Czy w angielskich pubach serwują zlewki?

13
211

Czyli co to jest return tray.

Ta historia zaczęła się w Bristolu. Na sam koniec, przy nagrywaniu filmu z ostatnim piwem zacząłem narzekać na obsługę, która wg mnie marnowała mnóstwo piwa za wszelką cenę usiłując nalać je do samej krawędzi. Na co Tomek Rogaczewski z Pracowni Piwa, odpowiedział że nic się nie marnuje, bo zlewki wracają do beczki i są podawane następnym klientom. Uznałem, że Tomek najzwyczajniej w świecie robi sobie ze mnie jaja. Jak się okazało wcale nie. W artykule na ten temat w periodyku wydawanym przez edynburski oddział CAMRA w nr 59, na stronach 10-11 znajdują się dwa głosy – jeden przeciw, drugi za stosowaniem return tray. Skoro jest polemika, znaczy, że jest to faktem. Będąc w Żywcu postanowiłem zapytać o to Dona Jeffreya, piwowara w walijskim browarze Brains. Jak więc jest z tym procederem, prawda czy mit?

Najpierw zobaczcie moją reakcję na rewelacje Tomka Rogaczewskiego. Od 5:20. 😀

A teraz już film właściwy. Na sam koniec jeszcze słowo o tym, czego dowiedziałem się od Stana Hieronymusa w temacie nazewnictwa, wymowy i wymagań stylu, czyli Black IPA czy Cascadian Dark Ale, jak wymawiać Amarillo i Chinook?

Jakie jest Wasze zdanie w tej kwestii – tradycja czy higiena?

 

13 KOMENTARZE

  1. No jestem zaskoczony tą wymową Amarillo. Dla mnie, znającego, co nieco hiszpański, winno się mówić amarijo – znaczy to żółty. I jestem w 100% przekonany, że nazwa wzięta została z języka hiszpańskiego. No ale skoro tak, to hmm, kłócić się nie zamierzam. Może zatem warto tez rozważyć, by w polskim języku państwo Chile nie wymawiać ‘czile’ tylko ‘hile’.

  2. Mam znajomego ze Stanów, piwowara domowego zresztą, który wymawia właśnie ‘czajnuk’, uważając, że ta wersja jest poprawna 😉 Co więcej, jego brat uprawia w przydomowym ogródku właśnie tę odmianę i mimo że nie mieszkają w szczególnie chmielowej części USA, to aromat ich piw z dodatkiem chinooka urywa różne części ciała (taka dygresja). Zatem w tym dziwnym kraju nic nie jest pewne i oczywiste. Ja sam jednak od jakiegoś czasu używam wersji ‘szinuk’, podświadomie jakoś kojarząc ją z wspomnianym już Chicago, a później oglądając różne amerykańskie filmiki na youtube, itp wersja ta została potwierdzona – większość właśnie w ten sposób mówi. Zgadzam się także co do amarillo. Jeszcze jak poprawisz Tomku wymowę ‘simcoe’ i ‘willamette’, to będę zachwycony 😉

    • Miałem nic nie pisać, ale jednak napiszę … Jesteśmy w Polsce, władamy językiem polskim i chyba nic złego w tym, że niektóre słowa spolszczamy, albo czasem mylimy wymowę. Tym bardziej mnie to śmieszy, gdy często jeżeli ktoś z zagranicy przekręca imię i nazwisko nowo poznanego Polaka, to wówczas zawsze jest spoko i wyrażenie zrozumienia, że trudne i w ogóle nie ma się co przejmować, ale jeżeli już chodzi o język angielski i jego wymowę wśród Polaków, to tendencja jest do bycia jeszcze większym purystą, niż sami Anglosasi — i poprawianie każdego na każdym kroku jak jest i jak powinno być. Jak mam wątpliwości, to pytam native speakera (tak, słowo to odmienia się w języku polskim bez apostrofu). Wytłumaczcie mi dlaczego nie dotyczy się to np. języka niemieckiego ?? Przecież Tomasz nigdy nie wypowiedział dobrze nazwy piwa Köstritzer, a jakoś nie ma wrzawy i ciągłych pouczeń jak powinno być i w ogóle (Tomek, nie było moim celem zdemaskowanie Ciebie, to zwykły przykład 😉 ). Mnie osobiście to nie razi, bo celem języka jest komunikowanie się i rozumienia nawzajem, i od razu mamy taki przykład, źle wymawiany Köstritzer, ale wszyscy wiedzą o jakie piwo chodzi.

      • nie tylko “speaker” odmienia się bez apostrofu – teraz już nie przypomnę sobie, ale jest rozróżnienie na samo- i spółgłoski oraz bodajże dźwięczne i bezdźwięczne

  3. Ciekawy odcinek. Co do “jeszcze bardziej poprawnej” nazwy dla Cascadian Black Ale… Myślę, że to już zdecydowana przesada, nikt nigdy i przenigdy nie będzie w języku codziennym używał nazwy gatunkowej składającej się z 5 wyrazów (do tego zawierającej imię i nazwisko, których nikt nie kojarzy). Ok, mam szacunek dla wiedzy, prawdzie historycznej też należy oddać sprawiedliwość, ale jest granica, za którą purystyczne zapędy zmieniają się w parodię i nadmierną komplikację.

    Myślę, że Cascadian Black Ale to max tego, co zwykli ludzie jeszcze są w stanie przełknąć i szkoda tracić czasu na promowanie nazwy wymienionej w filmiku (nie przytoczę, bo nawet nie byłem w stanie jej zapamiętać).

    • Z tym, że lansowana jest nazwa CDA, a nie CBA. Co akurat w polskich warunkach nawet lepiej. 😉 Czyli lansujemy Cascadian Dark Ale.

      Oczywiście, że Greg Noonan’s Black Ale nie przejdzie, to była tylko taka dygresja ze strony Stana Hieronymusa.

  4. świetny vlog, akurat wróciłem ze swojej pierwszej wyprawy na Wyspy, więc kopyrowa opowieść idealnie uzupełniła moje doświadczenia i obserwacje

Dodaj komentarz