[ZERO IBU] [trochu kultury] jednolita cena ratunkiem dla książki?

112
168

Przypominam, że [ZERO IBU] oznacza, że nie będzie o piwie. Naprawdę. A o czym będzie? O książkach, stąd kategoria [trochu kultury]. Skąd mi się to wzięło? Po prostu, pomysł sztywnej ceny dla książki jest dla mnie tak księżycowy, że… nie mogłem milczeć. 😉

Tutaj artykuł, do którego się odnoszę, a tu link do listu otwartego PIK.

112 KOMENTARZE

  1. Sztywna cena, na cokolwiek co nie jest dofinansowane/fundowane czy w inny sposób sprzedawane „społecznie”, jest powrotem do PRLu.

  2. W tym akurat wypadku cieszę się, że ebook wg prawa polskiego nie jest książką, a usługą (mimo wyższego VATu), bo po hipotetycznym wprowadzeniu tych porąbanych uregulowań nadal będzie można liczyć na promocje na ebooki w pierwszym roku po ich premierze ;).

  3. Czołem Tomku
    Noszę się z zamiarem kupna ‚Kindla’ od pewnego czasu. Możesz zdradzić jaką masz wersję? Czy to ta z podświetlaniem czy też bez? I czy wiesz o co biega z tym ‚wyświetlaniem reklam’ o którym ciągle piszą w opisach?

    • Dorzuce od siebie: Mam w rodzinie kindla najnowszego, czyli paperwhite 2(z podświetleniem). Generalnie super. Reklamy z tego co wiem, są w wersjach tylko dla US, i Amazaon nie wysyła takich kindli za granice. M.in dlatego, że w Polsce się nie wyświetlają.
      Jakość obrazu super, podświetlenie takie, że człowiek nawet sobie nie zdaje sprawy, z tego, że jest, dopóki nie włączy się go na full. Zasób książek jest ogromny, albo na chomiku, albo są specjalne księgarnie które sprzedają ebooki, taniej niż te „wielozadaniowe”. Z formatami książek też nie ma problemu, bo wrzucam sobie do Calibra, i mam w jakim chce. Wkurzające trochę tylko jest, że trzeba co chwila strone przewijać, bo ekran jest oczywiście mniejszy niż strona książki. Konstrukcyjnie i softwarowo nie można nic zarzucić. Chociaż gdybym sam go sobie kupował, to wziąłbym jakiś tańszy model(nie koniecznie kindla), bo za 800zł to ja mogę na wakacje pojechać 🙂
      P.S Chmielenie stouta chmielem od weizena to kiepski pomysł :/ Złe nam dali w sklepie.

      • Reklamy na Kindle’ach w Polsce się wyświetlają – sporo czytników sprzedawanych (przez różne podmioty, te sprzedawane oficjalnie przez Amazon faktycznie reklam nie mają) w Polsce jest z dystrybucji amerykańskiej, bo jak wiadomo czytnik z reklamami jest w USA tańszy. Jednak, jako że w Polsce nie ma możliwości ściągnięcia reklam za opłatą, to Amazon za darmo ściąga je po uprzednim kontakcie z nimi na czacie. Zrobiłem to u siebie już na dwóch czytnikach :).

        PS.
        Chociaż i tak te reklamy wcale nie są upierdliwe i na upartego nawet spokojnie mogą zostać.

      • Wersje z reklamami są dystrybuowane w Polsce normalnie i wyświetlają reklamy, chociaż różnica w cenie niewielka, a ekran rzeczywiście jest mniejszy niż strona książki, ale można ustawić czcionkę mniejszą niż w mniejszości książek, więc mniej więcej się wyrównuje.
        @Marcin widać w filmie, że ma wersję z podświetleniem (inaczej ekran byłby ciemniejszy/bladszy), więc Paperwhite II (z tego co wiem zwykły Paperwhite nie był dystrybuowany w Polsce.

      • Przed świętami kupiłem kindle paperwhite, wcześniej przez 2 lata posiadałem touch, z obu jestem bardzo zadowolony, przesiadłem się jedynie ze względu na podświetlenie, którego brak zaczął mi przeszkadzać. Jeśli chodzi o cenę, to kindle jest jednym z najtańszych czytników i da się go kupić dużo taniej niż za 800 zł. Moim zdaniem to najlepszy czytnik pod względem jakość/cena.
        Jeśli masz kogoś w Niemczech, kto mógłby odebrać dla Ciebie i przesłać dalej do Polski, można kupić paperwhite 2 na amazon.de za 100 euro lub tańszy model, który ostatnio wszedł za 60 euro.

    • Kindle to świetna sprawa. Ciężko mi się wypowiadać o nowych wersjach bo sam mam Kindle 4 z przyciskami, ale… Sprawa wygląda tak, że po zmroku, tak jak z tradycyjną książką, bez oświetlenia nie poczytasz. Jeżeli chodzi o reklamy to wyświetlają się tylko na wygaszaczu (jak wyłączasz urządzenie) i w menu głównym podczas wyboru książki. Zupełnie nie przeszkadzają w czytaniu.

        • … bo ma wbudowane oświetlenie 😉

          Mój błąd bo wyraziłem się niejasno. Mówiłem oczywiście o mojej wersji bez podświetlania. Paperwhite 2 widziałem u znajomego, super wygląda.

      • Akurat do Kindla 4 można dokupić tanio etui z wbudowaną lampką LED, która zasilana jest z samego urządzenia. Ładowanie Kindle’a 4 jest szybkie i starcza na ok. miesiąc. Co do książek, ebooki wygrywają już nad papierową wersją (chociaż ja książki kolekcjonuję na półkach). Do małego urządzenia jakim jest kindle mogę zapakować ich kilkaset, plus dostaję na start od Amazona kilka dość drogich słowników. Potem małe urządzenie mogę np. wziąć na uczelnie czy w podróż. Są strony z darmowymi ebookami (legalne) np. Projekt Gutenberg (https://www.gutenberg.org/).

    • Pytanie kierowane do Tomka, ale jako użytkownik kindli pozwolę sobie odpowiedzieć. Mam w domu dwie wersje, tzw Kindle Clasic (czarna obudowa, brak podświetlenia, obsługa przyciskami) i Kindle Paperwhite (podświetlenie, dotykowy ekran).
      Mnie osobiście wygodniej korzysta się z wersji bez ekranu dotykowego. Z obu stron ma przyciski „w przód” i „w tył” co umożliwia obsługę zarówno prawą i lewą ręką oraz ułatwia czytanie przy poziomym ustawieniu ekranu.
      Paperwhite ma podświetlenie LED ekranu (dalej jest to e-ink) o regulowanym natężeniu, które sprawdza się bardzo dobrze. Ma też lepszy kontrast niż starsza wersja. Ja nie przepadam za obsługą dotykową (a nie ma w ogóle fizycznych przycisków), ale to kwestia gustu. Obie wersje są dobre i wybór zależy głównie od preferencji i tego, czy będziemy czytać w słabym świetle i potrzebne nam dodatkowe doświetlanie.
      Jeśli chodzi o reklamy, to są dostępne wersje czytników tzw. Special Offers, które są tańsze o ok. 1/4, ale w zamian za to wyświetlają reklamy.

    • Ja od kupna kindla nie wyobrażam sobie czytania wersji papierowych książek. Poza tym wrzucam wszystkie artykuły z neta na kindla i czytam wygodnie na czytniku. Najnowszy wcale nie jest Paperwhite II, ale Voyage. Na dzień dzisiejszy najlepszy moim zdaniem to Paperwhite II. Tu masz porównanie i ogólnie najlepszą stronę o czytnikach w Polsce.
      http://swiatczytnikow.pl/porownanie-wersji-kindle-touch-2014-paperwhite-voyage-i-classic/
      Ja mam kindle keyboard i na razie mi starcza, ale jak bym zmieniała to na Paperwhite II, czyli z podświetleniem.

    • Naprawdę nie ma innych miejsc na pytania o Kindla? Jest spore forum i strona z artykułami dotycząca każdego aspektu każdej wersji jaka była możliwa do kupienia. Sa artykuły porównujące wersje, porównujące kindla do innych czytników, nic tylko czytać i zdecydować co kupić. Po cholerę Tomkowi tym głowę zawracać?

  4. Pełne poparcie wszystkiego w zasadzie co powiedziałeś:
    1. Pomysł ten nikogo i niczego nie uratuje przed postępem,
    2. Żarcie sam już kupuję przez internet, elektronikę czy różne dobra intelektualne (muzyka/gry/książki/filmy) tym bardziej,
    3. Kindle FTW. Mogę nosić pół biblioteki w torbie podręcznej i czytać w każdej wolnej chwili, także w komunikacji miejskiej (do pracy dojeżdżam autobsem, uważam auto za bizantyjski wręcz wydatek, którego aktualnie nie potrzebuję). Do tego nie mam wiecznych wyrzutów sumienia, że niszczę książkę upychając ją w torbie, czy czytając przy jedzeniu.

    BTW: Po szybkim rzucie oka, na Deezerze są zarówno Strachy jak i Kult. Może czas przejść do konkurencji?

