Zawiercie – marka parasolowa?

16
632

Browar na Jurze z Zawiercia do tej pory znany był ze świetnych piw w firmowej knajpie, a mianowicie w Karczmie u Stacha, takich z beczki w krakowskich pubach oraz z bardzo przeciętnych, by nie powiedzieć lurowatych wyrobów butelkowych. Tych pierwszych nie piłem, te drugie i owszem.  Sprzedawane najpierw pod marką Tiger, później z obawy przed problemami z prawami do nazwy wynikającymi z tego, że Tiger to bardzo znana marka piwa w Indiach, (przed laty nawet importowana do Polski), zmieniono ją na Tager. Oprócz tego rozlewano piwo pod marką Boner, co mimo, że odnosiło się, jak sądzę, do nazwiska polskiej gałęzi rodu Bonerów, to miało też to nieszczęście, że w angielskim slangu słowo boner oznacza wzwiedziony członek :D.  Kilka miesięcy temu na forum browar.biz pojawiła się informacja z prasy, że browar wystąpił do miasta Zawiercie z prośbą o udzielenie zgody na używanie nazwy Zawiercie jako marki piwa. By daleko nie szukać zechcieli pójść śladem Żywca, Warki czy Lwówka Śląskiego. Część radnych kręciła nosem, ale koniec końców, chyba zgodę uzyskali, bo pojawiły się 4 nowe piwa pod marką parasolową (to taka nowomowa marketingowa ;)) Zawiercie.  Przyjrzyjmy się zatem im bliżej.

Piwa oprócz wspólnej marki, łączy też jednolite opakowanie. Nie do końca dopracowane zresztą, ale o tym za chwilę. Mamy więc tańsze piwo  Jasne Pełne, oraz 3 droższe Miodowe, Bursztynowe i Czekoladowe. Od razu dodam, że nazwy Bursztynowe i Czekoladowe uważam za chybione, a dlaczego napiszę przy opisie tych piw. Co do wymyślania nazw/marek piw to istnieją dwie szkoły. Jedna, że budujemy jedną markę w różnych wariantach np. jasne, ciemne, mocne, pszeniczne itd. – tak robi choćby Ciechan, czy z wielkich Okocim. Albo też dla każdego piwa wymyślamy osobną markę, która ma być autonomiczna i niejako do kogo innego skierowana – tak robi np. Amber (Żywe, Grand, Koźlak), czy Kompania Piwowarska (Lech, Tyskie, Żubr). Zaletą podejścia parasolowego jest to, że jeżeli marka jest silna jak np. Okocim, to ktoś komu zasmakuje Okocim Premium Pils, może sięgnie po Okocim Pszeniczne. Problem polega jednak na tym, że miłośnik piw pszenicznych, niekoniecznie będzie tym samym człowiekiem, co amator piw mocnych (Okocim Mocne) i wtedy z efektu nici. Wadą jest zaś to, że ewentualna wpadka jednego wariantu, czy ściślej gatunku, może rzutować na całą markę. Ja skłaniam się chyba ku podejściu, antyparasolowemu. Sądzę, że należy podkreślać unikalność danego piwa. Inna sprawa, że te wszystkie warianty Zawiercia, na półce mogą się mylić. I się mylą.

Dochodzimy tu do opakowania,  na które ktoś miał pomysł, ale wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Na etykiecie mamy wspomnianą Karczmę u Stacha. Wszystko fajnie, niemieckie browary często na etach dają landszafty z zabudowaniami browaru. Niestety ktoś wpadł na pomysł, żeby rysunek w sepii dać na beżowym tle. Nie jest to szczególnie czytelne, ale powiedzmy, ze jest to jakaś koncepcja. Dolna połowa etykiety ma zaś różnicować poszczególne warianty Zawiercia. No i tu mamy mały dramat, bo nijak nie chce to pasować klimatem do górnej połówki. Wygląda to infantylnie i nieprofesjonalnie. Do tego wszystkiego mamy krzywo naklejoną krawatkę w zupełnie innym stylu, inną czcionką, inną kreską rysowany kufel z piwem. Całość wieńczy goły kapsel. Dość już jednak pastwienia się nad opakowaniem i koncepcją marketingową, przejdźmy do zawartości.

