Browar w dyskotece, czy to się może udać?

8
506

 

Wracając z półfinału Profesjonaliów w Wodzisławiu Śl., dzięki kreatywnemu podejściu PKP do układania rozkładu jazdy, okazało się, że mogę 3 h czekać albo na dworcu w Katowicach, albo we Wrocławiu. Z racji, że dworzec we Wrocławiu jest w remoncie, poza tym wiele nocnych godzin już na nim spędziłem ;), a wizyta choćby w Czeskim Raju odpadała, bo oczekiwanie przypadłoby na godziny 0:22-3:25 więc pomyślałem, że chyba lepiej spędzić ten czas w Katowicach i odwiedzić jeden z dwóch browarów restauracyjnych, które mieszczą się w tym mieście. Co prawda oba te browary są mocno związane z Wrocławiem właśnie, bo Bierhalle Katowice dostarcza piwo do restauracji Bierhalle we wrocławskim Rynku, gdzie znajduje się z kolei pierwszy w Polsce Minibrowar Spiż, którego właściciel otworzył filię czy raczej siostrzany browar w Katowicach. Ponieważ kluczowa była odległość od dworca kolejowego, więc wybór padł na oddalony od niego o  jakieś 400m minibrowar Spiż.

Wrocławski Spiż mimo tego, że jest najbliższym mi geograficznie browarem, nie ma u mnie jakiejś wspaniałej opinii. Doceniam pionierski charakter Spiża, ale uważam, że od dobrych kilku lat wychodzą tam z założenia, że po co się wysilać, skoro piwo i tak sprzedaje się na pniu. No ale nie o wrocławskim, a katowickim Spiżu będzie mowa. O ile we Wrocławiu mamy do czynienia z restauracją, pubem/piwiarnią i ogródkiem piwnym, to w Katowicach jest to dyskoteka czy może klub nocny. O ile mogę sobie wyobrazić browar restauracyjny, który w weekend organizuje dyskoteki, to w Spiżu poszli dalej. Lokal jest czynny od środy do soboty w godzinach od 20:00 do 4:00. Czyli miałem szczęście, bo byłem w środę po 21:00. Jak to w klubie, wjazd jest płatny (5 zł) i selekcja na bramce. Już zacząłem się zastanawiać czy w sandałach i z plecakiem w ogóle wejdę, no ale nie było przeciwwskazań. Zapłaciłem za wstęp i dostałem kartę, którą należy przy wejściu doładować pieniędzmi. Obrót w klubie jest bowiem bezgotówkowy. W sumie ciekawa koncepcja, skraca czas obsługi przy barze. Kiedy już zainwestowałem 5 zł i chciałem wejść okazało się, że jeszcze kontrola plecaka. Czułem, że lekko nie będzie, bo miałem tam butelki z piwem otrzymanym od pierona w Wodzisławiu. No i okazuje się, że oczywiście nie mogę wejść z tymi butelkami, ani z żadnymi innymi napojami, np. wodą mineralną, ani chipsami – jak uświadomiła mnie pani na bramce, której autorytet wzmacniał ogolony na zero ochroniarz. No dobrze, a czy mogę zostawić ten plecak w szatni? – zapytałem, bo w głębi zobaczyłem szatnię. Okazało się, że ponieważ szatnia jest za bramką, nie jest to możliwe. Widząc, że wiele nie wskóram, pomyślałem że wyjdę ukryję piwa gdzieś w zaroślach i wrócę do klubu już bez nich. Okazuje się, że jeśli chcę wyjść muszę zwrócić kartę (zgubienie karty kosztuje 10 zł). No ale jak wrócę, to muszę kupić nową kartę? – zapytałem. No tak – usłyszałem odpowiedź. Normalnie paragraf 22. 😀 Po negocjacjach z kierownikiem ustaliłem, że zostawię kartę na bramce, jak wrócę ją odbiorę, jak nie wrócę to ją oddadzą do kasy.

