Dwie nowości znienacka, a właściwie z Lwówka Śląskiego

12
374

W ciągu ostatnich dwóch tygodni browar w Lwówku Śląskim, bez większego rozgłosu, wypuścił dwa nowe piwa – Lwówek Belg i Wrocławskie. O ile o belgijskim ale chodziły jakieś słuchy, to drugie piwo, które z czeska można określić desitką, jest totalnym zaskoczeniem. Oba piwa wyglądają jakby miały zagospodarować nisze na polskim piwnym rynku. Lwówek Belg adresowany jest do sierot po Grand Championie z 2010 roku, czyli Brackim Pale Ale Belgijskim. Druga z nowości ma wypełnić wyrwę na polskim rynku jaką stanowi brak piw o zawartości alkoholu poniżej 5%, Wrocławskie ma tylko  4,2%. Ostatnio browar z Lwówka Śląskiego nie miał za dobrych notowań wśród polskich miłośników piwa. Głównym zarzutem była bezpłciowość i brak charakteru warzonych w nim piw. Jednakże pochodzący z tej samej grupy Ciechan ubiegłoroczną premierą Ciechana Lagerowego podbił serca piwoszy. Było to jedyne piwo, które choćby minimalnie nawiązało walkę z wyrobami PINTY w plebiscycie browar.biz. Jak prezentują się zatem te dwie nowości?

Pierwszy, około 15. lutego, na rynku pojawił się Lwówek Belg. O ile, jak już wspomniałem, były zapowiedzi że piwo w stylu belgijskie ale zostanie w Lwówku uwarzone, to sam moment premiery był wielkim zaskoczeniem. Dziwna to praktyka, bo przecież premiera nowego piwa jest świetną okazją, żeby narobić trochę szumu wokół browaru. Nawet jeśli nie w mediach, które boją się tematu piwa jak diabeł święconej wody (w końcu to alkohol, a alkohol to zło), to chociaż na Facebooku czy na portalu browar.biz. Moment wypuszczenia nowego piwa powinien być świętem, powinny być rozbudzone oczekiwania klientów, to buduje relacje z klientami i zapewnia dobry start sprzedaży.

Wracając zaś do samego piwa, jeżeli chodzi o opakowanie, to ze wszystkich etykiet duetu Ciechan – Lwówek, ta jest najlepsza. Co, niestety, nie oznacza, że idealna. Zacznijmy od nazwy, skoro do tej pory produkowane są Lwówek Książęcy i Lwówek Ratuszowy, to sama narzuca się nazwa Lwówek Belgijski. Po drugie zaś, tak jak przy pozostałych etykietach, grafik ma jakieś zamiłowanie do pasków i kresek, które moim zdaniem trącą amatorszczyzną i tanizną. Do tego, aby znaleźć równo naklejoną, niepodartą i niepoobdzieraną etykietę trzeba się naszukać na półce. To pewnie zasługa starej etykieciarki, która przed laty pracowała jeszcze w Ciechanowie. Jest to jakieś wytłumaczenie, ale na dłuższą metę, to szkodzi wizerunkowi browaru.Jednak, to nie etykieta zdobi piwo, więc przejdźmy do walorów organoleptycznych.

Po przelaniu do pokala piwo barwy bursztynowej, zdobi genialna, obfita, gęsta jak bita śmietana, piana, która opada powoli i pięknie oblepia szkło. Aromat jest średniointensywny estrowo-chmielowy, nie ma wątpliwości, że mamy do czynienia z górną fermentacją i to w wersji belgijskiej. W smaku goryczka o średnim natężeniu, jak na polskie warunki całkiem zacna, dość długa, ale jednak znacznie bardziej szlachetna niż w Ciechanie Lagerowym. Do tego posmak herbatników kakaowych, lekka przydająca rześkości kwaskowość. Niestety jest też dość wyraźna metaliczność. Test skórny potwierdza sporą obecność jonów żelaza. Piwo jest delikatnie wytrawne, nie jest ani zbyt wodniste, ani też przyciężkie. Miłośnikom BPAB powinno zasmakować, choć uważam że jest to zupełnie inne ujęcie tematu. Belg jest bardziej kakaowy, bardziej aksamitny, to zasługa niezbyt wysokiego nasycenia, przypomina lekkiego dubbla. Generalnie uważam go za piwo lepsze od Grand Championa 2010. Mniej ortodoksyjnie trzymające się ikony stylu, za którą uważany jest Palm, ale ciekawsze i po prostu smaczniejsze.

Minął tydzień i w totalnej konspiracji na rynku pojawiło się Wrocławskie. Tym razem na etykiecie brak charakterystycznego napisu Lwówek. Wygląda to trochę tak, jakby Wrocławskie było adresowane do innego klienta. Nie do obecnego konsumenta Lwówka Książęcego, a raczej do klienta, który kieruje się bardziej ceną. Powiedzmy, do miłośnika piw z Namysłowa, tudzież lokalnych patriotów, którzy nieświadomi sytuacji Browaru Piastowskiego, konsekwentnie od lat wybierają “wrocławskiego” Piasta ze Szczecina lub Brzeska. Świadczyć może o tym także cena, sporo niższa od ceny Lwówka Książęcego, a od Lwówka Belga niższa o prawie 2 złote. Trochę dziwi takie podejście, wygląda to tak jakby browar wstydził się tego piwa, jakby obawiano się że zszarga mu ono opinię, zepsuje markę. Choć trzeba przyznać, że Lwówek Wrocławski wyglądałby nieco dziwnie. W końcu co ma piernik do wiatraka, chyba tylko to, że dla browaru Wrocław to najważniejszy rynek zbytu. Co jednak dziwne, tańsze piwo mogłoby wzmocnić pozycję Lwówka wokół komina, skoro jednak Wrocławskie, to trudno oczekiwać jakiejś szczególnej identyfikacji się akurat z tym piwem przez lokalną społeczność. W ogóle cały pomysł nazywania przez browar spoza Wrocławia, swojego piwa “wrocławskim” nie jest nowy. Kilka lat temu piwo o nazwie Wrocek wypuścił browar Namysłów. Podobnie jak w wypadku Wrocławskiego było to piwo lekkie, choć był też wariant Wrocek Mocne. Pomimo całkiem ciekawej etykiety piwo się nie przyjęło i szybko zniknęło z portfolio namysłowskiego browaru. No ale dość tych utyskiwań, przejdźmy do meritum.

