Chapeau Gueuze z Wambeek

7
153

Gueuze to taki styl, który polega na mieszaniu, czy bardziej ściśle kupażowaniu, dwóch lub więcej lambików. Lambik, to styl piwa wywodzący się z Belgii, z okolic Brukseli. Poddawany jest on fermentacji spontanicznej. Chodzi o to, że brzeczki nie szczepi się drożdżami, tylko umożliwa się zaszczepienie przez dzikie drożdże. Zwykle polega to na tym, że kiedy brzeczka znajduje się na wielkiej tacy chłodniczej, otwiera się okna, żeby dzikie drożdże z np. pobliskich sadów, mogły zaszczepić brzeczkę. Uważa się, ze na terenie zaledwie kilku powiatów w okolicach Brukseli znajdują się idealne warunki dla produkcji lambików. Właśnie tam w powietrzu mają się unosić drożdże należące do szczepów Brettanomyces Bruxellensis oraz Lambicus.

Wróćmy jednak do gueuze. Idea polega na tym, że kupażujemy np. lambiki 3-letnie, 2letnie i roczny lub młodszy. Najmłodszy posiada jeszcze cukry fermentowalne. Drożdże Brettanomyces charakteryzują się bardzo wolną fermentacją. Butelkujemy skupażowaną mieszankę w szampańskie butelki z grubego szkła. Pod wpływem refermentacji reszta cukrów zostanie przerobiona na alkohol i CO2, które sprawi, że gueuze będzie musujące. Tradycyjnie nie dodaje się cukru. No i tu mamy pierwszy nieprzyjemny zgrzyt, bo na kontretykiecie jak byk stoi cukier. Skoro przy etykiecie jesteśmy to skupmy się na opakowaniu. Butelka o pojemności 375ml, z grubego zielonego szkła rzeczywiście przypomina tę używaną do win musujących. Zamiast drucianego koszyczka zamknięta jest jednak szerokim kapslem. W szyjce znajduje się korek, który usunąć musiałem korkociągiem.

Przy przelewaniu kolejny zgrzyt. Piwo w ogóle się nie pieni. Tworzy się 1-2mm warstewka, która zaraz znika. Kolor, ciemnomiodowy, bursztynowy, zmętniony.

W ustach również brakuje wysycenia. W zapachu nuty winne i słodkie. Pachnie jak sok jabłkowy, no może taki, który za długo już stał w ciepłym miejscu. Nieco winnie.

W smaku zdecydowanie zbyt wysoka słodycz. Skojarzenia z sokiem jabłkowym bardzo wyraźne. Leciutka nuta winna, połączona z delikatną kwaskowością. Lekkie nuty fenolowe. Wszelkie niuanse tłumi jednak słodycz.

Nie wiem czy coś poszło nie tak, czyli refermentacja nie zaszła? Czy jest to efekt zamierzony? Generalnie browar de Troch z Wambeek nie słynie z kultywowania tradycji, a raczej z wypuszczania przesłodzonych lambików ze wszelkimi możliwymi sokami owocowymi. Można więc sądzić, że miał to być taki słodki ulepek. Co prawda browar ten ma w ofercie Oude Gueuze czyli stare, uczciwe gueuze, ale nie jest ono dostępne w Polsce. Jednym słowem nie polecam. Sam zaś ostrzę sobie zęby na prawdziwe gueuze, którego mam nadzieję spróbować podczas wrześniowej wizyty w Brukseli. Wrażeniami, z której, nie omieszkam się podzielić na blogu.

7 KOMENTARZE

  1. Ja jestem jeszcze co prawda zielony w tych kategoriach piw i nadrabiam ostatnio zaległości, ale zakupiony ostatnio Cuvée René z Lindemansa bardzo bardzo mi smakował. Zwłaszcza to, że pierwszy łyk wręcz mi wykręcił facjatę, bo nie spodziewałem się takiego poziomu kwaśności 🙂 Jak będziesz miał okazję, polecam. Ja byłem bardzo zadowolony z zakupu.

  2. Kopyr mialem watpliwa przyjemnosc picia tego samego lambica w ostatni weekend. Cieszylem sie jak dziecko gdy udalo mi sie lamba dostac w lokalnym monopolowym lecz po pierwszym lyku zaczalem sie zastanawiac kto wypije 2 butelke 😀

  3. Ja piłem to piwo w weekend i mam dość odmienne wrażenia. Słodyczy w tym piwie było tyle co nic. Bardzo wytrawne, kwaśne, dość mocno musujące. Piana była i trzymała się dość mocno. Mam wrażenie, że piliśmy dwa różne piwa. Może to moje było po prostu odfermentowane do końca, a w twoim fermentacja z jakichś powodów się zatrzymała?

  4. Miałem to piwo-bo mam jeszcze etykietaż i pierwsze skojarzenie to bardzo zacny tokaj, taki z elementami piwnicy, pleśni, starości, po prostu poezja, z tym, że z piwem nie miało to nic wspólnego:D, coś a’la bardzo słodki aszu albo nawet eszencia plus odpowiednio niska zawartość alkoholu. Niemniej jednak, warto poznać styl i smak.

Dodaj komentarz