Jak czytać etykiety na piwie odcinek 3.

19
256

czyli dlaczego nie warto szukać napisu niepasteryzowane?

W odcinku 3. zajmuję się „cudownym dzieckiem” polskiej branży piwnej, czyli piwem niepasteryzowanym. Jak na zagranicznym piwie znaleźć informację, że jest niepasteryzowane. A może nie warto szukać? Może ciekawsze są piwa niefiltrowane. Ale niefiltrowane czy refermentowane? Zapraszam do obejrzenia ostatniego odcinku cyklu „Jak czytać etykiety na piwie”.


Poniżej mały słownik pojęć, które mogą się pojawić na etykietach:

niepasteryzowanebez pasterizace (cz.), unpasteurized (ang.), 
niefiltrowane – kvasnicove (cz.), unfiltered (ang.), Hefetrüb (nie. – osad drożdżowy), Naturtrüb (nie. – osad naturalny) 
refermentowane – bottle conditioned (ang.), refermentée en bouteill (fr.)
IBU – International Bittering Unit 
 

W nagraniu nie wspomniałem o jednej ważnej różnicy pomiędzy piwem niefiltrowanym, a refermentowanym. Otóż piwo niefiltrowane, takie jak z browaru restauracyjnego, by daleko nie szukać jak Kruk, Shark, Borsuk czy Kangaroo ma termin przydatności liczony w tygodniach. W temperaturach chłodniczych można założyć, że wytrzyma około 4 tygodni, natomiast piwo refermentowane, nawet przechowywane w temperaturze pokojowej powinno wytrzymać kilka lat.

Jeśli nie oglądaliście jeszcze wcześniejszych odcinków, to zachęcam do obejrzenia. W pierwszej części zajmowałem się oznaczaniem zawartości alkoholu na etykietach, a w drugiej składem surowcowym piwa.

19 KOMENTARZE

  1. Jeżeli chodzi o pasteryzację, to nie masz racji. Polecam literaturę fachową. Idąc tym tokiem myślenia, po co komu IBU? Piwo z chmielem będzie chmielone, nie może przecież być lekko chmielone/przechmielone/itp.

    Co do tego, że drożdże zżerają własne trupy to też ciekawy skrót myślowy.

    • Co znaczy, że nie mam racji? Że można być trochę w ciąży? Zgadzam się, że piwo, które otrzyma mniej jednostek pasteryzacji smakuje inaczej niż to, które otrzyma więcej. Być może nawet ma więcej wartościowych składników, ale to nie zmienia faktu, że jest pasteryzowane. Skoro gotowe piwo podlega obróbce termicznej, to jest to pasteryzacja. Nie ma czegoś takiego jak niskopasteryzacja. To już chyba lepiej by brzmiało gdyby napisali „piwo lekko pasteryzowane”.

      EDIT: idąc tokiem porównań do IBU. Proszę bardzo niech browary zaczną się chwalić ile jednostek pasteryzacji dostało ich piwo. To będzie jakiś konkret. Niskopasteryzacja takim konkretem nie jest.

      • Też bym się nie czepiał tej „niskopasteryzacji”. W tym video wydaje mi się, że sam sobie zaprzeczyłeś. Najpierw stwierdzasz, że temat jest zero-jedynkowy (jest obróbka cieplna, albo jej nie ma), a potem sam zauważasz, że obróbka cieplna, w zależności od temperatury i czasu obróbki, wywołuje pasteryzację w mniejszym, bądź większym stopniu („jednostki pasteryzacji”). Wg mnie całkiem logiczne więc w tym przypadku jest zezwolenie na sformułowanie typu „słabopasteryzowane”, „mocnopasteryzowane”, czy też „nisko/wysokopasteryzowane”. Oczywiście nie jest to precyzyjne, ale IMHO nie dyskwalifikujące. A na pewno rozsądniejsze, niż napisanie „piwo pasteryzowane, o małej liczbie jednostek pasteryzacji”. Ja, jak widzę napis „niskopasteryzowane”, to właśnie tak to odbieram: piwo było poddane pasteryzacji, ale w mniejszym, niż normalnie, stopniu. Więc chyba to oddaje prawdę. O ile oczywiście oddaje prawdę, bo w przypadku „Noteckiego”, to mają już na sobie stempel ze znakiem zapytania…

        • No teoretycznie tak, ale w praktyce skoro nie jest to w żaden sposób uregulowane, to jeśli normalne piwo dostaje 60 jednostek pasteryzacji, to jeśli drugiemu damy 55 jednostek pasteryzacji, to kto nam zabroni nazwać je niskopasteryzowanym? Jest to zwykły chłyt marketingowy.

