Best before czy termin przydatności?

12
1202

Kolejny z felietonów opublikowanych na browar.biz. Przywołałem go we wpisie o przeterminowanym Żywym, a więc czas, żeby znalazł się i tutaj.

Na opakowaniach przeważającej większości produktów spożywczych znajdziemy któryś z tych napisów, a pod nim ciąg cyferek oznaczający datę. Best before po polsku można by przetłumaczyć jako najlepsze przed lub najlepiej spożyć przed. Jednakże polskie przepisy definiują to wyrażenie de facto jako termin przydatności. Po prostu, po tej dacie sklep nie ma prawa sprzedawać tego towaru, nawet po znacznie obniżonej cenie. Co więcej nie ma prawa go również podarować np. do schroniska dla bezdomnych. To jeszcze nic – karane jest wyrzucenie takiego produktu do śmieci. Jedynym właściwym zachowaniem jest utylizacja. W ten sposób każdego dnia wiele ton żywności jest niszczonej, podczas gdy obok ludzie głodują. Uważam, że jest to z gruntu błędne podejście, ale nie o tym chciałem… Spójrzmy z tej perspektywy na nasze piwne podwórko.

Handlując niszowymi piwami, nierzadko zdarzyło się, że pomimo przeceny nie sprzedałem wszystkich piw z danym terminem przydatności. Takie piwa, w ilości kilku czy kilkunastu butelek wędrują do mojej piwniczki. Jest tam ciemno, cicho, a temperatura waha się od +3°C zimą, do +16°C latem. Zaobserwowałem ciekawe zjawisko, otóż, poza naprawdę nielicznymi przypadkami, piwa pite przeze mnie kilka czy nawet kilkanaście miesięcy po terminie smakują dobrze, lub chociaż poprawnie. Oczywiście są takie, które przechowują się lepiej i takie które przechowują się gorzej. Najbardziej do długiego leżakowania nadają się portery czy piwa klasztorne. Generalna zasada jest taka, że lepiej przechowują się piwa z wysoką zawartością alkoholu, ciemne oraz piwa z żywymi drożdżami.Alkohol jest doskonałym konserwantem. Piwa ciemne zaś znacznie lepiej znoszą utlenienie, a może raczej utleniają się w lepszy sposób. O ile w piwie ciemnym będą to aromaty porto, suszonej śliwki, to w jasnym, lekkim piwie będzie to zwykle posmak papieru czy mokrego kartonu. Z kolei znaczenie żywych drożdży mogą potwierdzić zwłaszcza piwowarzy domowi, którzy mogą się pochwalić piwami z solidną metryką. Sam miałem okazję spróbować piwa z mojej pierwszej warki, po 4 latach od uwarzenia. Było to piwo z brewkitu i to w dodatku słabo nachmielone, ale po 48 miesiącach nadal było wypijalne. Niestety olśniewające nie było nigdy.

W kontekście piw dostępnych w sprzedaży zastanawia mnie jedna sprawa – kto ustala terminy przydatności piw do spożycia i czym się kieruje. Zakładam, że robi to producent. Czym się kieruje? Nie mam bladego pojęcia. Skąd moja wątpliwość? Możemy zauważyć olbrzymi rozrzut w kwestii terminów przydatności. Od nawet dziesięciu lat dla bardzo mocnych piw belgijskich, refermentowanych w butelce (10 lat ma np. rocznikowe piwo Cuvee van de Keizer), przez 2-3 letni okres przydatności dla piw trappistów (La Trappe, Westmalle) przez bardzo popularny roczny termin przydatności (wiele piw koncernowych, ale także np. piwa z browaru Primator w Czechach, większość importowanych piw brytyjskich), następnie termin 9-cio, 6-cio i 3-miesięczny.* Świadomie pomijam piwa niepasteryzowane, o nich trochę później. Oczywiście rozumiem, że wymienione browary znacznie różnią się między sobą stosowaną technologią. Jedne z nich stosują mikrofiltrację, inne nie. Jedne mogą się pochwalić sterylnością, której nie powstydziłby się niejeden szpital, inne mają grzyb na ścianach. Widzę jednak, że istnieje spore niezrozumienie odnośnie różnic w terminach przydatności do spożycia poszczególnych stylów piwa. Weźmy, wręcz stworzony do wielomiesięcznego leżakowania, styl jakim jest porter bałtycki. Otóż browar Fortuna, trwałość swojego Komesa, ocenia na tak samo długą jak pozostałych piw. Skąd mi ten Komes przyszedł do głowy? Otóż pisząc te słowa popijam właśnie ten porter, z datą przydatności do 22 maja 2008r. (niemal 8 miesięcy po terminie najlepiej spożyć przed). Piwo smakuje wybornie. Moim zdaniem lepiej niż świeże, bo wydaje mi się, że na półki sklepowe trafia ono zupełnie nie wyleżakowane. Piwowarzy domowi potwierdzą, że piwa w stylu porter bałtycki, potrzebują minimum półrocznego dojrzewania, a optimum swojego smaku uzyskują nie wcześniej niż po roku od rozlewu. Dlaczego nikt w browarze nie pomyślał, że Komes może mieć o wiele dłuższy termin przydatności niż np. Złoty Smok. Taka decyzja byłaby w interesie browaru, jego kontrahentów i co może dziwne, także w interesie konsumentów. Zastanawiałem się więc, czy termin przydatności nie jest dla danego zakładu jakoś narzucony z góry przez SANEPID lub przepisy prawa. Przeczyłaby temu następna kuriozalna sytuacja, tym razem związana z browarem w Ciechanowie. Pozostańmy przy porterze. Otóż normalny porter z tego browaru w butelkach 0,33l ma termin przydatności liczony w miesiącach. Jest to na pewno mniej niż pół roku, ale ponieważ nie jestem pewien ile jest to miesięcy, nie będę strzelał, przyjmijmy, że 6 miesięcy. Co ciekawe, wersja specjalna tego porteru w kamionkowych butelkach, która w browarze leżakowała prawie 2 lata miała termin przydatności 1 rok. Czyli piwo już na starcie starsze, miało termin 12 miesięczny, a piwo młode o wiele krótszy. Gdzie tu logika?

