Co zrobić kiedy kupisz zepsute piwo?

32
1560

czyli reklamacja to prezent od klienta.

W zasadzie już w podtytule masz odpowiedź. Jeśli tak się zdarzy, że kupisz zepsute piwo, powinieneś je zareklamować. Przy czym od razu zaznaczmy, zepsute, a nie niesmaczne. Piwo, z DMSem, diacetylem, z aromatem mokrego kartonu nie jest zepsute, ono jest wadliwe. Czyli można je wypić, mniej wyrobiony odbiorca nawet nie zauważy, że coś jest nie tak. W zasadzie można je też reklamować, ale jednak skupiłbym się na piwie ewidentnie trafionym. Po czym więc poznać zepsute piwo? No to jest bardzo proste.

W ogóle z piwem jest fajnie, bo piwem trudno się poważnie zatruć. Dlatego bez większych obaw można spożywać piwo po terminie przydatności. Najczęściej po zepsutym piwie może nas spotkać efekt laksacyjny, ale raczej nic gorszego nam nie grozi. W przeciwieństwie do mięsa, ryb czy ciastek z kremem. Dlaczego? Dlatego, że najpowszechniej psujące piwo bakterie, czyli Lactobacillus czy Pediococcus nie wyprodukują jakiś strasznych trucizn. Wręcz, ich wypicie można porównać z przyjęciem żywych kultur bakterii z jogurtu czy kefiru. Są oczywiście od tej reguły wyjątki. Jeśli by np. do piwa trafiły resztki środka czyszczącego albo piwo zostało zakażone jakąś obcą substancją nie wiem np. poprzez spleśniały słód. To możemy przyjąć jakieś toksyny. Ale są to sytuacje bardzo rzadkie. Reasumując, od zepsutego piwa, raczej nie odniesiemy trwałego uszczerbku na zdrowiu.

Jak rozpoznać zepsute piwo?

Zacznijmy od wyglądu. Pierwsze niepokojące objawy możemy zaobserwować już przy otwarciu butelki. Jeśli po zdjęciu kapsla, następuje erupcja piany i połowa zawartości opuszcza butelkę, a nie wstrząsaliśmy butelki niczym Kubica po wygranym wyścigu, to wiedz, że coś się dzieje. Zapewne zaszła w butelce niekontrolowana refermentacja. Oczywiście może być tak, że w przypadku piwa refermentowanego, browar pomylił się z odfermentowaniem lub dodał za dużo cukru do refermentacji, a piwo będzie ok. Jednak trzeba pamiętać, że taka butelka może po prostu wybuchnąć, więc jak najbardziej jest to powód do reklamacji.

Jeżeli na piwie nie jest zaznaczone, że: zawiera osad drożdżowy, jest niefiltrowane, albo refermentowane w butelce, to znaczy że powinno być klarowne. Oczywiście zdarzają się mniejsze lub większe zmętnienia białkowe, które są kompletnie nieszkodliwe. Jednak piwo mętne, o którym wiemy, że normalnie jest klarowne, powinno wzbudzić naszą czujność. Podobnie jak znikająca z sykiem piana, jak na coli czy innej fancie.

Następnie piwo wąchamy – jeżeli mamy intensywny aromat kanalizacyjny, zgniłych jaj, octowy, farmaceutyczny, to jest duże prawdopodobieństwo infekcji. Uwaga, także w zasadzie przyjemny aromat goździków, w piwie, które nie jest weizenem, świadczy o zakażeniu. Piwo nie powinno śmierdzieć fekaliami, octem (oczywiście delikatne nuty octowe w lambiku, to coś innego, ale nawet w tym wypadku, one powinny być delikatne, ani bandażem. W smaku oczywiście najpowszechniejsze jest skwaśnienie. Jeśli piwo jest bardzo kwaśne, tak że wykrzywia gębę, no to jest zepsute. Są wyjątki, czyli berliner weisse czy niektóre dzikie piwa belgijskie. Często skwaśnienie idzie w parze z odpychającym aromatem. Z piwem jest podobnie jak z mlekiem, od razu widać, że coś jest nie tak.

