Jak feniks(y) z popiołów…

12
123

W ostatnim czasie nastąpiły dwa radosne zdarzenia. Po 3 letniej przerwie reaktywacji doczekał się browar w Lwówku Śląskim. Co prawda pozytywne wiadomości napływały od połowy ubiegłego roku, ale niestety ze względu na, szerzej zakrojone niż przewidywano, prace remontowe oraz problemy z przyłączem gazowym,  wszytko się bardzo mocno przeciągnęło. Co prawda premiera Lwówka Książęcego miała miejsce już w czerwcu, ale do szerszej sprzedaży trafiło pod koniec lipca. Tak się szczęśliwie złożyło, że  w tym czasie powróciło na sklepowe półki piwo z Raciborza. Browar nie warzył krócej niż ten lwówecki, bo zaledwie przez rok, ale perspektywy wydawały się nieciekawe. Mówiło się o sprzedaży i to niekoniecznie zapewniającej dalsze funkcjonowanie browaru.  A browar w Raciborzu jest wielce wyjątkowy, zabytkowy, usytuowany na terenie zamku. Podobnie jak w Lwówku Śl. fermentacja prowadzona jest tam w otwartych kadziach. Tak się ciekawie złożyło,że do sprzedaży w moim sklepie Lwówek Książęcy i Raciborskie trafiły tego samego dnia. Oczekiwania moje są nad wyraz rozbudzone, ciekaw jestem czy się nie rozczaruję i chcąc nie chcąc, porównam oba piwa.

Pierwsze do szklanki wędruje Lwówek Książęcy. Do szklanki firmowej, krótko sprzed upadku. I tu już na pierwszy rzut oka nasuwa się porównanie logo browaru Bauera i browaru Jakubiaka. Obaj pragną zaznaczyć swoją obecność, ten pierwszy poprzez podpis, ten drugi poprzez tarczę z inicjałami. Co mnie w ogóle nie dziwi i uważam, za postępowanie słuszne. Jeżeli ktoś umieszcza swoje nazwisko na produkcie, to widać, ze jest z niego dumny, że bierze za to odpowiedzialność. Niestety z przykrością muszę stwierdzić,  że o wiele ładniejsze jest logo bauerowskie. Po pierwsze samo logo jest ładniejsze, po drugie poniżej jest podpis Bauera. W przypadku nowego logo to trochę jest na zasadzie chciałabym, a boję się. Chcę jako właściciel zaznaczyć, to o czym pisałem wyżej, ale nie jestem pewien czy będzie to dobrze odebrane, więc niech będą jedynie inicjały. Moim zdaniem nie ma się czego bać, trzeba się wyraźnie podpisać i pokazać, że całym swoim dorobkiem (w Ciechanie) gwarantuje się jakość piwa lwóweckiego.

Etykieta przypomina wcześniejsze etykiety z Ciechanowa, co nie jest niczym dziwnym, bo po prostu do Lwówka trafiła stara etykieciarka z Ciechana. Z racji, że mam spory sentyment do tego kształtu etykiety, więc jego powrót witam z zadowoleniem. Na etykiecie lwówecki ratusz. W porównaniu do etykiety sprzed kilku lat jest spory progres, bo tamta była ordynarnie zerżnięta z paulanerowskiego Salvatora i dodatkowo wyjątkowo nieudolnie wykonana. Także tutaj plus dla nowego Książęcego, mamy wiec remis. Z etykiety dowiadujemy się też, że przy ekstrakcie 12,1%, mamy 6,2% alkoholu. Moim zdanie to zdecydowanie zbyt dużo, ale poczekajmy na smak. Butelkę wieńczy kapsel z przedwojennym logo „w jedności siła”. Bardzo to piękna koncepcja, żeby wszystkie browary należące do jednej grupy miały wspólny kapsel. Tylko, że niestety ten kapsel piękny nie jest.  Ach no i zapomniał bym – niestety krawatka jest krzywo przyklejona.

Po przelaniu mamy ładną średnioobfitą, dość trwałą pianę, która przepięknie odmierza każdy łyk na szkle. Kolor jest piękny, głęboki, złocisty, idealnie klarowny.

