Pinta Miesiąca – I’m so horny – Coffee Lager

25
716

W zasadzie jedynym materiałem zarejestrowanym przeze mnie na Craft BeerWeek była degustacja Pinty Miesiąca Lutego, czyli I’m so horny. Stało się tak dlatego, że 10 minutowa degustacja przerodziła się w 20 minutowy wywiad i podobnie długą wizytę w Coffee Proficiency, które odpowiada za kawę, która znalazła się w I’m so horny.

A następnie udaliśmy się do Coffee Proficiency.

25 KOMENTARZE

  1. Wg. mnie w Kormoran Coffee Stoucie zmieniano kawę w kolejnych warkach (a może sposób jej wprowadzania do piwa).
    W pierwszych zauważyłem, że ta kawa nie jest taka bylejaka i wtedy chwaliłem to piwo właśnie za to (porównując do innych podobnych piw).
    Ostatnio jak piłem KCS w święta to niestety zajeżdżało taką starą zimną niskiej jakości lurą parzoną z grubo mielonych ziaren. Troche jak jakieś byle jakie ziarno parzone w zepsutym ekspresie i do tego odstałe na blacie…

    Dodam, że jestem kawoszem i mam do tych piw szczególne ciepłe podejście.

  2. Z tym chmielem wiezionym w walizkach to zgrywa prawda? Bo przecież nikt normalny nie będzie tachał waliz z chmielem w szyszkach ryzykując problemy z odprawą celną, nie mówiąc już że ekonomicznie jest to nieopłacalne no i chmiel może się zaparzyć. Nie lepiej zaczekać, aż przyjdzie granulat?

    • Też się właśnie zastanawiam, ale Ziemek nie wyglądał, jakby żartował. Cóż, jeśli tak, to raczej nie będą chmielić nowozelandzkim chmielem:P

    • To musi być żart…. przecież żaden celnik nie puści tego bez chociażby kontroli. W najlepszym wypadku zatrzymają do kontroli i trzeba będzie się z nimi użerać….. potrwa to nieskończoną ilość czasu. A przy przesiadce gdziekolwiek na bank nie polecą w dalszą drogę z pasażerami. Zostaną do kontroli i rozbebrane być może po tygodniu trafia do Polski. Istnieje tez możliwość, że podczas przesiadki wywołają właścicieli i wycofają bagaż, kontrola potrwa tyle, że samolot na który mieliby się przesiąść odleci bo nie będzie czekał…. Jeśli to nie jest żart to gratuluje bezmyślności. Jedyna opcja to wysłać to jako ładunek cargo z wcześniejszym zadeklarowaniem co to, skąd to i okazaniem zawczasu wszelkich dokumentów.

      • Niekoniecznie. Mogą to kupić na własne potrzeby – piwowarstwo domowe. Przewożenie chmielu raczej nie jest zabronione. Do USA np. nie wolno wwozić jedzenia, ale już piwo można, więc i z chmielem nie powinno być problemu.

        • Nie rozumiemy się. Ja wiem, że oni są całkowicie na legalu i z tym nie dyskutuję. Ale, uwierz mi Tomku, takie walizki wzbudzą ogromne podejrzenia wśród celników, a dodatkowo jeszcze przesiadka w Azji…. Ja wiem, że oni się wytłumaczą i każdy im uwierzy po zapoznaniu się z dokumentami itp, ale problemów mogą mieć olbrzymią ilość włącznie z wycofaniem ich z rejsu w celu wyjaśnień (a wtedy to już nowy bilet trzeba kupować bo przewoźnik za to nie odpowiada). Wszystko zapewne skończy się dobrze ale będzie wyjaśnień, problemów itp od groma.

        • Ja myślę, że koniec końców będzie tak, że jeden chmiel zbiorą własnymi rękoma, a drugi wysuszony i zgranulowany przywiozą. Nie ma IMO opcji, żeby przywieźli mokry chmiel.