Portery to jedynie najbardziej jaskrawy przykład, ale dotyczy to również wielu innych piw. Miałem okazję pić pasteryzowaną wersję Pilsa Noteckiego, jakieś 4 miesiące po terminie. Smakowało wyśmienicie. Jedyną wadą było delikatne zmętnienie. Co ciekawe podobnie rzecz ma się z niektórymi piwami niepasteryzowanymi. Dlaczego piszę niektórymi, bo dotyczy to jedynie tych, które były poddane procesowi mikrofiltracji, czyli na naszym podwórku np. Ciechan Wyborne czy Żywe z Ambera. Otóż, te piwa mają standardowo 5-cio tygodniowy termin przydatności, piłem je 4 czy 6 tygodni po upływie terminu i nie mogłem im nic zarzucić. Co ciekawe piłem też Ciechana Wybornego przeterminowanego ponad pół roku – tu muszę przyznać, smak się zmienił. Co było jednak zaskakujące wyewoluował w smak typowy dla piw górnofermentacyjnych – był rewelacyjny, choć nie przypominał w ogóle Ciechana. Niestety była to jednorazowa przygoda, piwa z innej warki nie chciały już zmieniać się w tym kierunku. Wracając do piw mikrofiltrowanych, to np. piwa z browaru Svijany mają 3 miesiące terminu przydatności, podobny lub dłuższy termin mają piwa z Bernarda. Te również są smaczne jeszcze przez wiele miesięcy po upływie terminu przydatności.

Podsumowując, tym, co chciałem przekazać jest fakt, że abstrahując od polskich nieżyciowych przepisów, zachęcam do traktowania daty przydatności jedynie jako sugerowanego i orientacyjnego terminu najlepiej spożyć przed. Nie ma się co obawiać kupna piwa kilka dni przed końcem tego terminu, a nawet po nim. Oczywiście po odpowiednio obniżonej cenie (tego można oczekiwać, a nawet żądać od sprzedawcy). Oczywiście kluczowe są warunki przechowywania, jeśli piwo stało na słońcu, na półce tuż pod jarzeniówką lub w okolicach kaloryfera, to nie kupowałbym go. Powiem więcej nie kupiłbym, go nawet jeśli do końca terminu miałoby jeszcze sporo miesięcy. Raz miałem taką sytuację, że w lecie zakupiłem piwo, które po wzięciu do ręki było wyraźnie ciepłe, czyli miało ponad 36°C – takich piw nie kupujcie. Po drugie w przypadku wielu piw np. typu porter ich leżakowanie jest wręcz jednym z nurtów świadomego zainteresowania piwem. Jest swego rodzaju sztuką. Tym którzy chcieliby zacząć, się w to bawić polecałbym zakupić kilka butelek porteru (np. 4 lub 6) i otwierać je w terminach – co pół roku. Zapisywać swoje wrażenia i patrzeć jak piwo dojrzewa, a jego smak ewoluuje. Oczywiście swoimi doświadczeniami warto podzielić się na forum, do czego zachęcam. Z ciekawostek dotyczących leżakowania piw, polecam anglojęzyczną stronę, a właściwie blog pod nazwą The Brew Basement. Jego autor dzieli się swoimi doświadczeniami z leżakowania różnych piw oraz próbuje systematyzować wiedzę na ten temat w postaci artykułów. Blog jest pisany z amerykańskiego punktu widzenia, ale i przeciętny Środkowoeuropejczyk znajdzie w nim coś dla siebie. Oczywiście pod warunkiem, że włada językiem Szekspira.