    Pozdrawiam 🙂

  5. Co do 10% taniej w księgarni stacjonarnej to zgadzam się, że to żart. Mam kartę stałego klienta na sieć Matras (całe 5% rabatu), bardziej opłaca mi się zamówić książkę w sklepie internetowym tej księgarni i odebrać ją osobiście bo tam mam od razu przynajmniej 15% taniej na każdej książce, do tego są jakieś okresowe promocje a za wysyłkę nie płacę.

  6. Bzdura totalna. Jak sam powiedziałeś ludzie nie będą specjalnie chodzić do małych księgarni. W internecie będą zamawiali, jak teraz. Czasem ważniejsza jest dostępność niż cena. 10% mniej nie wpłynie nijak na kupowanie w stacjonarnych księgarniach – w internecie również taka cena będzie. A co po tych 12 miesiącach od premiery? Wtedy będą dopiero obniżki cen. Kolejna sprawa, że na poziom czytelnictwa to nie wpłynie. Po co dawać 30 złotych na książkę, skoro można wydać 30 złotych na wódę?

  7. Skostniałym branżom jak księgarska albo fonograficzna (a w zasadzie cała branża rozrywkowa) ciężko jest przyjąć do wiadomości, że nastały nowe czasy szerokiego dostępu do dóbr kulturowych za grosze. Zawsze mi się marzyło coś takiego jak Spotify, teraz do szczęścia brakuje mi coś podobnego, tylko że z książkami – czekam więc na rozwój Legimi. Tym bardziej, że kompletnie nie rozumiem dlaczego ebooki są takie drogie. Cena nowości jest porównywalna z wersją drukowaną, a zdarza się nawet ze ebook jest droższy od papieru – a już są jakieś jaja!

    • Cena nowości jest porównywalna z wersją drukowaną, a zdarza się nawet ze ebook jest droższy od papieru – a już są jakieś jaja!

      Bo o czym zapomniałem powiedzieć na filmie, e-booki są obłożone wyższym VATem niż książki papierowe.

    • Wszystko rozbija się znowu o przestarzałe przepisy. Jeśli dobrze pamiętam podatek VAT na książki na nośnikach fizycznych(drukowane) wynosi zaledwie 5%, zaś na ebooki już 23% co jest diametralną różnicą.

      • I tak dalej nie rozumiem dlaczego tak jest i dlaczego tak trudno to zmienić… Pewnie odpowiedzią jest mentalność urzędasów i lobby środowiska drukarskiego i księgarskiego.

        • Zmienić to mogłoby się jedynie w tę stronę, że VAT na książki papierowe wzrósłby do 23% tak jak na ebooki. A blokuje to właśnie lobby drukarskie i księgarskie. Choć były jakieś dyskusje na ten temat w samej UE.

      • Vat na ebooki jest wyższy ponieważ ebook nie jest książką tylko „usługą elektroniczną” 😉
        ale to nie tylko to, koszty licencji na wydanie ebooka są znacznie wyższe niż na papier, ponieważ wydawcy zakładają, że na ebooku zarobią mniej (m.in. przez piractwo)i wliczają to w cenę

        • A wlasnie nieprawda, kserowanie podrecznikow samo w sobie nie jest piractwem. Masz prawo kserowac ksiazke na wlasny uzytek, maksymalnie 5% objetosci stron jednorazowo :P. Przynajmniej wieksza czesc licencji o tym mowi. Inna kwestia jest tendencja do publikowania ksiazek i publikacji wedlug licencji CC 3.0, czesc osob kompletnie przestala publikowac swoich ksiazek w wydawnictwach ze wzgledu na koszty i ceny takich ksiazek, najbardziej prominentny przklad to bojkot wydawnictwa Elsevier, czy tez zaczatki w kwesti Springer-Verlaga.

    • Ebooki na polskim rynku jak narazie są tak jakby dodatkiem do książek tradycyjnych, to jednak książki tradycyjne zarabiają w wydawnictwie (jednak co roku sprzedaż ebooków się zwiększa i prawdopodobnie rynek będzie się rozwijał). Dlaczego ebooki są drogie? Po pierwsze to ten nieszczęsny VAT, a po drugie to cały ogrom działań związanych z wydaniem książki/ebooka (korekta, tłumacz, redaktorzy merytoryczni, techniczni, graficy gatekeeperzy i wiele wiele innych osób, które odpowiadają za to by tekst odautorski stał się książką. Nie ma znaczenie czy to ebook czy książka tradycyjna takie same czynności są wykonywane w procesie powstawania tego dzieła, różni je jedynie to, że w efekcie końcowym ebooki zamieniane są na formaty np. MOBI czy PDF lub inne, a tradycyjna książka na PDF, a potem idzie do formy drukowej i jest drukowana. Więc koszty pracy wszystkich ludzi prepress, press, postpress, którzy pracują nad książką są prawie takie same, bo także obejmują honoraria poszczególnych specjalistów.
      Z kolei zagrożeniem i plagą dla ebooków jest piractwo. Od początków mediów: TV, radio, Internet było mówione o rychłym końcu książki drukowanej, jednak nadal jest i będzie, ponieważ to nie tylko jej namacalność tutaj decyduje, ale także jej wymiar metafizyczny. Podsumowując, nic nigdy nie jest czarne lub białe. Pozdrowienia!

  8. Hej Tomku.
    Podoba mi się Twój racjonalny tok myślenia. Zgadzam się z większością.

    Co do płyt to może dorzucę ciekawostkę od siebie. Subkultura hip-hopowa stworzyła pewien rodzaj zaangażowania fanów w kulture, które przejawia się w kupowaniu i kolekcjonowaniu płyt CD. Raperzy sprzedają rocznie więcej płyt niż ktokolwiek. Myślę, że rap ma około 70% udziału w polskim biznesie płytowym. A poza rapem? Tak – masz rację. Płyty umrą.

  9. To jest typowe, socjalistyczne prawo. A socjalizm to ustrój, który bohatersko walczy z problemami niewystępującymi w innych ustrojach (w domyśle – kapitalizm i wolny rynek).

  10. Stacjonarne sklepy z elektroniką już dawno stały się salonami wystawowymi, w których można obejrzeć towar przed zakupem taniej w internecie. Z książkami jest gorzej bo kupuje sie treść, więc nie ma nawet po co oglądać (pomijając szczególne przypadki czy też książki na prezent). Ja dzięki ebook-om przeczytałem w ostatnich znacznie więcej książek niż papierowych. wyjątkiem sa książki typu podręcznik, techniczne, które na czytniku czy komórce słabo sie czyta, ale na kompie jak najbardziej.

  11. Zgadzam się, że od cyfryzacji książek i muzyki nie ma już odwrotu, ale nie widzę w tym zjawisku samych pozytywów. Cyfrowe książki niedługo nie będą sprzedawane na tomy (300-600 stron) tylko na tomiki, a raczej rozdziały. Koniec końców pomimo zerowych kosztów dystrybucji za książki będzie trzeba płacić więcej (jeśli nie lubimy kraść).
    Co do muzyki to dostępność plików w odpowiedniej jakości (FLAC) jest słaba. Niby ostatnimi czasy jakość nagrań CD też kuleje ale mimo wszystko i tak płytka jest lepszym wyborem od mp3.
    Generalnie w całej tej cyfryzacji najśmieszniejsze jest, że najwięcej korzyści mają z niej piraci; Ci którzy kupują legalnie mają problemy z dostępnością (muzyka), sprzedażą na wyłączność przez określoną usługę (muzyka, książki) albo problemy z użytkowaniem (gry, które jak net padnie to nawet w singla nie pograsz).
    Btw, papierosów to chyba nie można sprzedawać ani drożej ani taniej niż podaje cena na opakowaniu.

      • Nie napisałem, że wszystkie gry sprawiają problemy, brak możliwości zagrania w singla to tylko przykład. Sporo było przypadków, że zabezpieczenie DRM w grze albo uniemożliwiało grę na niektórych konfiguracjach sprzętowych/systemowych albo powodowało błędy; a pirat czytał potem na forach, że gra XXX co chwilę wywala do pulpitu i się śmiał, bo u niego wszystko śmigało cacy.
        Co do Steam – fajna usługa ale też ma swoje ciemne strony. Co się stanie z grami, jeśli z jakiegoś powodu zbanują ci konto? Kiedyś było prościej, kupowałeś płytkę z grą i nikt ci już jej zdalnie nie mógł usunąć z konta. Najgorsze co się mogło stać to zamknięcie serwerów do gry wieloosobowej.

        • Nie, ja się generalnie zgadzam z tym, że wszelkie „antypirackie” udogodnienia uderzają przede wszystkim w uczciwych. Chodziło mi tylko o uściślenie.

  12. Co zrobić? Taki już nasz kochany kraj. Wszędzie jak nie głupie pomysły to złodzieje strajkujący. Po wyczynach górników, lekarzy oraz 13 dla urzędników już nic mnie nie zdziwi.
    Oszust nad oszustem a wszystko to jedna rodzinka.

