Brevnovski Klasterni Pivovar sv. Vojtecha

0
86

Będąc w klasztornym browarze Strahov w Pradze postanowiłem odwiedzić, drugi klasztorny browar, który powstał całkiem niedawno, bo zaledwie kilka miesięcy temu, a oddalony jest zaledwie o kilka przystanków. Podobnie jak browar świętego Norberta, położony jest na terenie klasztoru, który nie pełni już swojej roli, choć w kościele nadal odbywają się msze św. Jak okazuje się po przeanalizowaniu warzonych w browarze piw, u świętego Wojciecha mają ambicję warzyć coś ponad leżaka, tmave i weizena. Już w ofercie są RIS, IPA oraz nowatorski Imperial Pils (!), oprócz tego było jeszcze tmave. Na terenie klasztoru funkcjonuje restauracja o niezwykle oryginalnej nazwie Klasztorna. Serwują tam miejscowe piwa (w dniu mojej wizyty były to Impreial Pils i Tmave) oraz piwa z browaru Klaster.

Nie do końca porozumiałem się z kelnerem, bo na pytanie jakie mają piwa warzone na miejscu, otrzymałem odpowiedź, że mają jasne i ciemne. Zgodnie z zasadami degustacji najpierw zamówiłem jasne. Cóż kiedy okazało się, że jest to wspomniany Imperial Pils.

Benedict Imperial Pilsner 20° Plato

Piwo barwy bursztynu zwieńczone było średnioobfitą, drobną, oblepiająca szkło, choć dość szybko opadającą pianą. W niezbyt intensywnym zapachu można było zidentyfikować nuty owocowe i delikatne nuty alkoholowe. W smaku dość słodkie, ze średnią, czy przy tej podbudowie słodowej nawet niską goryczką. Nuty alkoholowe gdzieś tam majaczyły w tle. Generalnie smakowało dość ciężko i podejrzanie alkoholowo jak na czeskiego leżaka. Zapytałem kelnera o ekstrakt, odpowiedział, że wynosi 20° Plato (!) – tyle ile mają portery bałtyckie. No trzeba przyznać, że te 9% alkoholu było doskonale zamaskowane. Kompletnie jednak nie mam pojęcia jaki był cel serwowania akurat takiego stylu i to u schyłku upalnego lata. Chciałbym zobaczyć wycieczkę Japończyków czy innych Azjatów, którzy zamawiają po 1 lub 2 duże jasne i wypijają je w ogródku na słońcu. Musiałoby to być niezapomniane przedstawienie. Naszym rodakom też powinno zasmakować, bo naprawdę niewąsko ryje beret, a wchodzi, myślę że ,lepiej niż nasze Harnasie czy Żubry. Jednym zdaniem, w ramach poszerzania horyzontów można spróbować, ale małe i nie spodziewajcie się ekstazy, bo poza tym że lekko wchodzi nie ma na czym języka zawiesić.

Benedict Tmavy Lezak

Kolejne było tmave, czyli ciemne, właściwie to ciemnobrunatne, z beżową, drobną czapą piany, która pięknie oblepiała ścianki kufla. W zapachu na pierwszym planie diacetyl, co w czeskim ciemnym piwie jest dość częste. Zresztą śmietanka w połączeniu z nutami kawy i karmelu wydaje się w porządku. Sek w tym, że to była śmietanka z kawą, a nie kawa ze śmietanką. W smaku to samo, przyjemna, wyraźna czekoladowa goryczka, dużo maślanego diacetylu i… tyle. Piwo sprawia wrażenie wodnistego, cienkiego milk stouta,