W zapachu wyczuwalna świeżość, jeden z atrybutów braku pasteryzacji. Zapach słodowy z delikatną nutą chmielu, ale nie wiem czy to aby nie wishfull thinking. W smaku również mamy tę świeżość, lekki smak chmielu, no i przyjemne nuty słodowe. Piwo jest bardzo podobne do Ciechana, tylko lepsze. Rzekłbym, że tak smakował Ciechan Wyborne, kiedy święcił triumfy. Wyczuwam też lekką nutę metaliczną. Test skórny nie pozostawia wątpliwości, ewidentny zapach starych monet i gwoździ, a więc żelazo. Goryczka niestety zdecydowanie zbyt niska (podobnie jak w Ciechanie). A miało być jej zdecydowanie więcej (takie zapowiedzi padały choćby na forum browar.biz). Delikatna kwaskowość sprawia, ze piwo świetnie orzeźwia i po prostu chce się wziąć następny łyk. Pierwszą butelkę wypiłem chyba w 10 minut. Generalnie jest więc całkiem dobrze, choć chciałoby się o wiele więcej. Więcej chmielu.

Jeżeli chodzi o Raciborskie, to etykieta z jednej strony jest elegancka, z drugiej zaś zgrzebna. Pseudo-renesansowe ornamenty nie wiem czy pochodzą z tytułowego zamku, bo piwo uwarzył Browar Zamkowy w Raciborzu, czy po prostu grafik znalazł sobie taki motyw. W każdym bądź razie nie jest źle. W dodatku mamy kontretykietę, której nie ma lwóweckie i pewnie póki co mieć nie będzie, bo po to Ciechan zmieniał etykieciarkę, że ta stara (obecnie w Lwówku Śl.) nie mogła kleić kontr. Za to niestety kapsel – golas.  Kontra również krzywo przyklejona. Warto również zauważyć jedną ciekawostkę, że piwa z tej samej skrzynki są bardzo różnie podolewane, jedno jest do początku szyjki, a drugie pod sam kapsel.

Po otwarciu kapsla można zauważyć, że piwo chce opuścić butelkę. Nie jest to może fontanna i spokojnie zdąży się nalać do szklanki, ale jednak jest to nieco dziwne. Kiedyś Ciechan miał taką tendencję do uciekania z butelki. Innym razem piwo jest praktycznie odgazowane. O co chodzi? Nie wiem. Po nalaniu do szklanki widzimy średnioobfitą pianę, jednak nie tak trwałą jak na Książęcym, w dodatku pod koniec szklanki znika do zera.

W zapachu nie ma zbyt wiele, nieco karmelowego, czy może słodowego aromatu. W smaku dominuje karmel, nie wiem czy z dodatku słodu karmelowego, czy nie aby z utlenienia.  Goryczki właściwie brak. Ale słodowość jest przyjemna.  Piwo jest cięższe, treściwsze, ale tej goryczki potwornie tu brakuje. Gdyby to piwo solidnie nachmielić, to mielibyśmy fajnego, treściwego polskiego pilsa (gatunek wymarły 🙁 ).

No ponarzekałem sobie ;), ale trzeba uczciwie przyznać, że oba piwa są bardzo dobre. Bałem się wpadki, zwłaszcza, że pierwsze recenzje były różne. Oba piwa pije się bardzo przyjemnie. Jednak palmę pierwszeństwa muszę przyznać Lwówkowi, ze względu na znacznie lepszą pijalność. Chce się po prostu wziąć następny łyk. Myślę, że tu swoje robi jednak brak pasteryzacji. Niestety i Raciborskie i Lwówek Książęcy mają też na sumieniu największy grzech polskiego piwowarstwa, czyli niedostatek chmielu.

Jestem jednak przekonany, że lwóweckie będzie się sprzedawało bardzo dobrze, mimo tego mankamentu, a może nawet dzięki niemu. Sądzę, że zrobi furorę wśród wrocławskich studentów, a wiadomo, że młode pokolenie, wychowane na przesłodzonych napojach gazowanych, nie gustują w intensywnej goryczce. Ciekaw jestem kiedy doczekamy się solidnie chmielonego polskiego piwa. Póki co chętnie wychylę Lwówek Książęcy, a i Raciborskim nie pogardzę.

12 KOMENTARZE

  1. Trafiłem na lwóweckie oznaczone jako limitowane z pierwszej warki. Piwo wyraźnie słodowe. Jak na lagera o zdecydowanej pełni smaku. Powiedział bym nawet słodkawe. Aromaty chmielowe i goryczka zdecydowanie nie odgrywały w tym piwie pierwszego planu. Dla mnie najsłabszą cechą tego piwa było zbyt niskie wysycenie dwutlenkiem węgla.

