1000 IBU – Browar Twój Wróg!!!

76
847

czyli dlaczego jestem kolaborantem.

2 (7)Kiedy pytają mnie… 😉 czy zdaję sobie sprawę z tego, że kolaboracja ma wydźwięk negatywny i że powinienem określać moją współpracę z browarem Widawa mianem kooperacji, czy współpracy właśnie, odpowiadam, że jest to kalka z angielskiego collaborative brew i że to efekt zamierzony. Zastanawiałem się jednak trochę, czy przypadkiem nie trafiliśmy w sedno? Oto do jakich przemyśleń doszedłem.

Na początku filmu jest mały fail, bo nie widać tego, co miało być widać, ale trudno. 😛

Tak czy owak, generalnie jestem zadowolony z tego, że kolaboracja jest zarezerwowana dla Kolaborantów. 😉

76 KOMENTARZE

  1. Roznie to jest, kelner jakis interes jednak ma, jak sie zapytasz co poleca to jest szansa ze powie to, co musi zejsc z kuchni zeby sie nie zepsulo (moze nie “nie swieze”, ale pewnie nie pierwszej swiezosci, to dosc czesta praktyka) Oczywiscie zalezy o jakiej klasie knajpy mowimy. Co do lokalnego patriotyzmu to chyba zalezy w ktorej czesci Polski, wydaje mi sie ze na wschodzie ludzie sa bardziej “za swoim”, na lubelszczyznie wszyscy pija Perełke i jedza cebularze 😉

    Masz sporo racji, dzieki temu ze robisz tego bloga, warzysz ciekawe piwa, animujesz kulture piwna w Polsce zyskuja wszyscy, nawet Krzysio z browar.bizu, niestety jak ego dochodzi do glosu to nie przetlumaczysz.. “haters gonna hate”…

    • Piją Perełkę po tym jak osiągnęła moce rzędu 1 mln hl rocznie, weszła do hipermarketów i wprowadziła reklamy w TV ogólnopolskiej. A jak Ci patriotyczni Lubelszczanie podeszli do Jatutowa k/Zamościa, Chełma, Janowa Lubelskiego czy nieco dalej na południe położonego Łańcuta? Ogólnie do browarów małych, bez reklamy w TV, dostępnych tylko wokół komina? Bo mnie się zdaje, ze nie chcieli pić.

        • Jestem z Podkarpacia. Piję leżajska od kiedy pamiętam.
          Kiedyś (ponad dekadę temu)było smaczniejsze(albo mi się tylko wydawało:)obecnie po przejęciu przez koncern, jakość jest różna (co też może dziwić w takiej masówce, którą podobno sterują komputery) Jak w sklepie mam same koncernówki to prawie zawsze wybieram Leżajska, który pomimo, że jest zza miedzy to często bywa droższy od tyskożubrotatry. Sentyment pozostał. PS nie wierzę że nasze browary rzemieślnicze po 8-12 latach bycia na rynku obniżą cenę. Zawsze będzie coś na co trzeba uzbierać kasy, a to nowy sprzęt, a to nowy budynek na browar, a to coś się zepsuje, a to nowy pomysł na dystrybucję itp. itd No i chęć zysku, bo nie ma co się oszukiwać trzeba zarabiać. pozdrawiam

  2. Niestety Tomku, ale masz rację 🙂 Zawiść to nasza druga (albo pierwsza) natura… Czekam na kolejne 1000 IBU! Może coś o Biedronce opowiesz? W sumie to do niedawna była Twoja branża 🙂

      • Spiz jest ok, czepianie sie niektorych na sile, jasne, ze nie wszystko jest tam idealne, sam trafilem na gorsze czasem, ale to sie zdarza wszedzie. Nie robmy jaj.

        • A jakie to prawo zakazuje rozlewać pieniącego się mocno piwa do kilku szklanek a potem dolewać do tych odstałych świeżego w miarę przyjmowania kolejnych zamówień?

        • Sydney, ucinasz rozmowę kiedy Ci wygodnie a to bardzo nie ładnie. Pytając “jakie prawo” liczyłem na jakiś konkretny paragraf a nie enigmatyczne banały.

        • nie ma co, gość lubi mieć ostatnie słowo w dyskusji.
          ja też dość słabo znam polskie prawo i z chęcią bym się dowiedział szczegółów, bo to ciekawa sprawa.

    • Byłem jakoś wczesną wiosną. Zamówiliśmy ze znajomymi dwa piwa na trzech na spróbowanie… i nie udało się ich zmęczyć. Jedno przypominało wodę, w której od tygodnia moczy się zardzewiała siekiera, a drugie wyglądało jak kakao i tak zajeżdżało gęstwą, że aż przykro :/

  3. Naprodukowałeś się Waść przez kwadrans z okładem, a w gruncie rzecz to wszystko jest oczywista oczywistość. Jest tak jak mówisz i średnio rozgarnięty widz/czytelnik o tym doskonale wie. Za to ideologię do tej “kolaboracji” dorobiłeś moim zdaniem co najmniej lekko naciąganą… No bo skoro Ty skumałeś się z Imperium Zła i przeszedłeś na stronę, jakby nie było, komercyjnego browaru, stając się tym samy kolaborantem, to kogo zdradził Wojtek, który zaczął warzyć z Tobą – piwowarem domowym? Z czyim wrogiem (nie licząc Mędrców Syjonu i Wyroczni w Delfach z Browar.biz) kolaboruje?

    • Kapitaliści z definicji są źli.