Słowo jeszcze o jedzeniu – przed podaniem dania głównego otrzymałem mały bochenek (chyba wypiekanego na miejscu) chleba oraz masło pomazankowe (masło z serkiem) i drugie przypominające masło ze skwarkami. Łosoś marynowany jakoś mnie nie przekonał, bo był to po prostu upieczony filet z łososia, zanurzony w jakiejś octowej zalewie. Za to hitem okazały się homemade chips. Zamówiłem je, bo spodziewałem się frytek, tymczasem okazało się, że rzeczywiscie były to chipsy. Cieniutko pokrojone plasterki ziemniaków, podane na ciepło. Musicie tego spróbować. Po skończeniu posiłku i degustacji zapytałem o możliwość zwiedzenia browaru, kelner nie był zbytnio zorientowany i stwierdził, że raczej wątpi, aby udało mi się zobaczyć warzelnię. O tyle jest to dziwne, że jak się okazało mogłem tam wejść do każdego zakamarku. Prawie jak w Cantillon. Browar znajduje się w niezbyt okazałym budynku. Warto jednak tam podejść, nawet jeśli nie chcecie zwiedzać browaru, dlatego że sprzedają tam piwa w butelkach (PET i krachla).

U góry: asortyment butelkowego piwa. U dołu z lewej: wnętrze sklepiku, z prawej: budynek browaru, po prawej stronie wejście do sklepiku.

Ze sklepiku przechodzi się do browaru, poprzez część magazynową, leżakownię aż do warzelni, która znajduje się na końcu budynku. Warzelnia ma pojemność 20hl, piwo fermentuje w tankach fermentacyjno-leżakowych, choć obok warzelni znajdują się dwie kadzie do otwartej fermentacji, ale umiejscowienie ich tak blisko warzelni i w nieizolowanym pomieszczeniu sugeruje, że stanowi jedynie eksponat. Podczas mojej wizyty właśnie trwał rozlew.

U góry: warzelnia, z lewej strony widoczne otwarte kadzie fermentacyjne (jak sądzę nieużywane). U dołu fermentownia i rozlew do butelek.

Na filmie można zobaczyć układ browaru. Osoby mające skłonność do choroby morskiej proszone są o nieoglądanie, bo grozi to nudnościami. 😉

W browarze zakupiłem IPA oraz RIS. Po powrocie dokonałem degustacji, z której wrażenia znajdują się poniżej.

Benedict Klasterni IPA

Po przelaniu widzimy dość klasyczną postać India Pale Ale, czyli piwo barwy ciemnomiedzianej, herbacianej zwieńczone ładną, dość obfitą, drobną pianą, która jednak opada stosunkowo szybko. Aromat z klasyką nie ma wiele wspólnego. Wyczułem głównie nuty białego wina i to takiego ze świeżo odkorkowanej butelki, a więc owocowo-siarkowe. W smaku podobnie nuty siarkowe, solidna podbudowa słodowa, jednak bez nut karmelowych. Goryczka była na średnim poziomie, ale był to jedyny sposób zamanifestowania przez chmiel swojej obecności. Gdyby nie ten aromat białego wina, to mogłoby być uznane, za nieco nudnego, przeciętnego przedstawiciela EIPA czyli English India Pale Ale.

Benedict Russian Imperial Stout

Na RISa ostrzyłem sobie zęby, bo to jeden z moich ulubionych stylów. Podczas przelewania piwa do gobletu nad smoliście czarnym piwem pojawiła się piana koloru jasnobrązowego, która niestety do najtrwalszych nie należała. Podczas wąchania zidentyfikowałem nuty palone, czy nawet przypalone, lekko fenolowe, jakby wędzone. W smaku również paloność, wyraźna kwaskowość, lekka słodycz. Pełnia co najwyżej średnia i to, obok braku zharmonizowania, jest jego największą wadą. Brakuje tu treści. Goryczka również nie powala na kolana. Jest to jeden z najsłabszych RISów jakie piłem.

Podsumowując należy stwierdzić, że chociaż same piwa nie są najwyższej jakości, do klasy tych ze Strahova brakuje jeszcze bardzo dużo, to browar ma spory potencjał. Podejście jest słuszne, choć wygląda to trochę na porywanie się z motyką na słońce. Po co zaczynać od IPA, RIS czy Imperial Pilsnera skoro można wziąć na warsztat prostsze piwa? No chyba, że jest to próba trafienia do piwnych freaków, których APA czy svetly leżak już nie wzrusza. Warto tu dodać, że pomimo iż browar jest młody, to zaangażowani w niego są właściciele minibrowaru Pivovarsky Dum – znani z piwa pokrzywowego, więc mogło być gorzej.

Dodaj komentarz