Zostać sędzią?

9
259

Ponieważ jutro po południu wybieram się do Żywca sędziować w eliminacjach do IX Konkursu Piw Domowych w Żywcu, na miejscu wydaje mi się opublikowanie właśnie teraz felietonu z ostatniego wiosennego Piwowara. Należą się tu małe wyjaśnienia – pisząc ten tekst nie zakładałem, że wezmę udział w kursie sędziowskim 27-28 kwietnia. Nie pasował mi zbytnio termin, koszt był niemały. Kiedy jednak nadeszła pora decyzji stwierdziłem, że grzechem byłoby nie wziąć udziału w pierwszym, historycznym, kursie i nie spróbować zostać jednym z pierwszych sędziów certyfikowanych PSPD.  Zapraszam do lektury.

Chciałbyś zostać sędzią konkursów piwnych? Zastanów się dwa razy.

Jednym z głównych zadań, które stawia przed sobą Polskie Stowarzyszenie Piwowarów Domowych jest szkolenie i certyfikowanie sędziów konkursów piwa. Prawdopodobnie już na przełomie kwietnia i maja tego roku pierwsze osoby przejdą szkolenie organizowane przez PSPD, po którym nastąpi egzamin. Zatem powinienem na łamach Piwowara zachęcać do udziału w tym kursie, przecież potrzebujemy tych sędziów jak powietrza. To wszystko prawda, ale jednak w trosce o Wasze piwowarskie szczęście pozwolę sobie trochę Was zniechęcić, albo raczej otworzyć oczy na cienie kariery sędziowskiej.

Piwo już nigdy nie będzie smakowało tak samo.

Uczestnictwo w kursie sędziowskim, podobnie jak w szkoleniu sensorycznym, niesie wiele korzyści. Warto jednak uświadomić sobie też jedno podstawowe zagrożenie. To, co do tej pory było fajnym, pełnym smakiem słodowym, może się okazać posmakiem maślanym, czy bardziej brutalnie dwuacetylem. Przyjemne miodowe akcenty, to od teraz mogą być oznaki utlenienia i starości piwa. Ten jakiś dziwny posmak, to mokry karton, czyli trans- 2-nonenal. Prawda, że nie brzmi to atrakcyjnie? W dodatku może się okazać, że piwa z ulubionego browaru regionalnego przestaną smakować, bo za bardzo będzie przeszkadzał siarczek dimetylu (DMS), a ten fajny zielonobutelkowy zapach skuna, stanie się zapachem skunksa. Spotkałem się parę razy z opiniami, że po kursie sensorycznym, to już mało które piwo smakuje. Dodatkowo po kursie sędziowskim ciężko uwolnić się będzie od oceniania i rozbierania na czynniki pierwsze każdego pitego piwa.

Sędziowanie albo zabawa?

W zdecydowanej większości przypadków konkursy piwne towarzyszą większym imprezom. Co więcej odbywają się w jej trakcie. Największy konkurs w Żywcu odbywa się podczas Festiwalu Birofilia, a jest to naprawdę świetna impreza. Dziesiątki, a właściwie setki piw do zdegustowania, dziesiątki znajomych z piwowarskich forów, z którymi chciałoby się pospierać, podyskutować czy po prostu wypić piwo, albo nawet kilka. Niestety sędzia ten czas beztroskiej zabawy spędzi najprawdopodobniej w odizolowanej sali, gdzie będzie zmuszał swój nos i język do maksymalnego wysiłku. Pal licho jeśli po wyjściu będzie mógł się rzucić w wir zabawy, ale jeśli nazajutrz czeka go inna kategoria do sędziowania, to raczej nie zaszaleje, bo poczucie obowiązku będzie mu przypominało o tym, że musi być w formie. I tak będzie prawie zawsze, czy to w Żywcu, we Wrocławiu, Częstochowie czy podczas zlotu Piwo.org. Szczególnie na początku kariery, kiedy sędziów będzie niewielu.

Konflikt interesów?