      No niestety gezellig w Polsce nigdy nie będzie.
      A co do do słowa kolaboracja to była kiedyś audycja na Trójce “Co w mowie piszczy” właśnie o tym słowie.
      W Polsce wojnę trzeba cały czas podgrzewać, nawet 70 lat po. Cały czas pielęgnować :)))

  4. Co do zawiści, to niestety masz racje kopyr, ale warto nadmienić, że np na lubelszczyźnie, szczególnie w lublinie skąd pochodzę, jest prawdziwa duma z perły i jej produktów. Jakie to jest piwo – wiadomo, ale ludzie chodzą na imprezy z perła, mówiąc, że to lokalne piwo i jest git. W niektórych kręgach perła jest wręcz synonimem słowa piwo, więc czasem jednak pewne przywiązanie (wręcz irracjonalne) do marki lokalnej jest.

    • Nie sprowadzałbym wszystkiego do zawiści. To pewnie też występuje, ale chyba wcale nie na pierwszym miejscu. To jest po prostu ten mechanizm nieufności, czyli zaczyna się od tego, że browar to Twój wróg, a skoro z kolegi stajesz się browarem, to stajesz się wrogiem.

    • animacja kultury piwnej>wieksza popularnosc piwa rzemieslniczego>latwiejsza dostepnosc>wiekszy wybor

      Serio nie uwazasz ze to zwyczajnie FAJNE, ze coraz wiecej ludzi bedzie sie interesowalo dobrym piwem, ze swiadomosc konsumentow wzrasta? Jesli bedzie sie to odbywalo dalej w tym tempie to moze nawet kiedys zrobia multitap w twojej Swidnicy… Skoro w swojej krotkowzrocznosci i mentalnosci dziecka nie zauwazasz ze kazdy kto chociaz dolozy cegielke do tego rozwoju zasluguje na przybicie piatki to przynajmniej nie pieprz po forach internetowych ze ktos ci “zrzyna tematy”

      • Odnoszę wrażenie, że dla “ludzi z browar.biz” właśnie to że coraz więcej ludzi interesuję się dobrym piwem nie jest fajne. Zabiera im to co dla nich najważniejsze – elitarność ich hobby. Nie będą mogli patrzeć z góry na tą głupią tłuszczę popijającą Tyskie, nie będą mogli w rozmowie zabłysnąć nazwą stylu piwa, o którym nikt nic nie wie. Nie będą już w otoczeniu swojej rodziny piwnymi guru, bo okaże się że ktoś inny ogląda kopyra i będzie mógł z nimi nawet trochę teoretycznie pogadać. Byłe młodziaki na fali mody i hipsterstwa będą dyskutować o wyższości ipa nad witem, a jak staruch będzie chciał się wtrącić, to wyjdzie na śmiesznego tru-piwosza.

        Z drugiej jednak strony ich zarzuty pod adresem kopyra/blogerów piwnych/browarów rzemieślniczych (mocno tutaj generalizuję, nie znam sprawy dokładnie) też nie są do końca nieprawdziwe. Nie wiem czy to celowe czy nie, ale śledząc tego bloga odnoszę wrażenie (być może mylne), że głównym celem jego istnienia jest utwierdzenie mnie w tym, że piwo rzemieślnicze z polskiego browaru musi kosztować co najmniej 8 zł za butelkę, a i 10 zł nie powinno mnie dziwić. A to jest wg. mnie i wg. nich za dużo. I nie chodzi tutaj o to, że ktoś zarabia na tym na czym nie powinien i dlatego budzi zawiść, generuje hejt. W ten sposób świat tłumaczą sobie chyba tylko bardzo prymitywni ludzie (dorobił się złodziej/oszust to go pohejtuję w necie – hejtują mnie to pewnie dlatego, że zarabiam a im nieudacznikom nie wyszło), a żadna strona konfliktu prymitywna i głupia nie jest.

        • Nie wiem czy to celowe czy nie, ale śledząc tego bloga odnoszę wrażenie (być może mylne), że głównym celem jego istnienia jest utwierdzenie mnie w tym, że piwo rzemieślnicze z polskiego browaru musi kosztować co najmniej 8 zł za butelkę, a i 10 zł nie powinno mnie dziwić. A to jest wg. mnie i wg. nich za dużo. I nie chodzi tutaj o to, że ktoś zarabia na tym na czym nie powinien i dlatego budzi zawiść, generuje hejt.

          Tak, generalnie ten blog istnieje właśnie po to, żeby uzasadniać wysokie ceny Widawy, AleBrowaru, Pinty oraz skwaśniałe piwa z SzałPiw, diacetylowe z Widawy, nienagazowane z AleBrowaru i za słabo nachmielone z Pinty. W zasadzie za takie insynuacje powinieneś dostać bana i do widzenia. Ale pozwól kolego śledczy, że nakreślę Ci nieco temat.

          Otóż ani browary, ani multitapy nie zarabiają na tym piwie tyle ile powinny. Jeżeli pub z koncernówką kupuje ją po 2 zł i sprzedaje po 6 czy 8zł to zarabia ok. 66%-75% marży (czyli 200-400% narzutu) i to jest w zasadzie norma w gastronomii. Popatrz ile kosztuje kawa czy herbata, albo twarde alkohole (ile kosztuje pół litra w sklepie, a ile w lokalu). Jeżeli zaś pub kupuje piwo rzemieślnicze po 5-7 zł, a sprzedaje po 8-10 zł to zarabia niestety jedynie 30-37% marży (narzutu poniżej 100%). Wódka z marżą 30% powinna w lokalu kosztować 2,40 zł za kieliszek. Widziałeś w jakiejś knajpie wódkę w tej cenie? Tymczasem barman kosztuje w multitapie tyle samo, a może nawet nieco więcej, bo powinien coś wiedzieć, niż w każdym innym lokalu. Podobnie prąd, czynsz itd.