Kupiłeś zepsute piwo butelkowe w sklepie, co robić?

Jeśli mamy więcej niż jedną butelkę, np. całą skrzynkę i otwieramy jedną butelkę – kwach, otwieramy drugą – kwach… No to bierzemy tę skrzynkę i jedziemy do sklepu. Idealnie jest jeśli mamy paragon. Przedstawiamy jaka jest sytuacja, żądamy wymiany reszty piwa na świeże lub zwrotu pieniędzy, również za te dwa, które otworzyliśmy. Jeżeli sprzedawca ma opory, mówimy, że otworzymy butelkę przy nim i niech sobie spróbuje. To go powinno przekonać, że nie żartujemy i jeśli ma trochę oleju w głowie, to powinien od ręki piwo wymienić, przeprosić i zapewnić, że przekaże nasz przypadek do producenta, bo to się jeszcze nigdy nie zdarzyło. Jak jest rozgarnięty, to powinien dorzucić jakiś gratis.

Na własnym przykładzie przekonałem się, że reklamacja to jest prezent od klienta. Bo oczywiście, to nie musi być wina sklepu, ale to sklep odpowiada przed klientem za towar, który sprzedaje. I to sklep w pierwszej kolejności odczuje gniew konsumenta. Jeżeli klient zadał sobie trud, żeby wrócić do sklepu z piwem i przełamał swoją niechęć do reklamacji, to musiał mieć do tego głęboki impuls. Sądzę, że bez wielkiego nadużycia możemy założyć, że zgodnie z zasadą Pareto 80% klientów nigdy w życiu niczego nie zareklamowało. Wśród Polaków, którzy wychowali się na handlu uspołecznionym, ten odsetek pewnie będzie jeszcze wyższy. Mignęła mi gdzieś liczba 4% Polaków, którzy deklarują, że zareklamują wadliwy towar.

Oczywiście zawsze znajdą się naciągacze, oszuści itd. Lepiej jednak dać się zrobić w balona przez naciągacza 10 razy, niż Bogu ducha winnego człowieka wziąć za oszusta. Klient daje sprzedawcy szansę na załagodzenie sytuacji, na poprawę. Jeżeli sprzedawca tę wyciągniętą rękę odtrąca, no to szykuje sobie piekło. Różne są liczby podawane, w skrócie można założyć, że zadowolony klient nie mówi o tym nikomu lub pojedynczym osobom, natomiast niezadowolony kilkunastu. O nasłaniu PIHu czy SANEPIDu nie piszę, bo to rzadkie przypadki. Nie wspominając, że ten klient często jest stracony. Natomiast klient z pozytywnie rozpatrzoną reklamacją, często zostaje najwierniejszym klientem.

Co jeśli mamy tylko jedną butelkę. Do tego otwartą. Szczerze mówiąc, wydaje mi się, że do sklepu nie ma sensu się fatygować. Ale możemy spróbować zareklamować piwo bezpośrednio u producenta. Jak to robimy? Piszemy e-mail do browaru (kontakt odnajdujemy na stronie browaru), opisujemy jakie przykrości nas spotkały, gdzie kupiliśmy piwo i najważniejsze jaką miało datę, tudzież serię produkcji. Jest spora szansa, że browar nas, co najmniej przeprosi, a w najlepszym razie przyśle jakąś przesyłkę z gratisowym piwem lub jakimiś gadżetami. Co prawda, sam nigdy do browaru nie pisałem z reklamacją, jeśli już to informowałem przy okazji jakiejś rozmowy, ale wiem, że browary w ten sposób postępują. Dlaczego? Bo im się to opłaca. Po pierwsze zyskują w oczach klienta, po drugie mają sygnał z rynku, że coś się dzieje. Dostają nr partii, mogą porównać z piwami, które mają odłożone u siebie w browarze. Jeśli u nich jest wszystko ok, to mogą przeanalizować łańcuch dostaw. Być może jedno ogniwo – np. hurtownik jest nierzetelne, towar jest źle przechowywany i piwo się psuje, a w innym regionie, to samo piwo, z tego samego rozlewu jest ok. Można wtedy albo zmienić pośrednika, albo przeprowadzić z nim rozmowę ostrzegawczą. Generalnie więc, browar powinien Wam być wdzięczny za sygnał. Jeśli nie jest, to wiecie, jeden niezadowolony klient mówi o tym….

