Bursztynowe Marcowe z Brovarnii

7
221

Po przedpremierowej recenzji Dymionego Marcowego do Brovarnii zawitały takie tłumy, że szybko osuszyły tanki z Dymionym. Wg słów piwowara, a więc Michała Saksa, piwo sprzedawało się świetnie. Nie na tyle żeby wejść do stałego repertuaru, ale na tyle, że przyobiecano, że za rok też się pojawi w ofercie. Tymczasem na otarcie łez pojawiło się Bursztynowe Marcowe. Dzięki uprzejmości Michała otrzymałem butelkę Bursztynowego, jak również gustowną dedykowaną mu koszulkę – bardzo fajna inicjatywa z wypuszczaniem koszulek browarów czy piw, a w dodatku koszulka ładna i gustowna. Polecam innym browarom wprowadzić takie koszulki i sprzedawać je nawet z minimalną marżą albo dawać jako nagrody w różnorakich konkursach, przecież ma się za to darmową żywą reklamę. Choć jak znam realia to koszt do małych nie należy. Tą samą paczką trafiła do mnie również butelka Pszenicznego. Zatem jako świeżo upieczony sędzia certyfikowany PSPD – do boju. 😉

Pierwsze na warsztat, a właściwie do szklanki trafiło Pszeniczne. Po przelaniu ukazuje się nam obfita, drobna piana, ale niestety szybko opada do cienkiej warstewki. Kolor ma to piwo złocisty, zdecydowanie ale równomiernie mętny. Wysycenie jest średnie. W zapachu dominują estry z typowym dla stylu hefeweizen aromatem bananowym, za który odpowiada octan izoamylu. Poza tym pojawia się nuta chmielowa, albo taka którą ja kojarzę z chmielem, szczególnie w młodym piwie. Niestety obowiązkowa nuta fenolowa, a więc aromat goździka (4 winylo gwajakol) jest właściwie nieobecny. W smaku typowa mdła nuta charakterystyczna dla drożdży WB-06. Nie potrafię jej nazwać. Na szczęście jest ona złamana tą nutą chmielową, co poprawia nieco pijalność. W smaku (a więc pewnie wąchając retronosowo) można się jakiegoś delikatnego goździka doszukać. Goryczka jest niska, bardzo stylowa.

Gdybym oceniał wg zasad PSPD to wyglądałoby to tak: Zapach: 5/12; Piana: 4/6; Barwa: 3/3; Smak: 8/17; Goryczka: 5/6; Odczucie w ustach: 4/6; Suma: 28/50, czyli powyżej przeciętnej. Ogólnie rzecz biorąc na początku, pomimo braku goździka i z nutą chmielową (lub jakąś podobną) mi smakowało, ale jednak po pierwszej szklance, drugą piłem już bez entuzjazmu.

No to czas na gwiazdę wieczoru (tak naprawdę degustowałem na drugi dzień ;)). Piana niezbyt obfita, beżowa, drobna, lecz nietrwała , pozostaje w postaci obrączki. Kolor jest kasztanowy, ciemny, górna granica dla stylu. Wydaje się wręcz zbyt ciemne. Szybka kontrola w szkle degustacyjnym uspokaja, że jednak jest ok.

To samo Bursztynowe w dwóch różnych szkłach. W szkle degustacyjnym bursztynowe, w kuflu kasztanowe, by nie rzec brązowe.

