Warszawski Festiwal Piwa – podsumowanie

61
85

Czas na podsumowanie. Dosyć długie mi wyszło, ale też trudno jednoznacznie tę imprezę podsumować. Moje ambiwalentne odczucia nieźle oddaje gif, którego stworzyłem z miniaturek. Nie mogłem się zdecydować, którą wybrać. 😉


A to skrót dla niecierpliwych.

WFP - opinia kopyra

61 KOMENTARZE

  1. Tomku, a może organizatorzy założyli od początku, że festiwal jest dla tych którzy wiedzą o co chodzi… bo faktycznie z reklamą w Warszawie to było marnie…. plakat w multitapie to kto zobaczy…? No ten co do multitapu przychodzi, czyli o co chodzi wie.

    Był jeszcze jedna kolejka (w piątek przynajmniej) do AleBrowar’u.

  2. W piątek byłem przed 20-ta i jak zobaczyłem kolejke uznałem, że lepiej ewakuować się do śródmieścia do jednego z multitapów. W sobote już nie zajrzałem uznając że będzie to samo. Reklama? O festiwalu wśród moich znajomych wiedziałem tylko ja. Skąd? Mały plakat w sklepie w którym kupuje piwo.

  3. tylko szkoda, że niemożna dać tamtemu drugiemu stop po rozprasza trochę .
    co do żubra. to co to mają być te dwa nowe piwa od KP ? dlatego się zastanawiam bo coś to zachwalał Tumek . Patrząc na książęce to nie wiadomo co o tym myśleć .
    Masz siłę z tym blogiem . przez wiele lat zbierałem wina z różnych krajów . od pewnego czasu przerzuciłem się na szukanie nowych piw co nie piłem .

    • Książęce Miodowo-Chlebowe i Książęce Świeży Chmiel. Rozmawiałem z kilkoma kolegami blogerami i dostali zaproszenia na imprezę promującą te piwa, a nawet chyba parę biletów dodatkowo do rozdania pomiędzy swoich czytelników. Do mnie nie wysłali, bo się boją. LOL

        • Czyli koncern rzuca ochłap (masz zaproszenie, przyjedź na koszt własny) i liczy, że ten obdarowany zaszczytem bloger napisze, że pyszne?

          Powiem Tobie, że w zasadzie zostałeś wyróżniony tym, ze nie zaprosili Ciebie… boja się prawdy. Bo na pewno znów ludziom jakiś syf wciskają 😉

        • Oczywiście, że czuję się wyróżniony. Myślę, że oni nie liczą na to, że bloger napisze, że pyszne, ale może napisze, że było fajnie na imprezie. No i generalnie masz mniejszą skłonność do krytykowania kogoś, kto coś Ci daje. Oni nawet liczą się z tym, że ktoś to piwo zjedzie, ale tak naprawdę każdy rozgłos jest dobry. Zobacz co było, z piwami z Żabki, podrabiającymi AleBrowar. Im bardziej blogerzy się oburzali, tym lepiej się sprzedawały. Dlatego największym ciosem i policzkiem jest… obojętność.
          Ale, ale, my tu gadu gadu, a jutro na blogu piwo z KP. Tego się nie spodziewacie, choć może trochę palę temat, że tak piszę. 😉

        • To nie tak…blogerzy napiszą swoje, a KP i gazety swoje, tak jak to było w przypadku pamiętnej wizyty blogerów w Lublinie i degustacji Perły.

      • piwa miodowe to są dobre czerwiec, lipiec, sierpień . w zimie to nijak pasuje miodowe . jak książęce to lipa. bo jak tamten mówił to wyglądało, że to wyglądało jak by miał następny żubr poprawiony . w Niepołomicach na rynku jest sklep gdzie mają nawet sporo ciekawych piw .
        nie jesz mięsa . ale np. widać ogromną różnicę w lagerach koncernowych w Polsce i lagerach z mniejszych browarów .
        czasami jak mam to grilluję kiełbasy, nogi z kury w piwie.
        (to polega na tym że przed pieczeniem na grillu trzyma się mięso kilka minut w piwie .) i przy takiej czynności w piwie koncernowym w Polsce nie ma takie mięso charakterystycznego saku. gdy to się robi z lagerem dobrym gdzie wyczuwalny jest wyraźnie chmiel, słód to jest taki charakterystyczny smak, zapach mięsa i to się w fajny sposób ze sobą łączy podczas jedzenia .

        • Mnie się wydaje, że miodowe na zimę jak najbardziej. Na lato piwa wytrawne, orzeźwiające, nawet kwaskowate. Na zimę ciężkie, gęste i słodkie.

  4. Tomku,

    Korzystając z okazji podsumowania festiwalu chciałbym zadać kilka luźnych pytań — może znajdziesz moment, by odpowiedzieć 🙂 Miłośnikiem piwa i kraftu jestem od bardzo dawna, piwowarem domowym od krótkiej chwili, ale na festiwalach piwnych wielu w życiu (jeszcze) nie byłem. Wywodzę się ze środowiska miłośników wina i w te rejony zapuszczałem się i zapuszczam się regularnie, odwiedzając mniejsze i większe imprezy.