  13. Płyty CD nie mają racji bytu. Lol? Owszem, może z jakimś badziewiem mainstreamowym i wyżej wspominanymi podstarzałymi rockmenami. Dla niszowych gatunków i kolekcjonerów płyta CD nie przestanie istnieć. Wydanie płyty CD jest tańsze niż czarnej płyty. Z resztą winyle to też kolekcjonerstwo i nigdy nie wejdą do mainstreamu. Tym wielkonakładowym artystom faktycznie, nie pozostanie nic innego jak sprzedaż wysoko skompresowanej muzyki w postaci plików, swoją droga ich muzyka poprzez „loudness wars” już do tego zmierza by dobrze brzmiała na głośnikach smartfonu. Kto ceni sobie jakość dźwięku słuchanej na dobrej klasy sprzęcie audio nie zrezygnuje z nośnika fizycznego również dla możliwości obcowania ze sztuką jaka jest często oferowana we wkładkach czy książeczkach. Wraz z muzyką tworzy to jedną całość składającą się na to co chciał przekazać artysta.
    Co do czytników jakoś mnie nie przekonują. Większość książek które czytam i kolekcjonuję to wszelkiej maści wielkoformatowe albumy z ilustracjami. Żaden czytnik nie jest mi w stanie tego zaoferować. Tu podobnie jest jak z muzyką na nośnikach fizycznych – kto ceni sobie tworzenie jakiś biblioteczek tematycznych i kolekcji ten od papieru nie odejdzie.
    Znikną jedynie te małe księgarnie, w których nigdy nic ma i których właściciele jęczą najbardziej. To zniknie, a nie płyta cd i papierowa – te będą jeszcze bardzo długo funkcjonować.

    • Wiesz album, jest dość specyficznym rodzajem książki. Choć i tu sądzę, że będzie trochę lipa oglądać papierowy album, gdzie zdjęcie na dwóch stronach jest przedzielone łączeniem, a to samo dzieło sztuki oglądać na 40 czy dużo więcej calowym odbiorniku w jakości, jakiej żadna drukarnia nie zapewni. Ze zbliżeniami, itd.

      Co do CD to mają jeszcze jedną wadę są łatwe do uszkodzenia. Ja oczywiście wiem, że audiofile, w bawełnianych rękawiczkach i śluza przeciwpyłkowa, ale kilka płyt które woziłem w samochodzie ma już spore problemy z odtwarzaniem. No ale przecież CD nie wymyślono do samochodu.

      • Bez przesady z rękawiczkami. Wystarczy trochę ostrożności w wyciąganiu płyty, sam w w swej kolekcji trochę płyt z przed 20-30 lat, które pewnie przeszły przez ręce innych ludzi i nie powiem by któraś z nich miała jakieś rysy czy trzaski.

        Odnośnie tych ekranów – owszem jest to jakieś rozwiązanie, ale mocno stacjonarne, nie zamontuję sobie przecież ekranu w ogrodzie czy nad głową w łóżku 🙂 W dodatku po pracy w studio przed komputerem większość dnia, patrzenie dla relaksu w kolejny ekran jest już trochę męczące.

        Jeśli chodzi o kulturę masową to nie będzie jakiejś uniformizacji nośnika, nadal będą wydawane one w formie nisko lub wysoko nakładowej i wszelkie tematy niszowe zachowają swoja odrębność, natomiast już ten konfekcyjny mainstream muzyczny czy makulaturo-książka „przeczytaj i zapomnij” faktycznie może przejść do łatwego i dostępnego na żądanie formatu cyfrowego.
        Podobnie wieszczą prasie, póki nie widzę by znikała z regałów, na dodatek jest jej coraz więcej i nie wnikam w treść jaką niosą, a powierzchnie jaka zajmują w salonach czy księgarniach. Podobno mapy papierowe też miały odejść do lamusa, a mimo to wielu zawodowych kierowców wciąż na nich polega a nie na urządzeniach które potrafią być złośliwe i które kiedyś mogą przestać działać… Z tego powodu akademicy wciąż drukują swe wewnętrzne periodyki badawcze i będą to robić, bo dobrze wiedzą że kiedyś archiwa cyfrowe może trafić szlag i wówczas co będzie? Cały dorobek badaczy może zostać staracony. Wystarczy, że słoneczko mocniej kichnie i skończy żywot wiele urządzeń i danych na nich zgromadzonych. Jak mówi stare powiedzenie – nie warto wkładać wszystkich jajek do jednego koszyka.

        Swego czasu futuryści u progu XX wieku też wieszczyli upadek malarstwa i obrazu. Cóż dzieła dalej powstają i zachowują swój elitarny charakter, to jedynie obraz cyfrowy stał się bardziej popularny, zaś „artystą” może zostać każdy 😉

        • Wszystko co cenniejsze to trzeba robić backup czy to w wersji cyfrowej czy fizycznej. Tak że argument w tej gestii odnośnie wyższości papieru nad wersją cyfrową uważam za chybiony. BTW istnieją takie centra zapasowe które są odporne na wszelkie możliwe katastrofy – np. Internet: co się tam raz pojawi zostaje na zawsze 😉

        • (…)jakieś rysy czy trzaski

          Nagrania cyfrowe nie mają „trzasków”, mogą co najwyżej „przeskakiwać” przez jakiś obszar danych danych których nie mogą odczytać, ale do tego to już płyta musi być w stanie agonalnym… Czytniki płyt CD odczytują zawartość z dużym wyprzedzeniem względem odtwarzania żeby mieć czas na wolniejszy i bardziej precyzyjny odczyt miejsc porysowanych po za tym tak naprawdę nie cała płyta CD to muzyka – część miejsca zajmują dane naprawcze które (sumy CRC) które umożliwiają „naprawianie” danych w locie podczas odczytu.

          Odnośnie tych ekranów – owszem jest to jakieś rozwiązanie, ale mocno stacjonarne, nie zamontuję sobie przecież ekranu w ogrodzie czy nad głową w łóżku

          Poczekaj aż stanieje kolorowy e-ink (Triton e-ink) 🙂
          A tak na serio – wolałbym plik w dużej rozdzielczości i za paręnaście (do parudziesięciu) złotych wydrukować to sobie w jakim chce formacie w drukarni internetowej. I takie coś sobie mogę powiesić gdzie chce i w jakiej chce wielkości. Albo wydrukować na koszulce albo na kubku jak mam ochotę.

          Jeśli chodzi o kulturę masową to nie będzie jakiejś uniformizacji nośnika, nadal będą wydawane one w formie nisko lub wysoko nakładowej(…)

          De facto uniformizacja już nastąpiła, każda publikacja naukowa, każdy drogocenny kawałek kultury utworzony w naszych czasach jest gdzieś na nośniku cyfrowym (no może nie licząc malarstwa, rzeźbiarstwa czy fotografii analogowej).
          Publikacji nie pisze się już na maszynach do pisania, żeby coś zostało wydrukowane musi być najpierw napisane na komputerze czyli jest tworzone i przechowywane na nośniku cyfrowym jeszcze zanim zostanie wydrukowane.
          Wszystkie wydawnictwa, ale tez wydaje mi się że wszystkie placówki naukowe mają kopie tego co publikują w formacie cyfrowym.
          A co do trwałości tych danych – prawdopodobieństwo że dane przechowywane w chmurze serwerów rozsianych po całym świecie jest na pewno wielokrotnie niższe niż to że te drogocenne dobra kultury zostaną zniszczone w wyniku pożaru czy powodzi będąc przechowywane na papierze.
          Po za tym większość „drogocennych” dóbr kultury czyli na przykład badania naukowe, to tylko w niewielkiej części tekst pisany. Zdecydowanie więcej miejsca zajmują przeróżne dane w formach typowo cyfrowych np. zapisy z urządzeń, zdjęcia, nagrania dźwięku.
          Spróbuj takie coś przenieść na papier – niektórych nie dasz rady, a pozostałe stracą na jakości po latach.
          Aktualnie najbezpieczniejszą metodą przechowywania danych jest wykupienie miejsca w kilku datacentrach na całym świecie i przechowywanie tego w chmurze wielokrotnie skopiowane. Zniszczenie jednego miejsca przechowywania, czy nawet większości miejsc, nie spowoduje wtedy zniknięcia danych.
          Nie rozumiem tego demonizowania cyfrowej formy przechowywania danych. Po za tym co to znaczy „cyfrowa forma”? Jak trzymasz coś na dysku twardym do jest to układ materiału ferromagnetycznego na talerzu dysku, jak nagrasz na CD to jest to układ dołków na warstwie plastiku, to są jak najbardziej *fizyczne* nośniki, tylko dane są „cyfrowe”.
          Czytając taki wywód jak powyżej mam wrażenie że autor ma poczucie że jak coś jest na komputerze to znaczy że wisi w próżni i jest zbudowane z eteru który po byle dmuchnięciu znika… Owszem może nastąpić awaria, może być błąd ludzki, z tym się należy liczyć. Ale sposób na uniknięcie tego jest identyczny jak przy formie papierowej – powielić dane na wiele fizycznych nośników. W dzisiejszych czasach nie jest to nawet drogie, każda chmura typu google drive czy inne składają się nie z jednego wielkiego twardego dysku ale z setek tysięcy (na serio) osobnych komputerów i milionach pojedynczych twardych dysków rozsianych po całym globie. Te dyski są cyklicznie wymieniane na nowe a dane w kółko przepisywane z jednego miejsca w drugie.
          Przechowując nawet jedno zdjęcie w chmurze, jakbyś się uparł i udało by ci się dowiedzieć w ilu jest ono kopiach i w ilu miejscach na świecie, pewnie byś się mocno zdziwił.