          Weźmy teraz browar. Jeśli ktoś rzuca robotę, bierze kredyt, to ile wg Ciebie powinien po spłaceniu kredytu dostać na rękę? Jedną średnią krajową, dwie? Za ile sam zaryzykowałbyś całym swoim majątkiem i swoją obecną pensją? Zakładam że nie zamierzasz brać mniej niż w obecnej robocie. Browary nie zarabiają tyle ile powinny. Bo się boją. Boją się, że przylgnie łątka zdzierców, spekulantów itd.

          I myślę, że jeszcze trochę tego hejtu się wyleje i paru piwowarów domowych się dwa razy zastanowi, zanim otworzy browar?

          A najbardziej mi się podobało jak Kormoran wypuścił AIPA w cenie wyższej niż niektóre browary rzemieślnicze. I co? I k… zbyto to milczeniem. Jakie koszty ma Kormoran, a jakie Pinta, AleBrowar o Artezanie i Pracowni Piwa nie wspominając. Piwo z browaru rzemieślniczego nie może kosztować 3zł. Nie przy kosztach inwestycji idących w miliony. Nie przy tak małej skali produkcji.

          Polskie piwa rzemieślnicze są o ok. 30-50% tańsze niż ich odpowiedniki z zagranicy. Tymczasem surowce kupujemy tak samo drogo, sprzęt kupujemy drożej, koszty transportu są porównywalne, robocizna jest tańsza. To z czego są tańsze? Po prostu browary nie zarabiają tyle ile powinny.

        • Nie chciałem Cię zdenerwować. Mój błąd napisałem to tak, że rzeczywiście wynika z tego że zarzucam Ci jedynie lobbowanie na rzecz wysokich cen piw rzemieślniczych i nic więcej. Przepraszam. Mogę tylko dodać że z niecierpliwością czekam na każdy następny Twój film/wpis.O ile z reguły nigdy nie mogę wytrzymać i przewijam prawie każdy dłuższy, gadany film na youtube, to Twoje vlogi oglądam od deski do deski. Uwierz mi to nie lada wyczyn Twój kanał jest jedynym który subskrybuję. Dlatego jeszcze raz przepraszam Cię, że napisałem to w tak niemądry sposób.

          Zauważ, jednak, że mówiłem o cenie piwa w butelce w sklepie a nie w multitapach. Nie mam pojęcia jak wyglądają relacje na linii pub-browar rzemieślniczy, dlatego też nie mam zastrzeżen do ceny piwa w knajpach. Oczywiście nie uważam, że piwo rzemieślnicze powinno kosztować 3 zł, jednak bliżej 5 zł niż 8. To tylko moje odczucia, oczywiście jeśli ludzie będą chcieli płacić 10 zł to tylko lepiej dla browarów i ich kolaborantów.

          Może to działa w drugą stronę. Kormoran wypuścił AIPĘ w cenie 8 zł bo zobaczył, że wielu ludzi jest w stanie tyle zapłacić za dobre piwo i nie potrzeba sprzedawać taniej jak można drożej, koszty nie grały tu większej roli? Ja nie wiem jak to mogło wyglądać, Ty na pewno możesz mięć większe pojęcie na ten temat.

          Pytanie o moją chęć podjęcia takiego ryzyka jest niezbyt istotne. Akurat mam trochę pieniędzy, mam gdzie mieszkać, własnej rodziny nie mam, więc mógłbym sobie przez dość długi czas pozwolić, żeby wychodzić na 0. Ale po co mam pakować pieniądze w tak słabą inwestycję? Bo uparłem się i muszę zarabiać na produkcji piwa? Pozostałbym przy hobbystycznym domowym warzeniu a zainwestował w co innego, czy ktoś każe nam mieć nasze polskie browary rzemieślnicze?

          Nie mam pojęcia o ew. kosztach i ryzyku ( jak masz chęci i czas to rozpisz nam gdzieś jaki udział w cenie piwa rzemieślniczego w butelce mają: surowce, akcyza, transport i kredyt na sprzęt, myślę że to by wiele zarzutów pod Waszym “kolaboranckim” adresem rozwiało…oczywiście wiadomo, że jeśli nie chcesz to nie musisz się z niczego tłumaczyć), ale jeśli coś jest niedopasowane do polskich realiów gospodarczych to może warto się zastanowić nad celowością takiej inwestycji, a nie bo ja chcę zarabiać na piwie rzemieślniczym, a inni mnie wesprą płacąc 10 zł za moje piwo. Ludzie za granicą zarabiają też więcej, dlatego mogą płacić więcej za takie piwo. Browary zarabiają tyle ile są w stanie zarobić na polskim rynku, nie ma jakiejś kwoty którą ustawowo powinny zarabiać i ile osób powinny utrzymać.

          I proszę nie odbieraj moich słów jak hejt na swoją osobę/browary rzemieślnicze. Nie wiem może rzeczywiście dla Ciebie moje słowa tak brzmią, ale ja Wam życzę jak najlepiej tylko, że ja osobiście będę w tym brał udział sporadycznie, od święta.

        • Bardzo dużo o kosztach jest we wpisie Amortyzacja, głupcze. Po drugie, ciekawym podejściem jest to opisane przez Pawła Opydo.

