A la Mort Subite, czyli podróż w czasie

0
193
A la Mort Subite

A la Mort Subite jest wymieniane we wszystkich książkach o piwie, zahaczających o Brukselę. To jest ikona, zwłaszcza od czasu gdy wprowadzono piwo pod marką Mort Subite. Podejrzewam, że również we wszystkich przewodnikach po stolicy Belgii poświęcono mu osobny fragment. Nie mogłem go więc ominąć. Lokal wygląda tak, jakby niewiele się zmienił od otwarcia w 1928r. Wchodząc czułem się trochę jak podróżnik w czasie. Nazwa lokalu Mort Subite, oznacza po polsku nagłą śmierć. Wbrew pozorom, nie ma to jakichś drastycznych konotacji, raczej powinno się kojarzyć z zasadą złotej bramki w piłce nożnej, czy właśnie nagłą śmiercią w hokeju. Chodzi o przyspieszone rozstrzygnięcie gry. W wypadku brukselskiego lokalu chodziło o grę w kości, w którą namiętnie grywali pracownicy okolicznych biur. Kiedy przerwa obiadowa zbliżała się do końca, rozgrywali oni ostatnią, szybką partię, ten który przegrywał, określany był mianem Mort Subite.

A la Mort Subite
Secesyjny wystrój i smętny Amerykanin po lewej.

Przyszliśmy w sobotni wieczór, jakimś cudem udało się znaleźć 2 wolne miejsca, dosiedliśmy się do jakichś ludzi. Lokal jest naprawdę mały, góra 100-120 m2, ale miejsc wygospodarowano tam sporo.  Tym, co było naprawdę wyjątkowe, oprócz wystroju, kojarzącego się z secesją i fin de siecle, była obsługa. Zwykle w lokalach, a już w Polsce szczególnie, spotyka się osoby dwudziestokilkuletnie, zwykle studentki lub studentów dorabiających na utrzymanie. Zawód kelnera czy barmana to nie jest zawód, który ktoś chciałby wykonywać, nie ma tam ludzi z powołaniem. Nie ma żadnego etosu kelnera. To jest zawód na przeczekanie, na dorobienie, konieczność po prostu. To sprawia, że nagminny jest brak umiejętności, brak znajomości zasad savoir vivre, brak znajomości trunków, kompletny brak wiedzy o piwie, zwłaszcza tym podawanym w danym lokalu. Pewnie większość z tego wynika z faktu, że występuje bardzo duża rotacja pracowników. Po prostu nie zdążą oni nabrać doświadczenia. Co prawda i w Moeder Lambic i w Delirium Cafe spotkałem młodą obsługę, a mimo to bardzo fachową, to jednak największe wrażenie wywarł na mnie kelner w A la Mort Subite. Starszy pan po 50-tce, z okularami zsuniętymi na koniec nosa, traktujący wszystkich klientów z równą atencją, nie wykonujący zbędnych ruchów, a jednocześnie sprawny i szybki. Po prostu wzorzec kelnera, niczym wzorzec metra z Sevres pod Paryżem.

Po lewej wzorzec kelnera 😉

Z racji niedosytu witbierów w Moeder Lambic, zdecydowałem się na piwo o dość intrygującej nazwie Mort Subite Lambic Blanche. Czyżby połączenie lambika i witbiera? Piana była średnioobfita, piwo zaś miało kolor matowego złota. W zapachu bardzo przyjemna brzoskwinia. W smaku brzoskwinia jeszcze bardziej wyraźna. Wytrawne, nawet wodniste. Zdecydowanie nie był to lambik, chyba rzeczywiście był to witbier. Nalane zaś było do szkła typowego dla gueze. Ten lambik z nazwy to chyba był taki chłyt.

Mort Subite Lambic Blanche

Drugim zamówionym piwem było Mort Subite Faro. Klarowne, o barwie ciemnego bursztynu, wpadającej w miedziany, zwieńczone drobną, choć niezbyt obfitą pianą. W zapachu sporo owoców, choć na pierwszym planie znów brzoskwinia. W smaku kwaśne, winne, wyraźnie czułem wiśnie. Tutaj już lipy nie było, rzeczywiście można było wyczuć nuty typowe dla spontanicznej fermentacji.

Mort Subite Faro

Generalnie wybór piw nie był szczególnie imponujący. Chyba 4 piwa pod marką Mort Subite (wspomniane wyżej dwa oraz Kriek i Pêche), oprócz tego z kranu było kilka belgijskich koncerniaków, Grimbergeny i Westmalle. Spróbowałem jeszcze Pêche. O ile w Blanche brzoskwinia była wyraźna, to tutaj była nachalna. W smaku było słodkie, wyraźnie brzoskwiniowe, przypominało napój jabłkowo-brzoskwiniowy z Tymbarku.

Fotka zrobiona przez smętnego, ale uczynnego Amerykanina ze zdjęcia powyżej.

Lokal, po prostu trzeba odwiedzić. To jest mniej więcej ten kaliber, co Schlenkerla w Bambergu, czy u Fleku w Pradze.

Dodaj komentarz