super niestety 🙁

      • Polski rynek potrzebuje szoku smakowego, a nie graficznego. Jak piwo będzie już dobre to wtedy można kombinować z całą resztą. Warszawskie wpadki (nie wiem dokładnie jak wyglądała sytuacja w Łodzi) pokazują, że czasami robienie wielkiej pompy doprowadza do zapomnienia o najważniejszym, czyli piwie. Ja póki co wybaczam, bo wyroby z AleBrowar mi smakują, ale inni mogą mieć określony próg tolerancji…

    • bez kitu, w Leclercu jest Pinta?? jakaś szersza oferta czy pojedyncze sztuki?
      A cenowo jak to wygląda, bo szczerze mówiąc taki Ciechan jest dużo tańszy w osiedlowym sklepiku gdzie również zaopatruję się też w Pintę (nie zamierzam się przesiadać na Leclerca bo popieram lokalną przedsiębiorczość, ale u mnie Angielskie Śniadanie już wyszło a w takim Leclercu może jeszcze stoi 🙂

      • W Leclerc’u jest nie tylko Pinta i Ale Browar, są też prawie wszystkie polskie regionalne browary, wszystkie popularniejsze czeskie, słowackie i niemieckie, z ukraińskich nie tylko Obolon (nazwy innych zapomniałem), Wells&Young, Schlenkerla, La Trappe, Belhaven, Brew Dog, Hacker Pschorr, Williams Brothers, Orval i wiele innych. Wliczając koncernowe mają na pewno znacznie ponad 100 gatunków piwa. Oferta jest od czasu do czasu zmieniana, żeby się nie znudziła. 😉 Krótko mówiąc dla każdego coś miłego. 🙂
        Sam wchodząc kiedyś bardzo się zdziwiłem, bo mają znacznie więcej niż w Almie i większości monopolowych.

        • to musi być wyjątkowy Leclerc, bo w moim są co prawda regionalne (dużo droższe niż w innych marketach), ale o Pincie i AB na pewno w nim nie słyszeli

        • Ja sprawdzałem tylko u siebie w Bydgoszczy i znalazłem, więc ekstrapolowałem to spostrzeżenie na inne sklepy, gdyż zwykle towar jest zwykle taki sam we wszystkich sklepach danej sieci.

        • W Leclerc na warszawskich Bielanach z ciekawszych polskich jest Pinta, Zawiercie, Gościszewo (ale AleBrowaru nie ma) z zagranicznych są piwa z Frankonii czy sporo belgijskich. Za to w innym Leclercu (Aleje Jerozolimskie) “najciekawszymi” piwami był Ciechan i Staropramen….

  5. nie wiem jak w leclercu w twoim mieście u nas (Słupsk) i wiem że trójmiasto też są Pinty. Nie jest to chyba generowane z góry, tylko każdy Leclerc w danym mieście może sobie regiony wprowadzić. Cenowo różnie, jak jest promocja no to wiadomo za darmo rozdają, a normalnie ceny wyższe niż w sklepie piwnym.
    AleBrowaru jeszcze nie ma i mam nadzieję w markecie go nie będzie.

  6. Ja ostatnio byłem w szoku, jak na BP zauważyłem całą półkę z piwami z browarów takihc jak: Pinta, Ciechan, Namysłów, Konstancin, Browar na Jurze. Okazało się, że właściciel stacji (pewnie franczyzobiorca BP) jest miłośnikiem piw i postawił sobie osobną półkę na “swoje” ulubione piwa 🙂

  7. Pan Kopyr ma wyraźny kłopot z estetyką. Sztampowe rozwiązania, nawiązujące do konserwatywnych etykiet piw np. niemieckich wprawiają go większe ukontentowanie niźli te nowoczesne bazgroły. Wszak od zawsze było tak swojsko, po mieszczańsku przymilnie, a ci tu nagle szaleją jakby była jakaś wolność czy co. A że dzieli nas przepaść miedzy tym co tutaj a tym co tam? Ale przynajmniej to nasza bajka i całej reszcie wara! Przecież “jak na Polskę” to ładne, po co próbować mierzyć się ze światem? W końcu Polska to odrębny byt, osobna kategoria. Co z tego, że świat jest już gdzieś indziej, że podąża swoją droga, a nam przychodzi ją jedynie kopiować tyle że z 20-letnim opóźnieniem. Kopiować a nie wspólnie określać. Ten przydługi wywód jest niezbędny, żeby sobie parę osób uświadomiło, że w Polsce też są ludzie, którzy chcą robić coś szerszego niż przaśnego. AleBrowar stara się to robić i wychodzi mu to całkiem nieźle – są to naprawdę niezłe etykiety (taka Pinta nie dorasta im nawet do pięt), a że ktoś uważa, ze nie niosą one przekazu? Czas trochę postudiować historię estetyki i sztuki. Przyda się.

