Anchor Steam Beer z San Francisco

5
110

W Żywcu udało mi się zakupić żywą legendę, a więc piwo w stylu California Common, znane też jako steam beer. Tym piwem jest Anchor Steam Beer z San Francisco. Na szczęście butelka tego piwa, w której posiadanie wszedłem drogą kupna, rzeczywiście pochodzi zza Wielkiej Wody. W przeciwieństwie do piw takich jak Asahi, Kirin, Foster’s czy Kingfisher, które egzotyczne są jedynie na etykiecie, a warzone są na licencji w Europie. Anchor Steam jest rzeczywiście ze Stanów. To jednak byłoby za mało, żeby się nim ekscytować. Jest to piwo, które jako jedyne w swoim czasie było przedstawicielem rdzennie amerykańskiego stylu piwa, jakim jest wspomniane właśnie California Common. Jest to styl, który powstał na zachodnim wybrzeżu USA. Charakteryzuje się on tym, że piwo, mimo iż fermentowane drożdżami dolnej fermentacji, które w XIXw. święciły tryumfy, to jednak ze względu na trudności z uzyskaniem odpowiedniej temperatury, fermentowane było w dolnym zakresie temperatur (16-18°C) typowych dla drożdży górnofermentacyjnych. Styl ten nazywany jest czasem stylem hybrydowym (podobnie jak alt i koelsch).

Wróćmy jednak do naszego piwa. Pierwszym co nas wita, to wielkiej urody etykieta. Owalna, lecz zorientowana horyzontalnie. Na niej wielka kotwica, obok pnącze chmielu i kłosy jęczmienia. Na krawatce wyjaśnienie skąd nazwa steam beer. Na kapslu również kotwica, oraz typowo amerykański napis use opener, czyli użyj otwieracza. 😉

Podczas nalewania tworzy się obfita piana, koloru złamanej bieli, o drobnych pęcherzykach. Kolor jak w ksiażce, czyli bursztynowo-miedziany. Piwo jest klarowne. Wysycenie jest średnie.

W zapachu nie ma jakiejś orgii aromatów, wyczułem zapach słodu i nutę jakby mineralną, znaną z wody mineralnej o wysokiej zawartości minerałów. W smaku wyraźnie wytrawne, goryczka wysoka, nieco pozostająca. Wyczułem też te nuty wody mineralnej z zapachu. W oddali delikatne posmaki owocowe, jakby cytrusowe. Co prawda w tym stylu nie używa się typowych aromatycznych odmian chmielu, ja jednak w oddali takie nuty wyczułem.

Raczej nie jest to mój ulubiony styl. Nie przepadam za takimi niezdecydowanymi stylami, ni to jasne, ni to ciemne, jak polotmave czy alt. A to jest trochę ta sama parafia. Jedno co naprawdę mi pasuje to wysoka goryczka, ale poza tym piwo wydaje mi się dość płaskie. Nie ma tu owocowej ferii smaków, jak w angielskim bitterze, nie ma chmielowego aromatu pilsa.

Jednak sądzę, że każdy miłośnik piwa powinien Anchor Steam Beer spróbować, bo sam browar ma wielkie zasługi dla amerykańskiej branży piwnej. Przyjmuje się, że przejęty w latach 60-tych ubiegłego wieku przez Fritza Maytag’a browar Anchor był przez długie dekady samotnym wojownikiem walczącym z nawałą koncernowego, bezsmakowego, jasnego lagera. No i dzięki temu piwu przetrwał cały styl. Można więc to piwo porównać do Hoegaarden’a czy naszego Grodziskiego. Spróbować trzeba, a z racji, że nie jest to piwo ekstremalne w swoim smaku, to jest spora szansa, że jednak zasmakuje. Dla mnie jest za mało charakterystyczne.

 

5 KOMENTARZE

  1. To piwko jest dobrze znane fanom pisarza Michaela Connelly’ego – Harry Bosch zawsze ma w lodówce kilka butelek i często korzysta 🙂
    Gdzie można go dostać w Polsce?

    • Mój egzemplarz miał naklejkę „Importer – Piwiarnia Żywiecka” wychodzi więc, że był specjalnie sprowadzany (z Holandii) na Festiwal Birofilia. Obawiam się więc, że ciężko może być z zakupem.

  2. Normalnie bym się nie przyczepił, ale skoro sam wcześniej tak wnikliwie wdałeś się w analizę odmiany słowa „porter” no to masz:

    Kłosy ma jęczmień, a nie słód;)

  3. A to moja ocena, ale wersja z kranu.

    piana: drobna, gęsta, pozostaje warstewka,
    zapach: karmelowy,
    kolor: wpadające w pomarańcz, lekko mętne,
    smak: karmel, mała goryczka, lekko słodkie,
    wysycenie: ok.

    Smaczne piwo.

Dodaj komentarz