Czy wszyscy piwowarzy to prostytutki?

19
142

… a właściwie, czy wszyscy piwowarzy domowi, którzy chcieliby sprzedawać swoje piwo, to prostytutki? Pewnie właśnie sobie myślisz drogi Czytelniku, że teraz to już kompletnie przegiąłem. Cóż, nie do końca ja to wymyśliłem.

Jakiś czas temu na forum piwo.org rozpętała się burzliwa dyskusja na temat możliwości sprzedaży piwa domowego. Ponieważ wśród piwowarów domowych spotykamy także tych, którzy pracują w browarach komercyjnych lub mieli z nimi styczność, to nakreślony został dość ponury obraz sytuacji. Taka sprzedaż w świetle obecnych przepisów jest nielegalna, a i zalegalizować ją niezwykle trudno. Ciekawe spojrzenie z drugiej strony barykady zaprezentował Tomasz Tekielak popularny e-prezes, który z jednej strony jest piwowarem domowym, a z drugiej pracuje w Urzędzie Celnym. Pozwolił on sobie w dyskusji na metaforę, że zarabianie na czymś co jest pasją, hobby jest nie do końca „czyste” i zaapelował żeby nie robić z piwowarstwa domowego prostytutki. Głęboko się z takim podejściem nie zgadzam. Uważam bowiem, że tylko piwowarzy domowi mogą zrewolucjonizować kształt branży piwnej w Polsce. Tak jak stało się to w USA, Danii i wielu innych krajach. W Polsce w najbliższym czasie nie powstanie 100 browarów restauracyjnych, po kilka milionów złotych każdy. Dlaczego jednak nie miałoby powstać 100 browarów rzemieślniczych, skoro już teraz wielu piwowarów domowych warzy więcej niż niektóre z najmniejszych komercyjnych browarów w Niemczech.

Zacznijmy od początku, a mianowicie od tego skąd w ogóle rodzi się w nas (bo sam mam taką głęboką potrzebę) chęć sprzedawania swojego piwa. Pierwszym tropem chyba może być stare chińskie przysłowie, które mówi: rób to, co lubisz, a nie będziesz musiał pracować. Jakby to było wspaniale, gdyby całe dnie można poświęcać na swoją pasję, a jeszcze by nam za to płacili. Drugim powodem, który zasygnalizował mój redakcyjny kolega, czyli Piotr Wypych (coder), może być chęć potwierdzenia jakości naszego piwa. Jeśli bowiem ktoś chce dać za nie swoje ciężko zarobione pieniądze, to jest to o wiele bardziej wiarygodne, niż gdy ogranicza się do werbalnej pochwały. Może bowiem chwali jedynie dlatego, że dostał za darmo? Albo z grzeczności? A jeżeli zapłaci za butelkę 6 czy 8zł i przychodzi po następne, no to czyż może być większa satysfakcja dla piwowara? Po trzecie, tę skłonność potęguje olbrzymi niezaspokojony popyt. Podczas Wrocławskich Warsztatów Piwowarskich, czy Festiwalu Birofilia w Żywcu, stojąc za nalewakiem, wielokrotnie spotykałem się z pytaniem gdzie i za ile można to piwo kupić?

Dlaczego jednak kogokolwiek miałaby wzruszać nasza chęć profesjonalizacji? Czy nie są to zwykłe mrzonki? Po pierwsze, obecnie w Polsce na palcach jednej ręki drwala można policzyć browary, które są prowadzone przez ludzi, którzy kochają piwo. Nie wymienię tu swoich typów, żeby nie urazić pozostałych, ale to jest nie więcej jak 3-4 browary, na ponad 60. Tym co mnie utwierdza w tym przekonaniu jest wywiad z człowiekiem, który zarządzał browarem w Czarnkowie, a obecnie chce uruchomić od zera browar Gontyniec. Póki co kontraktuje piwo w kilku browarach, sprzedaje je pod marką Gniewosz i markuje działania, jakby browar w najlepsze funkcjonował. Otóż na pytanie dziennikarki Tygodnika Pilskiego „Lubi pan piwo?”, odpowiada z rozbrajającą szczerością: „Lubię robić pieniądze. I wierzę w siłę złotówki.” Także, niestety właściciele i prezesi polskich browarów nie kochają piwa, a to niesie za sobą określone konsekwencje.

