Profesjonalia 2010 – finał okiem zwycięzcy

12
159

No to wygrałem. 😀 Jadąc na Profesjonalia zakładałem, że jeśli to nie ja wygram, to ze zwycięzcą przeprowadzę wywiad do Piwowara. Jednak się udało, a wywiad przeprowadziłem z Jeffem Evansem, który był jurorem. Wywiadu przeprowadzać ze sobą nie będę. ;)Klasycznej relacji też nie będę pisał, jeśli już to do Piwowara. Napiszę więc jakie myśli mnie nurtowały w trakcie rywalizacji, jak to wszystko wyglądało od środka, no i co dalej.

W piątek zaczęliśmy od szkolenia z Jeffem Evansem, który jest pisarzem zajmującym się piwem i prezesem Judges for the International Beer Challenge. W 2009 r. uruchomił swój portal poświęcony piwu Inside Beer. Od wielu lat działa w CAMRA (Campaign for Real Ale), w latach 90-98 ubiegłego wieku był redaktorem wydawanego przez tę organizację przewodnika pt. Good Beer Guide.

Zostaliśmy podzieleni na grupy ok. 6-osobowe, gdzie zgodnie z założeniami organizatorów w każdej miało się znaleźć dwoje spośród piwowarów, dwoje spośród barmanów oraz dwie osoby z Grupy Żywiec. Moja grupa była jednak wyjątkowa. 😀 Nie było nikogo z GŻ, za to barmanów reprezentowały, aż 3 osoby. Po prostu dwóch barmanów ze szczecińskiego whisky baru chciało siedzieć razem, więc zamienili karteczki. Oprócz nich barmanka Bożenka Winkler, z piwowarów Krzysztof Kula, czyli Kuli, no i ja.

Najpierw Jeff wygłosił wykład o historii piwa i z czego ono powstaje. Dla piwowarów, nie było w nim absolutnie nic nowego, dla barmanów pewnie na odwrót. W dalszej kolejności była zabawa w odgadywanie piwa, stylu w jakim je uwarzono, jakimi metodami, z jakich surowców, w jakim szkle powinno się je serwować. Dostawaliśmy próbkę piwa, mieliśmy grupowo uzgodnić naszą opinię  i oddać jedną kartę z odpowiedziami. Pierwszą próbkę po burzliwej debacie ocenialiśmy jako jasny lager, czy też international lager. Co ciekawe piwo smakowało na tyle smacznie, że mieliśmy solidną zagwozdkę. Ja obstawiałem Ciechana Wybornego, koledzy barmani Żywca. W końcu rozsądek wziął górę i obstawiliśmy Warkę Jasne Pełne. 😛 Jak się okazało w 100% słusznie. Najśmieszniejsze jest jednak to, że z relacji innych piwowarów wynika, że ludzie z GŻ mieli jeszcze większe problemy z identyfikacją pierwszej próbki. Słyszałem, że niektórzy gotowi byli się pokroić za to, że to był Żubr lub co już w ogóle nieprawdopodobne Pilsner Urquell. 😀 Następny poszedł weizen. Logika wskazywała Paulanera, a jednak okazało się, że był to Schneider Weisse Blondes. Następnie był witbier, czyli słynny Hoegaarden. Spitfire reprezentował bittera. Wreszcie przyszła kolej na stout. Jeden z moich ulubionych stylów, piwo którym zdobyłem 3/4 z miejsc na podium w konkursach piwowarskich. Po powąchaniu wyczułem nuty wędzone, kolor była zaledwie brunatny, goryczka co najwyżej średnia. Ze 100% pewnością zawyrokowałem, że stout to na pewno nie jest, więc pewnie jakiś słabiej wędzony rauchbier. Kiedy okazało się, że to strzał chybiony, zaczęliśmy się zastanawiać, czy to nie jest aby wee heavy czy któreś inne ze scotish ale, nuty wędzone by pasowały. Kiedy pokazali butelkę od Guinnessa byłem zdruzgotany.

Później poszły jeszcze IPA, flemish red ale, Trappist (a konkretnie Rochefort 10), i na koniec coś czego nikt nie zgadł, czyli oak aged beer (piwo dojrzewające w dębowych beczkach). Jak później się dowiedziałem od prowadzącego, do tego momentu inna grupa wyprzedzała naszą (przez tego felernego stouta), na szczęście my postawiliśmy na saisona i chociaż część punktów trafiliśmy. No i okazało się, że nasza grupa wygrała rzutem na taśmę. W nagrodę otrzymaliśmy po egzemplarzu książki Jeffa pt. „A Beer a Day” z dedykacją. Zresztą jak się okazało nasza grupa była w ogóle najlepsza, bo każdy z naszej piątki był w finale, a konkurs barmanów wygrała Bożenka Winkler.