          Co do piw rzemieślniczych w butelce, tutaj jest inny problem. Ponieważ ludzie są przyzwyczajeni do relacji 2 zł w sklepie, 6 zł w knajpie, więc oczekują, że jeśli piwo w multitapie kosztuje 10zł, to w sklepie powinno kosztować połowę, tymczasem ono jest niewiele tańsze, kosztuje np. 8zł. A wynika to z tego, co napisałem, że multitapy sprzedają to piwo za tanio.

        • Albo inne knajpy sprzedają to piwo za 2 zł za drogo i to one są winne temu, że przyzwyczaiły konsumentów do takiej relacji ceny butelka w sklepie/knajpa 😉

          Dzięki za linki o kosztach, nie trafiłem na nie wcześniej, a na pewno uważnie przeczytam ew. zweryfikuję swoje stanowisko.

          To w jaki sposób w takim razie multitapy w ogóle funkcjonują? Jeśli sprzedają za tanio to chyba znaczy, że zarabiają za mało żeby się utrzymać? Zarabiają na czym innym (przystawki, importowane piwa butelkowe? Czy może właściciele traktują to raczej jako działalność hobbystyczną?

          Nie wiem czy znasz, ale co powiedziałbyś o cenach w warszawskiej Chmielarni? Znam właściciela (czy tam współwłaściciela, tego od mniej piwnej strony), nie pytałem nigdy o szczegóły, bo nie jest to mój na tyle bliski znajomy żeby go pytać ile i na czym zarabia, ale twierdzi, że interes idzie mu bardzo dobrze i że otwarcie czegoś takiego było strzałem w dziesiątkę.

        • Chmielarnia ma jedzenie, które rozwozi także po mieście więc to inna bajka. Na żarciu dobrze się zarabia, zwłaszcza w Warszawie.

        • Czyli co, część multitapowa jest hobbystyczna i non profit? Można by zarabiać na samym jedzeniu, nawet bez lokalu, skoro główne zarabiają na rozwożeniu jedzenia po mieście.

          Wybaczcie, że drążę temat, ale zdanie że multitapy sprzedają piwo w knajpach za tanio nie daje mi spokoju…z tanio dla kogo? Za tanio dla siebie? W takim razie czemu jeszcze funkcjonują…Za tanio dla browaru? Jak to w ogóle możliwe, przecież browar może im następnym razem drożej sprzedać piwo i nie będą mogli sprzedawać go tak tanio…ja nie rozumie.

        • Za tanio w porównaniu do branży. Pracują na niższych marżach, podobnie jak lokale typu przekąski zakąski, seta i galareta. Tam też pracuje się na o wiele niższych marżach. To są trochę takie gastronomiczne dyskonty. Jest tanio, ale kosztem czegoś. Multitapy działają trochę na zasadzie – na razie się rozkręcamy, więc nie musimy na tym super zarabiać. Nie mówię, że dokładają do interesu, ale podejrzewam, że wyciągają mniej niż by chcieli.

        • I znowuż, może to jednak cała branża przyzwyczaiła się do zbyt wysokich marż?

          Pożyjemy zobaczymy…nie mówię że im się nie uda w którymś tam momencie podnieść cen, ale nic tak nie weryfikuje wyobrażenia o tym ile by się chciało na czymś zarabiać, jak głosy klientów oddane portfelem.

        • Cała branża? Powiem inaczej, dostrzegasz pewne mankamenty dyskontów, czy wszystko jest tam świetnie? Niestety coś, za coś. Ale zgadzam się z Tobą, że najlepiej weryfikuje rynek. Inna rzecz, że czym innym jest “dla mnie za drogo, dziękuję, nie kupuję”, a czym innym “to są złodzieje, którzy chcą się nachapać, w życiu bydlakom nie dam zarobić” itd. itp. Wielu może przerażać ten czarny PR.

        • Oczywiście, że dyskonty mają też swoje złe strony. Co jest takim minusem w przypadku obecnych cen piwa w multitapach-dyskontach? To że rzemieślnicze piwo w butelkach wydaje się być za drogie? Są jeszcze jakieś? Co sprawia, że sprzedając piwo po 10-12 złotych za 0,5 l skutecznie zarabiają 2 miejsca wystarczająco dużo aby się utrzymać (browar sprzedając piwo do multitapu i multitap sprzedając piwo klientom), a cena 7-8 złotych z butelkę w sklepie to i tak za mało dla browaru? Wiem, że pominąłem tutaj marżę małego piwnego sklepiku, czy to i ta cała amortyzacja jest głównym powodem dla którego piwo rzemieślnicze nie może kosztować bliżej 5 złotych?

          Chyba w takim razie z częstszym kupowaniem piwa rzemieślniczego wstrzymam się do 2020, kiedy już się wszystko na pewno zamortyzuje i cena będzie mogła być niższa. Chyba, że rzesza konsumentów już się tak przyzwyczai do ceny, że nie będzie musiała spadać 😛

          Nie staram się uskuteczniać żadnego czarnego PR nie jestem z browaru.biz itp. piwem (a właściwie warzeniem piwa) interesuję się od niedawna za sprawą głównie Twojego bloga. Nie zamierzam nikomu mówić co ma robić ze swoimi pieniędzmi. Nie nazywałbym też braku chęci do kupowania droższego piwa, antypatriotyzmem lokalnym. Obsmarowywanie na forach już nim jest.

