Amortyzacja, głupcze!

77
2411

Czyli dlaczego piwo z browarów rzemieślniczych nie będzie tanie.

Jak bumerang, co kilka tygodni, wraca kwestia ceny piwa, a co nas szczególnie elektryzuje ceny piwa rzemieślniczego. Czasem czuję się adresatem tych pytań, bo szczególnie dużo emocji wzbudziły ceny Renifera i Sępa. Mimo że nie w mojej gestii jest ustalanie tych cen, to jednak od jakiegoś czasu zastanawiałem się nad wpisem dotyczącym cen. Oczywiście mógłbym ten temat zamknąć w jednym zdaniu – jeśli piwo się sprzedaje, to znaczy, że cena jest odpowiednia. Jeśli piwo sprzedaje się na pniu, to znaczy, że cena jest atrakcyjna, by nie napisać zbyt niska. Mógłbym rozebrać na czynniki pierwsze cały koszt piwa, wyliczyć ile kosztuje słód, ile chmiel, ile butelka, a ile robocizna. Doszedłem jednak do wniosku, że wystarczy jeśli skupię się na głównym koszcie browaru rzemieślniczego, z którego jak sądzę 80% piwoszy nie zdaje sobie w ogóle sprawy. Jak łatwo się domyślić jest wymieniony w tytule.

Co to jest amortyzacja? Nie jest łatwo wytłumaczyć to bez odwoływania się do wiedzy z ekonomii, finansów i systemu podatkowego. Dlatego nie będę się posiłkował żadną książkową definicją, tylko postaram się maksymalnie uprościć i zdroworozsądkowo przedstawić, o co chodzi. W dużym uproszczeniu, amortyzacja obrazuje w jaki sposób majątek trwały, w naszym wypadku browar, zużywa się podczas jego użytkowania. Sęk bowiem w tym, że ten koszt trzeba brać pod uwagę przy ustalaniu ceny produktów. Że zwykle się tego nie bierze, tylko zakłada jakąś tam marżę, która ma pokryć ratę kredytu czy ratę leasingową, to już inna kwestia. Nie ma to jednak znaczenia dla samego faktu istnienia amortyzacji.

Wyobraźmy sobie hipotetyczną sytuację – masz 1.000.000 zł (słownie: jeden milion złotych). Pomijam, że są browary restauracyjne i mam na myśli jedynie wyposażenie służące do produkcji piwa, a nie wystrój restauracji, które kosztowały sporo ponad ten 1 mln zł. To jest przykład. Masz zatem milion złotych i kupujesz sobie browar. Teraz musisz oszacować, ile lat ten browar popracuje zanim będzie trzeba go wyremontować, albo zakupić nowy, bo ten będzie się nadawał wyłącznie na złom. Dla zobrazowania o jakich okresach mówimy odwołajmy się do przepisów podatkowych. Budynki niemieszkalne amortyzuje się 40 lat, samochody 5 lat, maszyny w przemyśle spożywczym mają zwykle okres amortyzacji ok. 7 lat. Przyjmijmy więc, że nasz browar (w sensie wyposażenie browaru) ma się zamortyzować w okresie 7 lat, czyli rocznie amortyzacji podlega 140.000 zł, co daje ok. 11.000 miesięcznie.

Te 11.000 zł trzeba ująć w cenie wyprodukowanego w danym miesiącu piwa. Im więcej piwa w danym miesiącu wyprodukujesz, tym mniej wypada na 1 litr piwa. Jeśli np. w browarze są odpowiednie moce produkcyjne (głównie na fermentowni, czyli odpowiednio dużo zbiorników fermentacyjnych i leżakowych) to np. można uwarzyć 10 warek po 1.000 litrów każda, co da 1,10 zł amortyzacji na 1 litr piwa. Problem jest jeśli, czy to z powodu popytu, czy z powodu mocy produkcyjnych, browar jest w stanie wyprodukować i sprzedać zaledwie 4 warki po 1000 litrów, bo wtedy na 1l przypada już 2,75 zł. A co jeśli warzelnia ma wybicie 500 litrów i nawet działa na full, czyli uwarzy te 10 warek w miesiącu, to da zaledwie 5.000 litrów, więc dostajemy 2,20 zł na 1 litr piwa. A warzelnie 2,5hl? Szkoda gadać.

Oczywiście zaraz możecie powiedzieć, że po tych 7 latach, ten browar nie będzie się nadawał na złom, tylko będzie go można jeszcze wiele, wiele lat użytkować. Na co mógłbym zapytać, a jaką dajesz na to gwarancję? Ale przyjmijmy, że w istocie taki browar popracuje 2 razy tyle, czyli 14 lat, zamiast 7. Tylko, że musimy rozważyć jeszcze dwie sprawy. Czy masz ten jeden milion złotych, czy go nie masz?

Jeśli go masz, to może zamiast inwestować w browar, mógłbyś go dać na % do banku. Chyba jest realne jakieś 5% rocznie, czyli po 7 latach w banku miałbyś, zamiast jednego miliona, 1.000.000 + (50.000 x 7 lat) = 1.350.000 zł (dla uproszczenia pomijam % składany, podatek Belki i inflację). Czyli po 14 latach mamy 1.700.000 zł. I co najmniej tyle musimy mieć z browaru, bo w innym wypadku lepiej leżeć do góry brzuchem i nic nie robić, bo po prostu tracimy kapitał. Czyli jak śpiewał klasyk „gdyby leżał całe życie mniejszą czynił by tym stratę”. Co daje nam 120.000 zł rocznie, czyli niewiele mniej (~10%) niż przy wersji na 7 lat. Nie będę tego rozbijał na litry, bo i tak wiadomo, że nikt tego miliona nie ma. 😉 Co wtedy?