Po drugie, w Polsce właściwie nie kształci się piwowarów. Zresztą czy obecne fabryki piwa potrzebują dziś jeszcze piwowarów? Czy może wystarczą już tylko technolodzy produkcji? Ponadto piwowarzy, którzy byli kształceni dotychczas. mieli mocno zawężone horyzonty. Do tej pory potrzeba było ludzi, którzy w przemysłowym, stosunkowo nowoczesnym browarze, będą produkować wysokoodfermentowanego jasnego lagera. To jednak do perfekcji opanowały wielkie koncerny. To co najpiękniejsze w piwowarstwie – bogactwo stylów, setki smaków, zdecydowany profil piwa, to jest możliwe tylko w browarze, w którym piwo będzie na pierwszym miejscu. Jeżeli jakiś browar w Polsce ma uwarzyć bittera, IPA, milk stouta, koelscha, rauchbiera, to musi w tym uczestniczyć piwowar domowy. Przecież dwie najbardziej ekscytujące premiery ubiegłego roku powstały z udziałem piwowarów domowych. Mam tu na myśli Żytnie z Konstancina wg pomysłu Andrzeja Sadownika i Brackiego Koźlaka Dubeltowego, który powstał wg receptury i przy współudziale Jana Krysiaka. Czekam więc na polskich Don Kichotów, którzy garnitury i dobrą pracę, zamienią na gumowe buty i własny browar. A może tylko zrobią to jako zajęcie dodatkowe. W Belgii funkcjonuje coś takiego jak „browary weekendowe”. Właściciel-piwowar od poniedziałku do piątku pracuje na etacie, lub wykonuje jakiś wolny zawód, a w weekendy uruchamia swój browar. Potrzeba nam co najmniej kilku takich pionierów, którzy zmierzą się z hydrą, której na imię Urząd Celny i z potworem, którego imieniem jest Główny Urząd Miar. Naśladowcom będzie już dużo, dużo łatwiej. Z drugiej strony Ci pionierzy są moim zdaniem skazani na sukces. Polacy są złaknieni dobrego piwa, jak kania dżdżu.

(…)Możesz nazwać mnie marzycielem oderwanym od rzeczywistości, 

ale ja wierzę, że do nas należy przyszłość polskiego piwowarstwa. 

My kochamy piwo i nie uznajemy kompromisów. 

Dlatego wznieśmy toast za piwowarów domowych. 

Raz… dwa… trzy… Na zdrowie!!! 

(jestem piwowarem domowym)

PS: ten felieton ukazał się w mojej rubryce 1000 IBU w 1. numerze Piwowara. W najbliższym czasie ukaże się nr 2., w którym również mój felieton, a także kilka wywiadów i artykuł o… marzeniu każdego piwowara. Zachęcam do lektury.

19 KOMENTARZE

  1. To tylko kwestia czasu. W pewnym momencie znajdziemy sposoby, by robić i sprzedawać nasze piwo legalnie. Jeden pomysł już jest – wynajmowanie browaru na własną produkcję.

  2. Piwowarstwo domowe to hobby, a do hobby się dopłaca a nie na nim zarabia. Gdy w hobby wkrada się komercja, wtedy przestaje to być hobby, patrzy się czy się opłaca.
    Jak już wspomniał Zgoda, w chwili obecnej można sprzedawać legalnie swoje piwo za pośrednictwem browaru, ale to jest już piwowarstwo domowe.
    Niech tak zostanie !!!