Dostałem zepsute piwo w lokalu, co robić?

Tutaj sytuacja jest prostsza, co nie znaczy, że łatwiejsza. Generalnie trzeba mieć asertywność, co najmniej 7, żeby zwrócić uwagę barmanowi czy kelnerowi. Ludzie się boją reklamować piwo. Wypijają w ciszy, albo zostawiają niedopite i tyle. Co jest ważne, należy zachować spokój. Oczywiście klient awanturujący się zostanie załatwiony szybciej niż spokojny, ale nie chcemy być bucami. Najprościej po prostu powiedzieć, że piwo jest w naszym odczuciu: zepsute, nieświeże, niedobre. Nie musicie rzucać od razu nazwami typu Lactobacillus, fenole czy koci mocz. Pytacie, jakie jeszcze jest piwo w ofercie i zamawiacie inne, natomiast tamto odstawiacie niedopite, nic nie mówicie o zwrocie pieniędzy, reklamacji ani podobnych rzeczach. Jeśli kelner ma trochę rozumu w głowie, to nie doliczy Wam tego piwa do rachunku. Jeśli jednak doliczył, wyrażacie najgłębsze zdziwienie i pytacie, czy rachunek jest dobrze podliczony. Kelner powinien zrozumieć, że rzucacie mu koło ratunkowe, a na horyzoncie majaczą trójkątne płetwy. Jeśli nie zrozumie, można poprosić o rozmowę z kierownikiem. Ten powinien być bardziej rozgarnięty. Jeśli nie jest, niech Ci będzie jak poganin i celnik. 

Reklamacja jest dobra

Musicie wytworzyć w sobie przekonanie, że reklamując zepsute piwo, robicie coś dobrego. To jest dobry uczynek. Wobec sprzedawcy, lokalu, browaru i przede wszystkim społeczeństwa. Jeżeli jeden klient zwróci skwaśniałe piwo, to zwykle zostanie zmieniona beczka i kilku kolejnych, mniej asertywnych, nie będzie się musiało męczyć. Po drugie, jest to zachowanie fair wobec sprzedawcy. Skąd on ma wiedzieć, że sprzedaje zepsute piwo? Przecież nie próbuje 1 butelki z każdego kartonu i każdej skrzynki. Barman, przynajmniej na początku zmiany, powinien spróbować piwa, które serwuje. Oczywiście dzieje się tak nieczęsto, a bo to szef rozlicza z każdej beczki, a bo to by była strata. Dajmy mu więc szansę na naprawienie tego błędu.

Jeśli więc spotka Cię taka przykrość, bądź człowiekiem i daj szansę na naprawienie szkody. Niestety powszechnym zachowaniem jest niepowiedzenie ani słowa, a później opisanie sprawy na forum czy rozpowiadanie wśród znajomych, a to powinna być ostateczność. Kiedy wszelkie inne sposoby zawiodły. A zatem bądźmy asertywni, reklamujmy zepsute piwo, w naszym szeroko pojętym wspólnym interesie.

32 KOMENTARZE

  1. Jakieś 2 tygodnie temu kupiłem Żytnie z Konstancina i okazało się być zepsute. Było tak kwaśne że nie dało się tego przełknąć. Napisałem maila do browaru co mnie spotkało i w ramach rekompensaty zdeklarowali się wysłać do mnie jakiś upominek. Po około 7 dniach dostałem od Poczty Polskiej mokry karton, w którym był rozbity Czarny Dąb, Pszeniczne i szklanka. Podróż przetrwały tylko 2 Żytnie. Na kartonie nie było żadnej informacji o tym że w środku znajduje się szkło, a same piwa oddzielone były ścinkami papieru z niszczarki. Naprawdę przykry widok.
    Co ciekawsze przedwczoraj kupiłem sobie Czarnego Dęba i też okazało się być zepsute! Ponownie napisałem maila, a w odpowiedzi zostałem przeproszony. Coś się dziele z tym Konstancinem niedobrego.

