Dlaczego Shark?

14
281

O naszym (moim i Wojtka Frączyka) drugim piwie, czyli Sharku miałem napisać przed jego premierą, ale… nie było czasu. Po co więc pisać o piwie, które przeszło już do historii? Cóż, po pierwsze jeszcze nie przeszło, bo epilog nastąpi dopiero w ten weekend (7-8 września) na Brackiej Jesieni. Tam poleje się ostatnie 120 szklanek tego piwa.. Po drugie, prawie na pewno je powtórzymy, a po trzecie lepiej późno, niż wcale. To piwo miało się nazywać inaczej. Ponieważ celem było uwarzenie piwa lekkiego, zniewalającego aromatem amerykańskich chmieli, idealnego na upały, więc naturalne dla nas były skojarzenia z Kalifornią. Do tego piwo miało być bardzo mocno chmielone, to z kolei przywodziło skojarzenia z kalifornijskim punk-rockiem, radosnym, lekkim, ale jednak agresywnym. Myślałem o nazwie w stylu California Ale, CAL Ale, Surfin’ Ale. I ta ostatnia wersja była w zasadzie obowiązująca, aż do… Ale po kolei.

W pierwszym zamyśle to miało być APA Single Hop Citra, czyli American Pale Ale chmielone jedynie Citrą. Okazało się, że Citra, podobnie jak wiele innych amerykańskich odmian chmielu jest nie do kupienia w Polsce. Zresztą deficyt amerykańskiego chmielu dotknął nie tylko nasz kraj. Po uruchomieniu znajomości i wybłaganiu udało się zakupić nieco tego chmielu w paczkach po 50-100g przeznaczonych dla piwowarów domowych. Za mało jednak na Single Hop. Kupiliśmy więc też to, co było, czyli Chinook i Cascade, dwa też bardzo ciekawe chmiele i tak Chinook trafił na goryczkę i aromat, a Cascade i Citra tylko na aromat. Wszystkie te chmiele były też użyte do chmielenia na zimno (dry hop). O chmieleniu trochę mówimy na filmiku z warzenia.

Jak stwierdził Wojtek było to pierwsze w jego karierze, a sądzę że i pierwsze komercyjnie warzone piwo w Polsce, w którym chmiel kosztował więcej niż słód potrzebny do jego uwarzenia. Myślę, że w momencie warzenia i póki co nadal jest to piwo, do którego użyto najwięcej chmielu na litr piwa. Zużyliśmy go 7,5kg na 10hl, a więc na każdy litr trafiło 7,5g. To bardzo dużo*, zważywszy, że wg popularnej anegdotki w przeciętnym jasnym piwie jest mniej więcej jedna szyszka chmielu, która waży grubo poniżej 1g. Oczywiście znakomita większość tego chmielu została zużyta na aromat, szczególnie na chmielenie na zimno. A piwo było chmielone na zimno dwukrotnie – w tanku leżakowym i wyszynkowym. Kiedy rozmawiałem o chmieleniu z piwoszami nieodłącznie, jak bumerang rzec można, wracało pytanie o ilość IBU (International Bitterness Unit). Odpowiadałem w takim wypadku, że nie idzie nam o epatowanie cyferkami, a o smak. Ponieważ ta odpowiedź nie była satysfakcjonująca, więc zdradzę, że wg wyliczeń Rekin miał mieć ok. 60 IBU, nie wydaje się wiele, zważywszy, że niektóre piwa mają powyżej 100 IBU. Teoretycznie bez problemu można uzyskać goryczkę na poziomie 120 IBU, ale niektórzy przechwalają się, że ich piwa mają 300, 500 a nawet 1000 IBU. Jest to li tylko zabieg marketingowy, bo praktycznie niemożliwe jest rozpuszczenie w brzeczce takiej ilości alfa kwasów, które dałyby więcej niż 200 IBU. Zostawmy jednak cyferki, dodam jedynie, że BJCP dla APA podaje zakres 30-45 IBU. Dlaczego więc goryczka w SHARKu jest tak intensywna? Dlatego że nie ma podbudowy słodowej. W IPA ekstrakt wynosi zwykle 14-16 Plato, w Rekinie jest to niemal 12 Plato. Dodatkowo piwo było zacierane na wytrawnie i odfermentowało do 2 Plato. To sprawia, że goryczka jest bardziej odczuwalna. Mnie ona bardzo pasuje i pomimo jej mocnego odczuwania spotkałem się z zaledwie kilkoma opiniami świadomych piwoszy, którzy narzekali na jej wysokość. Inna sprawa, że dla laików było trudne do przełknięcia. 😉 Jeszcze jedna kwestia w kontekście odczuwania goryczki w SHARKu. Kluczowe jest w jakiej temperaturze jest piwo, które pijemy. Klasyczna temp. podawania piwa, czyli ok. 6 C sprawi, że goryczka będzie bardzo mocno kąsać podniebienie i język. Jeśli jednak piwo będzie cieplejsze ok. 10-12 C, to goryczka nie będzie się nam wydawała tak opresyjna. Dlaczego? Dlatego, że w wyższej temp. piwo roztoczy przed naszym nosem cały bukiet zapachów – owoców tropikalnych, mango, cytrusów i co tam kto jeszcze wywącha. A mózg te aromaty jednoznacznie kojarzy ze smakiem słodkim i pomimo, że piwo słodkie nie jest, to wydaje nam się, że jednak jest. A smaki słodki i gorzki nawzajem się tłumią. Dlatego piwa bardzo mocne i płycej odfermentowane powinny być solidniej chmielone. Nie wiem jak uwarzymy IPA albo RIS, skoro już przy SHARKu zatkał nam się filtr chmielin i kilkadziesiąt litrów brzeczki powędrowało w kanał.