          W ogóle, tak już w bardziej przyziemnym kontekście, polecam przechowywanie danych na chmurach typu google drive czy dropbox. Dyski twarde komputerów mają średnią żywotność rzędu kilku lat (mówię z doświadczenia). Przechowywanie np. kolekcji zdjęć swojego dziecka na dysku twardym a nawet kopiowanie tego na pendrive w ramach „backupu” kończy się zazwyczaj utratą tych najstarszych (i często najważniejszych) zdjęć. Pendrivy mają tragicznie krótką żywotność. Ja wszystkie zdjęcia trzymam w chmurze.

      • A’propos płyty CD i samochodu. Wyczytałem w jednym z serwisów motoryzacyjnych, że nowa Fabia ma nie mieć odtwarzacza CD nawet za dopłatą. A papierowej książki i płyty będzie mi szkoda. Tak na prawdę z tymi wszelkimi nośnikami to chodzi tylko o kasę. Zmiana nośników powoduje, że kolejny raz kupujesz tą samą muzę kolejny raz (jeśli wolisz starszą nutę). I tak mogłeś kupiś Stone’sów już 4 razy: winyl, kaseta, CD i mp3.

  14. Moim zdaniem takie zejście z ceny (te 10%) nie przyniesie żadnego efektu. Trzeba się liczyć z tym iż przeważnie jeżeli chce się dobrą książkę (jak już Tomek powiedział)trzeba będzie przedzwonić parę księgarni by dowiedzieć się która aktualnie ją posiada i wtedy dopiero po nią jechać i to już wiąże się z kosztami. Nie ważne czy to autobus, taxi czy własne auto. Tak że walka ze sklepami internetowymi to walka z wiatrakami. Ale moim zdaniem książki papierowe całkowicie nie wyginą, ja sam kolekcjonuję biblioteczkę papierówek 🙂 Jakoś czytnik do mnie osobiście nie przemawia. 🙂

      • Mam nadzieję, że książka papierowa nie zdechnie… nie wyobrażam sobie jakby moja kolekcja była tylko plikami w komputerze…. A argument, że książka papierowa jest ciężka i nieporęczna jest moim zdaniem nietrafiony. Tak samo jedzenie jest nieporęczne i niepraktyczne, można się pobrudzić podczas posiłku albo udławić, zajmuje miejsce w domu, trzeba potem zmywać… przecież łatwiej by było podłączać się do kroplówki 😉 A jednak jemy bo proces jedzenia jest przyjemnym rytuałem dostarczającym nie tylko potrzebnych do życia mikroelementów czy witamin ale także smaków, przyjemności zapachowych itp. Tak samo czytanie papierowych książek jest przyjemnością samą w sobie już nawet pomijając to co się czyta. Dlaczego ludzie wolą pojechać np. do Rzymu zobaczyć to miasto, poczuć je, dotknąć… przecież można wszystko zobaczyć przez internet niby to samo a jednak nie to samo. Takie zamykanie się w cyfrowym świecie jest żałosne. Wszystko jest dla ludzi ale zachowajmy proporcje.

      • Moja biblioteczka na 1\6 ściany też się już zapełnia, ale zawsze robię tak, że sprzedaje książki do których wiem że nie wrócę i robi się miejsce na następne arcydzieła 🙂 Na pewno sam kiedyś zacznę korzystać z takiego kindla, ale jak na razie nie mam takiej potrzeby. Na FB należę do paru grup gdzie się wymieniają książkami\sprzedają\oddają i jest ludzi masa, tak że już nie raz udało mi się kupić książki w bardzo dobrym stanie i okazyjnej cenie :)No ale jak się nie ma gdzie już pchać tych książek to taki kindle jak najbardziej na miejscu. Nie wiem jak tam ze światłem, ale jak czytałem kiedyś książkę na monitorze to oczy się bardzo męczyły i jakby głowa zaczęła po czasie boleć.

  15. Fakt, Empik przestał być księgarnią i jest wielkim śmietnikiem wszystkiego. Ciekawe jest to, że Sklep stacjonarny i internetowy to jakby dwie osobne firmy. Kupując przez internet i odbierając ten zakup w sklepie stacjonarnym (lub wysyłkowo + 5 pln) jest trochę taniej niż biorąc książkę bezpośrednio z regału sklepowego.
    Natomiast cena w Empiku jest i tak o wiele wyższa niż np. na Allegro czyli w innych internetowych księgarniach. Przykład pierwszy z brzegu Marcin Wroński „Kwestia krwi”, Empik online – 34,99 pln , na Allegro najtaniej 24,7 pln. A ja ją chyba jeszcze taniej kupiłem (tuz po premierze) w jakiejś księgarni internetowej spod Krakowa czy gdzieś tam. Przecież Empik obraca takimi ilościami towaru, że ceny powinien mieć najniższe w kraju.

  16. Całkowicie zgadzam się autorem bloga – tego się nie da zatrzymać. Pracuję w branży poligraficznej i pierwsze, co mnie uderzyło w info z PIK-a to właśnie stała cena…. Ciekawe jak, jeżeli każda drukarnia wycenia wydruk indywidualnie w zależności od użytego papieru, farby, introligatorni innych kosztów własnych. To właśnie wolny rynek i to też jest powodem, że książki drukuje się…. na Ukrainie, w Rosji, w Czechach, bo jest taniej dla wydawcy!!! Nie ma sentymentów!!! Ale co innego mogła stworzyć instytucja założona przez postkomunistów w 1990 roku (założenia też wtedy prawdopodobnie były z czasów komuny…. i do dziś prawdopodobnie na nich się dalej opierają). Dwa lata temu widziałem notkę bodajże Samsunga, w której pokazywali gazetę w formie wyświetlacza OLED – artykuły były ładowane jak pamięć USB, wyświetlacz można było zwinąć i schować do kieszenie, teczki, czegokolwiek. Trzeba się pogodzić z końcem druku na papierze (zawodowo to mnie już boli 🙂 ).

    Co do Spotify i podobnych dostawców muzyki, to sprawa jest bardziej złożona. Po krótce – artysta musiałby by być na absolutnym topie, żeby otrzymał sensowną kasę za swoją muzykę. I prawdopodobnie dlatego SP Records wycofało swoje płyty – lepiej opłaci im się sprzedać w swoim sklepie internetowym niż właśnie w Spotify (nie mają przecież gwiazd światowego formatu i poza Polską praktycznie nie istnieją) Nie znamy kosztów, jakie wydawca muzyki musi ponieść za wystawienie swoich płyt w np. Spotify.

    • A po co się z czymś godzić lub nie, coś zatrzymywać lub nie. Sprawa jest prosta… książki papierowe będą istniały tak długo jak ktoś będzie chciał je kupować. Albo jak jakieś lobby postanowi je zniszczyć np nakładając podatki z kosmosu itp…. Problem z ceną nośników papierowych jest taki, że za dużo osób po między drukarnią a klientem chce się na nich zarobić a ebuka to nawet autor może umieścić na swojej stronie i szafa gra.

  17. Witaj Tomku polecam ci przestudiowanie tehttp://www.malepiwko.pl/wszystkie-wpisy/piwne-gwiazdy-i-czarne-dziury-2014-wyniki/j stronki mam nadzieje że w kolejnych piwnych niusach się do niej odniesiesz pozdrawiam Yaro

  18. Słaby ten przykład z Włochami, kiedy przechodzą kryzys gospodarczy. I do tego stopnia że dwa lata temu temu w lecie mieszkańcy kupowali paliwo na stacjach bezobsługowych (tańszych) i w dodatku tylko w weekendy, kiedy to państwo narzuciło obniżkę cen paliw w sobotę i niedzielę. Porównywanie cen książek w niestabilnej gospodarce jest tak wiarygodne, jak intencje twórców tej ustawy.

    Poza tym witamy w XXI wieku. Książki zastępują ebooki, płyty z muzyką zamieniliśmy na subskrypcje Spotify albo wirtualne albumy z iTunes, gry PC najlepiej sprzedają się na wyprzedażach Steam i Orgin, filmy pełnometrażowe wyczerpały formę i niczym nie zaskakują w przeciwieństwie do seriali, a samochody nie mają już gaźników ale wtrysk bezpośredni i turbosprężarkę. Więc jeżeli komuś marzy się powrót do socjalizmu to zapraszam do Muzeum PRL w Nowej Hucie lub ewentualnie do najbliższego kina na film Bogowie.

    • Ale, że co ? Pogardzasz tymi którzy nie chcą zapaść się w wirtualny świat we wszystkich aspektach swego życia i to oni są tymi nostalgikami PRL czy co? To że sztuczna regulacja dotycząca książek jest bez sensu to jedno a to że ktoś woli papier od pliku to zupełnie co innego.

      • Wręcz przeciwnie. Jako ten, który częściej wybiera książki w tej tradycyjnej formie jestem wkurzony że:
        a) ebooki są objęte podatkiem VAT od usług (wyższym) a nie tym od wydań papierowych.
        b) ktoś wmawia mi ile mam płacić za książki i w jakiej formie wmawiając że to dla mojego dobra.