  2. „Jeśli po zdjęciu kapsla, następuje erupcja piany i połowa zawartości opuszcza butelkę, a nie wstrząsaliśmy butelki niczym Kubica po wygranym wyścigu, to wiedz, że coś się dzieje. (…) trzeba pamiętać, że taka butelka może po prostu wybuchnąć, więc jak najbardziej jest to powód do reklamacji.”

    Pewnie tak, ale nie widzę sensu reklamować co drugą butelkę z De Molena 😉

    • Też mnie to spotkało w przypadku De Molena i generalnie bardzo to obniżyło moje wyobrażenie o tym browarze. De Molen to jest właśnie ten przypadek, kiedy piwo nie jest zepsute, ale jest przegazowane. Co gorsza to jest potencjalny granat.

  3. Kurcze, Gościszewo nie ma e-maila:) Na szczęście nigdy nie trafiła mi się cała skrzynka zepsutego piwa, zawsze to były pojedyncze przypadki i nie reklamowałem tego w sklepie. Natomiast zdarzyło mi się reklamować piwo w lokalu i pewnie miałem pecha ale zawsze trafiałem na postawę „zdaje się Panu” lub „tak ma być”. A dzieje się tak bo odzywa się jedna osoba na 7-8, a reszta pije w skupieniu.

    • Właśnie dlatego powstał ten tekst. Ja miałem czasem uznawane reklamacje, czasem nie. Jedno jest pewne, skoro nie zamierzasz dopić, to poinformuj obsługę dlaczego, bo może sobie pomyślą, że już Ci się nie mieści. 😉

  4. Pozwolę sobie mieć dwa pytania do Autora (choć nie wątpię, że odpowiedzi znają także inni odwiedzający ten blog) – jedno nie całkiem na temat, drugie całkiem nie na temat.

    1. W jaki sposób generalnie należy przechowywać piwo? Nie mam tu na myśli piw niepasteryzowanych i niefiltrowanych, rozlewanych w browarach restauracyjnych etc. (czyli takich, które z natury rzeczy powinny iść do lodówki). Chodzi mi o „zwykłe” piwa niekoncernowe. Logicznym faktem braku podpiwniczenia mojego domu jest brak w nim piwniczki (odnoszę wręcz wrażenie, że posiadanie takowej jest niemal nieodłącznym atrybutem miłośników trunków wszelakich i dodaje generalnie +10 do „fejmu” oraz +5 do „skillu”). Piwa trzymam w zamykanej szafce kuchennej (nie wiszącej, lecz stojącej na ziemi), w temperaturze pokojowej (kuchennej?). Generalnie nie zauważyłem nic niepokojącego w smaku piw tak przechowywanych, poza Red AIPA (Haust), który powędrował tam razem z innymi zapasami i skwaśniał był po dwóch tygodniach. Czy zatem jest to dobre i poprawne miejsce do chomikowania piwa? W grę wchodzi jeszcze strych, ale o ile zimą panują tam warunki korzystne z punktu widzenia przechowywania artykułów spożywczych, o tyle w lecie tworzy się tam mikroklimat właściwy raczej oranżeriom. A jeśli lodówka – to czy piwo powinno stać (np. w drzwiach), czy może leżeć (wtedy tworzy się często osad na bocznej ściance – nic się z takim piwem nie dzieje, nie wytrącają się w nim jakieś ciała obce, itp.)?

    2. W opublikowanym onegdaj (i podlinkowanym w niniejszym wpisie) felietonie na temat „best before” proponujesz wykonanie eksperymentu z zakupem kilku sztuk piwa i otwieraniem go w regularnych odstępach czasu (np. co pół roku). Czy mógłbyś zarekomendować jakieś konkretne piwo do takiego eksperymentu? Byłbym wdzięczny, gdyby było to piwo raczej łatwo osiągalne (w sklepach specjalistycznych), a nie jakiś wynalazek dostępny tylko w jednym klasztorze w Alpach, warzony w czasach krucjat i możliwy do zdobycia po odczytaniu łacińskich inskrypcji, zapisanych sokiem z cytryny i widocznych jedynie po ogrzaniu nad płomieniem świecy.