Jeśli nie masz tego miliona, to trzeba go pożyczyć. Tak się niestety przykro składa, że bank za darmo Ci pieniędzy nie pożyczy. I też dla uproszczenia przyjmijmy, że koszt kredyty inwestycyjnego wynosi 10%. Pomijam, prowizje, ubezpieczenie kredytu, czy mamy czym zabezpieczyć ten kredyt itp. Wg kalkulatora (10%, na 7 lat, z równą ratą) będzie to ok. 1.400.000. Co oznacza, że rocznie amortyzacji + kosztów finansowych będzie ok. 200.000 zł, czyli 16.000 zł na miesiąc. Co przy 10 warkach po 1000 litrów daje 1,6 zł/l, a przy 4 warkach po 1000l, już 4 zł/l.

2 zł w 0,5 l piwa może stanowić amortyzacja sprzętu. A teraz dodaj sobie koszty surowców, robocizny, akcyzy, opakowania (ciekawostka – butelka ok. 0,5 zł/szt, keg Peteiner 30l – ok. 35 zł), transportu i… otwieraj browar. Bo przecież to jest złoty interes. Oczywiście to jest dobry interes, bo inaczej nie powstawałyby nowe browary, ale nie aż tak dobry, jak się co niektórym wydaje.

A tym, którzy zastanawiają się, czemu piwo w Niemczech jest tańsze niż w Polsce, mimo, że za Odrą są zdecydowanie wyższe koszty pracy i mediów, choć już surowce są w tej samej, a nawet niższej cenie niż w Polsce, pragnę zwrócić uwagę, że ich browary zamortyzowały się już dawno, dawno temu. A trudna sytuacja na rynku wymusza presję na obniżanie cen. Stąd bardzo dobre piwo, z niewielkiego frankońskiego browaru może kosztować €1-2, a nie €3-4. Żeby sobie jednak uświadomić, że jednak mam rację warto zobaczyć, ile kosztują piwa w nowo wybudowanych browarach we Włoszech czy Wielkiej Brytanii.

Oczywiście można na to odpowiedzieć, że przecież nikt nie każe kupować inwestorowi browaru za 1.000.000 zł. Jasne, Tobie też nikt nie każe kupować piwa po 12 zł w multitapie.

77 KOMENTARZE

  1. Nie ma co się dziwić. Podejście każdego zdrowego konsumenta jest take, że chce płacić za wartość dodaną. W piwie wartością dodaną są surowce, cały proces produkcji, dystrybucja. Za pozostałe klient nie chce płacić i wytwórca piwa powinien minimalizować te koszty. Tak jest w każdej branży. Inna sprawa to koszt prowadzenia działalności gospodarczej, który jest dużo za wysoki i chętniej zapłaciłbym za wyższe pensje niż za wyższe składki, podatki.

    • Wartość dodana to jest smak piwa, ewentualnie piękna historia, jaką ono sobą przedstawia (vide Sęp), ale nie surowce. Niestety musisz zainwestować w sprzęt. A wierz mi, że jest różnica miedzy warzelnią za milion, a taką za pół miliona.

      Aha, oczywiste jest, że klient chce zapłacić jak najmniej. Tylko pytanie czy to jest realne. Np. dla mnie mercedes obojętnie jak wypasiony nie jest wart więcej niż 100 tys. zł. Więcej bym nie dał. Ale czy to znaczy, że jak kosztuje 200 tys. zł to Mercedes AG oszukuje?

  2. Z tą amortyzacją przy własnym wkładzie rzadko to tak wygląda. Niewielkie restauracje, hotele, browary, itd. za zaoszczędzone pieniądze są raczej pomyślane na więcej lat niż te 7 (przynajmniej przy takich kwotach o jakich mówisz). Duże korporacje i duzi inwestorzy takimi kwotami sobie głowy nie zaprzątają, mali prywaciarze raczej nie myślą o szybkim pomnażaniu swojego miliona taką drogą, bo są na to zdecydowanie lepsze sposoby niż mały biznes, który ma się latami amortyzować.

    Ale prawda jest jednak taka, że większość tego typu placówek dostaje sprzęt w leasing (najczęściej na te 7 lat) i co by się nie działo miesiąc w miesiąc kwotę kredyty musi spłacać.

    Pozostaje jeszcze kwestia restauracyjno-hotelowa w browarach restauracyjnych. Nie od dziś wiadomo, że restauracje zarabiają na ziemniakach, frytkach i innych herbatach (bo tam marże są najwyższe), aniżeli jakimś steku wołowym. Piwo często może być wabikiem wśród nastu restauracji w danym mieście, czy też jeśli przybytek posiada hotel jako miejsce do wykupienia noclegu.

    Wracając do ceny piwa, mnie jako konsumenta mało interesuje czy browar jest nowym na rynku, czy istnieje od 200 lat. Piwo ma mi smakować. Jeśli 2 piwa uważam za tak samo dobre i jedno kosztuje 5 zł, drugie 10 zł to wiadomym jest, że będę kupował to za 5 zł (raz kupię te za 10 zł, żeby porównać i to będzie koniec). Siłą browarów restauracyjnych muszą być style, których gdzie indziej nie dostanę – innej możliwości nie widzę, bo cenowo nie mają szans.

    • Po pierwsze, jeśli jakaś inwestycja nie jest się w stanie zwrócić w ciągu pięciu lat to nie ma ekonomicznego sensu zawracać sobie nią głowy.
      Co do leasingu to przy budowie browaru jest to dość rzadka opcja. Firmy leasingowe nie chętnie finansują sprzęt, który jest „mało chodliwy” i byłby później – w razie fiaska inwestycji – trudny do zbycia. Dlatego wymagają dość wysokiej raty inicjalnej (pierwszej wpłaty), dodatkowo życzą sobie zabezpieczeń w postaci zobowiązania producenta do wykupu sprzętu w razie klapy. Na dodatek rata leasingowa jest zazwyczaj wyższa od raty kredytu.
      Można finansować inwestycję z kredytu inwestycyjnego. Najłatwiej jest oczywiście gdy można udowodnić bankowi, że posiada się już firmę przynoszącą dochody wystarczające na pokrycie raty. Trudniej gdy przyznanie kredytu ma się opierać na przyszłych dochodach, wówczas zatrudnienie przynajmniej doktora ekonomii i napisanie biznesplanu na 150 str. jest nieuniknione 🙂
      Nie słyszałem jeszcze żeby jakakolwiek restauracja utrzymała się z herbaty czy frytek – chyba, że mamy inne pojęcia restauracji. Jak będziesz w lokalu sprzedawał herbatę, frytki i ziemniaki z sosem to już niestety nie będzie restauracja tylko bar mleczny. Fakt, że marża na herbatę wynosi jakieś 500% ale zastanów się ile herbaty musiałbyś sprzedać żeby utrzymać lokal?
      Ceną w lokalu się nie tylko zarabia, reguluje się też – mówiąc brzydko – rodzaj klienta do jakiego chcesz trafić.
      Co do piwa i browarów restauracyjnych to tak naprawdę najważniejsze jest to ile browar jest w stanie sprzedać na miejscu bo na tym zarabia się pieniądze. Zbyt szeroka dystrybucja piw z browaru restauracyjnego nie ma większego sensu ekonomicznego.

