Roggen z Thurn und Taxis

3
136

Kilka miesięcy temu opisywałem swoje wrażenia z degustacji Żytniego z Konstancina. Ubolewałem wówczas nad tym, że jeszcze żadnego piwa w stylu Roggenbier nie piłem i narzekałem na trudności z zakupem tego piwa. Wreszcie udało mi się je nabyć. I to gdzie? Na Festiwalu Birofilia w Żywcu. Mając w pamięci doznania z konsumpcji Żytniego postaram się opisać piwo Roggen z browaru Thurn und Taxis.

Podobnie jak we wpisie o roggenie z Konstanicina  zacznijmy od tego, co widać. Opakowanie jest stonowane, sprawia wrażenie ekskluzywnego i luksusowego. Herb rodu Thurn und Taxis, pastelowe barwy. Firmowy kapsel w niebieskich barwach z tym samym herbem, choć ładny, to jednak psuje kompozycję. Na kontretykiecie możemy poczytać o składzie, a tam mamy słód żytni, jęczmienny i pszeniczny.

 

Nalewam (tym razem, niestety, nie jest to szkło dedykowane). Piana, podobnie jak w Żytnim, jest piętą achillesową trunku z Regensburga. Niezbyt obfita i bardzo krótka. Znika w oczach, mimo że była ładna, drobna, beżowa.

Kolor? I tu zaskoczenie… idealnie klarowne. A ja narzekałem na Żytnie, że nie zawierało osadu drożdżowego. Cóż, zwracam więc honor browarowi z Konstancina. Skoro ikona stylu jest klarowna, znaczy tak ma być. Wrócmy do koloru – mahoniowy, pod światło rubinowy. Wydaje mi się nieco ciemniejszy niż w polskim roggenie.

W zapachu wyczuwam nuty fenolowe (goździk) oraz karmelowe. W smaku bardzo podobnie jak w Żytnim dominują goździki, oprócz tego wyraźny smak przypieczonej skórki od chleba, jakby przechodzący w przypalony karmel. Goryczka niska. Przyjemna kwaskowość, która łamie trochę tę nieco przyciężką zbożową (niczym z kawy zbożowej) kompozycję.

Podsumowując, należy stwierdzić, że o ile mogę ufać swoim wspomniniom smaku Żytniego i posiłkując się wpisem z 7. marca, to piwo z Konstanicina w niczym nie ustępuje, czy raczej nie ustępowało, swojemu słynnemu protoplaście z Regensburga. Piszę w czasie przeszłym, bo w hurtowniach już go nie ma, podobnie w browarze. Mam nadzieję, że browar w Konstancinie zdecyduje się na kolejne warki tego, jak widać po powyższym opisie, klasycznego piwa żytniego. Polecam T&T Roggen, ale jeszcze bardziej polecam wykupienie ostatnich butelek Żytniego, jeśli jeszcze gdzieś są. Sam nie poczyniłem zapasu, a w pewnym momencie piwo przestało dojeżdżać z hurtowni. Z jednej strony szkoda, a z drugiej… przecież jeszcze tyle piw do spróbwowania. Jak to mówią w reklamie najlepsze przede mną, choć na pewno nie będzie to Żywiec. 😉

3 KOMENTARZE

  1. Fajny opis 😀 Ale czekam jeszcze na artykuł o piwie a’la grodziskim. Takie wydarzenie zasługuję na komentarz 🙂

Dodaj komentarz