Rekin szczerzą zęby!

Premiera zyskała wspaniałą oprawę w postaci koszulek z Rekinem z etykiet. Właśnie, wciąż nie odpowiedziałem na tytułowe pytanie dlaczego SHARK, a nie Rekin i dlaczego SHARK, a nie Surfin’ Ale. Po spróbowaniu brzeczki po chmieleniu miny były skrzywione. Najlepsza była mina Adama z Zakładu Usług Piwnych, na pytanie ile zamówi beczek, zaryzykował, że chyba jedną, bo jedna powinna się sprzedać 😉 (skończyło się bodaj na sześciu). No i z tymi wrażeniami w ustach jechałem do domu i tak się zastanawiałem, że piwosze mogą byc zaszokowani, będą się spodziewali lekkiego, łatwego i przyjemnego piwa, a tu… Bardzo spodobało mi się podsumowanie leony, który w ten sposób na forum browar.biz opisał swoje wrażenia: „Nazwa adekwatna do zawartości. Niby wskakuje się do cieplutkiego, delikatnie odświeżającego ciało oceanu i niespodziewanie, ostre zęby rekina odcinają nogę. Niby ma być letnie ale, dla ochłody, delikatnie orzeźwiające a tu kubki smakowe drętwieją po kilku łykach.” No więc jadąc tym samochodem, stwierdziłem, tak to jest Rekin. Dlaczego zatem Shark? Po prostu etykieta ma przypominać znak ostrzegający przed rekinami. Widzieliście takie tablice nad Bałtykiem w języku polskim?

PS: żeby niezdecydowanych jeszcze bardziej zachęcić do przyjazdu do Cieszyna dodam, że na Brackiej Jesieni odbędzie się wraz z pożegnaniem Rekina, prapremiera Borsuka, a więc naszego Smoked Porteru. Od razu zaznaczę, że to piwo miało się nazywać trochę inaczej, ale to już zupełnie inna bajka…

PS 2: w dniu rozpoczęcia Brackiej Jesieni, z samego rana warzymy kolejne piwo – AAA.

*ale jednak mniej niż w moim AIPA, które wygrało w  Żywcu w swojej kategorii w tegorocznym KPD. Tam użyłem 17g na 1L. Pomyślcie, co by się stało, gdyby moje AIPA zdobyło Grand Championa. Wiecie więc, czego można się spodziewać w przyszłości.