      PS: Poza tym uważam słowo „ prywaciarz” za obraźliwe .

      • no gratuluję nastawienia , nastaw się na zwrot kapitału po pięciu latach budując kamienice pod wynajem itp , co do zarabiania na konsumpcji , to też się nie zgodzę , przynajmniej 50% dochodu w browarze restauracyjnym pochodzi właśnie z kawy herbaty frytek i innych schabowych

        • Kamienica nie służy tylko do zarabiania pieniędzy jest też lokatą w nieruchomość. Przy lokatach w nieruchomości czy złoto raczej zakłada się, że ich wartość rynkowa w perspektywie czasu będzie wzrastać. Wartość zakupionego sprzętu browarniczego w czasie będzie raczej spadać.
          Zgadzam się, że browar restauracyjny część pieniędzy zarabia na konsumpcji, bez dwóch zdań. Nie zgadzam się natomiast, że restauracja utrzymuje się z dodatków typu frytki czy herbata bo na nich są najwyższe marże.

        • Rozesłanie kilku skrzynek i paru kegów piwa do kilku miejsc w Polsce raczej ma się nijak do sprzedaży na miejscu.

          Zawsze jak jestem u Wojtka w Chrząstawie to jest pełna sala ludzi, wszyscy zajadają i prawie każdy ma piwo. Jak na moje oko to sprzedaż na miejscu jest znacznie wyższa niż w ‚dystrybucji’

  3. Cena w knajpie w UK ze zwykłego pubu zaczyna się od 2GBP za pinte z małego lub średniego browaru.
    Piwo w specjalistycznej knajpie z naprawdę nietypowym wyborem to koszt ok 3GBP za 2/3 pinty.
    Z tym, że akcyza jest dużo wyższa niż w Polsce. Czyli tak naprawdę w Polsce i w UK płace tyle samo za piwo.

    • Trzeba dodać, że piwo w sklepie w UK kosztuje minimalnie mniej lub tyle co w knajpie. Nie mówie tu oczywiście o jakiejś stelli, a wydać 2-3 funty dla Angola to tak jak dla Polaka 2-3 złote…bida u nas, że aż piszczy

      • No to jest inna kwestia. Zauważcie tylko, że oni kupują surowce taniej niż my. My kupujemy chmiele z Ameryki via Belgia lub UK. Słody niemieckie. Owszem można powiedzieć, że polskie byłyby tańsze. Sęk w tym, że jeśli już to niewiele, a i tak pewnych słodów w Polsce się nie wytwarza (pszeniczne, wędzone). Ale tak jak kiedyś z Makaronem mieliśmy okazję rozmawiać, pod wieloma względami, właściwie poza robocizną, to w UK można taniej otworzyć browar niż w Polsce. Ale nie narzekajmy, są u nas piękne, historyczne czasy. U nich jest 1000 browarów, ciężko się wybić. U nas nawet Antidotum może liczyć na 2 i 3. szansę. 😉

  4. A ile orientacyjnie kosztuje wyposażenie browaru restauracyjnego? Czy wspomniany 1 mln złotych to jest realna kwota, za mała, czy po prostu zaokrąglenie celem łatwiejszego zrozumienia przykładu?

    • Realna. Można kupić browar i za 1,5-2 mln, a można i za 0,5mln. Najtańszym browarem w Polsce jest podobno Artezan. Na mieście mówi się, że chłopaki zainwestowali ok. 200 tys. zł.

    • od 600 000 PLN w górę. Z tego co słyszałem kiedyś w jakimś wywiadzie z p. Wojtkiem to Widawa wzięła 2 mln kredytu, ale wątpię by aż cała kwota poszła na sam browar.

  5. amortyzacja browaru na 7 lat to bzdura , sam uważam że dobre piwo jak każdy dobry wyrób powinien mieć swoja cenę ale nie róbmy ludziom wody z mózgów , podstawowy koszt browaru to budynek , tanki i sprzęt warzelno- zacierny , biorąc pod uwagę materiał z jakiego jest wykonany i naprawdę proste warunki eksploatacji jestem pewny że starczą na kilkadziesiąt lat , poza takimi elementami jak pompy elektrozawory , przewody itp , to galanteria . Po prostu róbmy dobre piwo o ceńmy je , klient się znajdzie ! Kilka dni temu piłem belga otrzymanego od kolegi z firum ( josefik ) za to według niego niezbyt udane piwo jestem w stanie płacić 15zł. za butelkę.

      • mam siedmioletnie auto które jest jak nowe , sprawa względna , dużo zależy od marki ,serwisu , sposobu eksploatacji itp. Tak branie i wrzucanie wszystkiego do jednego gara jest nieuzasadnione , wynika chyba tylko z pójścia urzędów na łatwiznę. Powtarzam dobry produkt się zawsze obroni , słaby nawet z krową na etykiecie nie złapie mnie drugi raz .

        • Ono może sobie być „jak nowe” tylko czy odzyskasz pieniądze, które za nie zapłaciłeś Ty, lub jego 1. właściciel, kupując je jako nowe w salonie? Nie odzyskasz, choćby dlatego, że jest już przestarzałe technologicznie. Jeżeli nie brałeś tego pod uwagę jeżdżąc samochodem, to znaczy, że właśnie dowiedziałeś się, że straciłeś kilkadziesiąt tysięcy zł. To jest mniej więcej takie myślenie, jak ktoś licząc koszt przejechania 100 km liczy tylko benzynę.