Po zabezpieczeniu butelek, powróciłem do klubu. Jeszcze jedna kontrola plecaka. Powiem szczerze, że gdybym chciał wnieść jakieś narkotyki, nóż czy coś w tym stylu, to taka kontrola na pewno by ich nie ujawniła. Wszedłem i moim oczom ukazała się sala niczym hol więziennego budynku. Pośrodku studnia z widokiem na poziom -1, zabezpieczona, jak to w zakładach karnych, ochronną siatką.

Więzienna architektura 😉

W lokalu panował zmrok rozświetlany światłami dyskotekowymi i rozbłyskami lampy stroboskopowej. Natężenie muzyki było duże, ale do przeżycia. Na parkiecie pusto. Skierowałem swoje kroki do baru. Zapytałem jakie mają piwa. Usłyszałem – ale lane, czy z butelki? Ręce opadają. Już sam pomysł sprzedawania obcego piwa butelkowego w browarze restauracyjnym uważam za chybiony, ale na wstępie proponowanie piwa butelkowego przez barmankę, to już jest patologia. Okazało się, że nie ma w ofercie Pszenicznego. Nie potrafię tego zrozumieć. Piwo w stylu Hefeweizen jest obecnie najlepiej sprzedającym się gatunkiem w browarach restauracyjnych. Co więcej we Wrocławiu i okolicach piwo pszeniczne przez laików określane jest jako takie jak ze Spiża. Ponadto młodzież bardzo dobrze zna już ten styl, a to oni są targetem tego lokalu. Co wobec tego jest w menu (na marginesie za menu robią 4 zalaminowane kartki)?  W karcie mamy: Jasne, Mocne, Miodowe i Karmelowe.

Jasne na tle siatki zabezpieczającej.

Jasne totalnie rozczarowuje. Bez goryczki, bez słodowości, wodniste. Jedyne co można zapisać na plus to ładna piana, która oblepia ścianki kufla.

Ciężki miałem dylemat, jakie piwo wziąć po Jasnym. Postanowiłem zapytać barmanki. Poleciła Miodowe lub Karmelowe. Zapytałem które, jest mniej słodkie. Z pełnym przekonaniem zapewniła mnie, że Karmelowe. Taki też był mój wybór.

Karmelowe

W międzyczasie ktoś chyba stwierdził, że zabawę czas zacząć, więc natężenie muzyki wzrosło o połowę. Chyba była to decyzja słuszna, bo na parkiet wyległo kilka osób. Niestety okazało się, że dzięki temu warunki do degustacji piwa jeszcze się pogorszyły. Wróćmy jednak do samego Karmelowego. Piwo było dość ciemne, ładnie mętne, pod światło przeświecające rubinowymi refleksami. Piana – ładna, trwała. W smaku uderzała potężna słodycz, która demonstrowała się przez smak toffi. Smakowało to trochę, jak piwo, czy może napój o smaku krówek. Coś bardzo podobnego sprzedaje browar Koreb pod nazwą Herbowe. Różnica zasadza się w wysyceniu, bo o ile piwo z browaru w Łasku jest praktycznie pozbawione CO2, to piwo, które miałem okazję spożywać było bardzo dobrze nasycone. Tylko dzięki temu i solidnemu schłodzeniu udało mi się wypić Karmelowe. Choć nie będzie to mój ulubiony produkt, to trzeba przyznać, że piwo oferuje to czego można oczekiwać po nazwie. Powiem więcej, jeśli ten efekt piwowar uzyskałby bez sztucznych dodatków, np. karmelu, ale z samych słodów specjalnych, to ma moje uznanie.

Ciemne.
Ciemne.

Ponieważ Miodowe miało być jeszcze słodsze, więc ostatnim piwem spożytym przeze mnie w Katowicach było Ciemne. Na szczęście nie było tak słodkie jak Karmelowe, bliżej było mu do Jasnego. Tzn. było nieco bezpłciowe, ani wyraźnie goryczkowe, ani treściwe. Po prostu taki sobie dunkel.