    Z góry dziękuję za odpowiedź i przepraszam za ten nieco przydługi strumień świadomości.

    • Z piwem gotowym sprawa jest prosta: im niższa temperatura (powyżej temp. zamarzania) tym lepiej.

      Można przyjąć, że każde 10*C różnicy przyspiesza starzenie piwa trzykrotnie, czyli piwo które w 20*C wytrzyma 9 tygodni, w 30*C (sytuacja typowa dla niektórych lokali trzymających kegi w kotłowni czy węźle cieplnym) wytrzyma 3 tygodnie, zaś w 10*C 27 tygodni.

      • Wynik niezaplanowanego „eksperymentu” polegającego na przechowywaniu piwa w ciemnej szafce w temp. ok.18 stopni:
        -Kawka, zakupiona ok 10 listopada otwarta w ostatnim dniu przydatności (chyba 25 listopada ? ) – trochę tego piwa uciekło przy otwieraniu, barwa szara, czasem podobną konsystencję ma bardzo „przepracowany” olej silnikowy przy wymianie, brak piany na dnie utworzył się 2 cm warstwa jakiegoś osadu, zapach i smak zepsutego piwa.
        -Sweet Cow, zakupione ok. 12 dni temu termin przydat. 20.12.2012: barwa ok. ale piwo w zapachu i smaku już wyraźnie zepsute, po przelaniu brak piany.
        -Amber Boy, zakupiony ok.12 dni temu termin przydat.: 5.12.2012, po otwarciu delikatny zapach zepsucia i takiż smak „zagłuszony” przez te anglosaskie chmiele chyba.
        Piwo mętne ale jeszcze dające się wypić.
        -Ciechan Poter, leżakujący 1 miesiąc, termin przydat.: 5.12.2012, barwa ok, zapach jakiś „lekko kwaśny” brak piany, w smaku o dziwo wyraźna alkoholowa nuta.
        -Rowing Jack, zakupiony ok.12 dni temu, termin przydat.: 20.12.2012, poza nieco większym zmętnieniem niż normalnie (chyba) nie posiadało wyraźnych wad spowodowanych przechowywaniem. W smaku to ciągle ten sam „Stary Wymiatacz Jack”.
        Czy za utrzymanie Rowing Jacka w tak dobrej kondycji mogą odpowiadać użyte chmiele w sporej ilości ?
        Eeech, Jack, jack only Jack !

        • Oczywiście chmiel wpływa pozytywnie na trwałość piwa, tylko że ja bym się tak nie ekscytował, bo Rowing Jack wg tego co napisałeś miał jeszcze prawie 10 dni terminu przydatności. 😀 Shark był dobry nawet 2 miesiące po terminie przydatności.

          Co do Kawki, to jest to piwo niefiltrowane, niepasteryzowane i niestety nie jest też refermentowane. Co oznacza, że bezwzględnie należy je przechowywać w warunkach chłodniczych, tak jak jogurty, śmietanę czy ogólnie nabiał. W temp. pokojowej może być wszystko ok, ale może być też tak jak piszesz. Szkoda pieniędzy, ale przede wszystkim szkoda piwa. 🙁

    • 1. Im bliżej 0°C tym lepiej, ale ciemne i chłodne miejsce jest ok. Ciemne i chłodne to szafka kuchenna, w której będzie maks te 18°C. W
      lodówce można trzymać piwa pionowo, można poziomo. Żadne ciało obce się nie wytrąci. Kapsel jest powleczony od środka gumką, więc nic się nie stanie.
      Jedynie jakiegoś Belga, którego chcemy nalać bez osadu trzeba by trzymać przynajmniej 24h przed konsumpcją pionowo. No i w przeciwieństwie do win nie zaleca się trzymać piw korkowanych poziomo.
      Red AIPA to piwo niefiltrowane, ale nie jest refermentowane, więc jak najbardziej należy mu zapewnić warunki chłodnicze.
      2. Najlepsze do przechowywania są portery. I to te mocniejsze, czyli 22° Plato. Polecam Warmińskiego, Żywieckiego, Łódzkiego, Komesa. Nie polecam Granda, raczej traci.
      Z zagranicznych t refermentowane w but. dubble, triple, barleywine, RISy (nie mylić z Rysami).