          Naprawdę oczekiwałeś, że po otwarciu własnego browaru wszyscy zaczną lecieć kupować piwo, bo to nasze, naszych kolegów niech mają, niech sobie zarobią? Zwłaszcza, że z różnych przyczyn oferowane w cenie nie wyglądającej jak dla kolegów? Nie mam pojęcia jak z tym jest gdzie indziej, ale w Polsce to niemożliwe. I nie chodzi tu nawet o zawiść że on zarabia a ja nie, bo tą wykazują tylko niezbyt szlachetni ludzie o niskich pobudkach. Większość Polaków nie będzie dobrowolnie wspierać żadnej firmy z własnej woli. Z góry zakładają, że firma jeśli tylko będzie mogła to będzie chciała ich wykorzystać, orżnąć. W prawie każdej branży brak jest jakiegokolwiek zaufania na linii klient-firma, w obie strony. Najlepiej to widać na przykładzie różnorakich polis ubezpieczeniowych u nas i w innych krajach.

          Biznes to biznes ma zarabiać bez żadnego dodatkowego wsparcia klienta, ma mieć dobry produkt w danej cenie i go sprzedawać, a jak potrzebuje patriotycznego wsparcia to jest to słaby biznes i powinien upaść. Ja nie do końca rozumuję w ten sposób, ale nie zamierzam często wykosztowywać się na krajowe rzemieślnicze piwa, tylko po to żeby nasze browary rosły w siłę. Po prostu jeśli ta cena taka musi być (do czego mnie powoli przekonujesz;)), to przez parę lat się pohamuję, przetrwają okres amortyzacji i cena spadnie to dobrze, upadną (na co się chyba raczej nie zanosi) to trudno jakoś to przeżyję.

    • Hm, moje piwowarzenie rozpoczęło się od zainteresowania filmami jak warzyć Pana Kopyry na stronie Browamatora, jednak ze względu na długi czas dostaw przerzuciłem się na dostawy z Centrum Piwowarstwa. Proszę mnie poprawić jeśli się mylę, ale czy CP nie jest powiązane z Browar.biz? Jeśli dobrze kojarzę to zostałem przykładem udanego zaanimowania przez jednego Pana, które zdyskontował również ten drugi Pan, poprzez moje zamówienia. Polubmy się!

  5. Oj w te chody u innych piwoszy/piwowarów chyba sam nie wierzysz. Przecież koszulek kolaboracyjnych do Warszawy nie chcesz przywieźć 😉

  6. Ładnie w tym felietonie wyartykułowałeś także i moje doświadczenia – mur wrogości w kontaktach ze “środowiskiem” który wyrósł nagle, po otwarciu własnego browaru.

    • Swoją drogą to przykre co piszecie, ale nie zrażajcie się bo piwa wam wychodzą wyłącznie dobre, bardzo dobre oraz świetne. Na Babie Lato załapałem się rzutem na taśmę, ale warto było – pycha. Tak trzymać chłopaki.

  7. Co do tego czy warto pytać barmana co poleca. Hmmm. Nie tak dawno na pytanie zadane barmanowi w jednym z warszawskich multitapów – kiedy można spodziewać się Dwóch Smoków dostałem odpowiedź: “nie prędko, bo ostatnio zamówiliśmy dużo innych piw …z Hausta!” :))))

  8. Nie wnikając zbytnio w szczegóły, zespół dolegliwości o którym Tomku mówisz dotyczy wszelakich dziedzin życia publicznego w naszym kraju. Na własnej skórze doświadczyłem kilka razy podobnych zachowań, choć dotyczyły zupełnie innych tematów. Dlatego właśnie choć od kilku już lat param się piwowarstwem domowym i uważnie śledzę losy branży, unikam jak mogę wszelkiego stowarzyszania się, pomimo iż czasami chciałbym poznać osobiście Ciebie, ludzi z PSPD czy kilku innych “pionierów”. Unikam jak ognia “forumowania” bo wiem czym to “pachnie”.
    I o ile mi wiadomo (w czym utwierdziłem się podczas ostatnich FDP i Birofilia) takich osób jest coraz więcej. Środowisko z otwartego stało się niemal hermetyczne a widoczny aż za bardzo brak jedności i zawodowej solidarności odstrasza więcej osób niż są w stanie przyciągnąć inicjatywy.

    Bardzo dobry temat – może pobudzi kogoś do refleksji nad tym, co tak naprawdę jest w tym wszystkim istotne. Choć osobiście wątpię, skończy się zapewne tak, jak większość trudnych spraw w PL – narodowa debata, gadające głowy w mediach, kłótnia u Lisa i … nic.