Zawiercie Jasne Pełne

11,5° Plato i 4,9% alkoholu objętościowo. Nie ma szału jeśli idzie o odfermentowanie, ale na szczęście nie ma też 5,8% alkoholu, a niektórzy i tyle potrafią wyciągnąć z takiego ekstraktu. Po przelaniu do kufla widzimy dość obfitą pianę, która niestety dość szybko się redukuje, ale za to ładnie oblepia szkło. Kolor jest złocisty i klarowny. Zapach jakiś jest, ale na pewno nie jest to zapach chmielu. Takie nic konkretnego, ale na szczęście żadnej wady nie wyczułem.  W smaku średnia goryczka, wyraźnie pozostająca, co nieco przeszkadza. Słodowość i pełnia średnia do niskiej.

Myślałem, że na polskie piwo <5% alk. i z zauważalną goryczką zareaguję euforią, ale do ekstazy daleko. Piłem wiele takich przeciętnych niemieckich czy czeskich, czy nawet polskich piw i nic. Można wypić, ale kompletnie nie zapada w pamięci.

Zawiercie Miodowe

Miodowe to już powoli punkt obowiązkowy w polskim małym browarze. Łatwiej chyba wymienić, kto miodowego piwa nie ma w swojej ofercie, niż na odwrót. Zwykle są to masakrycznie słodkie ulepki, z częstokroć syntetyczną nutą aromatyczną. Miodowe z Zawiercia na tym tle się wyróżnia, ale po kolei.

Ekstrakt to 13,1° Plato, zawartość alkoholu 5,6%. Piana jest bardzo skąpa, sycząca, bardzo szybko redukuje się do warstewki. Kolor jest złocisty, delikatnie opalizujący (co częste w piwach miodowych). W zapachu głównie aromaty ciasteczkowo-herbatnikowe. W smaku jest słodkie, ale bynajmniej nie nazbyt słodkie. Pojawia się ta biszkoptowa nuta, z zapachu, przy czym w smaku ten biszkopt jest nieco przypalony. To średnia goryczka daje o sobie znać. Aromat miodu jest subtelny, gdybym nie wiedział, ze mam go szukać, to pewnie bym go nie zauważył. Piwo jest treściwe, właśnie takie ciasteczkowe.

Po tym, jak Miodowe z Ciechana stało się nieznośnie słodkie, Orkiszowe Miodowe z Kormorana praktycznie idzie w jego ślady, Miodowe z Zawiercia wyłamuje się z tego schematu. Choć podejrzewam, że aby odniosło sukces na rynku jest zbyt słabo miodowe.

Zawiercie Bursztynowe


Parametry identyczne jak w Miodowym, a więc 13,1° Plato oraz 5,6% alk. Coś tak czułem, że idziemy w bittera, więc takie dobrałem szkło. Piana nie jest zbytnio obfita, co przy moich podejrzeniach sprawia, że jest wręcz klasycznie. Do tego pięknie oblepia szkło. Kolor, to ciemny bursztyn, a właściwie miedziano-herbaciany. W zapachu mamy przyjemne estry owocowe, oraz… chmiel. W smaku uderza potężna, jak na polskie warunki goryczka. Coś wspaniałego. Pierwsze polskie tak mocno chmielone piwo jak sięgam pamięcią.  Do tego przyjemne posmaki owocowe.

Najlepszy polski bitter, jakiego piłem. Konkretnie to ze względu na ekstrakt chyba już Extra Special Bitter. Powiem tak, Mastne Brackie jest bardzo dobre, ale Bursztynowe jest rewelacyjne. No właśnie dlaczego Bursztynowe? Dlaczego to piwo nie nazywa się Zawiercie Bitter, Zawiercie English Ale, Zawiercie Angielskie czy choćby Zawiercie Chmielowe. Przecież ktoś, kto sięga po piwo bursztynowe nie spodziewa się chmielowej bomby i odwrotnie miłośnik goryczki nie będzie patrzył w stronę nieco babskiego (jubiler, te sprawy ;)) Bursztynowego. Nazwa jest kompletnie nietrafiona. Głównym atrybutem tego piwa są mocna goryczka i górna fermentacja, nazwa nie odnosi się do tego w żaden sposób.