  5. Odnośnie drugiego pytania: teraz fortuna wypuściła ciekawy zestaw w którym znajduje się komes porter, dubble i triple. W sam raz do zachomikowania. Testował już ktoś?

  6. „erupcja piany i połowa zawartości opuszcza butelkę”

    Od pewnego czasu dzieje się tak z każdym Ciechanem Wybornym (przy temp. butelki i piwa w niej trochę poniżej 15 st. C.). Pogorszenia smaku nie zauważyłem, ale autowylewanie się piwa jest irytujące. Fontanna piany tryska nawet przy bardzo ostrożnym zdejmowaniu kapsla.

  7. Witam!

    Bardzo ciekawy tekst. Muszę przyznać, że doświadczałem zepsutego piwa w lokalach nader często. Niestety taki jest poziom naszych restauracji czy też klubów. Co ciekawe, w Czechach nawet w najgorszej putyce można napić się smacznego piwa. U nas jest tragedia. Do tego jak się zwróci grzecznie uwagę od razu jest problem: wszystkim smakuje a panu nie, dziwne. Dosłownie wymieniono mi piwo kilka razy. Nic nie pomaga zostawienie pełnego kufla i ostentacyjne wyjście z lokalu. Pozostaje tylko bojkot. W mieście, w którym mieszkam tak naprawdę są nieliczne (2 lub 3) knajpy w których serwują dobre piwo. Reszta to dno. Że też za to nie karzą. Nie wiem ale wydaje mi się że browary powinny kontrolować dystrybutorów swojego piwa. No chyba, że bardziej istotna jest ilość a nie jakość. Barmani mają spory udział w tym co dzieje się z piwem ale to temat na inną dyskusję. Ponadto wydaje mi się, że większość konsumentów tak się przyzwyczaiła, że zepsute piwo jest dla nich normalne.

    Jeśli chodzi o butelki to miałem tylko jeden przypadek. Ciechan Miodowy. Wybuch i erupcja piany. Skutek: zafajdany cały pokój. Nie reklamowałem. Następnym razem( oby go nie było) z pewnością podejmę jakieś kroki.

    Pozdrawiam

  8. Mnie raz przytrafiła się sytuacja z zepsutym piwem w knajpie, w Krakowie. Zamówiłam Ciechana Miodowego, namówiona przez znajomych, chciałam spróbować, jak smakuje.
    Zadowolona siadam przy stoliku, biorę łyk piwa i….wykrzywia mnie niemiłosiernie. Myślę sobie, może tak ma być, nigdy nie piłam, to nie wiem. Drugi łyk, to samo. Zrezygnowana podeszłam do baru, pożaliłam się barmanowi, ten spróbował, wykrzywił się, pokajał, przeprosił i wymienił piwko na świeże. To i kolejne miałam gratis. Gdyby nie przytomny barman, pewnie zraziłabym się do Ciechana Miodowego.

    • Wspomniało mi się, to napiszę.

      Na początku grudnia kupiłem sobie w pewnym Tesco w pewnym Rybniku 4 szt. Ciechana Pszenicznego. No a jako że Rybnik jest parę km ode mnie, to nie starałem się za bardzo z zachowaniem paragonu, który po prostu wyrzuciłem.

      No tak więc nie trzeba zgadywać, że piwa jeszcze przed terminem, tym razem okazały się zdrowo zepsute.

      Nie miałem już paragonu, Tesco Rybnickie nie po drodze – a no to napiszę do Ciechana – pomyślałem. Uczyniłem.