    • Nie sądzę że piwowarzy domowi sprzedawaliby na rynku (gdyby oczywiście mogli) tylko to co się opłaca i wydali kolejne proste ajsne lagery i piwa miodowe. Tak jak napisał auto bloga: Grand Champion i Żytnie to dwie piwne inicjatywy które zrodziły się dzięki piwowarom domowym. A są to moim zdaniem dwa największe wydarzenia ostatniego roku. Bez ingerencji tego środowiska będziemy skazani na ekspansję piw aromatyzowanych i ujednolicenie asortymentu browarów restauracyjncyjnych (pils – dunkel- weizen). Piwowarzy amatorzy jako jedyni mogą dać impuls do zmian bo warzą piwa jakich samych oczekują od rynku. A że przy okazji także na tym zarobią to mi wcale nie przeszkadza.

  3. Ja nie widze nic zlego w tym, ze prezes browaru mowi ze lubi zarabiac pieniadze. Niestety, jesli chcemy wyjsc z kuchni i 30 litrowego garnka, tu musi to byc biznes na ktorym przynajmniej da sie wyjsc na zero. A co do glownego watku, to nie jest tylko kwestia piwowarow i urzedu celnego. Podobna polityke panstwa widac w przypadku hazardu czy handlu przez internet. Czasami odnosze wrazenie ze Polskie panstwo kieruje sie zasada: „Najpierw uznaj za przestepce a pozniej zadawaj pytania, najlepiej takie pytania ktore pozwola znalezc odpowiedni paragraf”. Wiec to nie jest tylko i wylacznie problem domowego piwa.

    • Ależ nic podobnego nie twierdzę. Wiele razy oburzałem się gdy przedstawiciele browarów regionalnych twierdzili, że oni nie pracują dla zysku, a duże koncerny tak. Mnie zbulwersowało to, że to była odpowiedź na pytanie czy pan prezes lubi piwo. W Polsce brakuje nam browarów prowadzonych (dla zysku) przez ludzi, którzy kochają piwo. Zastanówmy się czy takie sklepy jak Browamator, Centrum Piwowarstwa czy Homebrewing.pl byłyby równie dobre, gdyby prowadzili je ludzie którzy nie lubią piwa. Nic nikomu nie zarzucając widzicie różnice między Browamatorem a gośćmi z allegro sprzedającymi brewkity? Browamator bez wątpienia działa dla zysku, ale ile oprócz tego robi dla środowiska, podobnie Centrum Piwowarstwa.
      Co do tego, że piwo nie jest wyjątkiem to się zgadzam. Każdy przedsiębiorca jest podejrzany, ale wydaje mi się, że tam gdzie jest alkohol każdy jest podejrzany podwójnie. 😉
      Z ciekawostek z kraju i ze świata – wczoraj się dowiedziałem że w jednym z browarów celnikom nie spodobało się, że na workach ze słodem są napisy tylko po niemiecku, a nie ma po polsku. :O

      • Wiesz nic w tym dziwnego, nie każdy zna niemiecki 😉 A już serio…
        Kamil nie masz racji. Ocenia się ryzyko, a tak się składa, że lwia część dochodów pańśtwa odprowadzaną przez Służbę Celną to właśnie akcyza. To właśnie dzięki braku odpowiedniego poziomu analizy ryzyka kilka lat temu skarb państwa stracił miliony/miliardy na nie opodatkowanym alkoholu wprowadzonym do sprzedaży jako płyn do spryskiwaczy. Jasne piwowarstwo to inna skala, ale to jakie są praktyki w Polsce można dowiedzieć się w czasie letnich wakacji – budki z jedzeniem bez żadnego nadzoru Sanepidu, niewydawanie paragonu itp. Na to w jaki sposób ocenia się przedsiębiorcę ma wpływ wiele czynników nazwijmy to kulturowo-historycznych. I to prędko się nie zmieni.
        Nie jestem takim optymistą jak Kopyr i niektórzy. Takiego boomu jak w latach 90-tych ubiegłego wieku już nie będzie. To, że z perspektywy czasu wiele się zmieniło na lepsze, ale ja w to nie wierzę, by za mojego życia piwowar domowy mógł legalnie sprzedawać swoje piwo.
        Owszem browary komercyjne zakładane przez piwowarów domowych będą rosły jak grzyby po deszczu, ale na pełną swobodę nie ma co liczyć. USA to nie UE.