  9. Rozumiem przekaz autora, jest w tym sporo racji ale jednak sporo też zależy od punktu siedzenia. Jestem konsumentem i nie obchodzi mnie los producentów, to jest walka, słabszy umiera. W “Biedronce” jest tanio i jest ograniczony asortyment, chcę czegoś innego? Idę do hipermarketu albo małego sklepiku specjalistycznego, chyba, że mieszkałbym w takim miejscu, że mały sklepik ogólnospożywczy miałby poważną przewagę w lokalizacji. Zenek Bębenek ma drożej, sieciówka ma taniej bo ma setki czy tysiące sklepów i to większych sklepów, Zenków Bębenków są/były dziesiątki tysięcy, cenami nie są w stanie rywalizować, mają przewagę lokalizacji ale w miarę rozwoju sieciówek te niwelują ogromną przewagę lokalizacyjną do średnio-dużej przewagi. Co robią dziesiątki tysięcy Zenków Bębenków? Nic… A wystarczy, że 1000 Zenków z danego województwa zbierze się w sieć i umówi na określony katalog produktów np: nabiał, mięso i wędliny, piwo, soki, słodycze, makarony i kasze. Idą do producenta np nabiału w swoim woj. i mówią chcemy takie i takie mleko, taki kefir, taki, taki i taki jogurt, taki, taki i taki ser, tysiąc sklepów, takie ilości, dostawa raz w tygodniu, jakie dajecie ceny? Zenki tego nie zrobiły, olewam Zenki i idę do sieciówki, gdzie kupuję ten sam kefir od tego samego producenta, od którego Zenki mogły mieć w podobnej cenie a teraz mają o 25% drożej. Ten sam towar, cena wyższa. Oczywiście od Zenka nie wszystko zależy np. podatki, Czesi mają chyba niższą akcyzę na piwo, do Wrocławia z Nachodu jest też bliżej. Primator pszeniczny: 3,40 zł , Ciechan pszeniczny 5,10 zł. Mamy taki rząd i takich Zenków, ja decyduję swoim portdelem co mi odpowiada i jak oceniam produkty i ich ceny – piekno rynku. Nie z niechęci, nie na przekór, ja czekam na browar z Wrocławia (nie mikrobrowar), chętniej kupuję z browarów bliższych memu miastu. Stosunek ceny do jakości jest kluczowy- Ciechan pszeniczny jest smaczniejszy od Primatora pszenicznego ale nie jest to jakaś porażająca różnicam, gdyby był w takiej samej cenie lub minimalnie droższy (3,50-3,70) to bym kupił, nie jest nie kupuję i dobrze mi z tym. A Zenek niech się wścieka, że musi sklep zamykać, ktoś inny lepiej zaspokoił potrzeby konsumentów, nie mam niechęci do Zenka, po prostu przegrał walkę, nieważne z głupoty, lenistwa, zawiści czy czegoś innego jeszcze. W sumie może to i polskość Zenków nie pozwoliła Zenkom się dogadać: ktoś to musiał wymyśleć, podzielić się funkcjami itd. ale mnie to nieistotne, liczą się efekty.

    • Ależ Zenki się zrzeszają (takie sieci jak ABC czy odido), ale owocuje to tym, że ich asortyment zaczyna się mocno zbliżać do tego dyskontowego. Problem w tym, że nawet zrzeszeni nie mają szans z Biedronką. Jeszcze inna prawda, że za kilka(naście) lat pozostaną tylko dyskonty, a może raczej sklepy sprzedające towary fresh (warzywa, nabiał, pieczywo) + bardzo okrojony asortyment najpopularniejszych produktów. Całą resztę będzie się zamawiać przez internet.

      • ABC chyba nie widziałem żadnego, odido może jeden, nie pamiętam. Przecież nie muszą się umawiać na wszystkie produkty i zawężać asortyment, dla mniejszego producenta nie liczy się czy podpisze umowę z sieciówką typu Lidl, czy z taką zenkową, np. okręgowa spółdzielnia mleczarska, pekarnia, czy masarnia. Trzeba kreatywności, Zenki mają kartę lokalizacji, mogą też poszukać nisz: np produkty z miodu (mogą też podkreślić, że to nie miody chińskie o czym większość ludzi nawet nie wie), produkty leśne, suszone owoce krajowe niesiarkowane itd. W wielu przypadkach cenami Biedronki nie przeskoczą ale liczy się też różnica, jak już ktoś wpadnie bo zapomniał mąki a jest sobota wieczór, to może kupi coś innego, można coś polecić, sklep ma pod domem. Przygniatająca większość Zenków działa jednak na zasadzie: każdy sobie rzepkę skrobie. Aż się sami wyskrobują, nawet jak jest dobrze to za chwilę otwiera się niedaleko dyskont i po Zenku.
        Ok, jesteśmy nieufni ale to nie jest jakaś irracjonalna nieufność, to z czegoś wynika, z czego? Zenki, właściciele knajpek, czy innych lokali usługowych są różni ale jednak jak się człowiek sparzy ileś razy to staje się ostrożniejszy. Można być uczciwym, dobrym przedsiębiorcą ale inne Zenki nie są i opinia rzutuje na całe środowisko. Zenki z przewag często robią mankamenty: można pogadać, czegoś się dowiedzieć ale Zenek może też naplotkować, wnerwić człowieka gadając jakieś bzdury itd.
        W Polsce ludzie dużo krytykują, często bez sensu i wbrew logice ale to jednak jest w pewnym sensie pozytywne: to daje jakies impulsy do poprawy, w Grecji każdy Ci powie, że Grecja jest najwspanialasza na świecie i nic nie trzeba zmieniać oprócz paru dodatkowych zer na koncie. Polacy są wkurzeni , gdyby nie internet to chyba by musieli jakoś inaczej odreagować to swoje rozgoryczenie. Dlaczego tak jest? Bo nie są szczęśliwi a to co uważają za szczęście tylko bardziej ich wnerwia.

  10. Świetnie trafiłeś z tą niechęcią do lokalnego piwa. Też to obserwuję od bardzo dawnych czasów. Poza tymi mitami o których wspomniałeś na to zjawisko wpływają jeszcze dwie rzeczy: zawiść, bo w browarze fuchę dostał sąsiad co go nie lubimy a dyrektor/prezes się nachapie kiedy nam tak źle – niech zamkną, zrównają z ziemią, niech inni mają taki sam kibel jak my. A druga sprawa to ta, że lokalne piwo zawsze (w PRLu) było tańsze od tego z innych części kraju. Piwo lokalne zawsze piły pijaczki pod sklepami, lano je w tych osiedlowych mordowniach gdzie siekiera wisiała w powietrzu. A że Polak to niestety często i snob więc urosło przekonanie, że lokalne to dla żuli a dobre to to przywiezione z drugiego krańca kraju.