    Wiem, że charakter imprez piwnych jest inherentnie inny niż imprez związanych z winem – ale jako, że jedno i drugie to godne degustacji i refleksji trunki, a nie tylko dające po łbie procenty, mam kilka refleksji i spostrzeżeń, które mnie nurtują.

    1) Wiem już i zauważyłem, że na imprezach z piwem generalnie się nie spluwa. Widzę uzasadnienie tego, choć niewątpliwie utrudnia to degustację bardzo wielu piw. Ale skoro degustacja jest mniej lub bardziej celem nadrzędnym, czemu na tak niewielu imprezach można kupić małe próbki, powiedzmy, 100ml? Nie lubię degustować, jak mi szumi w głowie. Ani zmysły wtedy nie pracują już z pełną ostrością, ani do pracy nie ma jak wrócić. Na degustacjach wina spróbowanie 40-50 win to nie problem, dolecenie do 100 nie graniczy z cudem, a po całości spokojnie można produktywnie spędzić resztę dnia, nawet w pracy. Bardzo mi tego brakuje na piwnych festiwalach, bo po kilku próbkach 3cl nie tylko nie mam już siły i ochoty próbować więcej (a piwa jest tyle, że chętnie przeleciałbym przez paredziesiąt), ale i we łbie szumi zdecydowanie za mocno.

    Co właściwie sprawia, że próbka degustacyjna praktycznie nie istnieje?

    2) Dźwięk, dźwięk i jeszcze raz dźwięk. Czy jakiś festiwal piwa, polski lub zagraniczny, odbywa się w przyjemniejszej dla uszu atmosferze? Po Twoich filmach było słychać, że na końcu pierwszego dnia już chrypiałeś od głośnego mówienia i przekrzykiwania tłumu (normalne) z muzyką w tle (po co?). Tu znowu analogia do nawet gigantycznych imprez, gdzie kilkaset winnic wystawia się stolik obok stolika, a bez problemu można pogadać i z kolegami lub partnerką podyskutować i powymieniać się opiniami na temat tego co w kieliszku. Chrypę po festiwalu mam do dziś i dręczy mnie, czy tak jest zawsze, czy to specyfika tylko niektórych imprez.

    Na pointę, żeby nie było, że to słowa krytyki, albo zawiedzenia – jestem niesamowicie uradowany, że takie imprezy znajdują miejsce na mapie Polski coraz częściej, coraz szerzej i coraz dynamiczniej. Nie pamiętam, kiedy piłem dwa razy to samo piwo, tyle jest premier i nowości. Polski kraft fascynuje mnie coraz bardziej i mam niekończącą się listę piw, które sam chciałbym uwarzyć 🙂 Oby tak dalej i do kolejnego!

    p.s. rok temu konwent winiarzy polskich odbył się na Stadionie Narodowym i problemu nie było, ani z kasą, ani z ludźmi – a bądźmy szczerzy, impet polskiego winiarstwa jest parokrotnie mniejszy niż impet polskiego kraftu. Może to jest wyjście na kolejny festiwal? 🙂

    Pozdrowienia!
    M.

  5. Byłem i piwa piłem 🙂 Mam jedną główną uwagę. Dostępność Teku. Gdyby nie to, że Doctor Brew dowiózł swoje Teku w sobotę ok 21 to nie udałoby mi się go kupić. Choć wolałbym Teku z logiem festiwalu. Nie rozumiem po co w zestawie z koszulką ten shaker. Gdyby dali zamiast tego festiwalowe Teku to miałoby to większy sens z mojego punktu widzenia. Człowiek dostawałby na wstępie odpowiednie narzędzie do degustacji piw. Plus dla Doctor Brew za to, że nie zwiększyli ceny Teku pomimo dużego popytu no i monopolu na ten produkt. Byłem pewny, że w niedzielę będzie więcej, a tu nadal 15 zł.
    Inna uwaga do wykładów. Zbyt mało czasu dla Czesława i chyba każdy ze słuchaczy się z tym zgodzi. Dużo miał do przekazania, wykład prowadził bardzo dobrze. Na luzie, ale i merytorycznie, dokładnie.
    Ogólnie cieszę się, że byłem 🙂
    Ciebie Tomku widziałem w piątek, ale nie chciałem dokuczać 😛

  6. Tomku,
    nie odniosłeś się do tego, co kilka osób (w tym i ja) podnosiło w komentarzach. Kwestia tego, że w sobotę i niedzielę niedostępne były piwa w objętości 0,1l. Wystawcy powykreślali je z cennika.

  7. Skoro na festiwalu byli wszyscy, którzy się liczą, to co robił tam Zwierzyniec? Myślą, że się liczą czy myślą, że są kraftem? Wg mnie oni nie kumają bazy i pomylili imprezy, a ich stoisko wszyscy omijali łukiem

      • Ale może się taki Zwierzyniec rozwinie po takim festiwalu, wyciągną wnioski, zobaczą, że nie mieli wzięcia i zmienia strategię…
        Dla mnie fenomenem jest Olbracht, byli na festiwalu a nikt jakoś się nie dziwi…. a piwa mają syfne, co z tego, że co jakiś czas nowość i etykietki im robi Mleczko. Piwo by się nauczyli robić bo co kupię to śmierdzi kanałem jest wyjałowione w smaku, w opisie się dzieją cuda wianki, że takie smaki i takie aromaty a w środku nuda i studzienka kanalizacyjna.