        • kupując porządny samochód , tak jak instalacje do browaru muszę myśleć , raz czy będę z niego korzystał rok dwa trzy czy ma mi służyć długo i zarabiać dla mnie pieniądze , robić dobre piwo , czy wozić mi tyłek bez przygód , ja na moim przykładzie wiem że przy dwóch stłuczkach oponent jechał na lawecie a mi nawet dowodu nie zabrali . browar przy wybiciu ok 2000 hl to koszt min. 1mln. zł

        • nie . nie przybyło ale myslacy człowiek nie sprzedaje czegoś na czym może stracić z przyczyn mało obiektywnych , tak samo właściciel browaru nie rzuca sie na każdy nowy gadget a la Kaspar SchKo tylko stara się robić dobre piwo , każdy kto zrobił kilka piw w domu wie że sprzęt to 20% a reszta to umiejętności piwowara.
          Co do różnicy między faktycznym zużyciem sprzętu a zasadami amortyzacji , kolega ainur wyczerpał temat . Wracając do piw niszowych , Piłem wszystkie z Pinty i Ale Browaru i do żadnego z nich nie wrócę , nie są warte tej ceny ( dla mnie ) i tyle w temacie.

        • Czyli dopóki nie sprzedasz lub nie zezłomujesz samochodu, to tych kilkudziesięciu tysięcy złotych w ogóle nie bierzesz pod uwagę?

      • Sam odpowiedziałeś na to pytanie, pisząc o niemieckich browarach, które „zamortyzowały się już dawno, dawno temu”, a które jednak cały czas produkują, dzięki czemu piwo stamtąd jest znacznie tańsze. Czyli ich faktycznie amortyzują się dużo dłużej, niż 5 lat, o których wspominasz.

        • Po pierwsze to są inne browary. Tam, jeśli tylko kadzie nie przerdzewieją, nie ma się co psuć. Warzelnia, skomputeryzowana np. KS, to jest potencjalne źródło problemów. To jest mniej więcej taka sytuacja jak z 40 letnim GAZem, którego naprawiasz młotkiem, a super duper Jeepem Wranglerem, który nie pojedzie, bo czujnik czegoś tam się spalił i podaje błędną wartość. Myślisz, że te Jeepy za 200 czy więcej tysięcy pojeżdżą tak długo jak te gaziki 50-letnie. Mam spore wątpliwości.
          Po drugie ja nie twierdzę, że po siedmiu latach warzelnię trzeba oddać na złom. Ale zwrot zainwestowanego kapitału w ciągu 7 lat, to moim zdaniem nie jest jakaś fanaberia i chciwość. Ile lat byś chciał tyrać na zwrot kasy, którą zainwestowałeś? Ile lat będzie uczciwie? 15? a może 50?

        • Czyli nie chodzi o wzmiankowaną w tytule amortyzację, a o zwrot zainwestowanego kapitału. Oczywiście, rozumiem to. Tylko dlaczego nazywasz to amortyzacją ?

        • Z tego wniosek, że klienci np. K-S to wariaci, ponieważ kupują browar, który „jest potencjalnym źródłem problemów.”, w którym „spali się czujnik”, no i kupa. Przecież zamiast tego, za ułamek ceny nowego mogliby kupić używany, w którym ” nie ma się co psuć”, a jeśli już, to „naprawiasz młotkiem”.

        • Trochę tak, ale nie do końca. Te zamortyzowane frankońskie browary zwykle są sporo większe niż 10hl wybicia. Po drugie są dużo bardziej energochłonne – na oko tak 5-krotnie. No i jeśli chciałbyś taki browar zbudować od zera, a nie zakupić z demobilu, swoje kosztują.
          Zauważ, że Lwówek Śląski był kupiony za 0,8 mln. zł. Ale Marek Jakubiak musiał w niego zainwestować kolejne 5 mln. żeby go uruchomić.

          Porównanie Kaspar-Schulza z Jeepem Wranglerem jest moim zdaniem bardzo trafne. Jednak są ludzie, którzy kupują Jeepy. Dlaczego to robią, zamiast kupić GAZa, którego naprawią młotkiem?

    • No, galanteria. 😀 W zeszłym tygodniu byłem u gościa w punkcie ksero. Był załamany, w maszynie do pieczątek poszedł mu silniczek. Silniczek wielkości dwóch paczek fajek. Koszt – 4 tyś zł 😀 😀

      Ta galanteria, jak mówisz, potrafi być nieraz droższa niż cała reszta.

  6. Każdy (albo prawie każdy) potrafi samem skalkulować cenę produkcji uwzględniają wiele parametrów, o których to też wspomniałeś. Jeżeli więc sobie ktoś skalkuluje, że 0,5 l piwa będzie kosztować około 6 – 7 zł uwzględniają wszystkie parametry, a potem ma do zapłaty 8,49 zł za 0,33l albo i więcej, to nie dziw się za bardzo, że ludzie zaczynają marudzić. Doskonale wiesz, że Wasze piwa trafiają raczej do troszkę lepiej wyedukowanej grupy ludzi pod względem wiedzy na temat piwa (również dzięki temu blogu), więc zagrywka pt. „sprzedaje się, to jedziemy do góry z ceną” jest naigrywaniem się z ludzi, którzy dają Wam zarobić kupując Wasze piwo, a to raczej nie jest fair. Co więcej, ostatnio zdarzyła się Wam lekka obniżka formy (patrz Sęp, Renifer, Weizenbock), więc pewnie rzeczy zadziałały na pogorszenie Waszych notowań. Stracić zaufanie klienta (w szczególności na młodym rynku, na którym nie ma przywiązania do marki) jest śmiercią kliniczną, więc …

    • Piotrze, ależ kalkuluj sobie jak chcesz. Nikt nie każe klientowi płacić 12 zł za 0,5l piwa. Nikt.