Podsumowując napiszę tak, browar odwiedziłem, ale wracał tam nie będę. Nie ma tam warunków, ani do spokojnego degustowania piwa, ani do biesiadowania w szerszym gronie. Co gorsza piwa, tam serwowane nie skłaniają swoim smakiem do poświęceń, np. do zakupu stoperów do uszu i degustowania piwa w rozbłyskach lampy stroboskopowej.

Na sam koniec jeszcze mała dygresja. W zeszłym roku na Jesiennych Spotkaniach Browarników we Wrocławiu miałem okazję usłyszeć dwie wypowiedzi Bogdana Spiża. Pierwsza dotyczyła tego, że nie mogą “oduczyć” klientów w Katowicach zamawiania piwa butelkowego, które spożywają oni zwykle przez słomkę wprost z butelki. Co więcej klienci wybierali piwo butelkowe mimo, że browar organizował promocje na własne piwo. Na moje pytanie, po co w ogóle wprowadzono piwo z browaru przemysłowego (KP) do sprzedaży w browarze restauracyjnym, usłyszałem, że klient tego wymagał. Drugą wypowiedzią, która mną doprawdy wstrząsneła, było stwierdzenie na temat wysokości wynagrodzenia piwowara. Otóż w swojej prezentacji na temat opłacalności zakładania nowych browarów restauracyjnych Ziemowit Fałat przedstawił wyliczenia kosztów wytworzenia 0,5L piwa w takim miejscu. Pensję piwowara przyjmując na poziomie 5 tysięcy złotych. Po zakończeniu prezentacji Bogdan Spiż stwierdził, że nieco się przestraszył tymi wyliczeniami, bowiem on takich pieniędzy piwowarowi nie płaci i nie zamierza płacić. Cóż gdybym był złośliwy, to napisałbym, że to widać i czuć. Chociaż wydaje mi się, że głównym problemem jednak jest zlokalizowanie browaru w dyskotece. Takie miejsce kocha kolorowe drinki, najlepiej na bazie napojów energetycznych, piwa aromatyzowane i te z dodatkiem tequilli. Po co więc płacić więcej piwowarowi, skoro jego kunsztu i tak nikt nie doceni. Wizytę w katowickim Spiżu rekomenduję więc jedynie najbardziej zdeterminowanym piwoszom, którzy za cel stawiają sobie np. spróbowanie piwa z każdego browaru w Polsce, czy odwiedzenie jak największej liczby browarów restauracyjnych.

8 KOMENTARZE

  1. Spiż w Katowicach to największa porażka BS-a, ale i na jego własne życzenie. Po pierwsze kupił ogromną halę, na której remont wydał mnóstwo kasy. Aby ją zapełnić zrobił tam dyskotekę. Na dyskoteki chodzi gówniarzeria, która pije Lecha, a nie jakieś dziwne piwo Spiż. Dodatkowo kretyńskie zwyczaje typu doładowywana karta czy obowiązkowa szatnia sprawiły, że normalny piwosz, który chce spotkać się ze znajomymi i pogadać popijając dobre piwo, nie ma tam czego szukać. Chodziłem tam od początku, potem z przykrością obserwowałem upadek minibrowaru na rzecz chamskiej dyskoteki.

    Czy Spiż w Katowicach jest do uratowania? Tak, jeśli oddzielą minibrowar od dyskoteki. Niech w starej drukarni dalej będzie imprezownia, ale pub z kadziami należy przenieść do mniejszego lokalu z normalną atmosferą. Mr. Spiż powinien przyznać się do błędu – pomysł na lokal w Katowicach okazal się kompletną porażką piwowarstwa!