        Mógłbym płacić pełną cenę za wydanie papierowe jedynie jeżeli dostawałbym do tego ebooka. Myślę że czytał i kupowałbym wtedy znacznie więcej.

        Poza tym zgadzam się że papierowe książki są niewygodne, tak samo jak płyty CD oraz pudełkowe wydania gier PC, które tylko ładnie wyglądają. Zwykle, co nie znaczy że zawsze, nie niesie to ze sobą żadnej dodatkowej treści.

  19. Komuna ma zawsze podupcone pomysly. Bolszewia i wolny rynek nigdy sie nie zeszly. Jak zwykle w akich przypadkach chodzi o grabiez i eliminacje konkurencji. Niech zrobia sztywne ceny na samochody, barany. Tym gownem nie warto sie zajmowac.

    • A smaczku dodaje to, że w Polsce jest „wolny rynek” sterowany w jakiś dziwny kosmiczny i sztuczny sposób…. Ni to komuna ni kapitalizm, taka Polska droga ku dobrobytowi dla określonych środowisk 😉

      • Rynek bylby wtedy gdyby ksiazki nie byly dotowane, a w Polsce lewactwo jest utrzymywane z dotacji panstwa i w zwiazku z tym rynku nie ma, jest tylko dystrybucja propagandy.

  20. Pomysł na ratowanie małych księgarni jest taki romantycznie bezsensowny… Postępu nie zatrzyma się socjalistyczną myślą (i bardzo dobrze). A dorzucając swoje trzy grosze do dyskusji o ebookach, jeszcze dwa lata temu nie wyobrażałem sobie czytania książki inaczej niż w wersji papierowej, jednak rok temu sprawiłem sobie czytnik i od tamtej pory nie kupiłem żadnej książki w wersji papierowej, ostatnio nawet magazyny zacząłem kupować w wersjach mobilnych. W domu mam więcej miejsca, kilka półek zwolniłem z ksiązek, które teraz trzymam na dysku i w chmurze. A co jeśli cała sieć informatyczna na świecie padnie i cofniemy się do średniowiecza? Wtedy papierowe książki i tak posłużą jako podpałka… Jedyna nadzieja dla „printu” to wydania kolekcjonerskie i albumy, czyli produkty prezentowo-zbierackie.

  21. To jakim jesteś ograniczony wykracza poza moją percepcję. ”Nie mam czasu czytać” – to niestety słychać w każdej twojej wypowiedzi. Czytanie to rozwój nie ma takich warunków u żadnego inteligentnego człowieka, żeby nie miał on czasu na czytanie, to po prostu umysłowe lenistwo, podrzędność intelektualna.
    Konsekwentnie stajesz się specjalistą od wszystkiego , we własnym mniemaniu oczywiście. Dystynkcja w rozumowaniu jest ci obca. Wszystko co robisz jest schlebianiem motłochowi, równaniem do dołu, ciemny lud to kupuje, bo taki swojski, rubaszny, jowialny prostaczek do nich przemawia, tak bliski im samym. To co robisz jest zwyczajnym psuciem kultury, zajmij się piwem i nie otwieraj ust na tematy ci obce. Jesteś małomiasteczkowym prostaczkiem , który myśli ,że złapał boga za nogę, bo wypracował sobie pozycję w jałowej dziedzinie komentatorów piwa. Tylko spójrz na to trzeźwo, przeanalizuj swoje recenzje które roją się od nieścisłości, bzdur, żałosnych tandetnych momentów, ilość chłamu jest zatrważająca. Porównaj to z np. recenzjami whisky na http://www.ralfy.com, to jest prawdziwe odpowiedzialne recenzowanie. To co robisz jest chamskim nabijaniem swojej kabzy, te współprace, których nie pozwalasz nazywać reklamami..I tak nie opublikujesz tego komentarza ,bo nie masz jaj i nazwiesz to hejtem, bo to najprostsze wyjście.

    • Ohohoho, to żeś Czesiu pojechał. Jak to gdzieś czytałem, jeśli możemy oceniać/komentować strawy na których tylko się znamy i jesteśmy specjalistami to jaki sens byłby oceniać wykonanie jakiejś opery bądź filmu? Ile osób mogłoby wtedy się na taki temat wypowiadać? Przy okazji „wycieczki osobiste” pod adresem adresata mogą tylko świadczyć o poziomie wypowiadającego. Ale Tomku to znaczy, żeś już celebryta pełną gębą jak zaczynasz już mieć grono swoich prywatnych „hejterów” 😉 Powinszować 😀

  22. Hmm a co mi z książki o 10% tańszej jak mogę teraz kupić o 30% tańszą niż cena z okładki na Arosie? generalnie była o tym audycja ze pół roku temu w Trójce . I nie da się ukryć że ktokolwiek to wymyślił jest w dziwnie niebezpiecznym stanie mentalnym. I czy to nie uderza w idea wolnego handlu? Jak chcę książki czy cokolwiek sprzedawać za połowę ceny to moja sprawa ba jak będę chciał za darmo rozdawać to też moja sprawa przecież ja te książki kupiłem i nakarmiłem tych biedaczków co teraz skomlą. Żenada ogólnie. I jeszcze pytanie po jaką cholere istnieje taki twór jak PIK? przecież to kolejna durna organizacja która jest kompletnie niepotrzebna i skoro w niej zasiada 13 osób to czy na prawdę 13 osób ma mówić całej Polsce co i za ile ma czytać oraz gdzie to kupować?

  23. Czasem jak w weekend siedzę sobie w domciu i popijam piwko (szczególnie przy takiej pogodzie jak dzisiaj) to nawet po żarcie nie chce mi się iść tylko zamawiam z dostawą 🙂

    A ta banda dziadków myśli, że ktoś będzie latał przez pół miasta do księgarni po książkę? Jak ktoś mieszka na wsi i do najbliższej księgarni ma kilkadziesiąt kilometrów to już w ogóle idiotyzm żeby tam jechać. Trzy razy więcej wyda na paliwo niż na przesyłkę pocztą. Jak ktoś nie ma auta to zmarnuje kilka godzin na jazdę autobusem i wyda więcej niż kosztuje przesyłka.

    Poza tym po co tracić czas na coś co może ci przynieść kurier?

    Czas zmarnowany na jeżdżenie po księgarniach i stanie w korkach można wykorzystać w przyjemniejszy sposób np. degustując dobre piwko 🙂

  24. Czy jest sens dyskutowanie wszystkich podupconych pomyslow? Ten projekt wymyslila jakas chora bolszewicka glowa. Tu chodzi o to, zeby przez narzucenie sztywnych cen wyeliminowac kunkurencje z rynku.

  25. 2000 tys. podpisów…swoją drogą jak zebrano 1 000 000 (milion) podpisów w sprawie referendum o wysłanie sześciolatków do szkół, to projekt trafił do kosza z marszu. Coś czuję że jeżeli łapówkarstwo…agresywne lobby księgarzy będzie silne to ta ustawa wejdzie w życie zanim się obejrzymy.
    Ja osobiście uwielbiam chodzic do księgarni. Mam dosyc blisko dobrze zaopatrzoną księgarnię (wcale nie Empik) w które wprost uwielbiam przebywac, przekopywac się przez góry książek, aby wypatrzec tą jedyną. Ale to nie zmienia faktu że każde ograniczanie swobody w działaniu na rynku to zaprzeczenie idei wolnego rynku.
    ps. owa księgarnia działa także w internecie, i to chyba jest właśnie sposób na przetrwanie

  26. Widze, ze koledzy totalnie niezorietowani. Tu nie chodzi o zadne „lobby ksiegarskie” tylko o wydawnictwa podlaczone do budzetowych pieniedzy. Ustala niska stala cene na ksiazke bo niby dbaja o „dobro klienta i czytelnika” i w ten sposob wyeliminuja z rynku wydawnictwa ktore dzialaja na normalnych biznesowych zasadach. Widac, bolszewii sie nie podoba, ze na rynku sa ludzie, ktorzy pisza, drukuja, sprzedaja nie po ich mysli. To jest bolszewicki zamach na wolnosc mysli i slowa drukowanego. Nic wiecej.

  27. Temat jest mi bliski bo czytam dużo (2-3 książki w miesiącu, głównie wersji elektronicznych), mam także wykupione premium na Spotify (słucham regularnie przy pracy), jestem także amatorskim muzykiem, z wykształcenia elektronikiem a z zawodu programistą, więc wydaje mi się że mogę się tutaj wypowiedzieć.

    Właściwie ze wszystkim co powiedziałeś się zgadzam, może nieco przesadziłeś z tym kupowaniem żarcia przez internet – wydaje mi się że małe sklepy stacjonarne padną z innych powodów (duże sieci sklepów + convenience shops typu Żabka na każdym rogu). Nie znam się to się wypowiem 😉

    Ale ja nie o tym…

    Muzyka:

    Co do śmierci muzyki na CD – zgadzam się, to tylko kwestia czasu. W komentarza znalazło się wielu „audiofili” którzy chcą nawracać ludzkość na CD więc chciałem tu wtrącić trzy grosze na ten temat.