Zawiercie Czekoladowe

Parametry identyczne, jak dwóch poprzednich piw czyli 13,1° i 5,6%. Jak widać po szkle, tutaj nie wiedziałem czego oczekiwać, a należało pozostać przy nonicu (tak się nazywa ta angielska szklanka z poprzedniej fotki).  Piana po przelaniu jest średnioobfita, drobnopęcherzykowa, koloru beżowego. Pięknie oblepia szkło. Barwa jest ciemnobrunatna, niemal czarna, pod światło przejrzyste, brunatne. Wysycenie średnie, w kierunku niskiego, bardzo pasuje. W zapachu delikatne nuty kawy i czekolady. W smaku również bardzo smaczny czekoladowy początek. Jest wszystko co powinno być w dobrym… stoucie. Wyraźna goryczka, akcenty kawy i czekolady, kwaśność typowa dla stouta, ale też dla espresso czy gorzkiej czekolady. Długa pozostająca goryczka, w tym przypadku mi nie przeszkadza. Piwo wydaje się nieco wodniste, co również świetnie pasuje do charakterystyki dry stouta.

Obecnie najlepszy polski stout na rynku. Co prawda do Primator Stouta jeszcze mu brakuje, ale za to ma nuty czekoladowe, których czeski sąsiad nie posiada. I te same co przy Bursztynowym zastrzeżenia. Dlaczego to nie jest Zawiercie Stout? Przecież przeciętna miłośniczka Karmi, która skusi się na nazwę Czekoladowe wypluje to piwo z obrzydzeniem. Z kolei amator Guinnessa, w życiu nie sięgnie po piwo, które z nazwy kojarzy się ze słodkim aromatyzowanym napojem piwopodobnym.

Mamy więc jedno piwo przeciętne,  jedno dobre i i oryginalne, jedno bardzo dobre i jedno genialne. Jak na debiut – rewelacja. Pytanie jest tylko takie, czy piwa te odniosą taki sukces, żeby nie zniknęły z rynku? Z punktu widzenia marketingowego popełniono wiele błędów. Opakowanie też nie pasuje do tak wysokiej półki, na której, przynajmniej te dwa ostatnie piwa, stać powinny.

Ze swojej strony gorąco polecam Bursztynowe i Czekoladowe jako nielicznych, a do tego wyśmienitych reprezentantów wyspiarskiego piwowarstwa. Miodowe warto spróbować, bo to zupełnie inne spojrzenie na ten styl. Jasne Pełne spróbować można, ale niekoniecznie trzeba. Browarowi na Jurze gratuluję piw i życzę zmiany opakowań.

16 KOMENTARZE

  1. Zgadzam się z recenzjami (prócz jasnego, którego nie piłem jeszcze) – dodam tylko, że miodowe kojarzy mi się bardzo z miodowym opatem – podobne wrażenia zapachowe i smakowe, nienachalność miodu, znikoma słodycz (miód przefermentowany?). Pozdrawiam.

  2. z opisu miodowego Zawiercia (jeszcze nie piłem), wnoszę, że jest to coś w rodzaju medovego Opata (http://terazpiwo.blogspot.com/2010/08/opat-svetly-medovy-lezak-browar-broumov.html), czyli miód pozostaje raczej sugestią smaku niż dostarcza rzeczywistej słodyczy.

    Bursztynowe rzeczywiście dobre, choć ja zbyt często takich piw nie pijam.

    Być może nazwy nie trafione, ale przynajmniej uniknęli szkaradnego obcego nazewnictwa Corneliusa. mogliby poprawić te etykiety dodając pewne wskazówki dla konsumenta, np. do bursztynowego “piwo typu bitter” i problemu z miłośniczkami Karmi by nie było 🙂

    ciekawe, czy jakość tych piw się utrzyma, czy też browar pójdzie niechlubnym śladem innych małych browarów stopniowo pogarszających się (Żywe fuj!)