    O ile się orientuję, w Tychach działa druga filia i jest tam znacznie “normalniej”, bliżej oryginału we Wrocku. Ale do Tych mam za daleko :/

  2. Na szczęście można czasem odwiedzić browar w spokojnej atmosferze giełdy birofilistycznej, albo napić się ich piwa w letnim ogródku w Parku Chorzowskim (WPKiW). Samo piwo – cóż, zwykle nic specjalnego, choć raz trafiłem naprawdę wybitne ciemne. Ogólnie nie przepadam za tym browarem – na miejscu nie ma on zbyt dobrej opinii (jako klub).

  3. Miałem okazję być tam tylko raz, na samym początku z tego co pamiętam. Piwa były ponad przeciętne, bo te we Wrocławiu były po prostu tragiczne. Raz chyba skosztowałem też w Tychach piw ze Spiża i na kolana również nie rzuciły. Uznałem, że na siłę nie będę się katował i kolejny raz odwiedzał.
    Pomysł z dyskoteką połączoną z mikrobrowarem już na początku wydawał mi się absurdalny, ale widać właściciel idzie w zaparte. W Krakowie CK Browar ma przynajmniej wydzielone strefy dyskoteki, pubu i restauracji.

  4. Spiż wrocławski kiedys serwowal wspaniale piwa, jednak to bylo bardzo dawno temu. Teraz jak pisales jest masowka i chyba nie chce im sie wysilac. Zreszta za taka kase jak widac placa piwowarowi nie bede juz oczekiwal nawet ze to co pije to piwo, albo po prostu juz tam nie bede nic pil.

  5. Raz popełniłem ten błąd i wydałem sporo kasy w Spiżu we Wrocku. Kupiłem piwko dla siebie i znajomych. Niestety już wieczorem okazało się że część piw jest kwaśne. Później jeszcze raz miałem okazję pić ich piwo. Tym razem nie było popsute ale nie było też warte swojej ceny.

  6. Spiżoteka nawet jak na dobrą “tancbudę” to tragedia. Co dopiero mówić o browarze lub restauracji. Autor niestety łyknął kit jak młody pelikan odwiedzając dwa najgorsze miejsca do degustowania piwa w Katowicach.

    • Będąc w obcym mieście zawsze wybiorę browar, w którym nie byłem, niż knajpę. Polecane przez Ciebie lokale w wątku o Bierhalle skomentuję tak:

      1) „Kredens” gdzie serwują pysznego, gęstego jak krew byka lanego stouta Murphy’s z obfitą pianą. Najbardziej uczciwe lane piwo w całych Katowicach śmiem twierdzić.

      2) „Dobra Karma” – różne rodzaje butelkowego Primatora, który ostatnio zdobył moje podniebienie pszenicznym oraz Exklusiv’em (istny misz-masz smakowy).

      Murphysa piłem kilkukrotnie, a piwa z Primatora z butelki mam we własnym sklepie, a z beczki mam we własnym mieście, o Wrocławiu nie wspominając. Primator to już żadna atrakcja. Na to, że ani browary restauracyjne, ani knajpy nic ciekawego nie mogą zaoferować w Katowicach, mogę tylko napisać, że Wam współczuję.

      • Trzeba jeszcze potrafić odróżnić prawdziwy browar od czegoś co go udaje. Te kolejki “koneserów” w dresach mówią same za siebie. To trochę jak wejść do McDonaldsa oczekując wykwintnej kolacji albo skierować się do osiedlowego sklepiku po butelkę Barbaresco. No, ale coż – widocznie zmysł wzroku, słuchu i powonienia zawiódł. Nie wspominając o dobrym smaku.
        W przypadku “Bierhalle” w Silesia City Center – niedawno do kompletu była jeszcze Paris Hilton.
        Iście pszeniczne połączenie z delikatną barwą różowego błyszczyka do ust.

        Nie wymieniłem nic niespotykanego. Niemniej to chyba najlepsze co może spotkać gościa w Kato. Większość knajp to niestety sikacze zmieszane z wodą, ale tak jest prawie w każdym mieście.

        Współczucie zbędne – dla mnie to nie powód do rozpaczy.

Dodaj komentarz