    Zdecydowana większość (zaryzykowałbym stwierdzenie że 99% populacji) nie jest w stanie, w ślepym teście, wychwycić różnicy pomiędzy MP3 320kbs a CD, bo nie posiada: a) odpowiedniego sprzętu, b) odpowiedniego słuchu.
    A niszę rynkową dla pozostałej garstki słuchaczy wytwórnie zapełnią plikami w formacie FLAC które będą odpowiednio droższe. I o co ten krzyk?
    Po za tym to co obecnie się wydaje ma tak perfidnie podkręconą kompresję dynamiki, że nawet mając bardzo dobry słuch ciężko jest znaleźć szczegóły których nie słychać na mp3 – po prostu wszystko słychać bo wszystko jest cholernie głośne. Każdy przydźwięk, przejechanie palcem po strunie, wdech wokalisty, po prostu wszystko słychać bo dynamika jest tak skompresowana. Co swoją drogą jest bardzo niefajne i często męczące, no chyba że mamy zamiar słuchać muzyki np. podczas koszenia trawnika, wtedy jest fajnie – wszystko słychać…
    To tym bardziej sprawia że zwykły śmiertelnik nie zauważy różnicy między mp3 z dużym bitrate a CD. Oczywiście przy starych nagraniach to już inna bajka, ale coraz mniej się ich słucha a wręcz coraz ciężej dostać bez „remasteringu”…

    Co do zarobku artystów – jestem tego zdania że:
    a) mniej popularni artyści i tak nie zarabiają dobrze na płytach, rozmawiałem z wieloma ludźmi na ten temat i mało który na to nie narzeka. Zespoły zarabiają na koncertach.
    b) bardziej popularni artyści zarobią na Spotify bo słucha się ich częściej i coś się uzbiera, dodatkowo kosząc dobrą kasę na koncertach.

    Nieco poszkodowani mogą być Ci którzy są gdzieś tam pomiędzy tymi dwoma grupami, no ale nie oszukujmy się – dopóki wydanie fizyczne albumu nie będzie kosztowało tyle co dwa bochenki chleba (tak jak na zachodzie) to i tak nie zarobią na płytach. A zanim to nastąpi, *w polskich warunkach*, to postęp w multimediach będzie już pewnie taki że muzykę będziemy sobie transferować bezpośrednio do mózgu po zapytaniu o nią interaktywnej lodówki i płacąc bezprzewodowo z biochipa… 😉
    Tak więc muzycy niech grają koncerty i zarabiają na tym oraz na wiernych fanach którzy w ramach uznania dla zespołu kupią wersję fizyczną nagrania (czy to płytę CD, DVD czy np. książkę z dołączonym pendrive z plikami w wersji FLAC).

    Książki:

    Co do książek w wersji cyfrowej – tu także absolutna zgoda. Z tym że autorzy książek już nie zarobią na występach „live” więc uważam że tutaj może być taka sytuacja że książki w wersji cyfrowej, paradoksalnie, w niektórych sytuacjach mogą podrożeć.
    Dlatego że wydawnictwa nie zarabiając na nowościach w księgarniach (które upadną) będą musieli zmienić politykę cenowo/licencyjną dla wersji elektronicznych żeby odbić sobie straty. W tej chwili nie mają na to ciśnienia, ale w przyszłości skończy się to pewnie na tym że nowości będą głównie wydawane w formatach z cyfrowymi zabezpieczeniami po nieco wyższej cenie.
    Tak czy siak, za te kilka lat sytuacja się skrystalizuje, ceny na pewno będą niższe niż książki papierowej, za to sprzedaż będzie większa bo książka będzie łatwiej dostępna przez co autorzy (mam nadzieję) na tym nie stracą. Sprzedaż będzie większa bo czytniki tanieją, są „trendy” i coraz więcej młodych ludzi je ma. Po za tym sporo ludzi czyta na smartphonach.
    Tutaj sytuacje mogą poprawić sieci komórkowe, które tak jak to zrobiły w przypadku smartphonów, tabletów a ostatnio smartwatchów będą napędzać koniunkturę ofertami sprzętu „za 1zł”. Zdecydowana większość ludzi właśnie w ten sposób zdobywa tego typu sprzęt, ja na przykład od ręki wziałbym ofertę typu smartphone+kindle w abonamencie (napewno chętniej od smartphone+tablet).

    Pomysły naszych polityków:

    Co do sposobów ominięcia takiego idiotycznego przepisu rodem z PRLu to jest ich więcej. Można na przykład założyć firmę na Litwie gdzie takie przepisy nie obowiązują i sprzedawać przez sklep internetowy. Od granicy z Litwą do Suwałk gdzie jest oddział firmy kurierskiej jest tak niedaleko że można tam raz na dwa dni podjeżdżać z magazynu na Litwie samochodem pełnym książek i nadawać je do klientów. Koszt przesyłki nie wzrośnie prawie wcale, wydłuży się nieco czas realizacji (zamiast 1-2 dni będzie 2-4 dni). Nikt takiej firmie nie może zarzucić że omija przepisy bo całą firma fizycznie znajdowała by się i dystrybuowała towar z obszaru Litwy. Dla pewności można założyć spółkę z jakimś Litwinem.
    Inna sprawa że wydawnictwa mogą próbować takiemu klientowi zawyżać cenę w hurcie bo będzie im psuł rynek, ale i na to są sposoby (dogaduje się z kilkunastoma małymi księgarniami że będzie się od nich kupowało towar z minimalnym narzutem, za to w dużej ilości – dla takiej małej księgarni w obliczu bankructwa będzie to opłacalny interes bo inaczej by i tak nie zarobili.)

  28. Tomku zamiast grubej książki i puknięcia w łeb jak zaproponowałeś, praktyczniejsze było by zdecydowanie spory rozbieg i „baranek” w ścianę, tudzież szafę…

    • Nie ma czasu. Nagrałem drugi raz 1. odcinek, bo stwierdziłem, że jednak dla Let’s Play lepsze jest, żeby była jakaś fabuła, ale nie mam czasu zmontować.

      • Hm, coś ostatnio często wspominasz o tym, że nie masz czasu. Czyżby jakieś nowe projekty czy to obecne są tak pochłaniające?
        BTW jak nie masz czasu to Tobie nie polecam Kerbal Space Program – ale innym (którzy maja go trochę wiecej) jak najbardziej. Nie zrażajcie się postaciami tych zielonych ludków, bo sama koncepcja (i realizacja) budowy własnego programu kosmicznego jest GENIALNA! Mimo, że gra jest dopiero w wersji beta (choć w produkcji od 2011 r.) to moim zdaniem jest super. [Porównując do piwa to – IMHO – poziom „Końca Świata” z Pinty – grywalność w starym stylu a jakość pierwszorzędna :)]

        • No to niedługo, jak tak dalej będziesz się rozwijał, to będziesz musiał zatrudnić jakiego pomagiera do Kopyt.tv, panie Monter 😛
          Tak więc twórz na chwałę (polskiego) kraftu 🙂

  29. Nie ze wszystkim się zgadzam z Tomkiem. Główny nurt będzie wyglądał tak jak mówisz, ale mam nadzieje, że pozostanom ciekawe wydania itd. Moim zdaniem dobrze wydany album to nie tylko muzyka, ale okładka itd. (choć faktycznie coraz mniej czasu by na to patrzeć:/)

    Polecam też wszystkim księgarnio-kawiarnie Tajne Komplety na na środku rynku we Wrocławiu (nie pamiętam ulicy, ale tam w środku w tych wąskich przejściach). Zawsze jak jestem we Wrocławiu to tam przychodzę na kawę a przy okazji znajduję ciekawe pozycje ksiażkowe, o których pewnie nawet nie wiedziałbym. No i często też kupuję, czasem drożej, no ale skoro sklep internetowy mi tego nie dostarczył to płacę tym co to zrobili.

  30. To co najważniejsze, powiedziałeś na końcu. Cena, to jest clou sprawy, bo książki „na necie” kosztują do 50 % procent taniej niż w korporacyjnych księgarniach (czy osiedlowych).

    Ja na przykład lubię mieć książkę na półce, w ręce, wiele ludzi tak lubi ale czytnikiem też nie pogardzę. Przejście książek na nośniki to oczywiście nieodwracalny proces, jednak ból autorów projektu tej zidiociałej „nibyustawy” to cena książek i ebook’ów w internecie.

    Sam projekt ustawy wpisuje się jednak idealnie, w nurt ideowy który targa dziś całą Europą. Unia Europejska dąży do uregulowania prawie 100 % sfer życia, więc nie zdziwiłbym się gdyby owa ustawa „przeszła”. Jesteśmy bardzo dalecy od tzw. wolnego rynku, więc jedno ograniczenie więcej nie powinno nikogo dziwić 😉

  31. Gdyby nawet to to przeszło to wystarczyłoby by sklep internetowy zrobił darmową przesyłkę i przy równej cenie wszędzie nadal kupowałbym w internecie bo jest to tysiąc razy wygodniejsze. Cholera nawet jakby nie było darmowej przesyłki to kupowałbym w internecie, rzadziej a w większych pakietach. Nie chce mi się zapieprzać przez pół miasta by dostać coś lub nie dostać. Przynajmniej mam pewność, że dostanę egzemplarz z magazynu a nie obitą, obmacana i 5 razy przeczytana książkę. A książek kupuję sporo. Nie rozumiem w jaki sposób równa cena ma mnie popchnąć do zmiany przyzwyczajeń i przejścia z wygody na niewygodę.