    • Ja spotkałem się wręcz z opiniami, że samym Żywcu można kupić najpodlejsze partie Żywca, bo te lepsze idą poza miasto a najlepsze za granicę.
      A z “regionów pozapiwnych” – poznani w pociągu ludzie z Tymbarka przekonywali, żeby nigdy nie pić napojów marki tymbark, bo to co się tam odprawia u nich na zakładzie to szkoda gadać i oni nie wezmą tego do ust.
      Przykładów można by mnożyć, ale wszystko sprowadza się do naszej, niestety nie tylko stereotypowej, przywary narodowej – narzekactwa i pieniactwa, ciągłego płakania jak to jest źle i wszyscy nas chcą oszukać. Co zresztą widać nawet po niektórych komentarzach powyżej.

      • Prawda jest taka, że oszukuje się na każdym kroku, poza tym, że narzekamy, to cwaniactwo oszukuje. Cwaniaka z miasta się zna i go nie lubi, cwaniaka z innego miasta się nie zna i kupuje jego produkty.

  11. Akurat z tym słuchaniem “polecania” w sklepach i knajpach byłbym ostrożny(oczywiście nie zawsze i wszędzie)

    Nie wrzucam wszystkich do jednej szuflady, ale trzeba być świadomym, że:
    1)idąc do sklepu rtv agd raczej na pewno nam polecą -TV samsunga,
    lustrzankę nikona/sony itp. Szczególnie jak przychodzi
    całkowicie zielony laik i pyta co by Pan polecił do takiej kwoty i w
    takich calach itp.
    Na samsungach są większe prowizje, jest ich więcej na magazynie, szybko
    dane modele się starzej, więc trzeba “promocyjnie” je sprzedać.
    2) idąc do perfumerii, miła dziewczyna poleci nam perfum lub lakier do
    paznokcie AKURAT tej danej firmy na który rano od kierownika dostała największy
    plan np. BOSS są na małej marży to nie można ich sprzedawać na palety bo “lepiej” dla firmy jest sprzedawać i polecać inną markę
    3)w meblowych podobnie, jak ma dana sofa większy SPIV(czyli dodatek za sprzedaż danego modelu danego producenta) to przy pytaniu którą z tych 3 sof by Pan/Pani polecił/a wiadomo którą się poleci.
    4)w knajpach także kelnerzy mają czasami odgórny “prikaz”: Dzisiaj “najlepszy” jest schab, bo mamy go dużo i trzeba go wypchnąć, albo polecamy zupę dnia bo po weekendzie zostało dużo “dodatków”
    Oczywiście nie każdy w danym sklepie nam “poleci/wciśnie” to co kierownictwo wymaga, wystarczy być miłym i odrobinę świadomy po co przychodzimy.

    Są ludzie i ludziska. Ja też ogólnie ufam ludziom, ale jest to zaufanie z nutką świadomości i realizmu :]

    pozdrawiam

    • Wiem to z autopsji. Kolega pracował w “dużym sklepie rtv-agd” i każdy ze sprzedawców, zapytany jaka lodówkę czy pralkę poleca zawsze proponował sprzęt firmy która akurat miała jakiś konkurs dla pracowników.

  12. Mówi Pan o klientach. Z drugiej strony są też producenci, w tym przypadku browary które też robią wszystko żeby nabić klienta w przysłowiową butelkę. I to nie tylko chodzi o duże browary, ale też te rzemieślnicze. Czy wpuszczenie na rynek piwa, które jest najzwyczajniej w świecie zepsute nie jest oszustwem. Czy wypuszczenie piwa z ewidentną wadą nie jest oszustwem. A nóż się klient nie połapie, bo przecież kupił piwo z browaru rzemieślniczego a to może być zepsute. Ok, z jednej strony może to być wina transportu czy przechowywania ale jeśli browar wie, że piwo które wyprodukował jest zepsute nie powinien go wycofać, czy też najnormalniej w świecie ostrzec klienta, obniżyć cenę… Tak samo sytuacja wygląda sprawa z panem Heńkiem z bazaru, który przywozi zepsute mięso, warzywa i wmawia ludziom, że to świeżutkie. Kij ma dwa końce. Nie mówię o tym, że to norma ale takie sytuacje się zdarzają i pewnie każdy z nas miał jakąś podobną sytuację.

    • Nie każdy kwach na rynku to oszustwo, nie dajmy się zwariować. Więc odpowiedź na twoje pytanie brzmi “nie” o ile jest świadom popełnionej gafy i wycofuje wadliwe piwo z rynku. A przynajmniej dokłada wszelkich starań by to uczynić. Jeśli uważasz, ze każdy kwas to perfidia i wyrachowanie ze strony producenta to na co dzień musisz pijać tylko koncerniaki – wszelkie browary rzemieślnicze z którymi miałem styczność miały swoje wpadki (mniejsze lub większe) i odpowiadając twierdząco na twoje wychodzi, że nie tylko polskie rzemieślnicze browary ale i Kocour, Nomad, Brevnov, Brewdog, De Molen, Emelisse, Brewbaker to oszuści. No ale to są importy, je pijamy rzadko albo wcale, pojedyncze warki pojedynczych serii i gloryfikujemy. Artezana czy Pinty można spokojnie spróbować każdej kolejnej warki i wychodzi w porównaniu że tamte są fajne a nasze to oszuści, wyzyskiwacze i ogólnie mogiła.