PS 3: (30.10.2012) życie dopisało kolejny odcinek historii Rekina. W badaniach laboratoryjnych okazało się, że Shark jest najbardziej goryczkowym piwem w Polsce.

14 KOMENTARZE

  1. „ale jednak mniej niż w moim AIPA, które wygrało w Żywcu w swojej kategorii w tegorocznym KPD. Tam użyłem 17g na 1L. Pomyślcie, co by się stało, gdyby moje AIPA zdobyło Grand Championa.” – to jest chyba przesłanka za tym, dlaczego NIE zdobyło Grand Championa 😉

    • Nie, względy technologiczne nie miały znaczenia przy ocenie. Zresztą komisja nie znała receptury podczas degustacji. To piwo obiektywnie miało pewne wady, ale okazało się, że to potężne nachmielenie jednak przeważyło i piwo wygrało w swojej kategorii. Inna rzecz, że jak mi później powiedział Stan Hieronymus, tylko on był zwolennikiem tego piwa, sędziowie europejscy nie są przyzwyczajeni do takiego ekstremum.

      Patrząc na obecną sytuację na rynku chmielu, śmiem twierdzić, ze uwarzenie tego piwa byłoby właściwie niemożliwe, a na pewno ekstremalnie kosztowne. Być może trzeba by iść na kompromisy, pod którymi nie wiem czy chciałbym się podpisać.

      • Mi właśnie chodziło o kosztowność takiego przedsięwzięcia. Nie sądzę żeby się GŻ uśmiechało warzenie tak drogiego w produkcji piwa. Ja wierzę że sędziowie nie byli zawczasu instruowani co do oceniania, ale myślę że gdyby doszło co do czego (czyt. drogie w produkcji piwo mogłoby wygrać), być może GŻ postarałby się o jakieś środki zaradcze. To tylko taki domysł. Chyba że wyszli z założenia, że piwo wysokoekstraktywne, względnie masywnie chmielone i tak nie ma szans na wygranie konkursu.

        • GŻ nie wtrąca się w wybór GCh. Dowodem ubiegłoroczny wybór Koelscha, który nikomu nie był w smak. Raz, ze problemy z zastrzeżoną nazwą, dwa – piwo mało wyraziste, podobne do jasnego lagera. A jednak wygrało i uwarzyli.

          Pieniądze (przy wydatkach na reklamę, materiały POS, czy choćby przezbrojenie linii) to jest rzecz drugorzędna. Po prostu gdyby wygrało AIPA sądzę, że byłby problem, żeby zakupić wszystkie 7 odmian chmielu w odpowiednich ilościach. Oni są gotowi na duże wydatki, ściąganie gęstwy Wyeastów ze Stanów kosztowało całkiem sporo, ale chcieli być wierni recepturze. Myślę, że kosztami by się nie zasłaniali.

  2. Patrze na to wszystko z boku, ale chyba mimo ekstremalnych doznań samkowych piwo nie miało problemu z popytem – w niecały miesiąc jest po zabawie jeśli dobrze liczę?

  3. No to już wiadomo dlaczego Shark, a nie Rekin. Szykuję się dziś do degustacji tej jedynej buteleczki jaką mam. Tomku, jak sugerujesz spróbować mi to piwo – wymieszane z drożdżami czy klarowne bez osadu? Zazwyczaj preferuję sposób pierwszy ale podejrzewam, że przy drugim sposobie zaserwowania goryczka może być bardziej wyrazista 😛

      • Taki pojemnik na chmiel, wmontowany w linię przepływu brzeczki za whrilpoolem, a przed wymiennikiem, nie znam polskiej nazwy.

        Zainteresowałem się, bo aromat Sharka był bardzo udany i świeży, zastanawiałem się czy da się taki wycisnąć tylko z dodatków do whirlpool-a.

        • A to nie wiem.

          Natomiast smutna prawda jest taka, że z whirpoola za wiele się nie da wycisnąć. 80% aromatu Shark zawdzięcza chmieleniu na zimno w leżaku i w wyszynku.

Dodaj komentarz