Jeff Evans degustuje nasze domowe piwa. Od lewej Dariusz Doroszkiewicz (darko), Jeff Evans, kopyr, dori, coder, Kuli. Fot. Adnrzej Jankowski (adanjan)

A teraz o tym, jak wyglądała prawdziwa rywalizacja. W finale miało wystartować 17 piwowarów, ale ze względu na sytuację rodzinną 1 nie mógł dojechać, także było nas szesnaścioro, w tym dwie przedstawicielki płci pięknej. Najpierw miało się dokonać selekcja 5 osób, które wystąpią w ścisłym finale na scenie. Ten pierwszy etap składał się z dwóch części, pisemnego egzaminu i oceny laboratoryjnej naszych piw. Bowiem każdy z finalistów miał dostarczyć 5 butelek 0,5L piwa, które uważa za swoje największe osiągniecie (i akurat ma 5 butelek tego piwa). Wspomniane piwo należało jak najdokładniej opisać sensorycznie, ze szczególnym uwzględnieniem jego „twardych” parametrów, takich jak: ekstrakt brzeczki nastawnej, ekstrakt pozorny, zawartość alkoholu, barwa wg EBC, IBU. Okazało się, że w trakcie gdy będziemy pisali nasz egzamin, nasze piwa zostaną „przeegzaminowane” przez sprzęt laboratoryjny z Warki. Premiowane miało być jak najbliższe do rzeczywistości określenie parametrów naszego piwa. Ponieważ nie cały sprzęt był sprawny, więc ograniczono się do ekstraktu nastawnego i pozornego, wynikającej z niego zawartości alkoholu oraz barwy.

W piątek i w sobotę przed i po konkursie trwała degustacja naszych piw. Zainteresowanie, jak widać, spore. Fot. Andrzej Jankowski (adanjan)

Za część „laboratoryjną” można było uzyskać 8 punktów. Natomiast za część pisemną 20, a polegała ona na opisaniu w najdrobniejszych detalach sposobu uwarzenia jasnego lagera. Od razu widać, że zadanie było wymyślone przez ludzi z Warki. Należało podać surowce, sposób zacierania, chmielenie i sposób przeprowadzenia fermentacji. Czasu było ok. 30 minut. Jak się okazało nieco za krótko. Prace były oceniane przez 3 osoby: dr. Andrzeja Sadownika (szef jury), Zbigniewa Miesałę (Szef Produkcji Browaru w Warce) oraz Leszka Skalskiego (Kierownik Działu Technologicznego Browaru w Warce). Poziom był bardzo wyrównany, bo najgorsza praca uzyskała, o ile mnie pamięć nie myli, 14/20 punktów. W tym momencie języczkiem u wagi stała się część laboratoryjna. Co prawda nie poznaliśmy jak wyglądała punktacja, ale po swoim piwie mogę stwierdzić, że chyba dobrze mi poszło. Do konkursu zgłosiłem pewniaka, czyli Bryg milk stout, który zdobył 2. miejsce w KPD w Żywcu. Ekstrakt oszacowałem na 14,5% (było 13,9%), alkohol na 3,8% (było 3,64%). Wiem, że u niektórych rozbieżności były bardzo duże. W dużej mierze wynikające z nieuwzględnienia dodania surowca do refermentacji. Także pewnie podciągnęło mi to punktację, bo w części pisemnej, tak jak mniej więcej połowa finalistów, nie wspomniałem o prawidłowym napowietrzeniu brzeczki, a jury bardzo zwracało na to uwagę.

Wiceprezesi PSPD przy stoliku werbunkowym 😉 Fot. Andrzej Jankowski (adanjan)

Do finału weszło 5 z 16 osób. Nadal nie wiedząc kto jest szczęśliwcem, oczekiwaliśmy w nerwach, tymczasem nasze piwa już walczyły. Finał finału składał się bowiem także z dwóch części. Oceny sensorycznej zgłoszonego piwa oraz „egzaminu ustnego” na scenie, który składał się z dwóch pytań. Za część ustną można było uzyskać 2 x 5 punktów, natomiast za piwo można było uzyskać od 1-5 punktów, z tym, że punkty były przyznawane wg. kolejności, czyli najlepsze piwo dostawało 5 pkt., drugie 4 pkt., a ostatnie 1 pkt. Piwa oceniała komisja w składzie dr Andrzej Sadownik, Zbigniew Miesała, Dini Bouwmeester (Dyrektor ds. Technologii i Jakości Grupy Żywiec), Jeff Evans  oraz Robert Makłowicz (krytyk kulinarny).