      Co do obniżki formy, to wybacz, ale ja uważam Renifera za bardzo dobre piwo, nowatorskie na polskim rynku i warte swojej ceny. Żadnej obniżki formy nie zauważyłem. Co do Sępa, to najbardziej nie smakował on tym, którzy go w ogóle nie pili. Nie jest to piwo wybitne, ale nie jest to też piwo, którego bym się wstydził. Co do weizenbocka, to nie jest piwo kolaboracyjne, ja koźlaków nie lubię i tyle tytułem komentarza.

      • Ja akurat piwa wymienione piłem, piłem również wcześniejsze kolaboracyjne, więc mogę powiedzieć, że troszkę jest to obniżka formy.
        Co do Renifera, to ok, jest to piwo nowatorskie itd., więc nie ma z tym problemu, albo ktoś je polubi, albo nie, natomiast pozostałe to raczej style klasyczne w jakimś stopniu, więc chyba można porównać z innymi / znaleźć pewne wady ?
        Ja osobiście wyznaję zasadę w stylu niemieckim dotyczącą przywiązania do rodzimych produktów, ale lubię być traktowany fair jako konsument, i to tyle w temacie. Tak czy inaczej Wasze piwa i tak będę kupował, choć z pewnym wewnętrznym ale.

  7. Kopyr, ten wpis oparłeś na jakichś danych realnych np. obgadałeś tę sprawę z kimś, ewentualnie jest tak u was, czy po prostu poszukałeś alternatywnej teorii drogiego piwa? Bo niestety znajduję tu kilka luk, a wykształcenie mam ekonomiczne, choć niefinansowe.

    Po pierwsze, realne zużycie sprzętu, a amortyzacja finansowa to dwie różne rzeczy! Ustawodawca po prostu sobie założył, że np. samochód zużyje się po kilku latach, a budynek po kilkunastu. Tyle, że nawet jakbyś nie korzystał z jednego i drugiego przez ten cały okres, to i tak amortyzacja działa – lepszy przykład to komputer. Kupujesz nowy, nawet nie uruchamiasz i wg ustawy finansowej po kilku latach ten komputer jest bezwartościowy, ponieważ każdego roku tracił swoją wartość (starzał się, choć go nie używałeś). Dlatego w przypadku browaru mam zastrzeżenie, że to amortyzacja finansowa, nie realna.

    Po drugie, amortyzacja finansowa, a jakże, jest narzędziem do obliczania finansów firmy. Amortyzacja to KOSZT, więc amortyzując rocznie browar, płacisz mniejszy podatek. Jakby nie było amortyzacji, to i tak musiałbyś zapłacić podatek należy od zysku ze sprzedaży minus koszty ogólne.
    Amortyzacja w tym przypadku to bardzo dobry sposób na zmniejszenie podatków, bo jeśli koszty ogólne przewyższają zysk, to nie ma od czego odprowadzać podatku. To już inna sprawa, czy faktycznie poniosłeś koszt amortyzacji – w finansach tak to wygląda.

    Ja bym powiedział jednak, że koszt produkcji browaru nie jest jakiś szczególnie wysoki, podobnie transport i magazynowanie, ale cenę podbija marża producenta i detalisty. Knajpy są drogie, prowadzenie sklepu też nienajtańsze.

    • No bardzo realnych. Browar kosztuje od 0,5-2 mln zł. Amortyzacja w przemyśle spożywczym to jest 7 lat. Oczywiście dla celów podatkowych. Ale weźmy przykład samochodu. Owszem można samochodem jeździć 10-15 lat. Moje pytanie jednak jest takie, za ile byś kupił 5-letnie służbowe auto? 20% ceny salonowej? Więcej? To teraz zapytaj sam siebie za ile kupisz używaną 7 lat warzelnię, skoro od tego czasu weszły nowe technologie. 7 lat temu Kaspar Schulz jeszcze nie produkował warzelni z systemem SchKo. Cokolwiek by to nie było. Za ile % ceny nowego browaru odkupiłbyś używaną warzelnię? Za 50%? Nie sądzę.

      Nie mieszajmy ludziom w głowach, to że na finansach amortyzację określa się jako dobry koszty, bo powiększa cash flow, to nie zmienia faktu, że kasę na zakup tego środka trwałego trzeba wyłożyć. Z komputerem jest przykład skrajny, bo on często po 3 latach jest wart 0 zł, a fiskus każe go amortyzować 5 lat. Budynki nie amortyzuje się w kilkanaście lat, a w kilkadziesiąt.

      • Mi chodziło raczej, na ile browary faktycznie ponoszą te ogromne koszty utrzymania i remontu. Browar można uznać za przemysł, ale gdy robiliśmy biznesplany np. fabryk, to realne koszty amortyzacji (gdy faktycznie było coś naprawić, wymienić) nie stanowiły głównej części kosztów działalności.

        Twoja myśl jest w miarę dobra, ale ja bym powiedział, że browary są takie drogie, bo muszą zarobić na nowe inwestycje np. warzelnię z systemem SchKo (co by to nie było). Ale jednak amortyzacja i inwestycja tożsame nie są.

        • A słyszałeś o analizie opłacalności inwestycji opartej o przepływy pieniężne, choćby metody dyskontowe NPV czy IRR. W cash flow uwzględniasz m.in. amortyzację. Nie myśl o amortyzacji, jako o wydatkach remontowych, tylko jako o sposobie na zobrazowanie ujęcia majątku trwałego w rachunku biznesowym. Gdyby było tak jak zakładasz trzeba by nieustannie dokonywać wyceny majątku, żeby wiedzieć jaka jest rzeczywista amortyzacja. Oczywiście, że w tym wpisie traktuję amortyzację jako przybliżenie mające obrazować zwrot z inwestycji. Inaczej po co pisałbym, że niemieckie browary zamortyzowały się dawno temu. Wg Ciebie powinno to oznaczać, że już trafiły na złom, względnie nakłady na remonty osiągnęły wielkość równą początkowym nakładom inwestycyjnym. W biznesie nikt nie operuje takim znaczeniem amortyzacji.