Po przelaniu do szklanki widzimy piwo barwy złocistej, z niezbyt obfitą i nieco zwiewną pianą, która co prawda dość szybko opada do cienkiej warstewki, ale za to ładnie zdobi szklankę. Aromat jest świeży z wyraźną nutą siarki, takiej zapałczanej, bynajmniej nie siarkowodorowej. Nuty siarkowe są całkiem naturalnym efektem pracy drożdży, w niskim stężeniu dodają piwu charakteru i rześkości. W smaku mamy intensywny smak chmielu znany właśnie z czeskich pilsów, goryczka jest średnia w kierunku wysokiej. Ziołowa w charakterze, nawet nieco łodygowa i garbnikowa, ale nie aż tak, jak w Ciechanie Lagerowym. Na krawatce mamy napis pils i rzeczywiście temu piwu najbliżej do tego stylu. Po 10-tce trudno oczekiwać jakiejś niebywałej pełni smaku. Na szczęście piwo nie jest wodniste, ale też nie jest tak pełne jak czescy przedstawiciele stylu. O dziwo nie wyczułem nuty metalicznej.

W każdym razie mamy wreszcie przyjemne sesyjne piwo i do tego w atrakcyjnej cenie. Życzę browarowi, żeby znalazło uznanie u wrocławskich studentów, bo chyba głównie do nich jest adresowane. Z drugiej strony wygląda mi to na nieco desperacką próbę wykorzystania wolnych mocy produkcyjnych. Obym był w błędzie.

12 KOMENTARZE

  1. ‘W każdym bądź razie’ – w każdym razie lub bądź co bądź 🙂
    Ciechan się rozpędza, aczkolwiek mam wrażenie że Ciechan Wyborny jakościowo traci na wartości.

  2. Ostatnio darko przyniósł parę nowości : Ciechan, Lwówek, Racibórz i tak tam popijanie przy robocie. Nie wsmakowywałem się specjalnie, ale ogólnie: dramat. Parę z grubsza pijalnych (np. ten Belg), parę skończyło w zlewie. Zapamiętałem Lagerowe z posmakiem landrynek w rozpuszczalniku.
    Żadne nich nie zachowało mi się w pamięci na tyle, żebym chciał je kupić i spróbować ponownie.

    • Masz 100% racji. Trochę mnie to zaskoczyło, bo akurat na akapity zwracam uwagę. Okazało się, że było coś pochrzanione ze środkową częścią tekstu. Dodatkowo wyjustowałem tekst. Czy teraz jest lepiej? Coś jeszcze można poprawić?

  3. Racja, racja. Nowe piwa w portfolio to doskonała okazja do zrobienia szumu wokół producenta i produktu. O Belgu dowiedziałem się dopiero w trakcie wizyty w dawno nieodwiedzanym lokalu. I od razu przypadliśmy sobie do gustu. Mowa oczywiście o piwie.

    “Generalnie uważam go za piwo lepsze od Grand Championa 2010. Mniej ortodoksyjnie trzymające się ikony stylu, za którą uważany jest Palm, ale ciekawsze i po prostu smaczniejsze.”

    Mam takie samo odczucie, choć znawcą gatunku belgijskiego póki co nie jestem.

  4. Tez mnie zdziwiło to Piwo , ale tak naprawdę piwo to było robione w Browarze Sobótka. Staram się odtworzyć piwa z Sobótki i miło mnie to piwo zaskoczyło ( znalazłem je w Warszawie) i smakiem ma coś wspólnego z moim odtworzonym;))

    • Januu a ja już myślałem że coś schrzaniłem …wczoraj chciałem uraczyć kuzyna ze “stolycy” dobrym piwem …w PiP znalazłem BELGa. Schłodzony do 5 st…przed spożyciem odstał 10 min …wlany do pokala, nawet z większej wysokości, nie wytworzył minimalnej piany. Data przyd. ~20 lipiec

  5. Piłem dziś begla, z jakiej warki to wam nie powiem bo … bo nie ma tylnej etykiety. Generalnie nie przypadł mi do gustu. Zapach bardzo świeży mocno chmielowy wpadający lekko w konopie indyjską, a na końcu w mokre pranie. Goryczka zalegająca, tylno językowa bym powiedział co akurat je ratuje bo taką lubie. Generalnie mocno mnie belg rozczarował. Gdyby nie ta goryczka… coś tam z belga może ma, ale to nie to. Pozdrawiam Marek.

  6. Właśnie otworzyliśmy z małżonką Belga (nie znałem wcześniej tego piwa, ma inną etykietkę), niestety ma posmak… wody po płukaniu ścierki, którą myto okna. Piany zero, nawet na osłodę.
    Nie polecam.

Dodaj komentarz