Warszawski Festiwal Piwa – początek

19
196

Zaczynam publikację relacji z Warszawskiego Festiwalu Piwa. Materiał nie jest jednorodny, bo czasem są to krótkie degustacje, a czasem całkiem długie wywiady, ale nie martwcie się będzie ciekawie. Oprócz tego pojawi się jeszcze duże podsumowanie nagrane na spokojnie po powrocie, więc przez najbliższe parę dni temat WFP będzie się przewijał, być może przeplatany czymś innym, żeby się nie znudziło.

Dla niecierpliwych – spis treści:
02:08 West Coast IPA – Widawa
05:32 Triple Hey Now – Pracownia Piwa
10:03 Jasny Dynks – SzałPiw
11:55 Tajemnice Króla – Dry Stout
14:35 Coffee Wołga – Artezan

19 KOMENTARZE

  1. Dla mnie totalną porażką festiwalu był fakt, że w sobotę wieczorem (a wtedy byłem) nie można było już kupić piwa w objętości 0,1l. Chyba Olimp dawał jeszcze 0,2l, ale reszta minimum 0,3l. Jesli ktoś przyszedł na festiwal, żeby degustować a nie się upijać, to było to zupełnie bez sensu…

    • W sobotę także nie można było kupić małych ilości tak żeby podegustować. 0,3l to zbyt dużo na degustacje, ja np chciałbym spróbować 12 – 15 piw i wypijając 15 x 0,3l byłbym narąbany. Moim zdaniem festiwal piwa nie powinien być nastawiony na zarobek, a na promowanie swoich produktów. Do degustacji w zupełności wystarczy 100ml i chętnie zapłacił bym za to nawet 3zł, aczkolwiek uważam że powinno kosztować max 2zł, bo to festiwal. Hop Sasa w sklepie kosztuje 7zł a na festiwalu była po 10zł, to jakaś pomyłka. Poza tym juz w sobotę nie można było kupić nigdzie kielicha TeKu, szkoda. Sam klimat festiwalu bardzo fajny, fajnie było spotkać na nim piwnego guru Tomka Kopyrę i “przybić piątkę” czy zrobić sobie zdjęcie.

      • 1. Nie na wszystkich stoiskach można było płacić kartą
        2. Nie było też żetonów (wtedy możnaby je zakupić płacąc kartą w większej ilośći a potem po prostu płacić za piwo bez problemów z wydawaniem reszty)
        3. Nie można było kupować porcji degustacyjnych z wyjątkiem browaru Ninkasi , choćby byłoby po minimum 4 i tylko do własnego szkła to byłoby to jak najbardziej w porządku , a tak parę browarów ominąłem żeby uniknąć przedawkowania alkoholu
        4. Ceny piw butelkowych wyższe niż w sklepach
        5. AlleBrowar ani Pinta nie pokazały niczego nowego

        In plus:
        1. Chmielarnia i Ursa Maoir zaoferowały przekąski w uczciwej cenie
        2. Zdobyłem Teku u Dr Brew
        3. Można było zrobić pamiątkowe zdjęcie z Tomaszem Kopyrą

      • Pomimo “wysokich” cen, wystawcy wyszli na 0 jeśli mieli szczęście, bo większość wtopiła.
        Jeszcze nie spotkałem się z festiwalem, na którym ceny byłby niższe lub równe w sklepie. Natomiast były niższe niż w multitapach. Co w przypadku gdy można spotkać twórców piwa i prawie cały półświatek piwowarski, to ceny są bardzo atrakcyjne.

  2. A ja się zawiodłem na stanowisku Widawy. Chciałem spróbować sobie jednego z piw. I do końca nie wiedziałem czy mam ochotę bardziej na Liberty czy Piranię więc poprosiłem obsługę by rozwiązała za mnie ten dylemat.
    No i natrafiłem na ścianę, próba wyciągnięcia jakichś informacji natrafiła na totalny brak zainteresowania. Ino dowiedziałem się że Liberty to Stout a Pirania to Pale Ale.
    Czytać to ja z tablicy jeszcze umiem.

    A co do samego festiwalu to brakowało mi właśnie w niedzielę próbek 0,1 L.

    • No ale myślałeś, że obsługuje Cię Wróżbita Maciej, czy liczyłeś na szybki podryw. No stary, jakbyś zapytał – które jest bardziej goryczkowe, to przecież by Ci bez problemu odpowiedziano, a jak może obsługa odpowiedzieć na pytanie, na co Ty masz ochotę?

      • Źle mnie zrozumieliście, ale bije się w klatę bo źle opisałem sytuację. Czasami warto czytać swoje komentarze przed wysłaniem 🙂

        Oczywiście, prosiłem o opisanie w/w piw bym mógł na tej podstawie dokonać wyboru.
        No ale może to wina mojego sposobu wyrażania się, przez co wynikają takie komplikacje.

  3. West Coast IPA z Widawy baaaardzo spoko, rzeczywiście wchodziło lekko jak APA, piękny aromat i fajna, nieprzesadzona goryczka. Coffee Wołga to dla mnie jedno z najlepszych piw na festiwalu. Ale zdecydowanym liderem jest Black Albert ze Struise. Piłeś? A, no i jeszcze Duke of Flanders zrobił robotę.

  4. Ogólnie pierwszy mój festiwal piwny byłem pod wrażeniem, co do uwag innych, że w sobotę nie można było brać objętości 0,1 to w piątek również był z tym problem, chyba tylko na stanowisku Artezana i jeszcze dwóch innych były takie, po za tym gorąco jak w piekle, alkohol człowieka mógł zwalić z nóg po 3-4 piwach, a jeszcze tyle do spróbowania,no i kolejki, kolejki i jescze raz kolejki. Zaskoczony byłem piwem preparat cudowny Russian imperial stout czułem tam po prostu wszystko ;] od goździków po jakieś zioła,była masa ciekawych piw ale akurat to najbardziej zapadło mi w pamięć ogólnie fajne wykłady no i piona z Tomkiem, za atrakcyjność bym postawił 4/5, natomiast organizacja 2/5

Dodaj komentarz