        • Nie wiem czy akurat mokry chmiel jest na liście DGR, być może łapie się w jakąś kategorię dotyczącą organicznych substancji samozapalających (skoro takie ma właściwości – nie wiedziałem o tym, to ciekawostka) już nie pamiętam jak ta klasyfikacja wygląda. Nawet suchy w sześciu walizkach to podejrzana sprawa,. Nie sądzę, żeby ktoś to woził więc dla służb celnych oraz bezpieczeństwa będzie to dziwna sprawa i kontrola jest więcej niż prawdopodobna. Urządzenie do prześwietlania nie pokaże, że to chmiel tylko, że to materiał organiczny i już bagaż idzie na bok….. a sześć takich to już w ogóle dziwactwo 😉
          Jedyne co mogę doradzić, jeśli koniecznie taki transport chcą przedsięwziąć, to wcześniejsze powiadomienie wszystkich linii lotniczych którymi będą lecieć, przesłanie im dokumentów zawczasu. Oczywiście służby celne i bezpieczeństwa nie muszą się w ogóle tym sugerować, że przewoźnik wie i nawet wszystkich powiadomił. Jeśli uda im się przewieźć to bez żadnego problemu to będzie to cud jakich mało 😉

        • Nie ma szans na własne potrzeby w takich ilościach… Jedynie możliwe, że w tłoku przejdzie to niezauważone, ale wątpię gdyż z takich kierunków jest zmożona kontrola, a już na pewno w przypadku roślin. Towar zostanie zatrzymany, a całe postępowanie może trwać nie tydzień lecz parę miesięcy przy czym nie ma pewności czy w ogóle uda się go odzyskać. Jak już koniecznie ktoś chce w ten sposób to przewozić to przydała by się jakaś fakturka na bardzo niską wartość(poniżej 450 USD), zaświadczenie że jest to z plantacji i nie jest to okaz CITEZ (chroniony) oraz dokumentacja fitosanitarna i najlepiej w dużym porcie lotniczym takie jak Warszawka(z drugiej strony posiadają więcej możliwości do kontroli). Jeżeli jest na liście niebezpiecznych produktów ( w przypadku samozapłonu, których nie można wozić w samolocie) to już na starcie walizka nie poleci, a jak się uda to już w UE nie będzie miało znaczenia. Jednak mimo wszystko najlepsze rozwiązanie jest przesyłka Cargo z dokumentacją – do takich przesyłek jest kontrola fitosanitarna, ale cło możliwe stawka 0%, a VAT jak zwykle.

  3. Pytasz o to Ziemka, który jest wspólnikiem BA, które to BA z kolei “trzyma w garści” sporą część rynku min. chmielowego w Polsce?

  4. Miałem okazję pić to piwo w Dom Piwa w Poznaniu i jak dla mnie to to piwo jest beznadziejne. Lubię kawę, a kawa użyta do tego piwa do smacznych(moim zdaniem) nie należy. Do tego dochodzi fakt, że jest to czysty lager i było to czuć, a niestety nie przepadam za tym stylem. Osobiście nie polecam. Czekam na kolejne piwo miesiąca. Oby te było lepsze.

    • Dokładnie. Piłem kilka dni po premierze w Viva La Pinta.
      Jak dla mnie pomyłka. Kawa mi smakowała jak zepsuta kawa z niemytego od dawna ekspresu.

      • Cieszę się, że w dniu mojej wizyty w Poznaniu była premiera Geezer z Kingpin. W przeciwieństwie do piwa od Pinty Geezer wypadł świetnie. Przyjemny smak. Wyczuwalna laktoza, kawa oraz(co najważniejsze) lekki aromat whisky wymieszany z spalonymi przewodami i asfaltem czyli to co najbardziej uwielbiam w Smoky Joe.

      • Też tak właśnie z początku pomyślałem, jednak po ogrzaniu się piwa wada jeszcze silniej się uwydatniła. A miałem też porównanie z wersją nalewakową, której próbowałem jakiś czas temu i takich aromatów w niej sobie nie przypominam. Nie piszę tego ze złośliwości, ciekaw jestem czy ktoś inny też to wyczuł.

Dodaj komentarz