        • Bardzo możliwe, ja się zniechęciłem do nich i nie próbowałem…. 5 ostatnich butelek Olbrachta jakie piłem były bardzo nie fajne więc…. może za jakiś czas dam im szansę 😉

        • Bez przesady, Pomarańczarnie Króla było całkiem spoko, Dry Stout też Ok, Królewskie Tajemnice też niczego sobie więc bez przesady z tym kanałem.

        • Dokładnie tak. Na festiwalu było wiele lepszych piw i nie zawracałem sobie, ani mojej towarzyszce głowy Olbrachtem 😉

        • Te co ja piłem to śmierdziały tak jak latem wali ze studzienki jak się nad nią przechodzi, nic nie poradzę. Stout’u/a nie miałem przyjemności pić.
          Marny jest ten browar, ale to moje zdanie. W 2012 r. byłem w Toruniu w ich restauracyjnym, wtedy zdaje się jedynym, browarze i szczerze przyznam, że piwo piernikowe było na prawdę dobre, wybrałem to bo był jeszcze pils i pszeniczniak czy jakieś ciemne…. Piernikowe miało aromat, uderzało mocno w nos przyprawami, smakowite było. Trzy miesiące temu piłem butelkowe… smakowało jak popłuczynu po tamtym. Te wszystkie kazamaty, pomarańczarnie i inne śmietanki to także nie warte uwagi są.

  8. Byłem w sobotę na tym festiwalu i powiem szczerze, że jestem bardzo zawiedziony. Jak można mówić o udanej organizacji skoro przy, jak sam Pan to mówi, tak niewielkiej ilości osób po wejściu na hale chciało się odrazu wyjść. Temperatura sięgała tam spokojnie z 45stopni a w powietrzu można było powiesić siekierę. Strach pomyśleć co by było przy większej ilości ludzi… Co do imprezy była na pewno o niebo lepsza od niedawnego Warszawskiego festiwalu kultury piwnej który był niesamowitą porażką, ale ratował się tym, że był zrobiony w niesamowicie dobrym miejscu w przeciwieństwie do tego. W tej imprezie zabrakło mi jednej moim zdaniem niesamowicie ważnej rzeczy… informacji przy stoiskach jakie wogle piwa są tam sprzedawane. Czy tak ciężko było przy każdym stoisku wystawić taką informację? Takie coś spotkałem aż przy jednym stoisku… Podsumowując przyszedłem, przeszedłem się po stoiskach a z racji tego, że było tam niemiłosiernie gorąco i duszno a informacji o piwach żadnych wyszedłem po 10min…natomiast z racji panującego tam iście tropikalnego mikroklimatu oraz ilości nawalonych osób nazwał bym tę impreze Warszawskim festiwalem meliny/(i)bejostwa 🙂 Aczkolwiek może trochę przesadzam 😉

  9. Co do wystawców to strasznie biednie wyglądało na stoisku Lucky Bastard. Przynajmniej takie odniosłem wrażenie. Miny mieli takie, że myślałem czy z litości coś u nich nie kupić :p W niedzielę rano już się zwinęli stragan. Swoją drogą nie mam pojęcia czy piwo mają dobre.

  10. O co chodzi z tym Teku? Szkło tego typu jest do kupienia w większości sklepów z kraftem lub wysyłkowo, a jednak po prawie każdym festiwalu odzywają się tacy, co to nie kupili Teku. I wyrasta to na największy problem danego festiwalu, jakby takie szkło nie było dostępne poza imprezami.

    • No nie do końca, bo często chciałem kupić, ale z reguły albo już nie mieli albo czekali na dostawę itd. Chyba, że mieszkasz w Warszawie, to może tam nie ma problemu.
      Gdyby nie Doctor Brew (choć nie przepadam za nimi), to pewnie długo teku bym nie miał na półce 🙂

  11. W poznaniu będzie słabo jeżeli festiwal będzie w tej samej hali co rok temu.Która jest trochę za mała na poznanska wyglodniala masę ludzi. Dodatkowo polowa listopada to juz raczej zimno i wszyscy będą kisnac w środku. W maju ten festiwal byłby hitem

  12. Jak juz powiedziales o tych fleszach: az nasuwa sie haslo „piwny celebryta”. Oczywiscie mam nadzieje, ze potraktujesz to z dawka humoru, bo regularnie ogladam i doceniam bloga.

  13. …popularnym śród młodzieży określeniem… Janusze 🙂 uśmiałem się jak norka 🙂 Kopyr, dyplomato jak ty potrafisz wszystko pięknie ubrać w słowa. Festiwal spoczando. Spróbowałem piranii. Jakby to określić… balans piwa delikatnie zachwiany z powodu dość znacznego nachmielenia.

Dodaj komentarz