  8. Mam wrażenie Kopyrze, że swoim autorytetem próbujesz zmusić chłopaków z AleBrowaru, żeby tworzyli otoczenie marketingowe swoich piw po twojemu. Można robić i dobre piwo i dobry marketing jednocześnie. A zrzucanie winy z klapą na premierze ze zbyt dużą wagą przywiązywaną do otoczki marketingowej piwa jest zarzutem moim zdaniem chybionym, bo tamto było wypadkiem przy pracy, który może zdarzyć się każdemu. Nie myli się ten co nic nie robi. Na etykietach ale browaru są wszystkie ważne informacje skierowane do świadomego klienta (jak nazwa stylu, ekstrakt, wszystkie składniki a nawet IBU). Kto jest tego świadomy po tych informacjach sięgnie po to piwo, bo od żadnego innego browaru nie dostaje ich tyle. Natomiast osoby raczkujące dopiero na rynku piwnym trzeba jakoś do nowych i drogich piw przekonać. Można smakiem i to robi Pinta i AleBrowar. Można dobrym marketingiem i tu AleBrowar prowadzi.

  9. A mnie przekonują takie etykiety z przody szok, a z tyłu rzetelna informacja łącznie z IBU rodzajami chmielu i słodu którego ze świecą szukać na Kormoranie na przykład. A do tego porównanie z Brew Dog czy Left Hand, Flying Dog może wyjść Ale Browarowi tylko na zdrowie.
    P.S. Swoją droga wczoraj piłem punk IPA z brew doga , to piwo pokazało mi jak długa droga jeszcze przed naszymi browarami.

  10. Dyskusja o polskości halloween jest trochę bezsensowna, bo skoro już uwarzyli piwo dyniowe to jednoznacznie kojarzy się ono z tym właśnie świętem, a nie z naszymi dziadami. Nic więc dziwnego w kierunku jaki obrali nie widzę. Bardzo cenię etykiety AleBrowaru i jestem dość zaskoczona tą nagłą nagonką. Popkulturowa konwencja jest świetna, doskonale wykonana i zabawna, a gra słów w nazwie jest zupełnym ewenementem na naszym rynku (jedyne co mi teraz przychodzi do głowy o równie błyskotliwych nazwach to Pinta). Pomówienie o to, że ma ono trafić do środowiska LGBT jest dość niestosowne i nawet nie mam ochoty tego komentować. Skąd ta nagła niechęć? Dyniamit też nawiązuje do halloween i jakoś nikomu to nie przeszkadzało…

    Jeśli zaś chodzi o ocenę piw, to jednak wolę Naked Mummy, bo Dyniamit, mimo że oryginalniejszy, to zdecydowanie mniej pijalny.

  11. Witam!

    Po raz pierwszy zagrzał mnie Twój film, a to tylko z powodu komentarza w stosunku do etykiety. Uważam, że masz pełne prawo do komentowania, ale jakość Twojego komentarza pozostawia wiele do życzenia. Zajmuję się grafiką i projektowaniem profesjonalnie i wiem jak trudno jest stworzyć tożsamość wizualną marki (jakiejkolwiek) i akurat etykiety AleBrowaru są doskonałym przykładem na to jak to robić dobrze. Ogólnie rzecz ujmując ich piwa są chwalone, doceniane, wypuszczają produkty nietradycyjne, dalekie od typowego polskiego nurtu, wobec tego zależy im na piwie i stawiają je na pierwszym planie, a nie, jak sugerujesz, projekt etykiety. Przecież nie byłoby tej etykiety bez piwa! A już przytaczanie porównania do grupy LGBT jest obraźliwe tak dla tych homoseksualistów, jak i projektantów etykiety… Wracając do tematu, uważam, że identyfikacja graficzna AleBrowaru świetnie oddaje to co robią, i wystarczająco dobrze wskazuje na to co znajduje się w ich butelkach. Nie wiem… czy ludzie potrzebują mieć wszystko jak na tacy, podane prostacko żeby nie musieli myśleć? Patrząc na etykietę Naked Mummy wystarczy kilka prostych skojarzeń z dynią, z klimatem halloween, z samym stylem piwa żeby domyślić się co jest w środku. Na dodatek, przytoczona przez Ciebie, rozmowa z Panem od PR w AleBrowarze jeszcze bardziej przekonuje mnie do tego co robią. Chcą zwrócić uwagę klienta, robią to świetnie i na dodatek dają dobry produkt! Idealna sytuacja! Poza tym ileż można oglądać etykiet w stylu kłos zboża, szyszka chmielu i browar w tle? Albo kolorowych tandentych jak wisior z targu etykiet Warki czy Lecha?? Spójrzmy łaskawym okiem na to co nowe, pozytywne i świeże w Polsce… Nie mniej będę nadal oglądał Twoje filmy, bo bardzo interesująco o nich opowiadasz, tylko nie wybiegaj w ten sposób w stronę wizualną, bo ja zacznę pisać o stylach piwnych, a to już będzie kompletna klapa… 😉

    Pozdrawiam!