      Otrzymałem dosyć szybką odpowiedź z pytaniem co oznacza że piwo jest zepsute, żebym scharakteryzował. O(d)pisałem. Pan po stronie Ciechana przyznał mi racje, iż jeśli wystąpiły opisane przeze mnie objawy, to piwo faktycznie było zepsute. Pan również poprosił o adres ( sytuacja podobna jak w artykule), „coś prześlę”. To było na początku grudnia.

      Przed świętami przypomniałem się , że nic nie doszło – wiadomo że zamieszanie ze względu na w/w święta może być większe – a no to napisałem maila, „że nic nie doszło, mam nadzieję że wszystko ok, coś z tej sytuacji wyniknie itp”.

      Dzisiaj mamy 13.01.2015, nadal nic nie doszło. Wysłałem ostatniego maila, z informacją, że przykro mi z powodu nierozwiązanej sprawy.

      W ten właśnie sposób zostałem potraktowany przez Browar Ciechan.

      Kończąc klasykiem:
      dziękuję, dobranoc.

  9. Drodzy smakosze piwa, miałem taka sytuację Prosze o opinię. Kupiłem w znanym mi od lat czeskim sklepiku(zawsze dobry towar) zlatego bazanta w kartonie 10 butelek, z czegego 6 bylo klarownych a 4 widocznie mętne, ale smak i zapach ok, a nawet lepszy. Były białe jakby wąsy w środku zawieszone w tych metnych. Numery partii itd te same data ważności 4 mc. O co chodzi?

    • Prawdopodobnie jakieś zmętnienie białkowe. One były mętne w temp. otoczenia, czy dopiero po schłodzeniu? Chociaż te „wąsy” raczej sugerowałyby bakterie tlenowe. Skoro było dobre, to nie ma się co nad tym rozwodzić.

  10. Ja będąc w Namysłowie (liczyłem na zwiedzenie browaru a tu guzik) kupiłem piwko lane na rynku. Było zepsute. Grzecznie zwróciłem Pani uwagę, po czym okazało się że to był świeżo podpięty keg. Szef wziął KEGa z innej hurtowni. I jak widać wtopa. Pani dała mi butelkowe i przeprosiła. Dziwie się że nie biorą bezpośrednio z browaru tylko z hurtowni jak do browaru z rynku jest jakieś 500 metrów.

    Innym razem w żabce kupiłem dwie fortuny po przecenie, data ważności była ok. Okazały się zepsute i żabka już reklamacji nie uznała, bo piwo jest w promocji i nie można go reklamować. Tak samo zresztą było z spleśniałymi pieczarkami. W żabkach ciężko jest o reklamacje. A wręcz jest to niemożliwe.

    • To, że towar jest w promocji nie ma znaczenia dla faktu jego reklamacji. Chyba, że wadę widać. Czyli np. nie możesz reklamować obitych jabłek czy przejrzałych bananów, jeśli widzisz, że takie są i dlatego są przecenione. Natomiast jeśli piwo jest w terminie, to nieistotne, że zostały 2 dni do końca, ono ma być nie zepsute. A jeśli jest zepsute, to masz prawo je reklamować.

      Co do pubu 500 m od browaru, to akurat nie zdziwiłbym się, gdyby nie było możliwości zakupu beczek w browarze. Wystarczy, że browar nie ma koncesji hurtowej i wówczas może sprzedawać jedynie do hurtowni, ale już nie do pubów i sklepów. Czasem browary mają też taką politykę, że nie chcą robić konkurencji swoim odbiorcom hurtowym i nie sprzedają detalistom, choćby nawet mogli.

  11. Czyli rozumiem, że termin ważności na butelkach od piwa nie ma znaczenia? bo jeżeli piwo ma termin ważności, a ktoś przychodzi i mówi, że piwo jest niedobre(choć inni klienci się nie skarżą, pijąc piwo z tego samego kartonu/zgrzewki), to prawo mówi, że taki towar sprzedawca musi wymienić?

    • Prawo nie mówi, że każda reklamacja musi być uznana na korzyść klienta. Podpowiada to praktyka i podejście marketingowe. Reklamację można uznać za nieuzasadnioną i ją oddalić. Natomiast oczywistym jest, że klient ma prawo reklamować towar, który zakupił i bez znaczenia jest czy towar jest w terminie, czy innym smakuje itd.

