Kojot od Kolaborantów – z kranu i z pompy

27
172

Relacja z premiery Kojota we wrocławskiej Kontynuacji. Choć chyba większą wartość poznawczą ma porównanie tego samego piwa z kranu i z pompy.

27 KOMENTARZE

  1. To było moje piwo z Waszej kolaboracji więc się zawiodłem… pozytywnie, że goryczka była lekka (do średniej)! 🙂 Po Twoich ocenach piw i ewidentną fascynacją goryczki obawiałem się, że goryczka mnie znokautuję a tu idealnie lekko wyczuwalna – „jak nie Kopyra” 😛 Zapisałem też sobie, że był ciekawy posmak, ale ciężko było mi określić co to za smak. Coś jakby smak kojota? 😉 A tak na serio to taki jakby jakiś lekki posmak mięsa, skóry, no takiego czegoś jeszcze wcześniej nie nigdzie nie czułem. Nie było to nieprzyjemne.

    PS fajna piana (nawet przy tym z kija) i długo się utrzymuje. W lokalu jeszcze chyba mi się nie zdarzyło aby do szejkera nalano piwo z taką pianą.

    PPS widzę na koniec, że jednak przekonujesz się do jedzenia do piwa 😉

  2. Do takich filmów warto by zainwestować bezprzewodowe mikrofony przypinane do ubrania. Wtedy dobrze słychać rozmową i znacznie mniej dźwięków tła. Mikrofon na aparacie zbiera zbyt dużo niepotrzebnych dźwięków otoczenia, prze co rozmowa z trudem przebija się przez ten hałas.

  3. Rzeczywiście bardzo zbalansowane piwo, ale amerykę jednak czuć. W amber ale’ach jest jednak taka nuta słodowa do której trudno mi się przyzwyczaić. Taki Red Rad Rat z Podziemia ma rewelacyjny aromat a potem trochę mdły słód, w Kojocie ten typ słodowości jest gdzieś w tle, ale jednak jest. Nie chodzi mi o taki klasyczny karmel, bo np. Red AIPA czy Red Cloud IPA mi bardzo smakują, chociaż z drugiej strony tam jest zarówno większy zasyp jak i chmielenie. Amber Ale chyba po prostu nie jest moim stylem, chociaż przyznam, że kojot był jednym z bardziej smakujących mi piw tego stylu.

    • W pewnym sensie, też mocniej karmelowe, choć nasze jest bardziej wytrawne i też (z pompy) nie czuć w zasadzie amerykańskiego chmielu. Z butelki i z kranu już bardziej American niż English.

        • Nie, diacetyl nie jest wyznacznikiem angielskości, raczej czeskości, o czym wyraźnie mówiłem w recenzji APA z Ninkasi. Nie wierzysz, sprawdź. Styl AAA wybraliśmy żeby w razie D. jak diacetyl, nie było dramatu. Ja w Kojocie diacetylu nie czuję, ale słyszałem głosy, że ktoś wyczuł.

  4. Gdzieś ktoś pisał że ta premiera była podręcznikowym przykładem tego jak ich nie robić.. Nie wiem na ile to prawda bo mnie tam nie było ale faktycznie zbyt profesjonalnie to nie wygląda, szczególnie jeśli nie kryjecie się z tym że piwo w zasadzie nie było zaprojektowane, dopieszczane, tylko daliście to co akurat było pod ręką. Czy to zgodne z duchem rzemieślniczym?

    • Przecież kopyr od dawna mówił, że ich piwa nie są dopieszczane, jak się sypnie do kotła tak wyjdzie.
      Tutaj ma przyciągać magia nazwiska 🙂

    • Jakiś Janusz na wykopie tak napisał i ok, jak ktoś lubi być ściemniany to jego sprawa, ja lubię mówić prawdę między oczy. Sprawia mi to dziką rozkosz. Żadne z naszych kolaboracyjnych piw nie było “zaprojektowane”, żadne nie było wcześniej uwarzone w domu. Nie jestem Czesławem Dziełakiem. Przez prawie 3 lata było dość czasu, żeby się z tym oswoić. 😀

      • Kopyr: chwała Ci za szczerość, ja się tylko zastanawiam jak to się ma do Twojego ostatniego wgadu na temat tego że piwo rzemieślnicze to sztuka? W takim wypadku chyba abstrakcyjna… Bez złośliwości, ale troszke mi się to gryzie z postrzeganiem piwowara jako artysty, no chyba że abstrakcyjnego. Ciężko też nazwać świadomym twórcą kogoś kto używa składników zdeterminowanych stanem magazynowym. Jeszcze raz zapytam- czy uważasz że jest to zgodne z duchem rzemieślniczym?

        • Nie chodzi o to, że niewygodne, ale byłem poza kompem i nie mogłem od razu odpisać, a teraz walczę z grypą i… gram w grę (nie nagrywam LP).
          Ad rem, owszem uważam, że jest to zgodne z duchem kraftu, tak krawiec kraje, jak mu materii staje, a nie obraża się na cały świat i tupie nogą, bo chmiel nie dojechał. Po drugie, jak podkreślałem wiele razy byłem punkowcem, w kapeli punk rockowej idzie o przekaz, a nie o wirtuozerię rodem z Akademii Muzycznej. Oczywiście nie można porównywać szarpania drutów z użyciem 3 akordów, do symfonii, ale wolę to pierwsze.

  5. Pozwolę sobie zgłosić tzw. “zdanie odrębne”, dotyczące Kangura.Według mnie było to jedno z najlepszych i chyba najciekawsze z Waszych wspólnych kolaboracyjnych piw.Chętnie napiłbym się nowej warki bez zmiany receptury.Kojota jednak też popróbuje przy pierwszej nadarzającej się okazji.

Dodaj komentarz