*obecnie polskim piwem z najdłuższym teminem przydatności jest Porter z Okocimia (wynosi on ponad 12 miesięcy), ale o nim wkrótce.

12 KOMENTARZE

  1. Tematyka ciekawa, zwykle przestrzegam podanej daty – co więcej, piwa w szafce mam poukładane według ich daty przydatności 🙂 Muszę zrewidować metodę sortowania 😀
    Czekam na kolejne wpisy – miło się czyta. Dzięki!

  2. Mogę tylko potwierdzić twoje spostrzeżenia. Swego czasu miałem okazję wypić kilka koncerniaków przeterminowanych o 1-4 miesiące. Żadnemu nic nie było. W smaku na pewno nie gorsze od tych “świeżych” prosto ze sklepu.

  3. Naszło mnie takie pytanie: a co z piwami w KEGach? Zdarzyło mi się pić piwo, które jak się potem okazało było podłączone do nalewaka już 60 dni – i pomimo tego, że to był porter, pić się tego nie dało 🙂

    • Piwo w kegu podlega tym samym zasadom, co w innym opakowaniu. Czyli jeśli mamy beczkę porteru to po roku od terminu przydatności nadal powinna być ona w porządku, a może jeszcze lepsza. Co innego jeśli mamy tę beczkę otwartą, tudzież podpiętą do instalacji. No tutaj tak pięknie nie ma. Aczkolwiek miałem okazję pić piwa, które nie miały prawa nie być zepsute, a nie były. 😉

      Przyjmuje się zasadę, że w idealnych warunkach beczka powinna być opróżniana na raz – w jeden dzień. Dopuszcza się w pewnych warunkach termin do tygodnia, ale sam piłem piwo z beczki po kilku tygodniach od podpięcia i było ok. Oczywiście to również zależy od wielu czynników – jak jest traktowana instalacja, w jakiej temp. stoi beczka (często stoi obok pieca do pizzy, lub przy wylocie gorącego powietrza ze schładzarki – w takich warunkach piwo będzie psuło się znacznie szybciej, niż gdy stoi w ciemnym i chłodnym miejscu, o warunkach chłodniczych nie wspominając).
      Także można sobie wyobrazić, że w pewnych specyficznych warunkach piwo w 60 dni od podpięcia beczki będzie ok. Ale na pewno nie jest to standardem w polskich pubach.

  4. Kopyrze, czy gdybyś wystawił piwo na słońce, do jakiegoś blaszaka itp. i ono by się zepsuło przed upływem ‘best before’ – to mógłbyś je reklamować w hurtowni bądź u producenta?

    Jeśli tak – to znaczy, że producent odpowiada za swój produkt, niezależnie od warunków przechowywania (w granicach rozsądku) – więc sam ustala taki termin, aby maksymalizować sprzedaż i minimalizować ryzyko zwrotu.
    Porter po kilku miesiącach stania w blaszanym magazynie na słońcu też się zepsuje, nawet jeśli będzie to porter normalnie wymagający solidnego przeterminowania przed spożyciem, jak np. łódzki. 😉

    • Wiesz, no nie wiem. Podejrzewam, że sytuacja wygląda tak, że jeśli tylko ja zgłaszam obiekcje do danej partii to marne szanse na reklamację. Po prostu przestaję zamawiać dane piwo do sklepu. Jeśli jest PH browaru i zależy mu żeby piwo było w ofercie to może mi ten towar wymienić, ale może też zobaczyć gdzie je sprzedaję i czy to w ogóle ma sens.
      Na zdecydowanej większości produktów masz napis “przechowywać w suchym, chłodnym i ciemnym miejscu”. Czekolady też byś mógł reklamować, że się rozpłynęły, ale nikt Ci tego nie uzna, chyba że patrz wyżej.
      Także oczekiwanie warunków chłodniczych przez producenta jest naiwnością, ale jakieś minimum standardów jest. Każde piwo, które zostawisz na rampie w pełnym słońcu na cały dzień, to odczuje.

    • Aż się nie zepsuje LOL. A tak serio, to oczywiście zależy od rodzaju piwa, czy była super higiena itd. Ja miałem takie sytuacje, że jakieś 2 miesiące piwo polewałem z jednego kega i było spoko.

  5. Mam takie pytanie zakupiłem oststnio na festiwalu w Warszawie Imperialnego Nafciarza Dunkielskiego i tak sie zastanawiam skoro jest to piwo niepasteryzowane k dużej zawartości alkoholu to czy moge to piwo spokojnie lekazkowac?

Dodaj komentarz