Tak czy owak jest to bardziej ortodoksyjna wersja tego stylu, daleka od uładzonych, zbyt jasnych, zbyt podobnych do lżej chmielonego pilsa egzemplarzy, które dominują na niemieckim rynku. Jest też kompletnie różne od, skądinąd bardzo dobrego, Marcowego z Bierhalle. W zapachu dominuje słód i niezbyt stylowy karmel. W smaku mamy tę słodową bazę, z nutami karmelowymi, skontrowane średnią goryczką. Jednak czegoś tu brakuje. Czego? Dymu! To jest prawie to samo piwo co Dymione Marcowe, ale jak przekonywali nas w reklamie “prawie robi różnicę”. Po tamtym, genialnym piwie, regularne Marcowe musi być odebrane z niedosytem. Gdybym był decydentem w Brovarnii uczyniłbym z Dymionego znak rozpoznawczy gdańskiego browaru. Nikt, póki co, tego nie warzy, nikt nie mógłby sobie rościć pretensji do wędzonego marcowego. Marcowe zaś, jako mocniejszy lager staje się powoli standardowym piwem sezonowym w polskich browarach restauracyjnych. Przypomnijmy, że warzą/li je już w: Bierhalle (Warszawa, Łódź, Katowice), Czenstochovii, Gliwickim MajErze, Bielskim Browarze Miejskim, Grodzkkiej 15 z Lublina. Tylko czekać, aż Spiż zmieni nazwę swojego Mocnego na Marcowe i dołączy do trendu ;).

Podsumowując Bursztynowe Marcowe jest dobre, a Dymione Marcowe było genialne.  Dziękuję za możliwość spróbowania obu, za pszeniczne też.

7 KOMENTARZE

  1. Dlaczego browary restauracyjne dla piw pszenicznych wybierają drożdże WB-06? Czy stosunek cena/jakość jest jedynym powodem?

    • To nie z tego końca kija należy rozpatrywać problem. Chodzi o praktykę – najwygodniejsze, najbezpieczniejsze, i per saldo najtańsze są drożdże suche. Browary restauracyjne nie mają stacji propagacji drożdży. Oczywiście można zamówić drożdże płynne (nawet wiele litrów gęstwy), ale ich cena i przede wszystkim koszt transportu sprawia, że jest to droga impreza. Także po pierwsze niejako dogmatem są suche drożdże w minibrowarze. Z suchych pszenicznych na rynku mamy własciwie tylko WB-06.
      Kiedyś bardzo ciekawy “szczep” miał browar Soma w Warszawie. Zanim pojawiły się WB-06. Przez pewien czas do zestawów dodawał je BA. To była jakaś mieszanka drożdży do górnej fermentacji i drożdży szampańskich. Bardzo dobrze je wspominam.
      Od zasady stosowania jedynie suchych drożdży są wyjatki. Podobnoż w Bierhalle właśnie do weizena stosowany jest szczep płynnych drożdży.

  2. A jak wygląda sytuacja w browarach restauracyjnych z innych piwami niż pszeniczne? Tam również niepodzielnie króluje fermentis?

  3. Mam pytanie: jak powinien smakować taki ortodoksyjny Marzen? Bo dotychczas miałem przyjemność obcować tylko z tymi słabo chmielonymi marcowymi w kolorze złocistym, które dostępne są w niketórych delikatesach. Po ich zdegustowaniu utrwaliłem sobie obraz że Marzen to taki słodkawy lager nieco mocniejszy od pilsa czy Hellesa. A jak jest naprawdę? Bo po barwie tego z Browarnii widzę że jednak wzorzec jest inny.

    • Najprościej rzecz ujmując ortodoksyjny maerzen jest znacznie ciemniejszy, z wszystkimi tego konsekwencjami smakowymi. BJCP wspomina o obowiązkowych nutach opiekanych, tostowych. Warto zresztą zerknąć na widełki dla poszczególnych stylów. Przeanalizuj tę tabelkę. Barwa dla marcowego to 7-14 SRM, w dużej mierze pokrywa się to z altem 11-19 SRM. Od 14 SRM w górę jest np. koźlak, munich dunkel. Marcowe to de facto może być ciemne piwo, a jak nie ciemne, to bursztynowe, półciemne.

      • Dzieki za wyjaśnienia. Tłumaczenie BJCP z piwo.org oczywiście znam, tyle że opis marcowego był jakoś dla mnie mało klarowny bo podane komercyjne przykłady (Paulaner Oktoberfest, Spaten Oktoberfest) trochę nie zgadzały się z definicją. Ciekawi mnie jeszcze jedna kwestia: czy czeskie polotmave mają coś wspólnego z piwami marcowymi czy to zupełnie inna para kaloszy?

Dodaj komentarz