  13. Słuchając tego odcinka mam wrażenie, że miejscami odrywasz się od rzeczywistości i szybujesz gdzieś ponad Wrocławiem. A może to właśnie o to chodzi, że patrzysz jednak jak ktoś z mniejszej miejscowości, gdzie każdy każdego zna i jak mu poleci zza lady coś niezbyt udanego, to się to tak po ludziach rozchodzi, że automatycznie klientela przestaje dopisywać. Znam to, bo w mojej miejscowości rodzinnej jest podobnie. Jak tam idę do knajpy, to wiem, że kelnerem jest syn ciotki szwagra gospodyni proboszcza i jakby chłopak polecał z menu stare schaby, to potem mógłby się w kościele ze wstydu spalić, bo jego matka na drugim końcu mieściny szybciej by się o tym dowiedziała niż klient by owe schaby przetrawił. We Wrocławiu niestety podchodzenie z rezerwą do pracowników sklepów i restauracji jest uzasadnione. Mogę pewnie założyć, że podobnie jest w innych większych miastach. Pracowałem w zbyt wielu takich instytucjach, żeby nie zauważyć jak to działa. Ktoś wspomniał o rtv agd – wypychanie rzeczy, które muszą zejść z magazynu, w mięsnym pani też najchętniej poleca tą kiełbaskę, która na dniach zacznie sinieć (ale w chwili sprzedaży wygląda smakowicie), o restauracjach również ktoś już pisał – to nie są plotki, znam to z doświadczenia. Kierownicy takich placówek nie myślą perspektywicznie, że jak klient jest zadowolony, to wróci. W dużych miastach występuje ogromna rotacja ludzi, szczególnie młodych, więc nie dba się o klienta.
    To, co najbardziej mnie “rozbawiło” w Twojej wypowiedzi, to “wjazd” na klienta, który nie myśli w ogóle i jak raz się sparzy na jakimś piwie, to przestaje je kupować. Zbrodnia! A przecież jakby kupował w dalszym ciągu, mimo że niedobre, to browar motywuje do pracowania nad jakością tego piwa i ono dzięki temu ma szansę być coraz lepsze. W końcu klient, to przedstawiciel Caritasu, który wykładając pieniądze na produkty browaru głaszcze go po główce i pociesza, że pewnego dnia to piwo będzie bez wad i warte swojej ceny. Nie. To nie klient ma zabiegać o poprawę jakości produktu uparcie kupując go raz po raz aż będzie mu smakował – to producent powinien walczyć o klienta. Konsument to nie grupa wsparcia.

  14. Panie Tomaszu, idź Pan na jakiś kurs ekonomii albo włącz logiczne myślenie bo się nie da słuchać Pana wypowiedzi. Co mnie obchodzi że browar jest nowy? Nie jest w stanie dać jakości i ceny to do widzenia. Zenek Bębenek ma to samo drożej niż Biedronka? To po co mam kupować u Zenka? Bo mieszka w tym samym mieście co ja? Litości. Mów o piwie a nie o rzeczach o których nie masz pojęcia.

    • Tak, dokładnie tak, bo mieszka w tym samym mieście.

      Twoje pieniądze zostają w twoim mieście a nie są transferowane gdzieś dalej. Dasz zarobić Zenkowi to Zenek za jakiś czas da tobie.

      Niemcy bardzo dobrze rozumieją te zależności. Przejedź się do Bawarii na jakąś małą wioskę to zobaczysz jak to funkcjonuje.

      Daję zarobić swoim, tym co mieszkają w moim mieście. Po co mam dawać zarabiać obcym? I jeszcze jakimś marketom? Przecież to skrajna głupota i zarzynanie swojego miasta.

        • Całkowicie zapomniałem, 20 km odemnie już w Wielkopolsce południowej, jest jeszcze gorzej. Tam żadna firma np. budowlana z mojego miasta nie ma najmniejszych szans żeby dostać zlecenie od prywatnego inwestora. Tam się tylko promuje swoich. 🙂 Obcych się nie dopuszcza, jak by ktoś dopuścił to byłby napietnowany.

          Niedawno jednak jakaś firma od nas wygrała tam przetarg, to ludzie na ulicy ich zaczepiali i pytali wprost. Kto tu was wpuścił? 😀

          😀 😀

      • Ja jestem dużym chłopcem i nie mam potrzeby działać w mikrokosmosie ograniczonym do jednej wioski. W życiu nie kieruję się też sympatiami plemiennymi. Chcę mleko to idę do Zenka. Chcę zrobić konkretne zakupy to jadę do Biedronki. Nie widzę żadnego mojego interesu w dotowaniu Zenka.

  15. Z zawiścią i tym , że lepsze jest obce obserwuję też u nas w Zawierciu . Mamy Browar na Jurze produkujący kilka świetnych piw ( min. Bursztynowe czy Czekoladowe ) , sprzedają je lane po 3,50 (!!) w knajpce przy Browarze , a mają problem z jednoczesnym laniem kilku bo nie zejdzie i się zepsuje . Ludzie dumni siedzą w mieście pijąc Heinekena bo zachodni i drogi , a wielu z nich nie zna lokalnych , bardzo smacznych piw . Piwo z Zawiercia ? I szyderczy uśmieszek .

  16. Tomku! Chcesz przeżyć w naszym kraju? Musisz założyć, że każdy chce Cię orżnąć!!. Bardzo smutne, ale prawdziwe. W zasadzie ukończyłem już budowę domu. 85% firm, to przynajmniej kłamcy, naciągacze, o kryminalistach i wyłudzeniu pieniędzi i materiałów nie wspomnę. Nawet własny sąsiad przy wspólnej budowie płotu nad stygnącym betonem poinformował mnie, że płot będzie inny niż umówiliśmy się. O rozliczeniu kosztów pracowników z jego firmy, którzy pomogli jednego dnia nie wpomnę. Wszędzie k… i złodziej, bo swiętość jest już tylko jedna: pieniądz.

Dodaj komentarz