Bamberg bez lukru

0
483

Ta relacja/felieton ukazała się na browar.biz 27.11.2008r. Powstała na kanwie wizyty w Bambergu na początku listopada 2008r. Nie ma tu właściwie co poprawiać, bo nic się nie zdezaktualizowała. Mam nadzieję, że będzie to pierwsza z opublikowanych tu relacji z odwiedzin w ciekawych piwnie miejscach, głównie browarach.  Niestety akurat z tego wyjazdu nie mam jakichś ciekawych i dobrej jakości zdjęć, więc tym razem wyjątkowo sam tekst, następnym razem na pewno będą fotki. Zapraszam do lektury:

Na wyprawę do Bambergu udawałem się z rozbudzonymi, ba wręcz rozbuchanymi oczekiwaniami. 10 browarów w jednym mieście, z tego 2 raczej przemysłowe, a 8 pozostałych to manufaktury, browary restauracyjne. Mnogość stylów piwa w każdym browarze. Oby tylko czasu starczyło na spróbowanie tych wszystkich wspaniałych piw. Bamberg wiadomo – rauchbier, no i ungespundetes. Co to może być za styl ten odszpuntowaniec? Jak było w rzeczywistości? Kilka rzeczy mnie zaskoczyło, by nie powiedzieć, że zaszokowało.

Godziny otwarcia, czyli kombinatoryka

Już w domu postanowiłem opracować sobie wstępny plan wycieczki. Na wstępie odrzuciłem 2 browary przemysłowe czyli Kaiserdom i Maisel. Ten pierwszy dlatego, że nie znalazłem informacji o ich firmowym lokalu, ten drugi chciałem odwiedzić w postaci firmowej piwiarni, ale nie był on na początku mojej listy obowiązkowych punktów wycieczki. Pozostało 8 browarów i tylko 3 dni (sobota, niedziela i poniedziałek). Wynotowałem godziny otwarcia poszczególnych browarów. No i okazuje się, że dostałem niezłą łamigłówkę. Po pierwsze piwiarnie są czynne krótko, jak na polskie warunki. Standardem jest zamykanie o godzinie 23. i nie ważne czy właśnie jest weekend czy środek tygodnia. Za to otwarte są od samego rana, od 9, najpóźniej 11. No cóż trzeba się dostosować. Zaczynamy układankę. W sobotę musimy odrzucić browar Spezial, gdyż w tym dniu tygodnia jest czynny od 9 do 14 (sic!). Tak, w soboty ta piwiarnia jest czynna do 2 po południu. To był szok. Dobra zacznijmy inaczej, który browar musimy odwiedzić w sobotę, bo kiedy indziej się nie da. Wypada na Greifenklau, bo w niedzielę maja czynne od 10:30 do 14:00 (następni mądrzy). Jaki jest cel otwierać lokal od rana do wczesnego popołudnia? Przecież nawet nie zdąży się zjeść obiadu? Na śniadanie? W poniedziałki nieczynne. To akurat można zrozumieć. Podobnie w Ambräusianum – też odpadają poniedziałki. Koniec końców udało się odwiedzić wszystkie 8 browarów i nawet piwiarnię Maisel’a, choć tutaj akurat była inna niespodzianka.

Nie ma wyboru i co Pan nam zrobi

Wybierając się do Bambergu obawiałem się, że nie dam rady spróbować wszystkich piw, które chciałbym spróbować, bo ograniczać będzie mnie wydolność mojego organizmu. Postanowiłem z jednej strony nie przesadzać, żeby nie stracić kolejnego dnia, z powodu Katzenjammera, z drugiej strony nie miałem zamiaru się oszczędzać, w końcu odpocznę w pracy. Tymczasem spotkało mnie spore zaskoczenie. Zacznijmy od tego, że normalne jest, że w piwiarni przy browarze dostaniesz piwo z butelki. No chwila, butelkowe to sobie mogę kupić w markecie i spożyć w domu. Po drugie zapomnijmy o piwach niefiltrowanych, a właściwie o ungespundetes. Z tego co wyczytałem na forum browar.biz  to jeszcze kilka lat temu, ten styl piwa był lany w większości bamberskich piwiarni (i wydaje się, że jest tak nadal, ale jedynie w sezonie letnim). Tymczasem obecnie ein U możemy zamówić jedynie w Spezialu. Przyjrzyjmy się jak wygląda to w innych lokalach. W Fässli 7 piw w karcie, z czego 2 (Pils i Lager) z beczki, w porywach 3 (bo w sobotę odszpuntowują jeszcze Bambergatora); w Keesmannie 5 piw w karcie, z czego lane 3. Najbardziej jaskrawym przypadkiem jest jednak Mahrs Bräu, który w ofercie ma chyba z 6 czy 7 piw, a z beczki jedynie Hell. W słynnej Schlenkerli podobnie, lany jedynie najsłynniejszy Märzen, a pszenica i Urbock z butelki. A tam przecież nie mogą obawiać się o zejście. Tym co rekompensuje ten stan jest fakt, że w Bambergu określenie „piwo z beczki” jest bardzo dosłowne. W Mahrs Bräu czy Fässli piwa lane nalewane są z 10-cio czy 20-to litrowych beczek. Bez podawania sztucznego CO2, bez schładzarki, prosto z beczki – vom Fass. I to jest piękne. Mamy bowiem świadomość, że pijemy piwo prawie takie samo, jak przed stu czy dwustu laty pili mieszkańcy Bambergu w tych starych murach.