Ocena sensoryczna piw piątki finalistów Fot. Andrzej Jankowski (adanjan)

Ktoś zobaczył moją etykietę wśród ocenianych piw. Gdy to usłyszałem serce zabiło mocniej. Tymczasem kazano nam się zgromadzić pod sceną, gdzie mieliśmy się dowiedzieć kto awansował do finałowej piątki. Okazało się, że do finału awansowały następujące osoby:

  • Dorota Chrapek (dori)
  • Tomasz Kopyra (czyli kopyr, czyli ja ;))
  • Krzysztof Kula (Kuli)
  • Wojciech Szała (wogosz)
  • Piotr Wypych (coder)
Finaliści. Od lewej Marek Starybrat, Marcin Prokop, Piotr Wypych (coder), Krzysztof Kula (Kuli), Dorota Chrapek (dori), Tomasz Kopyra, Wojciech Szała (wogosz). Fot. Andrzej Jankowski (adanjan)

Pierwsza seria pytań dotyczyła koła smaków, każdy z nas dostawał nazwę aromatu, związku, którą miał opisać. W tej serii byłem 4., a przede mną coder dostał diacetyl, Kuli metaliczny, dori nasłoneczniony. Cóż pomyślałem wszystkie najłatwiejsze już poszły. Ale nie było tak źle, mnie przypadł DMS. Wogosz zaś zmierzył się z ogólnym pojęciem estrów. Jak opowiadał mi później Ziemowit Fałat, który stał pod sceną w grupie pracowników Warki, w miarę jak padały odpowiedzi coraz większe zdumienie i uznanie malowało się na ich twarzach. Tymczasem druga seria miała być nieco luźniejsza, bo pytania zadawać mieli prowadzący, czyli Marcin Prokop i Marek Starybrat. W tej serii odpowiadałem jako 2. Gdy usłyszałem pytanie nie mogłem uwierzyć we własne szczęście, a brzmiało „co wpływa na pianę w piwie?„. Ja kocham pianę, przywiązuję do niej olbrzymią wagę i po prostu nie mogłem dostać lepszego pytania. Zacząłem od tego, ze to co się wyprawia w polskich lokalach gastronomicznych woła o pomstę do nieba. Za wybieranie łyżką piany ze szklanki kazałbym ucinać ręce, albo przynajmniej wydalać z zawodu. Publika szaleje, Makłowicz uśmiechnięty, kiwa głową potwierdzająco. 😉 Wyjaśniłem jeszcze, że to białka wpływają na to, że na piwie piana się utrzymuje, a na winie musującym nie. Wspomniałem o beta glukanach i wiedziałem, że… podium musi być. 😀 Zwłaszcza, że piwo było bardzo dobre.

Bardzo dobre, ale nie najlepsze, bo najlepsze było piwo z Zielonej Góry, które uwarzył Krzysztof Kula. Ze względu na fakt, że punktacja była bardzo wyrównana ponownie to piwo zdecydowało o miejscach na podium. Kuli jednak trochę zamotał się w opisie aromatu metalicznego, dlatego mimo, że jego piwo wygrało, to mnie nie przeskoczył, bo Bryg był drugi. Trzeci był Porter dori. Można więc rzec, że na podium były jedynie przetasowania.

Finał był zatem bardzo wyrównany. Tym większą satysfakcję czuję, że wygrałem, gdy pomyślę z kim wygrałem. A wygrałem z tuzami polskiej sceny piwowarskiej. Dori już w sobotę będzie warzyć swojego Grand Championa w Cieszynie, przepisy, których autorem jest Kuli składają się na książkę pt. „Znakomite Piwa„, z której wiele razy korzystałem. Coder to wielokrotny zdobywca nagród na konkursach piwowarskich i osoba, która ze swoim naukowo-inżynierskim podejściem niesamowicie ubogaca choćby forum piwo.org, o czym świadczy rekordowa „reputacja” na tymże forum. W końcu wogosz, również zdobywca wielu nagród, technolog żywności pracujący w słodowni. Gdy pomyślę, że z nimi wygrałem, a jeszcze 6 lat temu w dniu konkursu nie miałem uwarzonego żadnego piwa. Bo pierwsze piwo uwarzyłem 13. września 2004 r. Pomyśleć, ze wtedy nie miałem pojęcia ani o zacieraniu, ani alfa kwasach, beta glukanach czy dimetylo siarczku, o winylogwajakolu nie wspominając.

