Dog Schwarz z Flying Dog Brewery

12
686

Na żywieckim Festiwalu Birofilia zakupiłem kilkadziesiąt ciekawych piw, których jeszcze nie piłem i wrażeniami z degustacji przynajmniej części z nich postaram się podzielić na stronach browaru kopyra. W kwestii organizacyjnej dodam jeszcze, że czeka na opisanie kilkanaście zacnych piw, które wypiłem już dawno temu i mam nadzieję, że w końcu je opiszę. Natenczas zajmę się Smoked Double Lagerem zza Oceanu, jak Dog Schwarz określa producent na etykiecie. Piwo ma 7,8% alkoholu, więc można przypuszczać, że ma jakieś 18% ekstraktu. Niestety nie mogłem zweryfikować tych przypuszczeń, bo na stronie Flying Dog Brewery to piwo nie występuje. Na nasze europejskie potrzeby pewnie moglibyśmy nazwać go takim wędzonym, czy może dymionym koźlakiem, coś jak Schlenkerla Urbock. Z ciekawszych informacji z etykiety można wymienić skład surowcowy, na który składają się: woda, słód jęczmienny, słód żytni oraz chmiel. Jeśli o tym ostatnim mowa, to IBU określono na poziomie 25 jednostek. Etykieta jak na standardy browaru Flying Dog jest wręcz ascetyczna, zwykle  jest to jakieś malowidło szalonego grafika. Całość wieńczy bardzo ładny kapsel, który informuje nas, że piwo pochodzi z serii Canis Major, która skupia piwa sezonowe o podwyższonej gęstości początkowej, są w niej np. Imperial Porter, Double IPA, Barley Wine czy Belgian Style IPA. Dwa ostatnie mam zresztą w swoich zasobach.

Po przelaniu widzimy średnioobfitą, beżową, drobną i oblepiającą szkło pianę. O szkle mała dygresja – ponieważ jestem na urlopie, to zamiast szkła dedykowanego dla stylu zabrałem jedynie szklankę degustacyjną austriacko-niemieckiego związku somellierów piwnych. Charakteryzuje się ona przewężeniem w dolnej części, które pozwala lepiej ocenić kolor piwa i porównać go np. ze skalą EBC. Dodatkowo ma pękatą czarę, która kumuluje w sobie aromaty, oraz wywinięte krawędzie, w celu ładniejszego eksponowania piany. Warto zwrócić też uwagę na podstawkę stopy, za którą powinno się trzymać naczynie, aby po pierwsze nie ogrzewać piwa, a po drugie nie zostawiać na nim odcisków palców. Takie szkło jest adekwatne do każdego stylu piwa i większość piw opisywanych poza domem będę degustował właśnie w nim. Wróćmy do naszego Czarnego Psa, którego maść… ekhm… barwa jest rzeczywiście czarna, w zwężeniu pojawiają się co prawda brunatne refleksy, ale nawet tam jego barwa jest nieprzejrzysta.

Po przelaniu piwa i powąchaniu można wyczuć bogaty i złożony aromat czekolady, intensywne nuty wędzone, kojarzące się z wędzoną śliwką węgierką w czekoladzie. W smaku nuty dymu są również na pierwszym planie, goryczka mimo jedynie 25 IBU, daje o sobie znać, to pewnie zasługa palonych słodów, które wniosły też dość wyraźną nutę kwaskową. Ponieważ piwo jest wytrawne, a oczekiwałoby się po zapachu i ekstrakcie nieco słodyczy, to kwaskowość wysuwa się za bardzo na pierwszy plan.

Bardzo ciekawe piwo. Mam takie przemyślenie, że obok solidnego nachmielenia (zwłaszcza amerykańskimi odmianami chmielu) oraz zwiększenia ekstraktu (wersje imperialne), użycie słodu wędzonego jest najprostszym sposobem na ciekawe piwo. Co prawda piwa dymione mają swoich zapiekłych przeciwników, ale mają też jedną niezaprzeczalną zaletę – wyróżniają się z tłumu innych piw. Jeśli więc jesteś miłośnikiem Schlenkerli, to polecam. Jeśli wprost przeciwnie, takie piwo kojarzy Ci się z wędzoną kiełbasą i nie trawisz tego aromatu w piwie, to raczej odpuść sobie Schwarz Doga.

12 KOMENTARZE

  1. “Mam takie przemyślenie, że obok solidnego nachmielenia (zwłaszcza amerykańskimi odmianami chmielu) oraz zwiększenia ekstraktu (wersje imperialne), użycie słodu wędzonego jest najprostszym sposobem na ciekawe piwo.”

    Tomek chyba zapomniałeś o miodzie ;P

        • Ta moja odpowiedź chyba za bardzo stetryczała była, skoro musisz się z ironii tłumaczyć. 😉

          A co do miodowego, to nie przesadzajmy, opisana obok Dogma, czy Opat Medove są spokojnie do wypicia nawet dla kogoś, kto miodu nie lubi. A z polskich miodowych taki mocniej odfermentowany Ciechan (jak refermentacja spontaniczna 😉 zachodziła w butelkach) był całkiem spoko.

  2. Ha! A to ciekawe… Ja zapamiętałem te piwo zupełnie inaczej – jako bardzo treściwe, silnie słodowe z wyraźnym posmakiem ciemnego chleba i suszonych owoców, zrównoważoną palonością i odrobiną kwaskowatości. Nuty wędzone gdzieś daleko w tle, zdecydowanie nie narzucające się. To piwo przypominało mi bardzo dobrego Portera Bałtyckiego 🙂 Czyżby mieli aż tak nierówne warki (piłem to piwo chyba w grudniu ’10), czy też moje niecertyfikowane podniebienie płata takie figle? 🙂

  3. Myślałem, że jak urlop to wpisy będą codziennie z degustowanych piw. A tu bida 😉 Mniej leżeć na plaży 😀 😉

  4. I właśnie tego Horn Doga nie udało mi się kupić, w sklepiku już nie było, a nieużyty człowiek ze stoiska z piwami amerykańskimi nie chciał sprzedać całej butelki. Poza tym większości udało się spróbować.

Dodaj komentarz