    • 120 IBU podawał jako górną granicę, na wykładzie o chmielu, dr Andrzej Sadownik. Z kolei ja czytałem, że podczas badań laboratoryjnych najwyższy wynik, jaki osiągnięto to było coś koło 200 lub 300 IBU. Z jeszcze innej strony podchodząc na etykiecie można napisać wszystko. Mikkeler napisał 1000 IBU.

      Osobiście jestem zdania, że należy oceniać smak i goryczkę podczas degustacji, a nie ekscytować się cyferkami na etykiecie. Czy Hardcore ma 120 czy 150, to nie zmienia faktu, że to bardzo dobre piwo.

      • Słyszałem o takim eksperymencie: kupiono z półki w sklepie kilka butelek sztandarowych Imperial IPA i poddano badaniom, żaden wynik nie przekroczył 80 IBU.

  2. Witam. Małe pytanie na temat IBU. Jak to jest, na przykładzie Rowing Jack ma podane IBU 80, a Amber Boy IBU 30, wg mnie i paru kolegów piwa mają bardzo podobną, mocną goryczkę. Więc jak wytłumaczyć takie podawanie informacji o sile goryczki??

    • Wynika to z tego, że goryczkę odczuwamy w powiązaniu z podbudową słodową. Im bardziej treściwe i słodsze piwo, tym mniej czujemy goryczkę, i odwrotnie im bardziej odfermentowane, wytrawne i ogólnie słabsze jeżeli chodzi o ekstrakt piwo, tym goryczka wydaje się wyraźniejsza. Rowing Jack to 16-tka, a Amber Boy – 12-tka. To oznacza, że znacznie większa ilość chmielu w RJ, może być odbierana jako zbliżona do tej z AB. Inna sprawa, że te wartości na etykiecie, to są deklarowane przez browar wartości na podstawie wyliczeń, a nie na podstawie badań laboratoryjnych. Np. Shark miał prawdopodobnie mniej IBU niż Rowing Jack, a jednak goryczka była odczuwalna znacznie bardziej.

      • Dziękuję bardzo za wyczerpującą odpowiedź. Wynika z tego, że IBU powinno być podawane na podstawie badań laboratoryjnych a nie wyliczeń bo konsument kierujący się informacją IBU 30 w rezultacie może nie być w stanie wypić takiego piwa.

        • To są dwie różne sprawy. W badaniu laboratoryjnym prawdopodobnie wyjdzie inny wynik niż na etykiecie i prawdopodobnie będzie to wynik niższy. Natomiast nawet gdyby prawdą było te 30 IBU, to nie znaczy, że piwo nie będzie odbierane jako gorzkie. Pamiętaj, że polskie koncernówki mają po kilkanaście IBU, więc w porównaniu do nich AB będzie bardzo gorzki.

  3. Wideo blog ciekawy, co do autolizy to sprostowałbym tutaj troszeczkę ponieważ to zjawisko związane jest z rozkładem wewnątrz komórek dzięki zawartym enzymom litycznym które uwalniane są z lizosomów czy peroksysomów, reasumując komórka sama trawi siebie a nie trawi trupów innych kolegów 😉

  4. Pytanie do znawców. Delirum Tremens. Butelka 0.7 otwarta w pod daty przydatności. I nie miła niespodzianka w postaci galaretowatych „kluseczek” unoszących się dość żwawo w całej objętości piwa? Jakieś sugestie co to było? Wesołe kolonie drożdży? Domyślam się że powodem było niewłaściwe przechowywanie?

    • Belgi czasami tak mają. Nie jest to zbyt fajne i zwykle oznacza, że piwo rewelacyjne nie będzie. Konkretnej przyczyny nie ma. Prawdopodobnie swoje dołożyła zbyt wysoka temperatura przechowywania, co przyspiesza starzenie się piwa. Ale nie jest też groźne dla zdrowia.

      • Piwo niestety poszło do zlewu. Smak był inny niż zwykle, wydaje mi się że było za razem bardziej kwaskowate równocześnie będąc bardziej słodkim ( nie wiem czy to możliwe). Na pewno było o wiele bardziej nasycone CO2. No i samo picie nie było najprzyjemniejsze gródki dość wyraźnie wyczuwalne. I żeby nie było niedomówień nie był to osad w wydaniu do jakiego belgijskie piwa mnie przyzwyczaiły.

        Pozdrawiam!

  5. Oglądając ten odcinek aż spojrzałem na butelkę Kasztelana niepasteryzowanego o którym wspomniałeś i w chwili obecnej jest na kontr etykiecie umieszczona informacja, że piwo jest mikrofiltrowane.
    Kto wie, czy to nie Twój wkład w podawanie prawdy na piwnych etykietach 😉

Dodaj komentarz