  12. Ostatnio kupiłem Birbanta Simcoe, Birbant Nelson Sauvin w dwócjh różnych sklepach ale najprawdopodobniej od tego samego dostawcy. Piwa były ewidentnie zepsute. Nie reklamowałem bo nie było czasu birbant u mnie mocno stracił zwłaszcza że zakupiona red ipa pozostawiała wiele do życzenia.

  13. Jakiś rok temu miałem sytuacje z zepsutym piwem, a dokładnie był to Lwówek Malinowe z Lwówka Śląskiego. Butelka była długo przed terminem ważności, a przed otwarciem kilka dni spokojnie leżała w lodówce. Po otwarciu piwo dosłownie wybuchnęło, a większość trunku pozostałego w butelce stanowiła piana, dodatkowo na dnie znajdował się dziwny osad, a przecież Lwówek Malinowe nie jest niefiltrowane. Postanowiłem od razu napisać reklamację do browaru i spotkałem się z pozytywnym odzewem. w Odpowiedzi napisali mi, że możliwe jest, aby to była wina sklepu ale i tak całą odpowiedzialność biorą na siebie dodatkowo prosząc o adres w celu wysłania paczki z rekompensatą. Po kilku tygodniach dostałem paczkę, w której było 9 różnych piw w tym większość malinowych. Muszę przyznać, że po takiej sytuacji mimo zepsutego piwa nabrałem dużego szacunku do tego browaru i to wcale nie przez kilka darmowych butelek ale przez poważne potraktowanie zwykłego klienta 🙂

    • Ja ostatnio kupiłem 4 różne Lwówki w Intermarche i 2 z nich były zepsute. Były to Lwówek Wrocławski i Belg.
      Napisałem maila do browaru oraz napisałem to samo na stronie FB browaru wraz ze zdjęciami, minął już tydzień i nie otrzymałem żadnej odpowiedzi, po prostu totalna olewka ze strony browaru.
      Dla mnie ten browar z powodu podejścia do klienta jest już spalony.

  14. Jesli widze w sklepie ze w butelce na dnie plywaja – unoszą się blizej nie uformowane grudy to mozna obawiac sie gaschingu ? piwo to barley wine z nogne a dokladnie #100 batch , troche kosztuje takze nie chce kupic lipy , co Pan myśli ?

    • Jeśli to są drożdże lub białka to nie będzie gushingu. Jeśli byłoby to coś bardziej twardego, chmiel, skórka pomarańczy to może być. W tym wypadki obstawiam to pierwsze.

  15. Wiem, że trochę odkopuję temat, ale sprawa piwa po terminie zawsze jest na czasie.
    Otóż w miejscu, w którym pracuję ostatnio wpadły mi w ręce butelki piwa z dobrej, starej Pinty. Mianowicie Dymy marcowe, imperium atakuje i rowing jack, które to były ważne do czerwca 2014 🙂 zastanawiam się, czy w ogóle jest sens się za nie brać ?

  16. @ Karolo- spokojnie możesz otworzyć i sprawdzić, do odważnych świat należy! Jeśli będzie coś nie tak z tymi piwami, to automatycznie to wyłapiesz (zapach, niewielki łyczek). Szkoda, że nie napisałeś w jakim miejscu były przechowywane, i w jakiej temperaturze. Ja piłem Radebergera Pilsnera o zawartości alkoholu 4.8%… niespełna 22 miesiące po terminie. Piwo było dobre, aczkolwiek odbiegało smakiem od świeżego, wytworzył się także delikatny osad. Generalnie najlepiej mają piwa o wysokiej zawartości alkoholu, jest większa szansa na to, że będą zdatne do picia. Imperium Atakuje ma 7.8%, Rowning Jack 6.2%, a Dymy Marcowe, zaledwie 5%. Zacznij od Dymów i daj znać, sam jestem ciekawy ;)))

Odpowiedz na „PiwoToPaliwoAnuluj pisanie odpowiedzi