    A książki elektroniczne rozwijają się w ogromnym tempie. Pierwszy czytnik kupiłem 4 lata temu i wtedy to była czarna dupa w Polsce. Jeśli nawet coś się pojawiało to było zwykle w pdfie, jeśli trafiał się sporadycznie epub to był zabezpieczony DRM więc i tak trzeba było piracić legalnie zakupioną książkę. Przez te 4 lata ten świat zmienił się nie do poznania. Jakie zmiany zajdą przez kolejne 4 to jest nie do przewidzenia bo to się zmienia w postępie geometrycznym.

  32. Tomek, jeżeli to o czym mówisz weszłoby w życie (w co raczej nie wierzę), to niekoniecznie dałoby się obejść w tak łatwy sposób jak powiedziałeś (karty lojalnościowe). Zobacz jak jest w przypadku rynku leków – od 2012 r. (chyba) nie ma już leków za grosz, prezentów za punkty, rabatów na leki, kart rabatowych itd. Jeżeli ktoś przeforsowałby ten utopijny pomysł z książkami, to równie dobrze przeforsowałby zakaz rabatów, o których pisałem na przykładzie rynku leków.

  33. Sprawa nie jest tak prosta jak by to się Tomku Tobie i wielu komentującym wydawało. I nie szedłbym w te argumenty o „byciu ograniczonym”, bo one niestety lubią wracać rykoszetem 🙂

    Po pierwsze: ten przepis (jednolita cena książki) w dużej mierze byłby moim zdaniem wymierzony w hipermarkety i inne media-markty, które w tej chwili sprzedają książki po cenach dumpingowych, bo służą im one tylko do zapełnienia przestrzeni, budowy wizerunku miejsca „kulturalnego” i ewentualnie przyciągnięcia nieco (z naciskiem na „nieco” bardzo wymagających intelektualnie klientów. A dumping w gospodarce nie jest niczym dobrym i przyznają to nawet neoliberałowie a nie tylko tak tutaj wyśmiewani „lewacy”… Silna pozycja hipermarketów na rynku książki = ograniczenie różnorodności i promocja badziewia.

    Po drugie: czy nazwiecie uczciwą konkurencją sytuację, w której podmiot gospodarczy prowadzący księgarnie stacjonarną ponosi koszty utrzymania lokalu, personelu, promocji – a korzystają na tym konkurenci, stawiający za 2000 zł serwis internetowy i sprzedający książki, których fizycznie nie mają, bo zamawiają z hurtowni dopiero jak klient kliknie „kupuj”. Otóż taka sytuacja byłaby uczciwa tylko wtedy, gdyby nie istniało zjawisko „showroomingu” – gdzie klienci oglądają książki w księgarni, przychodzą tam na spotkania z autorami, orientują się w nowościach itp – a potem kupują w sieci – bo taniej… To nie jest do końca fair.

    Po trzecie: księgarnie stacjonarne to nie tylko sklepy, jak spożywczaki czy drogerie. To coś, co nazywa się centrami tworzenia się i kształtowania klimatu kulturalnego. Zwłaszcza w mniejszych miejscowościach. Dlatego należy się tym miejscom (lokalnym księgarniom) nieco specjalnego traktowania i pewnych preferencji. Chyba, że chcecie żyć w kraju, gdzie istnieją tylko Biedronki i lumpeksy – a w tym kierunku dość szybko zmierza wiele miejscowości w kraju. Nie zawsze wolny rynek i brak regulacji promują coś co jest długoterminowo korzystne dla społeczności. Na ogół jest inaczej i po 2006 roku powinni orientować się w tym już nawet neoliberałowie.

    Po czwarte – błagam, nie używajcie w poważnej dyskusji argumentów odwołujących się do przykładu serwisów streamingowych jak spotify czy deezer. To są mechanizmy, które przynoszą korzyść wyłącznie najpopularniejszym wykonawcom i dużym wytwórniom muzycznym. Dla początkujących czy niszowych wykonawców to zło wcielone. Nikt nie zainwestuje w ich promocje, jeśli będą już od początków kariery funkcjonowali w modelu, gdzie za milion (!!!) odsłuchań piosenki artysta dostaje finalnie 16 USD! Tak – szesnaście u-es-de!! Polecam tekst:

    http://wyborcza.pl/duzyformat/1,133133,14325354,Ciemna_strona_Spotify__czyli_ostal_sie_ino_Gangnam.html

    To jest właśnie prosta droga to uniformizacji kultury i zabijania różnorodności – choć na pierwszy rzut oka (ograniczony rzut) wydaje się, że jest zupełnie inaczej…

    Na koniec – jest w polskim obiegu dóbr (nie tylko kultury) jakieś potworne pragnienie tego, żeby wszystko było TANIO, TANIEJ, JAK NAJTANIEJ! Książki tanio, szynka za 12 zł za kg, piwo za maks 3,50 itp itd. Powiecie, że to kwestia zamożności społeczeństwa – nie prawda! Zajmuje się zawodowo analizami zachowań konsumenckich i (nie wierzcie jeśli nie chcecie, ale tak właśnie jest) to konsumenci w Rumunii znacznie bardziej cenią jakość i są gotowi płacić za nią więcej niż konsumenci w Polsce – gdzie dochód per capita jest znacznie wyższy. A u nas każda reklama w TV i billboard krzyczą tylko jedno: TANIEJ !!!!!!! Nie rozumiemy, że to jest w końcowym efekcie niekorzystne dla wszystkich – wytwórców, pośredników, producentów – zarówno żarcia jak i książek…

    Dlatego uważam, że pewne regulacje mające na celu zachowanie tradycyjnego obiegu kultury – w tym lokalnych księgarni – są pożądane, nawet jeśli kłócą się z ograniczonym spojrzeniem na wolny rynek i kojarzą z lewactwem (by the way – co to jest tak naprawdę) i PRL’em. W dłuższej perspektywie, to się wszystkim opłaca… Jak rynek działa źle, to się go reguluje przepisami a nie siada i mówi „no tak, nie-da-sie panie, takie czasy, no nic się nie da zrobić…”

    Pozdr!
    Tomek

    • Bzdura, każda tego typu regulacja przynosi tylko szkodę. Po pierwsze, co mnie (czytelnika, konsumenta) obchodzi że jeden sposób prowadzenia księgarni jest droższy od innego. W sumie, dla mnie to tylko lepiej, bo taniej kupię książkę. Po drugie, regulacja niszczy konkurencję, bo po co się starać i kombinować jak obniżyć swoje koszty żeby taniej sprzedać produkt skoro cena produktu jest z góry ustalona. Po trzecie, przy tego typu anomalii nagminna byłaby sytuacja gdzie książka mająca normalnie kosztować np. 5 zł kosztowałaby 21 zł, bo tak ustali zgraja urzędasów w porozumieniu z kilkoma wpływowymi krętaczami z branży którym to będzie na rękę.

      • Fajnie, że napisałeś, bo o taki właśnie sposób myślenia mi chodzi: „co mnie obchodzi jakaś tam księgarnia i to że w moim mieście są już tylko dyskonty i lumpeksy, o czym w ogóle mowa… Ważne że ja mam TANIO!! z netu i ch.j”

        • Co to znaczy „nie ma racji bytu”? Być może księgarnie lub ich część nie mają racji bytu z punktu widzenia ekonomicznego. Ale z punktu widzenia ekonomicznego racji bytu nie mają też:
          – opery i filharmonie
          – większość teatrów
          – służba zdrowia, policja i straż pożarna
          – szkolnictwo publiczne
          – drogi publiczne i ścieżki rowerowe
          – oczyszczalnie ścieków
          – wojsko i straż graniczna
          – biblioteki
          – siłownie plenerowe
          – komunikacja miejska
          – odśnieżanie dróg zimą
          – muzea
          – ….

          Po prostu: jako społeczeństwo uznaliśmy, że są to instytucje potrzebne, więc wyłączamy je spod praw rynku. Uważam, że częściowe (bardzo delikatne w rzeczywistości) regulacje na rynku obrotu książką (jednym z głównym nośników kultury naszej cywilizacji) ograniczające wolny rynek w ostatecznym rachunku są potrzebne i długofalowo opłacalne.

          Tomek

        • Bzdura. Opera, filharmonia czy teatr dostarczają Ci doznań, których póki co nie dostarczy Ci telewizja czy internet. Podobnie jak z koncertem na żywo czy meczem na stadionie. Co dostarcza Ci księgarnia? Możliwość chodzenia pomiędzy regałami? Możliwość rozmowy z księgarzem? Czy efekt wehikułu czasu, czyli cofnięcie się do czasów skeczu „z tyłu sklepu” – „nie ma, nie ma, nie ma i tak 8h”.