        • Jak najbardziej słyszałem o NPV i IRR, i znam je, ja chciałem jedynie zwrócić uwagę, że finansowa amortyzacja to jedno, a realne zużycie sprzętu to drugie. Gdy amortyzuje się sprzęt, to zmniejsza się kapitał podmiotu, przez co trudniej jest dostać kredyt na następną inwestycję, więc trzeba wykazać wysoki zysk, z którego pokryje się ratę kredytową.
          Napisałem posta w taki sposób, jakoby ta amortyzacja, bardziej realna niż finansowa, była głównym źródłem wysokiego kosztu piwa, a jednak nie jest to takie proste.

  8. Kopyr Twoje piwa są jednak nołnejmami dla zwykłego kupowacza piwa. Jeśli kosztuje ponad 10 zł za 0,3 to taki ktoś go raczej nie kupi. Jeśli już to z ciekawości. I tu wchodzi zasadnicza rzecz – takie piwo musi być zajebiste, jeśli już tyle wydałem, to na nie byle co – tak myśli ten kto kupi juz to piwo.
    Musisz najpierw zbudować markę wydaje mi się, czyli wydać jak najlepsze piwo w przystępnej cenie i utrzymać powtarzalnoć. Aby ktos jak kupi Twoje piwo mógł je polecić komus innemu nawet po kilku miesiącach.
    Narazie nie ma takiej możliwości bo wasze piwa wyszły tylko raz, były lepsze bądź gorsze i nie waidomo czego się spodziewać. A cena to jednak dosyć ważna rzecz.
    Możesz kogoś łatwo zrazić, kogoś kto dał pobad 10 zł za piwo 0,3 i mu nie posmakuje, wiadomo że taki ktoś wszystkim dookoła o tym powie, a ten komu posmakowało może i wróci, a wróciłby pewnie gdyby cena była bardziej przystępna.

    • Ale to nie jest kwestia tego, że my sobie bierzemy cenę z sufitu. O tym właśnie jest ten wpis. To nie jest tak, że moglibyśmy sprzedawać piwo po 2 zł, a sprzedajemy po 7, bo się chcemy nachapać. Znaczy oczywiście każdy by się chciał nachapać, ale to nie jest takie proste. 😉

    • A i jeszcze jedno, na razie jeszcze nie wypuściliśmy piwa, które kosztowałoby „ponad 10 zł za 0,3l”. Co nie znaczy, że nie wydaje mi się realne wypuszczenie takiego.

        • Tego piwa jednorazowo jest 1000 litrów, a zwykle niestety nieco mniej. To w kogo my możemy celować z 2000 litrów? W Tesco, w Biedronkę? Stary, Kolaboracja me genialną dystrybucję, naszych piw można było spróbować we: Wrocławiu, Poznaniu, Łodzi, Warszawie, Krakowie, Gdańsku, Miliczu, Obornikach Śl., Katowicach, Częstochowie, Słupsku. Pewnie o czymś zapomniałem. Oczywiście nie było jeszcze piwa, które było we wszystkich tych miastach na raz, ale to i tak fenomenalny sukces. Można wręcz powiedzieć, że robimy to dla idei, dla funu, dla satysfakcji, bo były takie piwa, co pojechały w Polskę, a w browarze ich prawie nie było, jak Kawka. To jest przede wszystkim zabawa, bo sprzedając piwo do pubów browar pozbawia się marży jaką by miał na miejscu. Oczywiście zyskuje publicity, ale też grono hejterów, których by nie miał gdyby piwo nie opuszczało Chrząstawy. Słyszałeś, żeby ktoś złe słowo napisał na browar w Kaliszu, Szczecinie albo Puławach. Wiesz dlaczego? Bo się nie wychylają, warzą jasne, ciemne i pszeniczne i jest git.

        • No z Szczecinem to może trochę przesadziłeś, bo chyba w Starej Komedzie urzęduje Volke Quante 😉 … Tomek, tak jak Cię lubię, to nie lubię miejscami pewnego spłycania, przecież nie wszyscy co czasem krytykują są od razu hejterami ! 😀 Czasem dostajesz konkretne argumenty dotyczące danej krytyki (pomińmy Sępa, bo tą akcję uważam za skandal ze strony forumowiczów), i to nie jest tylko po to, żeby za przeproszeniem „dosrać”, tylko żeby podzielić się z Tobą przemyśleniami, o które to czasem zwracasz się do publiki. A to, że wobec Was są bardzo duże wymagania, to tylko się cieszyć, bo jak wiadomo szlachectwo zobowiązuje, a to powinno mobilizować.

        • Volker to urzęduje w Kolonii :P. Uwarzył jedno piwo w Szczecinie i nie miało ono dystrybucji poza browarem. Ale dobra podstaw sobie za Szczecin kilka innych, niewychylających się browarów. Wydaje mi się, że nawet browary notorycznie sprzedające kwasiżury, sprzedające jako swoje piwo Kasztelana itp. mają mniej negatywnych opinii niż Widawa. No i z jednej strony można powiedzieć, że to moja wina. Co ja przyjmuję na klatę i uczę się na błędach, wobec czego pożegnałem się z browar.biz, żeby nie drażnić forumowiczów. Natomiast męczy mnie udowadnianie, że nie jestem wielbłądem. Napisałem z czego wynika to, że piwo z Widawy* jest droższe niż inne piwa na rynku, a Ty Piotrze piszesz mi, że sam wyliczyłeś, że powinno być 5 zł tańsze. No to co ja mam na to odpisać?

          *zauważ, że w moich rozważaniach przyjąłem, nakłady inwestycyjne o połowę mniejsze niż w rzeczywistości poniesione przez Wojtka. Każdy sobie może policzyć, ile warek Widawa wypuściła na rynek w zeszłym roku.