W Polsce mamy długą tradycję doszukiwania się spisków, ustawiania walk bokserskich, drukowania meczów i ustalania wyniku przy zielonym stoliku. W wielu wypadkach ma to jakieś podstawy, ale zdecydowanie częściej jest to objaw paranoi. Opinia publiczna często dałaby się pokroić, że wygrana tego czy owego, to efekt koleżeńskich układów, czy wprost korupcji. Czy więc sędzia może jednocześnie brać udział w konkursie jako uczestnik? Oczywistym jest, że nie może sędziować w kategorii, w której chciałby wystawić swoje piwo. Ale czy może sędziować w jednej kategorii, a w innej stratować? Przykład zza Oceanu zdaje się mówić, że tak. Gordon Strong prezes BJCP przez trzy lata z rzędu zdobywał nagrodę Ninkasi. Jest to nagroda, którą otrzymuje ten piwowar w USA, który w danym roku zdobędzie najwięcej medali w finałowej rundzie National Homebrew Competition. Czy potraficie sobie wyobrazić taką sytuacje, że w Polsce najwięcej medali na konkursach, Grand Championa Birofiliów i wreszcie tytuł Piwowara Roku zdobywa wieloletni przewodniczący jury konkursu w Żywcu, prezes PSPD – Andrzej Sadownik? Potraficie sobie wyobrazić komentarze na forach internetowych? Wiem, że organizatorzy konkursów częstokroć rezygnują z udziału w konkursie, mimo że nie oceniają w nim, aby uniknąć właśnie takich opinii.

A jak obleję?

Jest jeszcze jedno zagrożenie, a mianowicie można przecież egzaminu sędziowskiego nie zdać. Cóż zwykle to nie pierwszy oblany egzamin w życiu, więc jakoś się to przełknie. Ale co jeśli jest się znanym w środowisku piwowarów degustatorem, może blogerem ;), lub w przeszłości sędziowało się już w konkursie. Trzeba więc podchodząc do kursu i egzaminu postawić na szali swoje dokonania i liczyć się z tym, że oblanie egzaminu sędziowskiego może je postawić pod znakiem zapytania. A już totalną klęską byłoby oblanie testu wstępnego na daltonizm smakowy. Tak, tak, nie każdy dostąpi nawet możliwości wzięcia udziału w kursie. Jeżeli nie przebrnie pomyślnie przez test badający jego predyspozycje do sędziowania, to dostanie zwrot wpisowego i będzie musiał przełknąć bardzo gorzką pigułkę.

Skoro więc tak…

Czy jest więc w ogóle sens się w to pakować? Po co szkolić się na sędziego, skoro to same zagrożenia? Bo… potrzebujemy tych sędziów, jak powietrza. Bo jest to wyrazem chęci poświęcenia swojej wygody, poskromienia swoich ambicji dla dobra wspólnego. Ale jest to też sposób na zyskanie szacunku środowiska i na poznanie ciekawych ludzi, bo często do jury zapraszani są goście z zagranicy. Wreszcie poznanie sposobu oceniania piwa na konkursach, pozwoli lepiej utrafić w to, czego oczekują sędziowie od zwycięskiego piwa. Po prostu to doświadczenie sprawi, że staniesz się jeszcze lepszym piwowarem. Ja w każdym razie, o ile tylko czas mi pozwoli, zamierzam podążyć ścieżkami kariery sędziowskiej.

 

PS: no i podążyłem 😉

Dr Andrzej Sadownik - Przewodniczący Komisji Egzaminacyjnej wręcza Certyfikat Sędziowski z nr 004

9 KOMENTARZE

  1. Gratuluje.
    A jak będzie wyglądało przedłużanie certyfikatu? Kolejne egzaminy czy tylko kursy doszkalające?
    Czy próba na daltonizm smakowy to klasyczna próba, czyli cztery podstawowe smaki, porównywanie natężenia i szeregowanie natężenia?

  2. Jeszcze nie wiadomo jak będzie wyglądało odnawianie. Teoretycznie na dziś będzie to egzamin, sądzę jednak że możliwy jest też system punktów rankingowych za sędziowanie w konkursach. Miałoby to podwójną korzyść – premiowałoby aktywnych sędziów i zachęcało do sędziowania.

    Tak, próba na daltonizm smakowy to były klasyczne 4 smaki w stężeniach z Polskiej Normy. Był to taki najbardziej podstawowy test. Zresztą to akurat nie jest takim problemem, bo sędzia nie ma oceniać, które jest najsłodsze czy najbardziej gorzkie, a raczej które stanowi najlepsza reprezentację stylu. W dodatku wg pań z SGGW do takiego testu można podchodzić kilka razy. U nas wszyscy przeszli za 1. razem.

Odpowiedz na „baaniaAnuluj pisanie odpowiedzi