Cena Czyni Cuda lub Bamberg jest tani

To, co wprawia w osłupienie Polaka, to ceny w Bambergu. Czyż nie jest paradoksalna sytuacja, w której za piwo w niemieckim browarze restauracyjnym płacimy mniej niż w polskim? Najdroższe piwo jakie piliśmy kosztowało bodajże 2,9€, to jest nawet przy kursie 1€ = 4zł mniej niż 12zł. Zwykle za piwo płaciliśmy 2,2-2,3€, co daje ok. 8-9zł. Jak się to ma do cen w polskich browarach restauracyjnych, ba w polskich pubach. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że wyższe są w Niemczech koszty mediów i zwłaszcza robocizny, o znacznie większej sile nabywczej nie wspominając, to trudno wyjść ze zdziwienia. A jak wyglądałby ten stosunek cen, jeszcze pół roku temu, gdy euro kosztowało niewiele ponad 3 złote. Z drugiej strony jest to chyba dowód na sukces polskiej transformacji. Kto by pomyślał 20 lat temu, że będziemy jeździć do Niemiec tylko po to, żeby napić się piwa i że będzie nas na to stać. Wspomnę jeszcze, że piwa w markecie kosztowały zwykle około 0,7€, aczkolwiek był też Oettinger Weissbier za 0,39€, czyli jakieś 1,5zł. Dodam jeszcze, że oryginalny kufel Speziala, z pięknym wypukłym nadrukiem, kosztował mnie 3,5€.

Ostatni zawód: Maisel Bräu – finito

I najsmutniejsza sprawa. Walimy jak w dym do piwiarni Maisela, zwłaszcza, że prowadzi nas GPS. A tymczasem w ogródku stoją lampiony Fässli, z obleśnym krasnoludkiem. O co chodzi? W środku na czarnej tablicy również wypisane kredą nazwy piw z Fässli. Co ciekawe wybór piw lanych szerszy niż w głównej siedzibie (dodatkowo lana pszenica). Jesteśmy jedynymi klientami. Sympatyczny barman, na nasze zdziwione pytania odpowiada, że browar upadł jakieś 7 miesięcy temu. Kończy jednym słowem – finito. Natomiast lokal został wykupiony przez Fässlę. Przez ostatnie miesiące wyprzedawali w sklepach i jak sądzę knajpach zapasy nawarzonego piwa. W Bambergu nadal można spotkać wiele neonów Maisela. Z jednej strony ogromny żal i niedowierzanie, z drugiej trochę uspokojenie, że to co się u nas dzieje nie jest jakimś polskim ewenementem. Że to nie jest jakaś polska specyfika, jakieś fatum ciążące nad naszym krajem. Jedno co mnie martwi, to fakt, że w 2 sklepach znalazłem jedno, jedyne piwo z browaru Kaiserdom. Czyżby miał on podzielić los, swojego większego sąsiada (jak się okazuje nie jest tak źle, po prostu browar ten specjalizuje się w produkcji na eksport).

W Bambergu browary chodzą parami

Co by nie pisać Bamberg warto odwiedzić. W końcu niemal całe miasto jest wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Z drugiej strony na pewno piwa nie zabraknie. Browary w Bambergu chodzą parami. Z 8, które odwiedziliśmy jedynie Greifenklau i Klosterbräu występują samotnie. Pozostałe tworzą następujące pary Fässla i Spezial, Schlenkerla i Ambräusianum oraz Keesmann i Mahrs Bräu. We wszystkich wypadkach oddalone od siebie są o jakieś 10-20 metrów. To jest po prostu fenomenalne. Jeśli jeden jest akurat zamknięty, o co jak pisałem nietrudno, to drugi jest czynny. Jeśli w jednym piwo nie zaspokoiło naszych oczekiwań, idziemy do drugiego. Jeśli w jednym brak miejsc, to może spróbujemy w drugim.

Nicht rauchen

Na sam koniec dodam jeszcze o jednej przewadze i błogosławieństwie bamberskich, czy szerzej niemieckich piwiarni. A jest nim zakaz palenia. Nawet koledzy palacze bardziej zżymali się na trudności z zakupem papierosów (kiosków nie ma, a w automacie trzeba włożyć kartę identyfikującą wiek) niż na konieczność wyjścia do klimatycznej bramy lub do ogródka, gdzie jak np. w Fässli czy Mahrs Bräu ponad głowami palaczy zawieszono farelki, które mają ogrzewać ich podczas folgowania nałogowi. Efekt zakazu jest wieloraki – po pierwsze na pewno mniejszy Katzenjammer, po drugie ubrania nie śmierdzą jak po wyjściu z wędzarni, po trzecie po prostu jest przyjemniej.

Mam nadzieję, że nie zniechęciłem nikogo do odwiedzin tego wyjątkowego miejsca na Ziemi, gdzie tablice informujące o zabytkach i ciekawych miejscach obwieszczają, Oberfranken – Land der Brauereien, czyli Górna Frankonia – kraina browarów.

Dodaj komentarz