  12. Dopiero teraz obejrzałem filmik z degustacji “Naked Mummy” i zgadzam się z uwagami, co do kampanii wizerunkowej. Z tym, że dodałbym jeszcze jeden aspekt. Aspekt, który niestety powoduje, że … zgłaszane uwagi nic nie wniosą. W sensie, że nie ma możliwości, by zostały one potraktowane jako błąd w sztuce, jako pomyłkę do poprawienia, jako coś, co oparło się na błędnym założeniu. Dlaczego? Dyskusja ma sens dopóki konkretna kampania wizerunkowa konkretnego browaru rzemieślniczego jest spolaryzowana wokół linii “piwolub poszukujący” / “piwosz pospolity” (czyli akcent marketingowy położony na procesie produkcji, na składnikach, itp). Tu kontrowersji nie będzie, całe środowisko sympatyków piwa nieprzemysłowego będzie po jednej stronie, a każda wpadka marketingowa będzie zarówno wychwycona, jak i ze zrozumieniem przyjęta przez producenta. Niestety (ale tylko w tym aspekcie “niestety”!) rynek browarów rzemieślniczych się rozrasta i nowi gracze poszukują nowych sposobów dotarcia do klienta. Jednym z takich sposobów jest zmiana polaryzacji “targetu”. Już nie wokół linii wspomnianej wyżej, ale poszukiwanie czegoś innego, np. “kontrowersja” vs “łagodne pitu-pitu”, albo “jest alepiwo jest impreza” vs “piwo nie dla hipokrytów na klęczkach i złożonymi rączkami”, albo “tęczowi” vs “czarni”, albo “oświeceni” vs “zacofani”, itp. Niestety to są mechanizmy rynkowe, których się nie przeskoczy. Ja osobiście AleBrowar z tego powodu odstawiam (w moich oczach przegięli z “Saint No More”). Ale znam też takich, że właśnie z tego samego powodu stawiają ten browar na pierwszym miejscu. Mi się taka polaryzacja nie podoba, ale cóż poradzić. Mam jedynie taką nadzieję, że ta dodatkowa polaryzacja wizerunkowa odbije się czkawką i okaże się błędna. Nie chcę oczywiście, by browary rzemieślnicze ponosiły porażkę, ale chciałbym, by taka kampania wizerunkowa zawiodła. Dlaczego? Bo uważam, że następuje tu rozdwojenie jaźni. Z jednej strony browar chce być niepowtarzalny, elitarny, z produktami daleko odbiegającymi od wszechobecnej przemysłówki. A z drugiej strony sięga po marketingowe chwyty a’la czerwony krasnal Coca-Coli (bardziej wszechobecnej przemysłówki chyba nie można wyobrazić) – czyli parodia świętego biskupa i katolickich Świąt Bożego Narodzenia, tak by wpisać się w modny negacyjny brecht. Dla mnie to jest kompletny rozjazd ideowy pomiędzy ideą elitarności, a metodami marketingowymi bardzo powszechnymi, dlatego życzę mu jak najgorzej (temu rozjazdowi), a browarom sięgającym po taką polaryzację – powrócenia na dobre ścieżki 🙂

  13. Tomek, popraw treść wpisu bo przynajmniej u mnie nie widać okienka YT z filmem tylko “”. Można skopiować z tego wiersza link, ale ktoś może sobie nie poradzić. Używam Google Chrome.

  14. Panie Tomku! Zajmuję się na co dzień grafiką komputerową i jak dla mnie etykiety Ale Browaru są bardzo udane. Rozmawiałem z koleżankami i kolegami po fachu na temat tych projektów i wszyscy uznali że są one świetne i trafione. Przykładowo Naked Mummy od strzała kojarzy się z halloween. Dlaczego niby oprawa graficzna ma być w cieniu samego trunku? Czy to piwo: https://blog.kopyra.com/index.php/2013/09/28/voodoo-doughnut-z-rogue-ales/ też ma szatę graficzną która jest przerostem formy na treścią?

    W połączeniu z bardzo dobrą jakością piw z Ale Browaru otrzymujemy produkty kompletne 🙂 Czego niestety nie możemy powiedzieć w przypadku naklejek konkurencyjnej Pinty (aczkolwiek samo piwo świetne). Pozdrawiam. Tomasz.

Dodaj komentarz