          Natomiast absurdem jest kreowanie księgarń na instytucje użyteczności publicznej. Tę funkcję spełniają wymienione tu biblioteki.

        • Teżtomeku drogi, ależ wszystko oparte jest o ekonomię. Nic nie jest za darmo. Co to znaczy że „jako społeczeństwo uznaliśmy”? Chyba nie zastanawiasz się bardziej nad znaczeniem pewnych aktów prawnych które regulują Twoje życie. Ja niczego nie uznawałem, a muszę się dołożyć do górników, świątyni opatrzności, niedługo do nauczycieli i jeszcze do ceny refundowanego leku, który normalnie kosztuje 10 zł a ministerstwo płaci za niego np. 15 zł, itd. itd.

          Te instytucje które wymieniłeś (poza jednostkami gwarantującymi bezpieczeństwo nas i w ogóle państwa) powinny same na siebie zarabiać, bez ingerencji państwa, bez usilnego opodatkowywania obywateli dla dofinansowania nierentownych bądź źle zarządzanych jednostek.

          Upraszczając, jeżeli teatr czy filharmonia gra kiepski repertuar to powinna upaść. Koniec.

          Zaraz pewnie ktoś się doczepi „że szkoła to nie może być postrzegana z ekonomicznego punktu widzenia”. Otóż nie, gdybyśmy nie musieli oddawać 30% (lub więcej) wypłaty – w dniu wypłaty – państwu, a kolejną „transzę” z tego co pozostało w postaci VAT, to byłoby nas stać na opłacenie szkoły i innych wymienionych przez Ciebie instytucji. Ale z jedną różnicą, byłoby to dobrowolne. Co więcej, prywatna szkoła byłaby tańsza, lepiej zorganizowana, i nikogo nie drażniłyby informacje o ilości godzin pracy nauczycieli i czy wakacje mają też wolne czy nie.

          Ot taki wywodzik 😛

          Regulacje są złe, a ich skutki są zupełnie przeciwne od zamierzonych.

    • Panie Tomku
      Podpisuję się rękami i nogami. Ludzie chcą tanio, szukają jeszcze taniej i generalnie nie obchodzi ich, czy to jest dumping, nieuczciwa konkurencja, generowanie zysku na przesyłkach a nie na towarze… do czasu aż w branży w której sami pracują takie praktyki ich nie dosięgną. Wówczas lament i wołanie o sprawiedliwość. Z wolnego rynku też trzeba umieć korzystać, ale nas tego nie nauczono. U nas wręcz panuje moda na destruktywne zachowania – chodzenie do sklepów na „przymiarkę” i kupowanie w internecie (bo wyzyskiwacz sprzedawca chce na nas „zedrzeć).
      W Polsce zwyczajnie nie szanuje się czyjejś pracy i to jest największy problem – nie rządy, nie korupcja, nie głupie przepisy ale brak poszanowania dla czyjejś pracy. To grunt na którym zyskują hipermarkety, dyskonty i inne ustrojstwa niszcząc małe, często rodzinne interesy, które powinny być podstawą gospodarki każdego normalnego kraju. Kultura – kogo to dzisiaj obchodzi, skoro największymi centrami kulturalnymi są już nie księgarnie/kina/teatry a centra handlowe. Tymczasem w kraju rośnie przepaść społeczna. W nowych galeriach dla małych firm miejsca nie ma, bo czynsz i warunki najmu odstraszają, jedynie wielkie sieci mogą sobie na takie ryzyko pozwolić.
      Można zapytać gdzie w tym wszystkim jakość – towarów, obsługi ( w sensie wiedzy handlowca o tym co sprzedaje jak i samego miejsca w którym sprzedaż się odbywa) – ot ni ma, uciekła…

  34. Nie zgodzimy się. Prywatny teatr? Nie żartujmy – to by oznaczało natychmiastową degradację kultury i wodewile oraz musicale zamiast Szekspira i Grotowskiego. Można powiedzieć, że skoro ludzie nie chcą płacić za Grotowskiego to on jest niepotrzebny. Ale z taką ekonomizacją myślenia się nie zgodzę za Chiny. Kryterium ekonomiczne to nie wszystko i czasami ogół społeczeństwa musi się „zrzucić” w formie podatków na coś z czego korzystają nieliczni. Bo tylko dzięki temu istnieje (jeszcze) kultura wysoka.

    A jeśli księgarnie „klasyczne” komuś nic nie dają w stosunku do internetowych to się jednak trochę dziwie… Choć u mnie proporcja książek papierowych do e-booków też wygląda pewnie jak 7 do 3 obecnie.

    • Mamy już kilka prywatnych teatrów i z tego co kojarzę, to bilety są wyprzedawane na pniu. I nie wystawiają tylko wodewili i komedii. Z kolei w publicznej TVP za publiczne pieniądze produkuje się chłam schlebiający najniższym gustom, więc twoje argumenty są demagogiczne. Większość dzieł kultury wysokiej było w swoich czasach komerchą czy to poprzez sukces sprzedażowy, czy poprzez możnego mecenasa.

      • To ja na szybko w punktach odpowiem 🙂

        1. demagogia =schlebianie gustom większości… A u nas większość jest zdecydowanie „wolnorynkowa” i „pro-kapitalistyczna”, przynajmniej w moich stronach… Więc kto to jest demagogiem?

        2. prywatne teatry grające ambitny repertuar radzą sobie dobrze?????
        Buahahahahaha…. Polecam lekturę kilku rozmów z Krystyną Jandą, która prowadzi JEDYNY w PL nieobciachowy teatr prywatny. Mówi w nich jak działa ten system. To co odstawia Karolak czy Żebrowski w „Teatrze” 6 Piętro, nie mówiąc już o takich miejscach jak „teatry” Bajka czy Capitol, to jest żenada na maksa. Mega-turbo-żenada. Teatry, które coś znaczą i które polską kulturę wynoszą na poziom europejski – jak to co robi Warlikowski czy Lupa albo w operze Treliński kosztują setki tysięcy PLN z podatków. I fantastycznie że tak jest i z chęcią będę dalej płacił te skandalicznie niskie 19% CIT, choć uważam, że powinno być więcej…

        3. Chłam w TVP – wiesz dlaczego tak jest? Bo nikt nie egzekwuje płacenia abonamentu. Jak byście płacili abonament, to byłaby kasa na ambitne programy. Nie płacicie, to nie ma… Proste…. Świetny przykład skądinąd do czego prowadzi urynkowienie i komercjalizacja. Do Tańca na lodzie… Sorry….

        4. Kultura wysoka dawnych wieków = komercja i artyści żyjący jak pączki w maśle za pieniądze szlachetnych prywatnych mecenasów. O tak! Nasz Fryderyk Chopin jest tego zapewne najlepszym przykładem! :):)

        Pozdr!
        T.

        • Nie zgadzam się praktycznie z żadnym Twoim zdaniem i nie widzę szans na jakiekolwiek przekonanie Ciebie. Zapewniam Cię jedynie, że większość w Polsce zdecydowanie nie jest wolnorynkowa. Co do Fryderyka nie słyszałem, żeby przymierał głodem.

        • Spoko, nie ja też nie widzę szans na to, że mnie przekonasz 🙂

          Zapewniam Cię jednak, że prywatne teatry grają chłam, Chopin biedował, a abonament nie jest płacony.

          Dzięki natomiast za super piwnego bloga, miło być Twoim gościem tutaj, keep doing a good job! 🙂

          Miłego weekendu!
          T.

    • Na szczęście na razie dopiero PSL złożył projekt, więc jeszcze jest szansa że większość się opamięta i go odrzuci. Artykuł (ten który zalinkowałeś) bardzo tendencyjny, pokazujący tylko jedną stronę. Warto poczytać komentarze; właściwie wszyscy komentujący są przeciwny, Dość ciekawy artykuł pokazujący drugą stronę, inny punkt widzenia wydawców: http://booklips.pl/newsy/prezes-wydawnictwa-albatros-ustawa-o-stalej-cenie-ksiazki-jest-nam-potrzebna-tak-jak-lodowki-na-antarktydzie/

    • Jeszcze ciekawy argument o niekonstytucyjności takiego projektu został poruszony w art. http://www.czerwonatasma.pl/2015/04/ustawa-w-tanie-ksiazki/
      „Wolność działalności gospodarczej może podlegać ograniczeniom, o ile zostaną one ustanowione ze względu na ważny interes publiczny (art. 22). Należy się zastanowić, czy art. 31 ust. 3 Konstytucji RP – stosowany w tym przypadku uzupełniająco – przewiduje ograniczanie konstytucyjnych wolności w celu poprawy nawyków czytelniczych Polaków. Wydaje się, że celu tego nie da się uzasadnić ochroną żadnej z wyliczonych w art. 31 ust. 3 wartości (bezpieczeństwo państwa, porządek publiczny, zdrowie publiczne, moralność publiczna, ochrona środowiska, ochrona praw i wolności innych osób)”.

  35. Odnośnie Kindle to jest program Calibre który jest swego rodzaju kombajnem do jego obsługi. Potrafi dokonać konwersji różnych formatów i wgrać na Kindle. Bez tego programu funkcjonalność Kindle jest znacząco ograniczona. Warto się przekonać.

Dodaj komentarz