    Generalnie godne polecenia, ciekawe piwo, o którym można porozmawiać 🙂

    • Myślę, że pierwsze warki będą się znacznie różnić. Moje zdecydowanie odbiegało od Twojego opisu. Generalnie było po słodowej stronie mocy, ale nie było nadmiernie pełne w smaku, treściwe.

  2. nabrałem ochoty na Lwówek 🙂 Racibórz prezentuje się trochę gorzej, ale już od dawna miałem się tam wybrać na zwiedzanie i zakupy, więc może… nie podałeś parametrów Raciborskiego 🙂

    a co do studentów – oni chyba preferują zielonobutelkowe smaki, bo co widzę jakąś grupkę, to albo Lech albo Perła w dłoni 🙂

    • Przeoczenie z tym Raciborzem. Raciborskie 5% alkoholu, ekstraktu nie podano na opakowaniu, ale na forum browar.biz pojawiła się informacja, że wynosi 12%.

      Co do studentów – pewnie większość tak, ale jak znam to środowisko, to Lwówek zrobi furorę.

  3. Patrzę na zdjęcie tego Lwówka i czuję zapach piwa 😀

    Wiecie co… zależy jacy studenci, bo gigantyczna większość tych z którymi ja studiowałem to kierowała się tylko ceną – w akademikach: do 2 zł za puszkę, a jak na mieście to byle co. A akademiki UŁ od Zofmaru rzut kamieniem.

    Raciborskie piłem w zeszłym roku i wtedy też było bardzo słabo nagazowane, ale mi smakowało.
    Kopyrze orientujesz się czy wrócili do warzenia Twierdzowego?

    • Nie wiem, ale nie sądzę. Póki co chyba chcą się skupić na Raciborskim. Generalnie zapowiedzi są takie, że nie będą już mieli w portfelu kilkunastu piw/etykiet. Pożyjemy, zobaczymy. Pozytywne jest to, że to zmiany na rynku piwnym i złote lata dla małych browarów sprawiły, że właściciel zdecydował się reaktywować browar. Z dzisiejszego artykułu w Dzienniku Gazecie Prawnej „Jest trend na małe browary. To był jeden z powodów ponownego otwarcia naszego przedsiębiorstwa – przyznaje Wiesław Szuba, dyrektor Raciborza.”

      A co do studentów. To nie chodzi mi o to, że będą pić tylko piwo z Lwówka, ale jeśli udział w tej grupie sięgnie np. 10% to już by był sukces.

  4. Nie piszesz ile Raciborskie ma ekstraktu i alkoholu, ale jeśli jest ciężkie i treściwe to nie wiem czy wystarczyłoby dodać chmielu, by osiągnąć pilsa.

  5. Spędzając urlop w Sudetach zrobiłem małą wycieczkę po sklepach spożywczych w poszukiwaniu piw, których u siebie nie kupię. Z dużą satysfakcją zauważyłem na półce jednego z nich Lwóweckie. Kupiłem kilka butelek, po których pozostało niestety już tylko wspomnienie (a wróciłem z urlopu raptem trzy dni temu). Pierwsza degustacja, jeszcze w pensjonacie nie była dla Lwóweckiego pomyślna. Może to efekt tego, iż było to „któreś tam” piwo tego dnia, a do tego musiało rywalizować z niezłymi piwami czeskimi oraz czarnkowskimi. W każdym razie nie przypadło mi do gustu, zauważyłem wyraźną nutę metaliczną, o której piszesz na blogu, a tego w piwie nie cierpię. Jednak kolejne podejścia, wykonane już w domu były dla Lwóweckiego bardziej korzystne, do tego stopnia, że pożałowałem, iż nie przywiozłem go więcej. Cała nadzieja w tych kilku sklepikach w moim mieście, które za punkt honoru stawiają sobie oferowanie klientowi coś więcej niż tylko Żywca i Tyskie.

  6. Coraz bardziej mi Lwówek pasuje, z sesji na sesję. 🙂

    Wczoraj wziąłem 2 butelki na towarzystwo do warzenia i skończyło się zanim zacier poszedł do filtrowania. Było takie, że po każdym łyku aż chciało się wziąć następny i następny, po prostu emanowało świeżością (pomimo zbliżającego się terminu przydatności – tak z tydzień mu jeszcze zostało).

Dodaj komentarz