  4. Mając bardzo dużo do czynienia z urzędnikami i to zarówno na stopie zawodowej jak i prywatnej, muszę z przykrością stwierdzić że bardzo często działają na niekorzyść petenta. Ostatnio dobrze ujęła to jedna urzędniczka z Opola stwierdzając, że urzędnicy robią wszystko aby potwierdzić swoją przydatność dla systemy. A to zwykle zamyka się w karaniu, kontrolowani i odmawianiu, tak urzędnik ma poczucie że dobrze spełnia obowiązek. Zgadzanie się na wszystko jest dla części z nich podpisywaniem wyroku na siebie na zasadzie: taki urzędnik, który nie ma „wyników” jest zwalniany.
    Co do clou wpisu, mogę się wypowiadać tylko jako obserwator z zewnątrz, i stwierdzam że piwowarzy domowi bardzo dobrze się bawią w swoim hermetycznym gronie. Nie jestem przekonany czy niektórzy chcą w ogóle wyjść z tym do ludzi. W zeszłym roku co ja się naprosiłem na Wrocławskim Festiwalu, ale nikt nie chciał piwa sprzedać i mam wrażenie, że prawne restrykcje były jedynie wykrętem. Z próbowaniem też bywało różnie jesteś piwowarem, nie to ..yyyy… Jest to znany mechanizm przejścia z amatorstwa na zawodowstwo, jednego dnia jesteś kumplem z forum a drugiego masz swój browar rzemieślniczy a ja nie mam. Nie posądzam oczywiście wszystkich o zazdrość, ale myślę że poczucie elitarności zamkniętego grona i wspólnota walki z koncernami ma duże znaczenie. A piwowar domowy sprzedający swoje piwo przechodzi na drugą stronę…

    • Co do drugiej części wypowiedzi, dotyczącej WWP to w tym roku będzie tak samo jeżeli chodzi o sprzedaż piwa domowego. Wręcz piwowarzy domowi będą musieli podpisać oświadczenie, że nie będą sprzedawać swojego piwa. Wbrew pozorom to nie jest taka abstrakcja, że ten proszący o sprzedanie 1 but. nie jest prowokatorem. Były takie akcje na jakichś wystawach, gdzie celnicy łapali nalewkarzy. Oczywiście w porównaniu do tego co wyprawiają bimbrownicy z łącką śliwowicą, to oczywiście piwowarzy domowi wyglądają na nadmiernie przestraszonych. 😀 Z drugiej strony jeśli ktoś chce kiedyś otworzyć browar, to warto pamiętać, że żeby dostać pozwolenie na otwarcie składu podatkowego trzeba być niekaranym. Dlatego nie dziwiłbym się na Twoim miejscu, że nikt nie chce ryzykować.
      Co do częstowania to musiałeś jakoś źle trafić. Aczkolwiek trudno się dziwić, że mogłeś być trochę zignorowany, jeśli piwowar z piwowarem wdał się w jakąś burzliwą dyskusję. 😉
      Skoro piwowar nie ma widoków na otwarcie browaru, to i nie czuje on potrzeby jakoś zachęcać potencjalnych klientów. Trudno więc, żeby jakoś szczególnie chciał promować piwo domowe. Co innego promowanie piwowarstwa. W momencie więc gdy mówisz, ze warzeniem nie jesteś zainteresowany, to i piwowar traci zainteresowanie rozmową.

    • Warsztaty są głównie dla piwowarów aby wymienić na żywo doświadczenia a nie rozdawnictwo dla ludu aby mógł sie za darmo napić 🙂

    • No tak, jak to ujął mój znajomy:

      w Holandii, gdy urzędnikowi uda się pomóc petentowi, to ma poczucie dobrze spełnionego obowiązku.

      W Polsce urzędnik wychodzi zadowolony z pracy, jezeli tego dnia udało mu się uwalić jakiegoś penenta, albo wybić z interesu jakiegoś przedsiębiorcę.

  5. Jeżeli jakiś browar w Polsce ma uwarzyć bittera, IPA, milk stouta, koelscha, rauchbiera, to musi w tym uczestniczyć piwowar domowy.