        • Na moje oko to raczej nie macie aż takie złej prasy jak Kasztelan (ufff), ale wydaje mi się, że to nie Ty drażniłeś forumowiczów, tylko ludzie poczuli krew żeby sobie pofolgować przez „potknięcie”, więc nie dziwie się Tobie zupełnie, że się pożegnałeś. Ja miałem 4 Sęp, ostatniego wypiłem niedawno i jedyne co się z jednym stało to strata na aromacie cytrusowym, ale to jest w stanie zrozumieć, bo piwo już swoje leżało, a poza lekkim diacetylem było raczej ok. BTW, ci co mówili o powalającym diacetylu mogliby spróbować Czarną Wdowę z Nomada, ciekawe jakby się to skończyło … Nie mówię, że powinno być o 5zł tańsze, bo rozumiem sytuację i wszystkie aspekty. Po prostu, może pokracznie zrozumiałem, że postępujecie zgodnie z zasadą „jednego piwnego geeka da się zastąpić skończoną ilością osób, które kupią piwo po dowolnej dużej cenie”, a to wobec sympatii do Widawy i Waszej kolaboracji poczułem się niefajnie, ale to może przesada.
          Co do kosztów, kredytów i spłat, itp. – nie ma dyskusji z faktami 😀 , przynajmniej z mojej strony.

  9. Cześć. Czytam Twojego bloga jakiś czas i bardzo mi się podoba. Spodobała mi się też Wasza akcja z chmielem do piwa Sęp. Mam też w związku z tym pytanie, skoro udało Wam się wysępić chmiel, czy ja mógłbym wysępić od Was piwko?
    Niestety u mnie w mieście jest ono nieosiągalne a skoro Wy wysępiliście coś od kogoś to może i mi się uda :).
    Jeżeli już były takie próby to przepraszam. Piszę tu bo widzę że odpisujesz regularnie.
    Pozdrawiam Marcin.

  10. Nikt nie mówi, że piwo w browarze restauracyjnym będzie w cenie masówki. Patrząc od strony kosztów w Wawie spokojnie znajdziesz lokale w którym lany Lech kosztuje kilkanaście złotych. I też to można uzasadnić np. bardzo wysokim czynszem. A jak klient się znajdzie to w czym problem.

    Co mnie trochę zraziło to fakt że Renifer dostał misję większego udziału w spłacie browaru niż np. Kur. A nie wydaje mi się aby był aż tak bardzo droższy surowcowo. Nie przekonują mnie argumenty o wyjątkowości, legendzie etc. Podejrzewam że jak Obama zacznie sprzedawać piwo po 1000 $ za butelkę to też wszystko sprzeda.

    • Oczywiście, że Renifer jest droższy surowcowo niż Czarny Kur. Po pierwsze wyższy jest ekstrakt (16%, a nie 12,5%), po drugie użyte były droższe surowce z płatkami dębowymi na czele, po trzecie droższe było opakowanie.

  11. nie rozumiem tej całej dyskusji o cenie piwa. A już najbardziej tych co wypominają prywatnemu przedsiębiorcy ile ma kosztować jego produkt. Taki ajfon kosztuje ile kosztuje nie dlatego że jego produkcja tyle wynosi tylko tyle ile jest za niego zapłacić klient. Przecież nikt nikogo nie zmusza żeby płacić 8.50 za Sępa, nie kupujcie to przy następnej warce producent się zastanowi (to akurat zły przykład bo się nie powtórzy). Nie słyszałem żeby ktoś pisał maile do Bierhalle że mają piwo po 10 zeta za 0.5L przeciętnego piwa. Nie jestem poplecznikiem autora, po prostu mierzi mnie jak ktoś kogoś poucza jak ma prowadzić interesy. Może mi się cena nie podobać, może mi się też nie podobać „lokowanie produktu” we własnych recenzjach, ale to ciągle jest jego prywatny interes i za złe decyzje odpowiada wyłącznie on więc jedyne co mogę zrobić to powiedzieć: stary nie kupuje twojego piwa bo jest za drogie dla mnie. Prowadzenie interesu to nie jest misja tylko ciężka praca.
    Jeszcze jakby Kopyr fotografował się w nowym Ferrari z podpisem: „nowe autko z marży od Sępa” to może bym zrozumiał frustrację. Nie stać mnie na buty Timberlanda to ich nie kupuję, a mógłbym napisać maila to prezesa sprzedaży i wypomnieć im że są za drogie a stosują te same metody produkcji co Caterpillar i mają fabrykę w Malezji i może gdyby pozycjonowali cenowo swoje obuwie nieco niżej duża część fanatyków skórzanego obuwia mogłaby je kupić.

  12. Tomku nie sądzisz, że takie podejście „Tobie też nikt nie każe kupować piwa po 12 zł w multitapie” jest powiedzmy to aroganckie? Czy takie samo podejście będziesz miał wtedy gdy piwo (z Twojego już browaru 🙂 ) będzie na nalewaku obok innych 10 ciekawych?Nie sądzisz, że już właśnie teraz zaczyna się wojna cenowa (przynajmniej jeśli chodzi o ceny w lokalach typy multi) między browarami restauracyjnymi/rzemieślniczymi/kontraktowymi i kiedyś braknie Ci/Wam ludzi którzy będą dawać aż takie pieniądze?

    • Równie aroganckie jak zaglądanie komuś do kieszeni i oskarżanie o zdzierstwo, chęć nachapania się, cwaniactwo.

      Uspokoję Cię – nie zamierzam zakładać browaru, a takie dyskusje jak ta, tylko mnie utwierdzają w tym przekonaniu.

  13. Kwestia ceny piwa zawsze będzie budzić emocje, bo to produkt masowy. Upraszczając całą sprawę jest tak:
    – producent ustala taką cenę, by na produkcji zarobić i ją rozwijać
    – wiadomo, że robota rzemieślnicza niskonakładowa będzie dużo droższa niż produkcja masowa
    – sztuka producenta-rzemieślnika polega na tym, by klient poczuł się usatysfakcjonowany płacąc więcej za jego produkt. Dopóki tak jest obie strony będą zadowolone. Problem zacznie się wtedy, kiedy klient pomyśli sobie: „jeżeli nie widać/czuć różnicy, to po co przepłacać?”
    – jest więc inna logika: producent masowy myśli: nie muszę starać się o wysoką jakość, tylko o właściwą równowagę między stosunkowo niską ceną a akceptowalną jakością. Rzemieślnik myśli: skoro moje piwo musi być droższe, to muszę też zapewnić najwyższą jakość i smaku, i opakowania i tp.