Finaliści i jury. Od lewej: Wojciech Szała (wogosz), Zbigniew Miesała, Jeff Evans, Dini Brouwmeester, Dorota Chrapek (dori), Krzysztof Kula (Kuli), Tomasz Kopyra (kopyr), Piotr Wypych (coder) Robert Makłowicz, Andrzej Sadownik (Czes) fot. Andrzej Jankowski (adanjan)

Na ogłoszenie wyników się nieco spóźniłem, ale nie ma tego złego, musieli na mnie poczekać. 😉 Za to na scenę wbiegałem po schodach przy muzyce z filmu Rocky. Niesamowite uczucie. Ta chwila była wspaniała. Zresztą organizatorzy postarali się, aby ją uświetnić. Dyplom, duża plansza z rodzajem nagrody, medal i kryształowe trofeum robią wrażenie, chyba nawet większe niż sama nagroda.

Zwycięzcy. Srebro - Krzysztof Kula, złoto - Tomasz Kopyra i brąz - Dorota Chrapek. Fot. ? źródło - http://browamator.pl

A w nagrodę, na początku października ruszam w wyprawę z Warki przez Cieszyn do Czech i Niemiec. Wrażeniami na pewno podzielę się na blogu.

12 KOMENTARZE

  1. Gratulacje kopyr! Impreza musiała być bardzo fajna i emocjonująca. A tytuł mistrzowski jest w dobrych rękach. 6 lat doświadczenia piszesz – to chyba na polskie warunki dość dużo? A swoją drogą jak wszystkie podobne imprezy będą się tak rozwijać to kroi się Wielki Szlem: Grand Champion, Piwowar Profesjonaliów i Piwowar Roku BP. Teraz to już chyba tylko tego Ci życzyć.

    • To akurat nie jest takie trudne. Teoretycznie nawet w domowych warunkach można tego dokonać. Potrzebny jest balingometr i refraktometr. Z racji, że baligometr mierzy w inny sposób, niż refraktometr (ten pierwszy przez objętość wypartej cieczy, ten drugi przez załamanie światła w cieczy), powstały równania pozwalające z tych dwóch pomiarów uzyskać ekstrakt brzeczki nastawnej. Takie przeliczenia oferuje choćby ProMash.

  2. Kopyrowi chwała!

    Dwa małe sprostowania do relacji:
    – weryfikacja deklarowanych parametrów piwa była oceniana w skali do 8 a nie 5 pkt.
    – wasze wypracowania były oceniane nie przez Rafała Kowalczyka, a przez jeszcze jednego technologa (piwowara z Warki), który był członkiem Jury w roku ubiegłym. Jego nazwisko w tej chwili wyparowało mi z głowy, a nie chciałbym przekręcić. Zrobił dobrą robotę.

    Ekstrakt brzeczki nastawnej jest nie tyle mierzony, co wyliczany na podstawie wymierzonego stężenia alkoholu i pozostałego w piwie ekstraktu, tzw rzeczywistego.
    Co ciekawe, tak wymierzony ekstrakt w gotowym piwie jest także podstawą do wymierzenia podatku akcyzowego.

  3. Ze świeżą (względnie) głową od rana:
    tym trzecim oceniającym był pan Leszek Skalski – można rzec główny piwowar Warki (kier. działu technologicznego).

    Ciekawostka: Dori i Coder mieli na koniec identyczny wynik punktowy. O III miejscu dla Dori zdecydowała wyższa, bo trzecia lokata jej piwa w ocenie sensorycznej.

    Moja rola w tej komisji sprowadzała się głównie do przypilnowania aby ostatnie słowo w ocenie piwa miał Jeff. Evans i Makłowicz niezbyt świadomi wielowymiarowości konkursu dziwili się, że z oceny organoleptycznej tak niewiele (punktowo) wynika, ale jak widać miała ona istotny wpływ na końcowe wyniki (również Kuli wiele tu zyskał).

    Uwzględniwszy wstępne etapy i tę wielowymiarowość konkursu w Kazimierzu uważam, że wyniki są bardzo miarodajne, nieprzypadkowe.

    Tym większy Twój sukces!

Dodaj komentarz