    To zdanie w jakiś tam stopniu było dla mnie motywacją do uwarzenia Dymionego Marcowego. Ciągle mam kłopoty z zdefiniowaniem się czy jestem domowy czy już prostytutką ;). Jestem w takiej sytuacji że widzę sytuację jakby z dwóch punktów domowego piwowara i zawodowego, ale i tak w głębi serca jest marzenie o własnym browarze. Myślę że hobby można skomercjalizować, tylko ważne jest by pamiętać o idei i zasadach i by ich przestrzeganie dawało większą satysfakcje niż pieniądze.

  6. Kopyr, bardzo fajny artykuł.

    W naszym państwie władza chyba dochodzi się do wniosku, że więcej można zarobić stosując tylko mocniejsze rygory zamiast ulgi. Bardzo podoba mi się ta sprawa z browarami weekendowymi w Belgii. W Czechach odnośnie destylatów chyba wygląda to tak, że są państwowe destylarnie gdzie można przywieść własny zacier, zapłacić drobną sumę i odebrać swój destylat.

    Ja osobiście byłbym bardzo rad, gdyby powstawały małe browary rzemieślnicze prowadzone przez piwowarów hobbystów. Wiadomo, że jeżeli coś robi się z pasją i wkłada w to całe serce to efekt końcowy, w tym przypadku piwo, jest rewelacyjny 🙂 Tak samo za pewnie będzie z takimi browarami, a że ktoś będzie chciał trochę zarobić a nie dokładać do interesu to chyba naturalne. Nie znajdzie się przedsiębiorcy który prowadziłby biznes z pasją ale musiałby do niego dokładać lub wychodzić finansowo na zero, pomijam tu obywateli, którzy są bogaci i mogą sobie pozwolić na niedochodowy interes związany z hobby :). Przyczyna jest bardzo prosta, poświęca się swój czas i pieniądze, a nie mając minimalnego zysku, szybko trzeba byłoby zamknąć ów biznes dotyczący hobby

  7. Ale warto poznać praprzyczynę spsienia piw dostępnych na zwykłej półce sklepowej. Moim skromnym zdaniem tą praprzyczyną jest ciągły wzrost opodatkowania, co zmusza do komasacji produkcji by zachować atrakcyjną cenę dla zwykłego klienta, co jest też na ręke (dosłownie) politykom (Rychu, Zbychu…), bo z (cmentarnym) lobbystą dużego koncernu… jest jak z Gazpromem.

    I póki nie wydarzy się cos takiego jak kiedyś z Enronem, to taki stan jest stabilny i dobry dla dwóch stron, z przyrzeceniem tychże stron do pilnowania, by czasem nie wyrosło „coś” co by zaburzyło ową „sielankową” równowagę. Klient przywyknie.

    Natomiast odpowiedzią na socjalistyczne wysokie opodatkowanie jest -niezaleznie od dziedziny gospodarki- ogromna szara strefa, zwana przeze mnie partyzantką, a -jak dowiedziałem się z tekstu- przez eprezesa prostytuantką:)

    Z góry zakładam, ze eprezes jako wróg prostytuacji jest twardym zwolennikiem UPRu i idei konserwatywno-liberalnych jakie ta partia głosi.

  8. Mi się zdarzyło, że kolega spytał mnie czy może ode mnie kupić piwo. Mówię mu, ze niech bierze jak mu smakuje, toć nie będę kumplom sprzedawał (pomijając fakt legalności). Jako że chciał większą ilość to się umówiliśmy że on kupi surowce. Ja mam radochę z roboty i „klienta” on ma radochę z dobrego piwa. Dwie skrzynki właśnie leżakują. Jest to jakieś wyjście.

    R13
    Zgadzam się z tym co piszesz, ale cena jednak rośnie, a płace już nie koniecznie. Czyli stać nas coraz mniej. Ostatnio czytałem, że wzrósł eksport piwa z Polski do Czech. Piwa niskiej jakości o niskiej cenie bo Czechów powoli też nie stać na swoje. Nie będę wstawiał linku ale poczytać można na portalspozywczy.pl

Dodaj komentarz