  14. Tytuł to żeś wybrał „genialny”. Po raz kolejny pokazujesz się ze strony „ja jestem pan sowa i ja wiem wszystko”. Trzeba było trzymać się własnego pomysłu („Oczywiście mógłbym ten temat zamknąć w jednym zdaniu – jeśli piwo się sprzedaje, to znaczy, że cena jest odpowiednia”). I jeszcze cytując poetę „Ja czule pytam się – na ch*j?”. [dziad załamał ręce]

      • Chodzi Ci o „It’s the economy, stupid.”? … Nie widzę sensu… chyba, że to kolejny krok Twojej kampanii wyborczej na prezesa pspd i dyrektora internetu 😀

        • Na prezesa PSPD nie będę kandydował. A co do dyrektora internetu, to bardziej na kierownika działu piwo. Wiesz, 1/2 czy może 3/4 internetu to porno, nie będę komuś się wcinał w kompetencje.

  15. A jak to jest z tymi kosztami – czy są wzięte z rzeczywistości, czy też wzięte z kapelusza. Dlaczego pytam – odwołujesz się do kosztu budowy browaru w wysokości 1 mln zł (o ile dobrze kojarzę, podobną kwotę zainwestował właściciel browaru „Widawa”). Tenże browar ma wydajność 1.000 hl/rok (wg K-S), czyli 8.333 litrów/miesiądayc. 11.000 zł kosztów zwrotu kapitału, czy jak wolisz „amortyzacji” daje koszt 1,32 zł na litrze. Znacząco mniej. No i jeszcze jedno – cytuję „A co jeśli warzelnia ma wybicie 500 litrów i nawet działa na full, czyli uwarzy te 10 warek w miesiącu, to da zaledwie 5.000 litrów, więc dostajemy 2,20 zł na 1 litr piwa.” Czy warzelnia o takim wybiciu też kosztuje założony milion złotych ? Rozumiem, że chcesz wskazać sedno sprawy, ale wygląda na to, że liczby dobierasz sobie w sposób dowolny. Całość wywodu miałaby większy sens, gdyby bazowała na faktycznych danych.

    • Właściciel Widawy zainwestował 2 miliony. Dlatego właśnie twierdzę, że moje wyliczenia są „bezpieczne”. Warzelnia, to może mieć i wydajność 3.650 hl, jeśli będziesz warzył 10 hl codziennie przez 365 dni w roku. Problem jest w fermentacji. Browar ma 4 tankofermentory 10hl i 3 wyszynkowe 10hl. Zadanie z zarządzania produkcją, ile może wyprodukować piwa rocznie przyjmując założenie, że górna fermentacja zajmuje 4 tygodnie, a dolna 6-8 tygodni. Dla utrudnienia przyjmij, że jasna pszenica może być serwowana po 3 tygodniach. 😉
      Co do warzelni 5hl albo 2,5hl – czy myślałeś że kosztują odpowiednio połowę i 1/4 tego co 10-tka? Rozczaruję Cię, różnice w cenie nie przekraczają 20%. Zresztą jeśli się zastanowisz, to jest to logiczne – jedyne czego jest mniej to blachy, wszystko pozostałe jest z grubsza identyczne, a przede wszystkim know how.
      Liczby są dobrane w taki sposób, żeby nikt się nie mógł przyczepić, że podkręciłem koszty, aby udowodnić tezę. Nie wierzysz, to spróbuj się dowiedzieć ile kosztuje browar, nie sama warzelnia. Browar z orurowaniem, śrutownikiem, wymiennikiem ciepła, dziesiątkami zaworów, setkami uszczelek.

    • Ja mam pytanie z innej beczki. Wiele osób tu pisze, że warzelnia działa na full czyli może uwarzyć 10 warek w miesiącu. Czy warzelnia nie może pracować codziennie, czyli 25-30 warek w miesiącu? Jest wykonana w takiej technologii, że się nie da?

      • Odpowiedziałem już w innym miejscu. Problem nie jest w warzelni, tylko w fermentowni. Tank fermentacyjny 10hl potrafi kosztować od kilku do kilkunastu tysięcy €, czyli ok kilkudziesięciu tysięcy złotych. A jeszcze musisz je gdzieś postawić. A przede wszystkim trzeba sprzedać to piwo, którego nawarzysz.

  16. Najzabawniejsze w całej dyskusji jest to, że przeciętny klient potrafi lekką ręką zapłacić np. 10 zł za 0,5 l najzwyczajniejszego Lecha, tylko dlatego, że jest w Pubie w centrum Warszawy, albo na Mariackiej w Kato, a jednocześnie kiedy wchodzi do sklepu specjalistycznego, z dobrym wyborem wyśmienitych trunków to 7 zł wydaje mu się złodziejstwem. Bo chyba o to chodzi w tej dyskusji, nie o to, że my nie rozumiemy dlaczego warto za te smakołyki trochę więcej zapłacić, tylko, że odstrasza to potencjalnych nabywców mniej wtajemniczonych. Ja w takich sytuacjach zawsze podaję przykład z tymi okropnymi lodowatymi tyskimi lub lechami…

    • Warto też sobie uświadomić ile kosztuje kawa (jakaś bardziej bajerancka) w Coffee Haeven czy Starbucksie. Poniżej 10 zł masz jedynie esspresso i najzwyklejszą kawę z mlekiem. Inne dochodzą do kilkunastu złotych i to nie w żadnej eleganckiej restauracji, tylko w centrum handlowym. Zresztą zastanówmy się ile kosztuje kawa na Orlenie.

    • 7 zł za dobre piwo to dobra cena jeśli nie można kupić równie dobrego w tym samym stylu za 5 PLN

      za 9-10 PLN można dostać piwo z małych borwarów (Alle Browar,Pinta,Artezan)
      i to w centrum Warszawy (okolice ul. Poznańskiej )

Dodaj komentarz