    • Miałem skojarzenie z Medovym Opatem, ale mam wrażenie, że tamten jest jednak bardziej wytrawny i jeszcze mniej miodowy.

      Co do nazwy i opisu stylu to owszem przydałaby się chociaż taka informacja na kontrze, ale dalej twierdzę, że to zbyt mało. Klient musi sięgnąć po to piwo na półce, a moim zdaniem z takimi nazwami ten, który powinien sięgnąć, ten nie sięgnie.

  3. Kurde. Racja z błędami w nazewnictwie. Kocham piwa górnej fermentacji. Wczoraj byłem w stolicy na zakupach piwnych i widziałem te piwa, ale nie wziąłem – po prostu nie wiedziałem, co to jest. Jak producenci tego trunku zatrudnią dobrego marketingowca, to ich przyszłość maluje się w jasnych barwach.

    • Pod warunkiem, że byłby to marketingowiec, który się zna na piwie. A takich w Polsce pewnie można policzyć na palcach. Wystarczy zobaczyć, co zrobili nie wątpię, że jacyś specjaliści z markami Corneliusa.

  4. Cornelius ma problem taki, że przegina w drugą stronę – wymyśla dla swoich piw jakieś dziwne koncepcje, np. Greener. Ale u nas każdy poszukuje własnego stylu. Dobry design to duża część sukcesu w przypadku Czarnkowa i Fortuny. Nic dziwnego, browary starają się wpaść na coś oryginalnego. Zawiercie raczej się przyjmie, bo polski miłośnik piwa ślini się na widok każdej nowości – więc raczej i tak “społeczność piwna” sprawdzi to piwo i najwyżej będzie miała miłą niespodziankę. A z biegiem czasu może poprawi niedociągnięcia.

  5. Mnie akurat Zawiercie Jasne Pełne smakowało. Wpływ na to miała przede wszystkim mocna goryczka. Na polskim rynku trudno jest znaleźć piwo jasne z goryczką tak wyrazistą, stąd też Browar na Jurze ma u mnie za to dużego plusa.

    Co do Bursztynowego i Miodowego to zgadzam się z Tobą całkowicie. Pierwsze rewelacyjne, drugie też niczego sobie, zwłaszcza że miodowość jest jakby lekko w tle, co mi akurat odpowiada.

  6. Pierwszym biterem o wspaniałym aromacie i goryczce był krakowski pierwowzór dla tego zawierciańskiego, czyli Smocza Głowa. Bywały różne warki, i lepsze i gorsze, ale SG jest niedoścignionym wzorem dla niego wzorem. Mimo, że namysłowski Irlander próbował go naśladować, też był niczego sobie.

    • To prawda Smoczej Głowie, również moim zdaniem jak na razie żadne polskie piwo nie dorównało, ani nawet nie zbliżyło się do jej poziomu. Zresztą będąc przez pół roku na praktykach w Anglii i pijąc wiele piw tego gatunku stwierdziłem, że za SG na prawdę nie mielibyśmy się czego wstydzić.

  7. Z tymi nazwami na prawdę jest nie tak, wczoraj byłem w sklepie specjalizującym się piwach, z założeniem kupienia stouta i jakiejś ciekawostki. Zawiercie sprzedawca wskazał jako nowość, ale zdecydowałem się na sprawdzonego Primatora Stouta i Kocura IPA. Nazwa czekoladowe mnie zniechęciła. Dzięki Twojej recenzji przy następnej zakupach nastawienie będzie inne: Cel Zawiercie Bursztynowe i Czekoladowe.

    ps. W moich skromnych doświadczeń wiem jak różnego szczebla “menedżment” ciężko jest przekonać że piwo powinno mieć nazwę zawierającą nazwę stylu w jakim zostało uwarzone. :/

  8. Nie związane z wpisem: usłyszałem ciekawą rewelację na temat Ambera Naturalnego; podobno są to niepasteryzowane Złote Lwy w konserwie. To prawda? Ma to piwo w ogóle coś wspólnego z Lwami?

Dodaj komentarz